
Przez kilka tygodni testowałam komplet serii Pullulan od Ziaja — dziesięć produktów do kompleksowej pielęgnacji skóry po 30. roku życia, których wspólnym mianownikiem są dwaj zaskakujący bohaterowie: grzyby i cukier. Brzmi jak kosmetyczny paradoks? Bo trochę nim jest. Ale dawno żadna polska linia pielęgnacyjna nie zrobiła na mnie tak spójnego wrażenia.
Skąd ten paradoks? W diecie cukier bywa czarnym charakterem – napędza glikację, przez którą kolagen i elastyna sztywnieją, a skóra starzeje się szybciej. Ale te same "cukry" zastosowane w kosmetyku działają odwrotnie: wybrane polisacharydy wiążą wodę w naskórku, nawilżają i wygładzają.
Dorzućmy do tego grzyby adaptogenne, które z półek z suplementami przewędrowały do kosmetycznych bestsellerów – i mamy bazę całej serii. Receptury są przy tym wegańskie, z wysokim indeksem naturalności (90–98% składników pochodzenia naturalnego).
Sercem nowej linii Ziaja są dwa "grzybowe polisacharydy":
To czysty rdzeń dzisiejszych trendów: mushroom beauty, biomimetyzmu oraz koncepcji glass skin i butter skin.
Najbardziej doceniłam logikę serii, która prowadzi nas dwoma ścieżkami: ANTI-AGE na cały dzień (nawilżenie i odżywienie) oraz GLOW rano i LIFT w nocy (świetlista cera za dnia, regeneracja i ujędrnienie wieczorem). Dzięki temu pielęgnacja przestaje być przypadkową loterią słoiczków.
Krok pierwszy – oczyszczanie, które już pielęgnuje
Masełko myjące anti-age do twarzy – to dla mnie największa gwiazda linii. Świetnie radzi sobie z demakijażem i codziennym oczyszczaniem, a dzięki masłu shea i ceramidom zostawia twarz miękką i odżywioną, bez efektu ściągnięcia. Nie potrzebuję po nim niczego dodatkowego. Po co nam wieloetapowa koreańska pielęgnacja, skoro polskie marki potrafią tworzyć produkty na tak kosmicznym poziomie?
Żel micelarny anti-age do mycia twarzy – to opcja dla osób lubiących lekkie formuły – delikatnie oczyszcza i nie pozostawia ściągnięcia. Sprawdzał mi się szczególnie rano, gdy potrzebowałam szybkiego odświeżenia bez naruszania bariery hydrolipidowej i bez potrzeby zmywania makijażu.
Tonik anti-age do twarzy – potrafi zaskoczyć. Już przy pierwszym psiknięciu (jest w wygodnym atomizerze) zwróciłam uwagę na zapach: świeży, lekko cytrusowy, z subtelną nutą białych kwiatów i ciepłym, drzewnym wykończeniem. Koi skórę po oczyszczaniu, szybko się wchłania i przygotowuje cerę na kolejne etapy.
Krok drugi – poranny rytuał GLOW
Serum glow anti-age na dzień – to początek magii glass skin. Lekka, kremo-żelowa formuła tworzy delikatny, nieobciążający welon, do którego świetnie przylegają kolejne produkty, makijaż trzyma się świeżo, a cera od razu wygląda na bardziej napiętą i nawodnioną.
Krem glow anti-age na dzień – dopełnia efekt. Po kilku minutach skóra nabiera charakterystycznego efektu glass skin – gładka, pełna blasku, niemal jak tafla szkła. I co ważne, to nie tłusty połysk, lecz zdrowy, elegancki glow. To jeden z najlepszych efektów rozświetlenia, jaki uzyskałam klasyczną pielęgnacją.
Krem SPF 20 anti-age na dzień – łączy pielęgnację z ochroną – ma filtry UVA+UVB, chroni przed fotostarzeniem, a mimo to nie klei się i nie zostawia tłustej warstwy. Idealny, gdy zależy nam na szybkim porannym rytuale.
Strefa specjalna – okolice oczu
Krem anti-age pod oczy to jeden z najbardziej charakterystycznych produktów serii. Już po aplikacji czuć delikatne napięcie i wygładzenie – to zasługa polisacharydów i ekstraktu z ruszczyka kolczastego. Jest lekki, szybko się wchłania, a spojrzenie wydaje się bardziej wypoczęte. Działanie odczułam niemal natychmiast.
Krok końcowy – wieczorna regeneracja i lifting
Serum anti-age na noc – stawia na komfort i regenerację. Rano skóra wygląda na bardziej wypoczętą, a nawilżenie utrzymuje się dłużej niż przy wielu klasycznych serum. Świetnie się rozprowadza, więc można je stosować pod nocny krem podczas masażu.
Krem odżywczy anti-age na noc – to z kolei czysty trend butter skin: skóra nie błyszczy jak szkło, lecz wygląda na miękką, odżywioną i otuloną. Bogata formuła z ceramidami wchłania się powoli, celowo, bo dzięki temu dłużej pracuje. Sprawdza się zwłaszcza przy przesuszonej, zmęczonej cerze.
Krem lifting anti-age na noc – to najbardziej zaawansowany produkt serii. Również wpisuje się w butter skin, ale rozprowadza się zaskakująco lekko jak na odżywczą formułę. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam poprawę sprężystości skóry.
Werdykt?
Pullulan pokazuje, że najciekawsze trendy nie muszą przychodzić z Korei czy USA. Ziaja połączyła nowoczesne składniki – grzybowe polisacharydy, biomimetyki, ceramidy – z przyjemnymi konsystencjami i przemyślaną filozofią pielęgnacji w dwóch kierunkach: anti-age na dzień i glow-lift. Największe wrażenie zrobiło na mnie masełko myjące, tonik o cytrusowo-kwiatowym aromacie oraz duet serum i kremu glow.
I właśnie dlatego po testach wróciło do mnie jedno pytanie: skoro polska pielęgnacja potrafi być tak dopracowana i skuteczna, to czy naprawdę musimy szukać inspiracji na drugim końcu świata?
MATERIAŁ PARTNERA
