
Mycie okien zawsze znajdowało się na mojej liście domowych obowiązków. Kiedy więc dostałam do testów Kärcher RCW 4, pierwsza myśl była prosta: czy urządzenie rzeczywiście może przejąć ode mnie choć część tego obowiązku?
Przy naszej większej rodzinie i dużym domu lista zadań zdaje się nie mieć końca, a na dokładne umycie wszystkich szyb, luster i szklanych powierzchni trzeba znaleźć sporo czasu. Robot do mycia okien Kärcher RCW 4 ma ułatwiać życie. Sprawdziłam, jak wygląda jego przygotowanie, uruchomienie i praca na różnych powierzchniach. I przede wszystkim: czy faktycznie można w tym czasie zająć się czymś innym?
W dużym domu okna mają wyjątkową zdolność do brudzenia się
Są takie domowe obowiązki, które wykonujemy niemal automatycznie. Najczęściej pranie sprzątanie, czy odkurzanie, ale potem są też okna. Niby wystarczy je umyć kilka razy w roku, ale przy dzieciach ta teoria bardzo szybko przegrywa z rzeczywistością.
Palce na szybie. Ślady po nosie. Rozlane napoje. Kurz. Deszcz. A jeśli w domu są duże przeszklenia albo drzwi tarasowe, powierzchni do umycia robi się naprawdę sporo. Do tego dochodzą lustra i szklane elementy w łazience.

Właśnie dlatego robot do mycia okien od początku wydawał mi się pomysłem interesującym nie tyle ze względu na samą technologię, ile na… czas. Bo w domu z dziećmi czas jest chyba najbardziej deficytowym zasobem.
Kärcher RCW 4 ma za zadanie zrobić za nas tę najbardziej monotonną część pracy. Przyczepiamy go do szyby, uruchamiamy i pozwalamy mu pracować. Brzmi trochę jak science fiction? W praktyce pierwsze zaskoczenie pojawia się już podczas przygotowania urządzenia.
Zanim robot ruszy na szybę
Po rozpakowaniu dostajemy nie tylko samo urządzenie, ale także kompletny zestaw potrzebny do rozpoczęcia pracy. Warto poświęcić chwilę na zapoznanie się z elementami, bo przygotowanie robota nie jest czynnością, którą chciałabym wykonywać "na pamięć" przy pierwszym użyciu.
Jednym z etapów jest napełnienie zbiornika roztworem czyszczącym. Robi się to przez otwór znajdujący się z tyłu obudowy. Dołączona butelka z aplikatorem ułatwia przygotowanie mieszanki wody i środka do czyszczenia okien RM 503.

To właśnie ten moment, w którym zaczęłam myśleć o urządzeniu bardziej jak o sprzęcie AGD niż gadżecie. Nie chodzi przecież o to, żeby kupić kolejne urządzenie, które trzeba długo konfigurować. Jeśli robot ma być pomocnikiem w codziennym życiu, jego obsługa ma być możliwie jak najprostsza i intuicyjna.
Przed startem trzeba jeszcze przygotować "brzuch" robota, czyli jego dolną część, która będzie pracować na szybie. Mocujemy do niej ściereczkę z mikrofibry na rzep i urządzenie jest gotowe do działania. Sama ściereczka jest miękka, dzięki czemu dobrze sprawdza się przy usuwaniu zabrudzeń z gładkich powierzchni.
Dużym plusem jest też to, że można ją po prostu wyprać w pralce w temperaturze do 40°C. Nie jest więc jednorazowym elementem – po zakończonej pracy można ją zdjąć, wyprać i przygotować do kolejnego użycia. Montaż i demontaż zajmują dosłownie chwilę, co przy sprzęcie, który ma ułatwiać codzienne obowiązki, jest naprawdę istotne.
I jest jeszcze coś, czego przy takim sprzęcie zdecydowanie nie można pominąć – lina bezpieczeństwa.
Robot przyczepiony do szyby. I ten moment zawahania
Przyznaję: pierwsze uruchomienie robota na szybie budzi emocje.
Kärcher RCW 4 przyczepiamy do powierzchni, podłączamy linę bezpieczeństwa i możemy go uruchomić przyciskiem znajdującym się z przodu urządzenia. Z perspektywy osoby, która nigdy wcześniej nie korzystała z robota do mycia okien, najciekawszy jest właśnie moment, kiedy sprzęt zaczyna pracować na pionowej szybie.

Bo przecież odruchowo pojawia się myśl: "Czy on naprawdę nie spadnie?"
Lina bezpieczeństwa daje dodatkowe zabezpieczenie, a sam robot jest zaprojektowany właśnie do pracy na pionowych powierzchniach. Po uruchomieniu zaczyna poruszać się po szybie i wykonywać swoją pracę.

