matka z noworodkiem
Ona po porodzie ledwo stoi, on pyta: "To kiedy wracamy do s***u?". Ten konflikt niszczy więcej związków, niż myślisz. fot. Pexels.com

Ona zszyta, niewyspana, z bólem i szalejącymi hormonami. On stęskniony dotyku, bliskości, "normalności". Po porodzie zderzają się dwa światy – regenerujące się ciało kobiety i potrzeby partnera. Jak rozmawiać o zbliżeniach po narodzinach dziecka, żeby zamiast presji była czułość, a zamiast pretensji – zrozumienie? O tym mówi ekspertka Maria Łukanowa.

REKLAMA

Gdy zaczynałam pracę nad tym materiałem, bałam się, że przekroczę granicę czyjejś prywatności, albo że wejdę zbyt głęboko w intymną sferę moich bohaterek.

To w końcu opowieści o ciele, bólu, wstydzie, presji i ciszy, która często zapada w związkach po narodzinach dziecka.

Wiedziałam jednak doskonale, że to temat, o którym trzeba mówić głośno i uczciwie. Dotarłam do kobiet, których relacje poruszyły mnie do głębi, bo są szczere, nieupiększone, czasem trudne do wysłuchania, ale właśnie dlatego tak bardzo potrzebne.

"On był gotowy. Ja bałam się bólu i braku przyjemności"

Moja pierwsza bohaterka: Marta. Ma 34 lata i 2-letnią córkę Lidię. Ze względu na "poważne wskazania medyczne" musiała urodzić przez cesarskie cięcie. Po cesarce bałam się, że już nigdy nie będę czuła przyjemności. On oczywiście był gotowy i trochę naciskał, zdarzało się, że pytał 'a może teraz?'. W końcu powiedziałam mu wprost, że potrzebuję czasu, ale chcę być z nim blisko. Od tego momentu zaczęliśmy małe kroki – masaże, pocałunki, rozmowy w nocy – i powoli odzyskiwałam poczucie bycia pożądaną i bliską, zanim wrócił klasyczny stosunek.

Anna Borkowska (Mama:Du): Mamy taką sytuację: ona właśnie urodziła, jeszcze czuje ból i ogromne zmęczenie, a on przychodzi z nieodpartą ochotą na s**s. Czy powinnyśmy tłumaczyć dorosłemu partnerowi, że nie mamy ochoty na zbliżenie?

Maria Łukanowa: I tak, i nie. Mamy takie, a nie inne kulturowe podejście do s***u, w naszej fallocentrycznej kulturze, gdzie wszystko kręci się wokół p**isa. Od razu zaznaczam, że jest to tak samo krzywdzące zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

Wzwód oznacza gotowość na zbliżenie, penetracja jest traktowana jako 'prawdziwy' stosunek, a wytrysk oznacza koniec. W takim klimacie bardzo rzadko jest przestrzeń na zrozumienie prawdziwych potrzeb kobiet. Jeśli od pokoleń zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają wpajane, że stosunek jest 'dla niego', że chodzi o jego przyjemność, że lepiej, żeby kobieta 'mu dała', bo pójdzie szukać gdzie indziej, to niestety, ale niektórym owszem trzeba to przetłumaczyć.

Trzeba wyjaśnić, że jeśli jestem po porodzie i nagle moje życie i ciało zmieniły się diametralnie, to pewne dynamiki w naszej relacji także powinny przejść metamorfozę. Natomiast my często nie umiemy o tym rozmawiać, czasem się boimy albo nawet nie wiemy, że mamy do tego przyzwolenie.

Maria Łukanowa

sex coach i edukatorka se*sualna

Wynika to również z faktu, że o tym w ogóle się nie rozmawia. A nawet jeśli, to rozmowa często staje się paliwem do kolejnej kłótni w związku. Dlatego wolimy tego tematu unikać, zamiatać go pod dywan, dać partnerowi to, czego chce, i mieć to z głowy. Tak więc, owszem, czasami niektórym trzeba to wytłumaczyć. Nie robić też niczego wbrew sobie.

