Kto dorastał w latach 80. i 90., ten zna te teksty na pamięć. W najnowszym odcinku podcastu "Klub Zmęczonych Matek" redaktorki Mamadu wracają do powiedzonek naszych rodziców i sprawdzają, ile było w nich życiowej mądrości, a ile sposobu na szybkie uciszenie dziecka.

REKLAMA

Nasi rodzice zawsze to mówili

"Dzieci i ryby głosu nie mają",

"Jak ci się nudzi, to się rozbierz i ubrania popilnuj"

albo

"Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie".

Jeśli dorastaliście w latach 80. i 90., jest spora szansa, że te zdania słyszeliście nie raz. Czasem przy okazji rodzinnej awantury, czasem wtedy, gdy próbowaliście negocjować z rodzicami, a czasem zupełnie bez powodu. Dziś wiele z tych powiedzonek brzmi jak relikt minionej epoki. Ale niektóre z nich nadal potrafią pojawić się w naszej głowie, gdy wychowujemy własne dzieci.

W najnowszym odcinku "Klubu Zmęczonych Matek" wracamy do tekstów, które dla wielu z nas są niemal częścią dziecięcego DNA. Losujemy kolejne powiedzonka naszych rodziców i sprawdzamy, co właściwie miały oznaczać. Czy rzeczywiście kryła się za nimi życiowa mądrość, czy raczej były wygodnym sposobem na zakończenie dyskusji z dzieckiem?

Bo przecież "bo ja tak powiedziałam" trudno uznać za argument, ale w latach 90. był to argument niemal ostateczny. Niektóre teksty nadal potrafią rozbawić, inne wywołują nostalgię, a jeszcze inne po latach wciąż nas triggerują. "Przestań płakać albo naprawdę dam ci do tego powód", "Nie płacz jak baba" – kto choć raz nie usłyszał któregoś z nich?

Ja aż mam po prostu ciarki, słysząc "Przestań płakać albo naprawdę dam ci do tego powód", bo dla mnie to jest takie w ogóle unieważnienie emocji dziecka.

Martyna Pstrąg-Jaworska

dziennikarka

I właśnie tutaj robi się ciekawie. Bo z jednej strony doskonale wiemy, że pewnych rzeczy własnym dzieciom nie chcemy mówić. Z drugiej – czasem wystarczy jedna wyjątkowo marudna godzina, rozlany sok albo kolejna kłótnia o sprzątanie pokoju i nagle w głowie pojawia się głos naszej mamy: "A jak ci się nudzi, to się rozbierz i ubrania pilnuj".

Czy naprawdę jesteśmy aż tak podobni do naszych rodziców?

W odcinku rozmawiamy o tym, dlaczego te krótkie zdania tak mocno zapadły nam w pamięć. Zastanawiamy się, czy były próbą wychowania, sposobem na pokazanie dziecku granic, czy po prostu językiem pokolenia, które nie miało dziś znanych narzędzi komunikacji z dziećmi.

I przede wszystkim: które z tych tekstów możemy spokojnie zostawić w latach 90., a które – ku własnemu zaskoczeniu – nadal mają w sobie odrobinę sensu. Na przykład powiedzenie "Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie"

Pamiętałam to bardzo w kontekście takim, że czułam się taka urażona tym. Zawsze pojawiało się w jakimś takim kontekście, kiedy próbowałam gdzieś coś może samodzielnie zrobić.

Justyna Smolińska

dziennikarka

Nie chodzi jednak o to, żeby urządzać sąd nad naszymi rodzicami. W końcu wychowywali nas w czasach, w których wiele rzeczy wyglądało zupełnie inaczej. Chodzi raczej o przyjrzenie się temu, co z ich języka zabraliśmy ze sobą do własnego rodzicielstwa. Co świadomie odrzuciliśmy, a co powtarzamy niemal automatycznie?

Jeśli więc choć raz usłyszeliście "Dzieci i ryby głosu nie mają", a dziś sami macie ochotę powiedzieć to własnym dzieciom – ten odcinek jest dla was. Będzie sentymentalnie, zabawnie i momentami trochę niewygodnie. Bo może się okazać, że niektóre teksty naszych rodziców wcale nie odeszły do lamusa. Po prostu zmieniły pokolenie, które je wypowiada.

Posłuchajcie najnowszego odcinka "Klubu Zmęczonych Matek" i sprawdźcie, ile z tych zdań pamiętacie z własnego dzieciństwa. A przede wszystkim – czy dziś sami mówicie je swoim dzieciom?