Przydatnym elementem podczas korzystania z urządzenia są również komunikaty głosowe. Robot informuje użytkownika o swoim statusie, dzięki czemu nie trzeba cały czas zaglądać na szybę i sprawdzać, co aktualnie się dzieje. To niewielki detal, ale przy sprzęcie, który ma dawać nam więcej swobody, ma sporo sensu. Możemy w tym czasie zająć się czymś innym, a jeśli robot wymaga naszej uwagi, dostajemy o tym informację.
I tu dochodzimy do najważniejszego punktu całego testu: co ja robię w tym czasie?
Właściwie… cokolwiek.
Mogę przygotować dzieciom kolację. Wstawić pranie. Posprzątać blat w kuchni. Odpisać na wiadomości. Albo po prostu wypić kawę, zanim ktoś zawoła "mamo!".
To może wydawać się banalne, ale właśnie na tym polega największa wartość takiego urządzenia. Robot nie sprawia, że okna przestają wymagać mycia. Sprawia natomiast, że nie musimy przez cały czas wykonywać tej czynności własnymi rękami.
Jedno urządzenie, kilka różnych powierzchni
Podczas testu nie ograniczyłam się do jednego klasycznego okna. Sprawdziłam robota również na większych przeszkleniach, lustrze i szklanej powierzchni w łazience.
To ważne, bo w domu szyby nie kończą się przecież na oknach. Duże lustro potrafi wyglądać fatalnie po kilku dniach, zwłaszcza jeśli w domu są dzieci. Kabina prysznicowa z kolei jest jednym z tych miejsc, które człowiek czyści regularnie, ale równie regularnie pojawiają się na niej nowe ślady.
Robota można więc potraktować nie tylko jako "maszynę do okien", ale także jako pomocnika przy różnych gładkich, szklanych powierzchniach.
Oczywiście nie oznacza to, że nagle możemy całkowicie zapomnieć o sprzątaniu. Przed uruchomieniem trzeba odpowiednio przygotować powierzchnię i urządzenie, a w przypadku mocno zabrudzonych szyb warto pamiętać, że robot nie zastępuje magicznej różdżki. To sprzęt, który ma ułatwiać regularne czyszczenie.
I właśnie regularność wydaje mi się tutaj kluczowa.
Pilot, czyli nie trzeba stać przy szybie
Kärcher RCW 4 wyposażono również w pilot zdalnego sterowania. Podczas testu sprawdziłam sterowanie robotem właśnie w ten sposób.
To rozwiązanie jest szczególnie przydatne wtedy, gdy chcemy mieć większą kontrolę nad jego pracą. Zamiast dotykać urządzenia znajdującego się na szybie, możemy sterować nim z pewnej odległości.

Dla rodzica ma to jeszcze jedną zaletę: nie trzeba wszystkiego robić samodzielnie i jednocześnie pilnować urządzenia z ręką na szybie.
Po zakończeniu pracy robota można wyłączyć i zdjąć z powierzchni za pomocą wbudowanego uchwytu. To również drobny, ale praktyczny element konstrukcji – łatwiej pewnie chwycić urządzenie i odczepić je od szyby.

Czy robot całkowicie wyręcza w myciu okien?
Nie. I warto powiedzieć to wprost.
Kärcher RCW 4 nie sprawia, że możemy wyrzucić wszystkie środki do mycia szyb i zapomnieć o sprzątaniu. Jak każdy sprzęt, wymaga przygotowania, odpowiedniego użycia i odrobiny uwagi.
Ale czy może ograniczyć ilość pracy, którą musimy wykonać własnymi rękami? Tak – i właśnie tutaj widzę jego największy sens.

Dla osoby mieszkającej samotnie może być ciekawym gadżetem. Dla rodziny z dziećmi i dużą liczbą przeszkleń staje się czymś więcej: sposobem na zdjęcie z listy jednego z tych obowiązków, które regularnie odkładamy.
Bo największym problemem z myciem okien wcale nie jest samo mycie. Problem polega na tym, że trzeba znaleźć na nie czas. A tego rodzice mają zwykle zdecydowanie za mało.
Najbardziej doceniłam to, że mogłam robić coś innego
Podczas testu najbardziej doceniłam jedną rzecz: kiedy robot pracuje, ja w tym czasie naprawdę mogę zająć się czymś innym. W domu z dziećmi lista obowiązków właściwie nigdy się nie kończy. Zawsze jest pranie do zrobienia, ugotowanie obiadu, zabawki do posprzątania, zakupy, praca i oczywiście milion małych spraw, które pojawiają się po drodze. Dlatego każda czynność, którą można sobie ułatwić, naprawdę ma znaczenie.
I właśnie w tym widzę największą zaletę Kärcher RCW 4. Nie chodzi tylko o samo mycie szyb, luster czy innych szklanych powierzchni. Chodzi o to, że nie muszę poświęcać całej swojej uwagi na czynność, którą zwykle wykonuję ręcznie.

Mogę w tym czasie przygotować dzieciom coś do jedzenia, ogarnąć kolejne domowe sprawy albo po prostu usiąść na kilka minut z kawą. I chyba właśnie takie rozwiązania najbardziej lubię, nie dlatego, że robią za mnie absolutnie wszystko, ale dlatego, że zdejmują z głowy choć jeden obowiązek.
Po tym teście wiem jedno: jeśli technologia może przejąć ode mnie część domowej pracy, a ja w tym czasie mogę być z dziećmi, zrobić coś dla siebie albo po prostu mieć chwilę spokoju – zdecydowanie jestem na tak.
Bo w zabieganym domu czyste szyby, lustra czy kabina prysznicowa są oczywiście miłym efektem. Ale jeszcze przyjemniejsza jest świadomość, że nie musiałam poświęcić na nie całego swojego czasu!
MATERIAŁ REKLAMOWY
