
Jest taki moment, który latem powtarza się niemal codziennie. Pakuję torbę, zanim wyjdziemy z domu. Woda? Jest. Czapki z daszkiem? Są. Krem z filtrem? Oczywiście. Owoce dla dzieci, kanapki, mokre chusteczki, zapasowa koszulka, plastry… Lista wydaje się nie mieć końca.
Dopiero kiedy zamykam drzwi i ruszamy, orientuję się, że dla siebie… właściwie nic nie spakowałam.
Brzmi znajomo?
My rodzice mamy niezwykłą umiejętność dbania o potrzeby wszystkich wokół. Pamiętamy o śniadaniu dzieci, o napojach, przekąskach, ulubionym pluszaku, a nawet o zabraniu kamieni znalezionych po drodze. Jednocześnie bardzo często zapominamy o własnych potrzebach. O tym, że między jednym obowiązkiem a drugim też warto znaleźć chwilę, żeby zjeść coś wartościowego.
Bo choć wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, w rzeczywistości dla wielu rodzin oznaczają jeszcze więcej organizacji niż przez resztę roku.
Wakacje mają swój rytm
Latem plan dnia wygląda zupełnie inaczej.
Jeden dzień spędzamy nad jeziorem, następnego jedziemy na wycieczkę rowerową, a kolejnego dzieci mają półkolonie albo odwiedzamy dziadków. Zdarza się, że śniadanie jemy wcześniej niż zwykle, obiad wypada późnym popołudniem, a pomiędzy nimi trudno znaleźć chwilę na spokojny posiłek.
To właśnie wtedy najłatwiej sięgnąć po coś przypadkowego – drożdżówkę kupioną na stacji benzynowej, baton wrzucony do koszyka przy kasie czy kolejną kawę, która ma zastąpić jedzenie.
Problem w tym, że takie rozwiązania sprawdzają się tylko na chwilę.
Dlatego od pewnego czasu staram się planować nie tylko posiłki dla całej rodziny, ale również własne przekąski. Nie chodzi o wielogodzinne przygotowywanie lunchboxów czy rozpisywanie jadłospisu co do minuty. Raczej o to, żeby w lodówce zawsze czekało coś, co mogę zabrać ze sobą dosłownie w kilka sekund.
Nie wszystko trzeba przygotowywać od zera
Mam wrażenie, że wokół zdrowego odżywiania narosło wiele mitów. Czasami wydaje nam się, że każdy posiłek powinien być przygotowany od podstaw, najlepiej z kilkunastu składników i z odpowiednim wyprzedzeniem.
A przecież codzienność większości rodziców wygląda zupełnie inaczej.
Często liczy się prostota i czas.
Kiedy wiem, że muszę szybko wyjść z domu , zdecydowanie bardziej doceniam rozwiązania, które nie wymagają dodatkowego przygotowania. Takie, które wystarczy wyjąć z lodówki, schować do torby i zabrać ze sobą.
To właśnie dlatego zwróciłam uwagę na nowe jogurty pitne typu islandzkiego SKYR od OSM Krasnystaw.
Przekąska, która nadąża za tempem dnia
SKYR od kilku lat cieszy się dużą popularnością wśród osób, które zwracają uwagę na skład produktów i zawartość białka. Do tej pory najczęściej kojarzył się z gęstym jogurtem jedzonym łyżeczką.
Tym razem OSM Krasnystaw proponuje jego pitną wersję w trzech nowych, owocowych smakach.
Do wyboru są:
Każdy z nich ma nieco inny charakter, dlatego łatwo znaleźć wariant odpowiadający własnym preferencjom. Morela przypadnie do gustu osobom, które lubią klasyczne, delikatnie słodkie smaki. Połączenie truskawki, kiwi i aloesu jest bardziej orzeźwiające i idealnie wpisuje się w letni klimat. Z kolei granat to propozycja dla tych, którzy chętniej sięgają po bardziej wyraziste, lekko kwaskowe nuty.
To niewielka zmiana, ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że nawet codzienna przekąska staje się po prostu przyjemniejsza.
Białko, które łatwo zabrać ze sobą
Nowe jogurty pitne typu islandzkiego SKYR zawierają 21 g białka w jednej butelce.
To sprawia, że mogą być wygodnym rozwiązaniem dla osób prowadzących aktywny tryb życia, które między obowiązkami szukają produktów łatwych do zabrania ze sobą.
Nie zawsze mamy możliwość usiąść przy stole i spokojnie zjeść drugi posiłek. Czasami przekąska towarzyszy nam w drodze do pracy, podczas podróży, po porannym treningu albo wtedy, gdy czekamy na zakończenie zajęć dzieci.
W takich momentach liczy się wygoda.
Nie trzeba nic przygotowywać, przekładać do pojemników ani kompletować dodatkowych składników. Wystarczy wyjąć produkt z lodówki i już.
Lato to dobry moment na małe zmiany
Nie jestem zwolenniczką rewolucji. Zdecydowanie bardziej wierzę w niewielkie nawyki, które z czasem stają się częścią codzienności.
Jednym z nich jest właśnie pamiętanie o sobie.
Rodzice często słyszą, że powinni zadbać o odpoczynek, sen czy chwilę dla siebie. Tyle że rzeczywistość rzadko wygląda idealnie. Czasami ta "chwila dla siebie" oznacza po prostu możliwość zjedzenia czegoś bez pośpiechu albo świadomość, że nie muszę ratować się przypadkową przekąską kupioną w biegu.
To drobiazg, ale takich drobiazgów składa się codzienność.
Nie tylko do wypicia
Choć jogurt pitny najczęściej zabieram po prostu ze sobą, można wykorzystać go również jako element prostego śniadania.
Świetnie komponuje się z:
Latem równie dobrze sprawdzi się schłodzony podczas pikniku, wyjazdu za miasto czy po aktywnym poranku.
Nie wymaga skomplikowanych przygotowań, a jednocześnie daje wiele możliwości podania.
Dobrze mieć wybór
Codzienność rodziców rzadko bywa przewidywalna. Jednego dnia wszystko mamy zaplanowane co do minuty, a następnego plan zmienia się kilka razy jeszcze przed południem.
Właśnie dlatego coraz bardziej doceniam produkty, które po prostu ułatwiają życie.
Nie zastąpią pełnowartościowego posiłku ani rodzinnego śniadania przy stole. Mogą jednak sprawdzić się wtedy, gdy między jednym obowiązkiem a drugim potrzebujemy wygodnej przekąski.
Nowe jogurty pitne typu islandzkiego SKYR od OSM Krasnystaw wpisują się właśnie w taki styl codzienności. Trzy letnie smaki – morela, truskawka z kiwi i aloesem oraz granat – pozwalają wybrać wariant dopasowany do własnych preferencji i jest to dobra propozycja dla osób szukających praktycznych rozwiązań na co dzień.
Bo latem naprawdę warto pamiętać nie tylko o tym, co spakować dzieciom. W tym całym wakacyjnym zamieszaniu dobrze jest zostawić w torbie miejsce również na coś dla siebie.
ARTYKUŁ PARTNERA
