Czy naprawdę dziecko jadące na pięciodniowy wyjazd potrzebuje kilkunastu kompletów ubrań, czterech rodzajów kremów i apteczki większej niż ta w domowej szafce? W najnowszym odcinku podcastu "Klub Zmęczonych Matek" redaktorki MamaDu z humorem przyglądają się temu, jak rodzice szykują dzieci na wakacyjne wyjazdy i dlaczego często traktują pakowanie jak misję specjalną.

REKLAMA

Wakacyjna walizka dziecka spakowana jak na bezludną wyspę

Każdy rodzic zna ten scenariusz. Lista rzeczy do spakowania wydłuża się z każdą minutą, prognoza pogody sprawdzana jest na kilku portalach, a do walizki trafiają ubrania na każdą możliwą temperaturę, kremy, leki, mokre chusteczki i zapasowe buty. Problem w tym, że dzieci zwykle mają na ten temat zupełnie inne zdanie.

Kiedyś po jednej z wycieczek na grupie klasowej napisała mama, że poszukuje spodni dziecka. [...] Natomiast zamiast tych spodni syn przywiózł, uwaga, poszewkę na poduszkę. Z hotelu.

Justyna Smolińska

redaktorka MamaDu

To właśnie takie historie są osią całego odcinka. Redaktorki zastanawiają się, czego właściwie boją się rodzice i dlaczego próbują przygotować dziecko na każdą możliwą sytuację – od deszczu, przez komary, aż po hipotetyczne zagubienie bidonu.

Spakowałam mu chyba z piętnaście zestawów ubrań. Zarówno krótkie rękawki, długie rękawki. Miał tam totalnie wszystko, jakieś kremy od słońca. I właściwie czego tam nie było.

Martyna Pstrąg-Jaworska

redaktorka MamaDu

Dziecko korzysta z trzech rzeczy. Reszta wraca do domu

W podcaście nie brakuje listy rzeczy, które niemal obowiązkowo trafiają do wakacyjnej walizki: krem na słońce, krem po opalaniu, krem na komary, plasterki, bandaże, żel antybakteryjny, mokre chusteczki, powerbank czy numery telefonów do całej rodziny.

Jak zauważają prowadzące, w praktyce dzieci najczęściej korzystają z... jednej koszulki, jednej pary spodni i jednego ręcznika. "Ja się zastanawiam, czego my się właściwie boimy. Że zmarzną? Że będą głodne? Że wylądują na bezludnej wyspie?" – pyta jedna z redaktorek.

W odcinku pojawiają się także autentyczne historie rodziców. Jedna z mam opowiada o borówkach spakowanych dziecku na zieloną szkołę. Po pięciu dniach owoce wróciły... rozsypane luzem po całej walizce.

Są też opowieści o karimacie, która okazała się całkowicie niepotrzebna, etui ochronnym na telefon, którego dziecko ani razu nie użyło, czy bidonach i czapkach, które z niewyjaśnionych przyczyn regularnie znikają podczas każdego wyjazdu.

Choć rozmowa pełna jest żartów, prowadzące zwracają uwagę, że za przepełnionymi walizkami stoją po prostu troska i chęć przygotowania dziecka na każdą ewentualność. Problem w tym, że dzieci i tak żyją po swojemu.

Jeśli kiedykolwiek spakowaliście dziecku połowę domu, a ono wróciło z wakacji z jedną zaginioną skarpetką, mokrym ręcznikiem i tajemniczym kamieniem znalezionym na plaży, ten odcinek "Klubu Zmęczonych Matek"” z pewnością wywoła u was niejeden uśmiech.