W internecie krąży cytat, w którym znana ginekolożka i instagramerka Mama Ginekolog mówi, że "zdarza jej się sypiać z mężem, nawet gdy nie ma na to ochoty". Cytuję: "To nie jest tak, że ja zawsze współżyję tylko, jak mi się chce. Ja to robię też wtedy, kiedy on chce. A ja sobie myślę: dobra, no chłopie, chcesz, nie ma problemu, jestem twoją żoną, ja cię kocham". Czy to klasyczny przykład maintenance se*? Czy możesz to jakoś skomentować?

To oczywiście jest tylko krótki cytat i musiałabym zadać tej osobie więcej pytań, ale to, co tutaj widzę, to po prostu dwa różne style pożądania. Jest to bardzo częsty przypadek w wielu związkach, szczególnie długoterminowych, kiedy kończy się już okres 'miesiąca miodowego'.

Co ciekawe, brak wiedzy na ten temat bardzo często bywa przyczyną sporów, a nawet rozpadów takich relacji. Popkultura przedstawia pożądanie w sposób dość uproszczony – wygląda to mniej więcej tak, że ochota na zbliżenie przychodzi znienacka, niemal znikąd.

Robię sobie kanapki i nagle czuję nieodpartą ochotę na igraszki z partnerem. Dodatkowo zakładam, że mój partner chce tego w tym samym czasie oczywiście. To nazywamy pożądaniem spontanicznym. Zachęcam do przeczytania książki Emily Nagoski 'Ona ma siłę', która świetnie tłumaczy ten aspekt. Natomiast u wielu osób pożądanie jest responsywne.

A co to oznacza?

Oznacza to, że jeśli zapytasz kogoś wprost: 'Czy masz teraz ochotę na s***?', odpowiedź może brzmieć 'nie'. Te osoby potrzebują pewnego rodzaju bodźca, żeby ich ciało zaczęło odczuwać podniecenie, a głowa powiedziała: 'O! Teraz ja też mam ochotę'.

Tym bodźcem może być przytulanie się, pocałunki, masaż lub czuły dotyk. W tym momencie nagle możemy poczuć: 'Mmm, to jest przyjemne, kocham osobę, z którą teraz jestem i może na początku nie czułam ochoty samej w sobie, ale teraz coś zaczyna się dziać'. Mamy też pożądanie zależne od kontekstu, czyli potrzebujemy spełnienia konkretnych warunków, by w ogóle myśleć o zbliżeniu.

I tego chyba najbardziej brakuje w momencie, gdy w domu pojawia się dziecko. Rola kobiety się zmienia – ciało zmienia się fizjologicznie, chemicznie, emocjonalnie i mentalnie – a podejście do intymności często pozostaje na starych torach.

A tak przecież nie jest. Pytanie zawsze brzmi, na ile partnerzy chcą i potrafią spotkać się pośrodku, żeby zacząć budować coś, co utrzyma związek przy życiu, a nie będzie tylko zadowalać jedną stronę, pozostawiając drugą niezauważoną.

Kiedy naprawdę powinniśmy zacząć się martwić, że w naszym związku po porodzie nie ma s***u?

To zawsze indywidualna sprawa i im mniej presji czujemy jako kobiety ku temu by to “już” nastąpiło, tym szybciej tak naprawdę możemy czuć gotowość na zbliżenie. Prawda jest jednak taka, że bardzo rzadko mamy wsparcie, nawet ze strony świata medycznego.

Wokół krąży opinia, że połóg trwa sześć tygodni, a potem, jak za dotknięciem magicznej różdżki, wszystko nagle ma się zmienić. Jednak tak nie jest. Każda z nas to indywidualny przypadek. Każda ma inne doświadczenie z porodem i indywidualne predyspozycje organizmu do powrotu do zdrowia i pełnej siły.

Pojawił się nowy członek rodziny, który jest w naszym domu, domaga się uwagi, je, nie śpi i płacze. Warto jeszcze pamiętać, że 'wolno oznacza szybko'.

Coraz częściej mówi się o tym w świecie pracy z traumą – a wiele doświadczeń kobiet z porodówki to nic innego jak trauma medyczna, psychiczna i emocjonalna. Niestety, często o tym zapominamy. Im więcej dajemy sobie czasu na powrót do 'normalnego' życia, tym szybciej faktycznie tam docieramy.

