
Marta Lech-Maciejewska nie była przygotowana na diagnozę, jaką usłyszała: nowotwór złośliwy. Jednak nie myślała o sobie – na pierwszym planie postawiła synów. Wiedziała, że musi poinformować ich o chorobie, bo zawsze jest z nimi szczera. "Nigdy im nie kłamałam i nie zamierzam" – tłumaczy. Czy diagnoza zmieniła coś w życiu jej rodziny? Czy zmieniła samą Martę? Zapraszamy na nowy odcinek podcastu "Bliżej".
Marta Lech-Maciejewska ma wszystko – rodzinę, karierę, urodę, fascynującą pracę, pasję i własną markę Spadiora. Wszystko, poza zdrowiem, a to właśnie ono – jak przekonała się niedawno – jest absolutnie najcenniejsze. "Nie byłam gotowa na to, co mnie spotkało" – mówi nam szczerze w podcaście "Bliżej".
Zanim zaprosiłyśmy influencerkę do naszego studia, zapytałyśmy, czy jest gotowa rozmawiać o tym, co przeszła. "Tak – odparła. – Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, której ta rozmowa pomoże, to warto" – powiedziała. A takich osób jest mnóstwo – w końcu co roku na nowotwór złośliwy zapada nawet 185 tysięcy Polaków. Jest to więc, niestety, doświadczenie wielu z nas lub naszych bliskich.
Lech-Maciejewska wyznała nam w podcaście, że usłyszenie diagnozy to jedno, ale jeszcze trudniejsze było dla niej powiedzenie o swojej chorobie synom. "Wiedziałam, że im powiem – zdradza. – Bo przecież nie żyjemy w bańce". Wcześniej o nowotworze napisała publicznie pod wymownym zdjęciem ze szpitala. Miała więc świadomość, że jest to informacja jawna, która może dotrzeć do uszu jej dzieci nie od niej, ale od kogoś obcego, kogoś, kto nie zadba o ich poczucie komfortu i bezpieczeństwo. "A tego nie chciałam" – tłumaczy.
Rozmowa z synami była jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu influencerki. Ale było to też doświadczenie spajające całą rodzinę. "Nigdy nie żałowałam, że powiedziałam im o raku" – mówi nam gwiazda.
Zobacz cały odcinek podcastu "Bliżej" z udziałem Marty Lech-Maciejewskiej:
