
Szkodliwe treści w Internecie są na wyciągnięcie ręki: YouTube, portale społecznościowe, czaty i linki przesyłane przez nieznajomych. Oczywiście, że chcielibyśmy uchronić przed tym nasze dzieci, ale czy jest to w ogóle możliwe? I czy mamy jakiekolwiek szanse na wygraną w tej absurdalnej wojnie?
Według amerykańskiej agencji badań THORN co piąta dziewczynka i co dziesiąty chłopiec w wieku 13-17 lat udostępnia w sieci swoje intymne zdjęcia lub filmy. 40 procent z badanych dzieci zgadza się ze stwierdzeniem, że "to normalne, aby dzielić się intymnymi materiałami z innymi”. Co jeszcze bardziej przerażające, większość z nich potwierdza, że dzieląc się nagimi zdjęciami w sieci towarzyszy im "pozytywne odczucie" - zwiększają pewność siebie lub zaufanie między rówieśnikami.
Problem nie dotyczy waszego dziecka? Brzmi absurdalnie? Według specjalistów ojcowie bardzo często odrzucają myśl, że problem może dotyczyć ich rodziny. Wypierają fakt, że telefon, o którym dziecko marzyło od lat i w końcu znalazło je pod choinką, niesie ze sobą nie tylko jego radość, ale także wielkie ryzyko. Dlatego tak kluczowa jest wiedza - bo łatwiej wygrać z wrogiem, jeśli dobrze go poznamy.
Patostreamerzy polują na twoje dziecko
Co robić? Po pierwsze: nie poddawać się, nie zaprzeczać ani nie panikować, jeśli problem dotknie naszych dzieci. Na nic też modlitwy czy błagania, by nasz syn nie padł ofiarą patostreamingu, a córka - szantażu w internecie. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. I słuchać ekspertów. Na polskim rynku są to m.in. specjaliści z Dyżurnet.pl, zespołu Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, którzy prowadzą punkt do zgłaszania nielegalnych treści w Internecie. To dzięki ich pracy i badań przeprowadzonych przez NASK, wiemy, że problem dotyczy także polskiego podwórka. I jak wielka jest skala problemu.
Zagrożeniem numer 1 są patostreamy, czyli relacje na żywo, w których "bohaterowie" filmików zachowują się agresywnie, upijają się na wizji, biorą narkotyki albo wszczynają bójki. Do tego, autorzy takich filmów nakłaniają młodych widzów do wpłacania pieniędzy na ich działalność. A to nakręca spiralę: młodzi zachęceni popularnością i chęcią zarabiania tak, jak ich "idole", często zaczynają ich naśladować. W tym przypadku walka z nimi jest rzeczywiście nierówna, bo same treści nie zawsze naruszają polskie prawo, ale to, co można zrobić, to być blisko dziecka, rozmawiać z nim. A treści zgłaszać do administratora strony, licząc na to, że po drugiej stronie znajdzie się człowiek.
Zagrożenie numer 2 to nagrywanie wideo przez... nasze dzieci. Od wiosny 2021 r. zespół Dyżurnet.pl odnotował zwiększoną liczbę zgłoszeń dotyczących materiałów, których autorami są nawet kilkulatkowie, zazwyczaj dziewczynki. Najczęściej są to "urywki" z ich życia - oprowadzanie po swoim pokoju czy taniec przed kamerą. Wśród nich są też dramatyczne apele, jak choćby jednej z nich, 9-latki, która woła do kamery: "Jeżeli macie Tik Toka to wpadajcie na konto, mam już 2K (tysiące) tylko błagam, nie banujcie mnie, bo się powieszę. Dwa lata pracowałam na 2K. Jeżeli mnie zbanujecie, to obiecuję Wam, że wtedy się zabiję”.
9-latka zachęcająca do polubienia swojego konta
"Jeżeli macie Tik Toka to wpadajcie na konto, mam już 2K (tysiące) tylko błagam, nie banujcie mnie, bo się powieszę. Dwa lata pracowałam na 2K. Jeżeli mnie zbanujecie, to obiecuję Wam, że wtedy się zabiję”.
Sexting w poszukiwaniu bezpieczeństwa
A to nie koniec. Dzieci publikujące swoje filmy w sieci narażone są na tzw. child grooming, czyli uwodzenie dziecka w sieci. Do tego dochodzi hejt, z którym trudno poradzić sobie w tak młodym wieku, a także szantaż - szczególnie ze strony tych, którzy chcą wykorzystać dziecko, najczęściej seksualnie. Sprawcy często podszywają się pod agencje modelingowe albo udają... dalekich krewnych. Ukrywają swój wiek i prawdziwe dane, próbując umówić się z dzieckiem w "realu" lub namówić je na podesłanie kolejnych zdjęć lub filmów. Niektórym wystarcza sam sexting, czyli wysyłanie wiadomości o podtekście seksualnym.
Pytanie, które nasuwa się samo, brzmi: dlaczego dzieci chcą w tym uczestniczyć? Często jest to wynik:
Z tych samych powodów dzieci biorą też udział w tzw. wyzwaniach. Polega to na wrzucaniu do sieci filmików, na których próbują sprostać najdziwniejszym zadaniom. W teorii zabawnym, ale najczęściej groźnym. Nie wierzycie? To posłuchajcie o kilku z nich: - neknomination - czyli wypicie w możliwie najkrótszym czasie jak największej ilości alkoholu, - zawody w połykaniu jak największej ilości lekarstw, - wyzwanie ognia - oblewanie się łatwopalną substancją i podpalanie przy natychmiastowym gaszeniu, - "zabawa" w sól i lód - posypywanie skóry solą, a następnie przykładanie kostki lodu i wytrzymanie bólu jak najdłużej.
Brak hamulców w sieci
Jak skutecznie uchronić nasze dzieci, gdy tak trudno wyobrazić sobie dzisiejszy świat bez internetu? Rozmawiajcie. I ustalcie wspólne zasady korzystania z treści w sieci. Udostępniaj dziecku jedynie pozytywne i bezpieczne treści, pytaj o jego doświadczenia w byciu on-line, skonfiguruj ustawienia bezpieczeństwa i zainstaluj program do kontroli rodzicielskiej.
Nadal uważasz, że to nie jest twój problem? Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę publikuje dane, na podstawie których wiemy, że ponad 90 proc. dzieci w wieku 7-18 lat codziennie korzysta z internetu w domu, z czego 30 proc. pozostaje on-line cały czas (!) niezależnie od miejsca pobytu. A stąd prosta droga nie tylko do tego, by natrafić na kontrowersyjne treści, skusić dziecko do przesłania swojego zdjęcia lub filmu, ale także do "nadużywania Internetu", czyli uzależnienia.
Dziecko, które kompulsywnie korzysta z komputera, tabletu, telefonu lub gier komputerowych potrafi godzinami nie robić sobie przerw od ekranu, a dotychczasowe zainteresowania: spotkania z kolegami, książki czy gry planszowe, zamienić na pad lub klawisze klawiatury. Objawami uzależnienia jest kłamstwo na temat tego, jak długo grało lub oglądało filmy na YouTubie, a podczas prób ograniczenia korzystania z komputera reaguje rozdrażnieniem, a nawet agresją.
Warto więc przyjrzeć się zachowaniom naszych dzieci. Zerknąć, co nasza pociecha robi w telefonie albo na tablecie. I upewnić się, czy aby na pewno jest w tej wirtualnej przestrzeni bezpieczna.