Presja, przekraczanie siebie, próba spełniania własnych lub cudzych oczekiwań, tylko nas hamuje. Jeżeli widzimy, że głowa chciałaby już wrócić do intymności, a ciało jeszcze nie nadąża, a do tego nie mamy wsparcia ze strony partnera, to nic z tego nie będzie.

Nie można robić rzeczy wbrew sobie bez wsparcia strony, której to dotyczy. Ale jeśli pojawia się presja, szantażowanie albo przemoc – musimy jak najszybciej postawić ostre granice i znaleźć siłę na zakończenie takiej relacji. Zachęcam, by wtedy szukać pomocy u specjalistów.

Pomóc nam mogą być terapeuci, fizjoterapeutki uroginekologiczne, dobrze wyszkoleni coachowie. Ich wsparcie pomaga odnaleźć się w tej sytuacji i zadbać o ciało, umysł i emocje. W tym kontekście warto też wspomnieć o depresji poporodowej. To wciąż temat, który jest zbyt mało nagłaśniany.

Jeśli czas mija, a czujemy, że tracimy kontakt ze sobą i rzeczywistością, jesteśmy apatyczne, letargiczne i nie mamy w sobie nawet najmniejszej ochoty na bliskość z partnerem, nie można tego lekceważyć. W takiej sytuacji należy jak najszybciej zwrócić się do specjalisty".

Maria Łukanowa

sex coach i edukatorka se*sualna

"Jesteś tylko matką czy wciąż kobietą?" – dramatyczne rozdarcie po porodzie

Co gdy kobieta jest już fizycznie gotowa, ale wciąż czuje blokadę? Jak partner może mądrze ją wesprzeć, żeby wróciła do swojej se***alności bez presji, a z poczuciem bezpieczeństwa?

Jako że sama przeszłam z byłym partnerem dość trudne chwile po narodzinach naszego pierwszego dziecka, zawsze wzrusza mnie, gdy słyszę historie partnerów otwartych na wspieranie swoich kobiet.

To jest piękne i naprawdę powinnyśmy to celebrować. Moim zdaniem pierwszym krokiem do takiego wsparcia jest zawsze szczera rozmowa. W coachingu nazywam to 'relacyjnym przeglądem'.

Chodzi o to, by od czasu do czasu – raz w miesiącu, raz w tygodniu – sprawdzić, co dzieje się w naszej relacji. Czy obie strony czują się dobrze z tym, co jest i jak jest? Czy ktoś potrzebuje czegoś więcej, mniej lub inaczej? Można zapytać: 'Czego ode mnie potrzebujesz, by czuć się lepiej?' albo 'Czy mogę zrobić coś, co pozwoli ci czuć się wygodniej i bezpieczniej?'.

Wydaje mi się, że wciąż za mało takich słów słyszymy. Inną bardzo ważną kwestią jest przejęcie części obowiązków na siebie. To naprawdę istotne, bo daje kobiecie przestrzeń i czas, w którym może poczuć się sobą – poczuć się kobietą i istotą sek*ualną.

To właśnie tego brakuje nam najbardziej, aby przejść z roli mamy do roli kochanki. Bardzo chciałabym tutaj zaznaczyć, że czasami możemy mieć u boku najwspanialszych partnerów, ale jeśli same nie słuchamy swojego ciała i nie potrafimy odczytywać jego sygnałów, to nawet najszczersze chęci partnera mogą się minąć z celem.

Dlaczego?

Kiedy kobieta jest połączona ze swoim ciałem, rozumie jego sygnały, wie, czego potrzebuje i potrafi to zakomunikować, mamy już 80 proc. sukcesu. Bo jeśli czujemy, że nie jesteśmy jeszcze gotowe na penetracyjny s***, ale zależy nam na bliskości i intymności z partnerem – co jest przecież podstawą do bycia otwartą i gotową – możemy mu to jasno zakomunikować.

Możemy powiedzieć, że mamy ochotę na masaż stóp, na bycie całowaną po całym ciele, na sensualny masaż pośladków. Dzięki temu po pierwsze zachowujemy bliskość w relacji, a po drugie tworzymy przestrzeń na siebie jako kochanków.

