
W domu zawsze jest coś do zrobienia, a w domu z dzieciakami obowiązki trzeba pomnożyć minimum razy dwa. Również, a może i przede wszystkim, "więcej zachodu" wymaga utrzymanie przestrzeni w czystości. Postanowiłam sprawdzić, czy da się przyspieszyć te prace z nowymi produktami od marki Vileda.
MATERIAŁ REKLAMOWY
Czyszczenie podłóg, mebli, kuchni czy łazienki mało u kogo budzi entuzjazm, więc czasami naprawdę trudno o determinację do regularnych porządków. A jeśli ma się dzieci, na ogół trzeba sprzątać częściej, bo zabrudzeń jest po prostu więcej. Każdy rodzic wie, że pomysłowość maluchów, np. z układaniem rzeczy po swojemu, nie ułatwia zadania. Na dodatek często wysiłek przebiega pod presją czasu, bo przecież ma się na głowie jeszcze inne obowiązki.
Pewnego dnia zadałam więc sobie pytanie: czy rodzinny dom da się "ogarnąć" szybciej, bez frustracji, a przy tym bardziej higienicznie? Zyskać jedno, nie tracąc drugiego? Ponieważ ekspertem od efektywnego sprzątania jest marka Vileda, postanowiłam podjęty przez siebie challenge zostania mistrzynią smart cleaningu połączyć z testem jej nowości do czyszczenia.
Co z tego wynikło? Naprawdę wiele dobrego, ale zanim przejdę do omówienia szczegółów, pozwolę sobie zaprezentować czytelniczkom i czytelnikom "bohaterów i bohaterki" naszego najnowszego testu redakcyjnego. Tym razem do pomocy w walce z plamami, kurzem i innymi zabrudzeniami miałam: mop H2prO, ściereczki i zmywaki z linii Pro Clean oraz miotełkę Flex & Catch.
Mop sprzątający zawsze czystą wodą
Na pierwszy ogień (wodę?) poszedł mop – jeśli mam się gdzieś krzątać, by czyścić to i owo, to przecież nie będę chodzić po brudnej podłodze! H2prO to na pierwszy rzut oka płaski mop z pionowym wiadrem. Jeśli jednak przyjrzeć mu się bliżej, szybko zauważy się, że jego zbiornik jest podwójny. W jakim celu? Ano takim, aby można było oddzielić w 100 proc. wodę czystą od tej brudnej. Co to oznaczało dla mnie w praktyce?
Przede wszystkim mogłam myć podłogę zawsze świeżą wodą! Nie musiałam jej wymieniać, a jednocześnie nie miałam poczucia, że zgarnięty z jednego fragmentu brud właśnie rozsmarowuję gdzie indziej. Proste rozwiązanie wystarczy, by efekt nieskazitelnie czystej podłogi nie był tylko wyświechtanym hasłem. Tym bardziej że nakładka z mikrofibry dawała sobie radę z trudniejszymi zabrudzeniami i nie zostawiała smug.
Dzięki końcówce obracającej się o 360 stopni mogłam bezproblemowo docierać z dostawami czystej wody na "ziemię niczyją", tzn. pod meble czy do narożników. Poza tym nie zmęczyłam się pracą, ponieważ mop jest lekki i poręczny, ma ergonomiczny uchwyt i łatwo się go trzyma nawet jedną ręką. Ma też kompaktowe wymiary, więc po skończonej pracy mogłam go po prostu odstawić w kąt, by nie zajmował dużo miejsca.
Higieniczne ściereczki i zmywaki
Kolejny etap cleaningowego challenge'u wymagał wejścia na poziom wyżej tj. na wysokość blatu kuchennego, stołu do jedzenia i zlewozmywaka. W tej próbie testowi poddałam ściereczki (z mikrofibry i uniwersalne) i zmywaki (profilowane i wiskozowe) z linii Pro Clean. Jak deklaruje producent, ich moc tkwi w obecności naturalnych enzymów, które rozkładają tłuszcz i zabrudzenia na mikroskopijne części.
Taki patent ma dawać pewność, że stosowane dłużej ściereczki i zmywaki są nadal czyste na tyle, by mycie nimi miało sens. Jak to sprawdziłam? Głównie po zapachu, a raczej braku nieprzyjemnej woni – dzięki wspomnianym enzymom produkty Pro Clean łatwiej wypłukać z brudu pod bieżącą wodą z kranu, można je też wyprać w pralce.
Poza dłuższą świeżością i większą higieną cały asortyment Pro Clean ma jeszcze kilka atutów. Przykładowo: ściereczką wykonaną w całości z mikrofibry dałam radę pokonać trudne zabrudzenia nawet bez detergentów. A taki zmywak z wiskozową gąbką był niezwykle chłonny – według producenta 10 razy bardziej od tradycyjnej gąbki – przez co ścieranie płynów czy osadów w kuchni i łazience zajęło mi mniej czasu.
Miotełka, której kurz się trzyma
Na zakończenie zostawiłam sprzątanie na poziomie najwyższym. Mowa o czyszczeniu z kurzu półek i sprzętów elektronicznych, takich jak telewizor czy parapetów. Wiadomo, kurz lubi gromadzić się szczególnie w tych miejscach, do których dostęp jest najtrudniejszy. W finale challenge'u swoją rolę do odegrania miała miotełka Flex & Catch, którą twórcy wyposażyli we wkład 360°, elastyczną główkę i teleskopową rączkę.
Po pierwsze, zauważyłam, że miotełka zbiera więcej kurzu niż inne miotełki, z którymi miałam do czynienia. Po drugie – i to chyba najprzyjemniejsze dla mnie odkrycie – nie rozprasza go w powietrzu! Jaki jest sens usuwania kurzu, jeśli przenosi się go z miejsca na miejsca? Nowoczesna miotełka zatrzymuje go na swoich włóknach, co sprawia, że sprzątanie przebiega dokładnie i efektywnie.
Jak jeszcze Flex & Catch usprawniła mi zbieranie kurzu? Robiąc użytek z jej elastycznej główki, mogłam swobodnie dotrzeć z jej włóknami do zakamarków i niestandardowych przestrzeni np. między różnie ułożonymi książkami. Byłam również wdzięczna za jej długą (aż 93 cm) rączkę, bo mogłam wygodnie, nie latając z drabiną po pokoju, sięgać do trudno dostępnych miejsc, takich jak wyżej zamontowane półki czy żyrandole.
Smart cleaning z Vileda
Po sprzątaniu z nowościami od marki Vileda potwierdzam, że można czyścić dom dokładniej, a przy tym krócej, jeśli tylko postawi się na odpowiednie produkty. Te, które przetestowałam, mogę śmiało nazwać "pogromcami brudu". Z mopem "śmigało się" mi bez wysiłku i higienicznie, ściereczki i zmywaki skróciły czas mycia i nie budziły dyskomfortu, a miotełka dosłownie i w przenośni wymiatała, zatrzymując kurz i wyciągając go z zakamarków.
Efekt? Przestrzeń lśniąca czystością, krótsze sprzątanie oraz więcej czasu dla rodziny i na inne przyjemności! Smart cleaning z Vileda kończy się sukcesem, a ja oficjalnie ogłaszam się jego mistrzynią. Zachęcam wszystkich, którzy szukają prostych i skutecznych sposobów na szybsze i wygodniejsze czyszczenie, by przyjrzeli się bliżej nowoczesnym produktom tej marki i dali im szansę. Sądzę, że nie pożałują tego wyboru!