Aleksandra Grysz 19 września po raz drugi została mamą. W naszym podcaście, chwilę przed rozwiązaniem, opowiadała o narodzinach starszego synka Tymka, mówiła o karmieniu, które zamiast być pięknym początkiem macierzyństwa, stało się dla niej koszmarem. W podcaście "Bliżej. Czule o rodzicielstwie" opowiedziała też o stracie pierwszej w życiu ciąży i o trudnych doświadczeniach, o których mamy rzadko mówią głośno.
Aleksandra Grysz jest prezenterką telewizyjną, autorką książek dla dzieci o Krabie Szkrabie, a także mamą teraz już dwójki chłopców – Tymka i Tomasza oraz ( jak o sobie mówi) "macoszką" Leny. Zanim jednak urodziła pierwszego syna, straciła ciążę.
To doświadczenie na zawsze zostanie w jej pamięci.
– Jesteś w szpitalu na tym oddziale patologii ciąży, nieporodowym, ale jesteś z innymi ciężarnymi i każda z was czeka na urodzenie dziecka, któremu już serduszko nie bije. I to jest coś strasznego – wyznała w rozmowie z Natalią Hołownią i Martyną Wyrzykowską.
"Po stracie ciąży chciałam mówić"
Aleksandra przyznała, że po stracie ciąży miała wielką potrzebę rozmowy, lecz jej partner Tomek wprost przeciwnie – chciał przeżywać żałobę w ciszy. Potrzebowała wyrzucić z siebie, to co się wydarzyło i wreszcie podjęła decyzję, by podzielić się tym z innymi.
Wtedy odezwały się do niej kobiety, które przeżyły to samo.
Aleksandra Grysz
prezenterka telewizyjna, mama Tymka, macoszka Leny
Dziś sama stara się być głosem kobiet po stracie. Dostaje od nich wiadomości i zdjęcia dzieci, które urodziły się po trudnych doświadczeniach. Podkreśla, że to niesamowicie buduje ją jako matkę i człowieka.
"Czułam się jak dojna krowa"
Wyzwaniem początków macierzyństwa z pierwszym synem okazało się karmienie piersią.
Tymek miał problem ze ssaniem. Już w szpitalu pojawiły się trudności z odciąganiem mleka, dlatego Aleksandra przez kilka miesięcy korzystała z laktatora. I szybko przekonała się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż w wyobrażeniach.
– Odciągałam laktatorem i, przepraszam, że to powiem, ale czułam się po prostu jak dojna krowa – przyznała.
Musiała odciągać mleko jeszcze zanim dziecko się obudziło. Potem dochodziło mycie i wyparzanie butelek, czyszczenie laktatora, karmienie i... odliczanie do następnego odciągania.
– I ten dźwięk – ja miałam koszmary. (...) Karmienie to był koszmar – mówiła.
Odciągała własne mleko przez ponad trzy miesiące. Z jednej strony nakładała na siebie presję, by karmić syna swoim mlekiem, z drugiej – cały proces coraz bardziej ją wyniszczał.
W końcu zauważyła coś, co ją przeraziło.
– Uświadomiłam sobie, że ja sobie robię straszną krzywdę, bo ja przestałam się cieszyć tym macierzyństwem, tylko odliczałam godzinę do kolejnego odciągania – wyznała.
Wtedy zaczęła myśleć o przejściu na mleko modyfikowane. Paradoksalnie nawet przed tym miała wyrzuty sumienia.
Bała się powiedzieć o tym Tomkowi, bo czuła że może być przez to "mniej kobietą, mniej mamą". W ojcu swojego dziecka znalazła największe wsparcie.
Do drugiego porodu i połogu przygotowywała się zupełnie inaczej.
Chciała przełamać to, co sama nazywała traumą.
Jeśli chcecie wiedzieć, co Aleksandra Grysz myśli o cesarskim cięciu, jak poradziła sobie w pierwszych chwilach po stracie, dlaczego miała wyrzuty sumienia wobec syna i jak wygląda jej wymarzony poród – posłuchajcie naszej rozmowy w podcaście "Bliżej. Czule o rodzicielstwie".