Maria Łukanowa

sex coach i edukatorka se*sualna

"Stosunek wbrew własnej woli zawsze jest przekroczeniem"

Magda ma 38 lat i 3-letnią córkę Lenę. Mówi, że sam poród wspomina dobrze. To, co przyszło później, okazało się trudniejsze. Nie miała wielkiego libido, właściwie prawie wcale o se*sie nie myślała. Całą swoją uwagę i energię skierowała na dziecko i w tym skupieniu zagubiła siebie jako partnerkę. Gdy patrzyłam na swoje piersi ociekające mlekiem, nie czułam się do końca kobietą, tylko bardziej matką. Moje ciało kompletnie nie kojarzyło mi się z pożądaniem. Mimo to godziłam się na współżycie z mężem, bo nie chciałam go zawieść. Bałam się, że jeśli będę zbyt długo mówić 'nie', zacznie się interesować innymi kobietami.

Czy zbliżenie bez spontanicznej ochoty, ale z decyzji "chcę zadbać o relację", "boję się, że pójdzie do innej", może być zdrowy? W jakich warunkach staje się on autoprzekroczeniem?

S*** wbrew własnej woli zawsze jest przekroczeniem. I nie mówię tego w sposób oceniający osoby, które tak postępują. Często wynika to z przekazu społeczeństwa, w którym dorastamy – że 'to jest dla mężczyzn', a kobiety od młodego wieku traktują go czasem jak monetę przetargową. Sama jako młoda dziewczyna słyszałam od starszych znajomych kobiet, że trzeba zacisnąć zęby i po prostu 'mu to dać', bo inaczej pójdzie w świat.

Pamiętam też ten strach z tyłu mojej głowy. Także, nikogo nie oceniając, wiem, jaką drogę wiele z nas musi przejść, by przestać traktować stosunek jak przymus. By nie był obowiązkiem, który spełniamy z relacyjnej powinności, bo boimy się zdrady, czujemy wstyd lub mamy poczucie winy.

Maria Łukanowa

sex coach i edukatorka se*sualna

Natomiast nie każdy z nas musi mieć spontaniczną ochotę na zbliżenie. Jak już wcześniej mówiłam, mamy różne rodzaje pożądania, które zmieniają się wraz z wiekiem, okolicznościami i nowymi rolami, które zaczynamy pełnić.

Pytanie nie powinno brzmieć: 'jak znowu mam mieć spontaniczną ochotę na se*s?', lecz raczej: 'czy jestem otwarta na bycie otwartą na intymność z moim partnerem?'. Czy mogę dopuścić do siebie ewentualność bliskości? Bo wiem, że go kocham, że jest dla mnie ważny, że lubię nasze życie erotyczne i zależy mi, by nam się udało nie tylko jako rodzicom, ale także jako kochankom.

Oprócz tego my, jako kobiety, powinnyśmy poznawać siebie i nie zostawiać naszej s***ualności przypadkowi. Kultywujmy relację same ze sobą, dowiadujmy się, czego potrzebuje nasze ciało, by w ogóle móc otworzyć się na zbliżenie.

Maria Łukanowa

sex coach i edukatorka se*sualna

Jakiego rodzaju dotyku potrzebuję? W jakich okolicznościach czuję się komfortowo? Jakie warunki estetyczne sprzyjają mojej przyjemności? Co mnie podnieca? Co sprawia mi radość i satysfakcję? To tak proste pytania, a wciąż wiele z nas kobiet nie potrafi sobie na nie szczerze odpowiedzieć.

Historia Beaty, mamy małego Igora, była niestety dużo smutniejsza. Po porodzie nie miałam ochoty na zbliżenie, potrzebowałam czasu, żeby dojść do siebie, a on tego nie rozumiał. Ciągle naciskał, pytał, próbował wymusić bliskość, a gdy widział, że ja nie chcę, zaczął robić to sam. Podejrzewałam, że miał nawet kochankę. Każda nasza rozmowa kończyła się kłótnią. Nie było kompromisu, a ja czułam się odrzucona i samotna. W końcu doszliśmy do wniosku, że musimy się rozstać i iść własnymi drogami. To było bardzo bolesne, ale dziś wiem, że bez tej decyzji nie zachowałabym swoich granic ani poczucia własnej wartości.

Czego twoim zdaniem absolutnie nie powinien robić partner, kiedy jest sfrustrowany brakiem współżycia po porodzie?

Nie powinien traktować ciała swojego partnera/partnerki jako sposobu na 'ulżenie sobie', jeśli sam nie potrafi inaczej.

Masturbacja jest natomiast jak najbardziej w porządku. Szukanie rozrywki poza ustalonymi ramami związku – jeśli jest to relacja monogamiczna, a nie np. otwarta czy poliamoryczna – to kwestia indywidualnego sumienia i ustaleń z partnerem.

Co byś poradziła parom, które po porodzie czują, że powoli oddalają się od siebie? Czy jest jakieś konkretne ćwiczenie, które mogą wykonywać w domu, by odbudować bliskość i intymność bez presji na se*s?

Przede wszystkim, żeby szybciej odbudować życie intymne, czasami dobrze jest na jakiś czas zdjąć s*** penetracyjny z naszego menu możliwości. W ten sposób eliminujemy presję, która jest często naszym największym hamulcem. Druga rzecz to otwarcie się na inny rodzaj intymności. Mamy tyle możliwości, a skupiamy się wyłącznie na penetracji.

Jeśli miałabym zaproponować konkretne ćwiczenie wspierające budowanie bliskości, polecam wyznaczenie sobie np. 10 minut dziennie bez żadnych rozpraszaczy: żadnych telefonów, niani wideo czy telewizora.

Po prostu jesteście dla siebie. Jeśli oboje macie na to ochotę, możecie się przez te 10 minut przytulać, patrzeć sobie w oczy lub dawać sobie kojący dotyk. Każdy z partnerów może przez około 5 minut dotykać, głaskać lub masować miejsce wskazane przez drugą osobę. Nie chodzi o szukanie podniecenia ani tworzenie atmosfery na zbliżenie, lecz o pokazanie, że druga osoba jest bezpieczna, że jesteście obecni dla siebie i że jesteście dla siebie ważni.

Po tym, co opowiedziały moje bohaterki, nasuwa się pytanie – czy w relacji po porodzie można stracić siebie jako partnerkę? Jak nie zgubić własnej s***ualności, kiedy wszystko kręci się wokół dziecka?

Tak, najczęściej tak właśnie czuje się wiele mam. Dziecko wysuwa się na pierwszy plan i zajmuje całą naszą przestrzeń – czasową, mentalną, emocjonalną i fizyczną. Miesiącami, a czasem latami, tkwimy w tej roli, bo tak jest łatwiej, bo działamy z automatu, z poczucia winy lub obowiązku, bo po prostu nie umiemy inaczej.

Jednak nadal jesteśmy kobietami. Jeszcze niedawno byłyśmy wolne, miałyśmy pracę, biznes, pasje i swoje własne aktywności. Na szczęście teraz powoli zaczyna się to zmieniać – widać coraz więcej przestrzeni i ekspertów wspierających kultywowanie zdrowej kobiecej se*sualności.

Jest coraz więcej specjalistów, do których możemy się udać, jeśli czujemy, że chcemy na powrót mieć kontakt ze sobą, uprawiać satysfakcjonujący s*** i znów poczuć się sobą.

Moja rada tutaj jest prosta: szukajmy takich osób i budujmy wokół siebie grupę wsparcia. Warto też przy okazji przyjrzeć się temu, kim się otaczamy – jakimi ludźmi i treściami.

Czy w naszym najbliższym środowisku króluje przekaz 'matka Polka, która się poświęca i nie dba o siebie', czy raczej 'ja też jestem ważna i będę lepszą mamą, jeśli zadbam także o siebie'? Bo pamiętajmy: tylko dlatego, że nasze ciało ma biologiczne predyspozycje do wydawania na świat nowego życia, nie oznacza, że nie mamy do zaoferowania sobie i innym nic poza tym.

Maria Łukanowa – holistyczna, somatyczna se*s coach i edukatorka se*sualna. W swojej pracy łączy regulację układu nerwowego, pracę z ciałem oraz świadomą edukację s***ualną. Pracuje z kobietami, które chcą budować dojrzałą relację ze swoją s***ualnością: opartą na bezpieczeństwie, świadomości i sprawczości. Prywatnie – mama dwóch córeczek.

logo
Maria Łukanowa