
Dla jednych to ważny element szkolnej codzienności, dla innych strata czasu i kolejny obowiązek po pracy. Zebrania z rodzicami od lat budzą emocje i dzielą opiekunów uczniów. Sprawdzamy, czy udział w nich jest obowiązkowy i dlaczego coraz więcej rodziców świadomie z nich rezygnuje. O opinię zapytaliśmy również prawniczkę.
Zebrania z rodzicami to dla wielu osób stały punkt szkolnego kalendarza, a dla innych przykry obowiązek. Pytanie brzmi czy rodzic w ogóle musi pojawiać się na zebraniu? I czy za nieobecność grożą mu jakieś konsekwencje? O opinię w tej sprawie zapytaliśmy także prawniczkę – mecenas Adę Biniewicz.
Co mówi prawo?
Z prawnego punktu widzenia sprawa jest dość jasna – udział w zebraniach szkolnych nie jest obowiązkowy. Przepisy nie nakładają na rodziców formalnego obowiązku uczestniczenia w wywiadówkach czy spotkaniach klasowych. Szkoła nie może ukarać za absencję na tego typu spotkaniach.
– Kwestii tej nie można jednak oceniać w oderwaniu od obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej. Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, rodzice są zobowiązani do troski o rozwój dziecka, w tym o jego edukację – tłumaczy mecenas Ada Biniewicz. – W praktyce oznacza to konieczność interesowania się postępami w nauce, zachowaniem dziecka w szkole oraz współpracę z nauczycielami i wychowawcą. Zebrania szkolne są jednym z podstawowych sposobów realizacji tego obowiązku, ponieważ umożliwiają uzyskanie zbiorczych informacji o funkcjonowaniu dziecka w środowisku szkolnym – dodaje.
Obowiązek szkolny dotyczy dziecka, nie rodzica. Rodzic ma prawo do informacji o postępach, zachowaniu i sytuacji dziecka, ale sposób, w jaki z tego prawa korzysta, pozostaje jego decyzją. Zebranie jest jedną z form kontaktu szkoły z rodzicami. Nie jest jednak jedyną ani przymusową.
– Obecność na zebraniach nie jest jedyną dopuszczalną formą kontaktu ze szkołą. Rodzic może realizować swoje obowiązki poprzez indywidualne rozmowy z nauczycielami, konsultacje, kontakt telefoniczny lub mailowy, a także korzystanie z dziennika elektronicznego – wyjaśnia Biniewicz. – Jeżeli rodzic pozostaje w regularnym kontakcie ze szkołą i reaguje na przekazywane informacje, sama nieobecność na zebraniu nie może być uznana za zaniedbanie – mówi prawniczka.
W praktyce szkoły często zapisują w statutach, że zebrania są "zalecaną" lub "podstawową" formą współpracy z rodzicami, ale nie zmienia to faktu, że nie są one prawnie wiążące.
Czy rodzicowi grozi coś za brak kontaktu ze szkołą?
– Inaczej oceniana może być sytuacja, w której rodzic w ogóle nie interesuje się sprawami szkolnymi dziecka, ignoruje sygnały ze strony szkoły i nie podejmuje żadnej formy współpracy. W takich przypadkach problemem nie jest brak obecności na zebraniu jako taki, lecz niewłaściwe wykonywanie władzy rodzicielskiej. Dopiero długotrwałe i istotne zaniedbania, które godzą w dobro dziecka, mogą uzasadniać interwencję instytucji takich jak sąd rodzinny – odpowiada na nasze pytanie mecenas Biniewicz.
Dlaczego część rodziców nie chodzi na zebrania?
Wśród argumentów na "nie" regularnie pojawia się ten sam: "to strata czasu". Rodzice mówią wprost, że na zebraniach słyszą ogólniki, informacje organizacyjne, które mogłyby zostać wysłane mailem albo omawiane są sprawy, które nie dotyczą bezpośrednio ich dziecka.
Pojawia się też zmęczenie formą. Długie monologi wychowawcy, brak przestrzeni na rozmowę, napięta atmosfera i dyskusje, które przeradzają się w pretensje między rodzicami. Niektórzy przyznają, że wolą indywidualny kontakt. Krótką rozmowę po lekcjach albo wiadomość w dzienniku elektronicznym.
Są też rodzice, którzy zwyczajnie nie mają możliwości uczestniczenia w zebraniach – pracują zmianowo, opiekują się młodszymi dziećmi albo mieszkają daleko od szkoły. W ich ocenie obecność na zebraniu raz czy dwa razy w roku nie ma realnego wpływu na edukację dziecka.
A co mówią ci, którzy chodzą?
Z drugiej strony, są rodzice, którzy uważają zebrania za ważne. Podkreślają, że to okazja do zobaczenia, jak funkcjonuje klasa, jakie są relacje między dziećmi, z czym mierzy się nauczyciel. Czasem dopiero na zebraniu wychodzą na jaw problemy, o których dziecko w domu nie mówi.
Pojawia się też argument, że brak obecności bywa źle odbierany. I nie chodzi o kwestie formalne, ale społeczne. Otóż rodzice nieobecni są czasem postrzegani jako "niezaangażowani".
Czy brak obecności na zebraniu może mieć konsekwencje?
Bezpośrednich nie, pośrednie czasem tak. Jeśli rodzic nie uczestniczy w zebraniach i jednocześnie nie utrzymuje żadnego innego kontaktu ze szkołą, może po prostu przegapić ważne informacje. Zmiany organizacyjne, problemy wychowawcze w klasie, sygnały dotyczące funkcjonowania dziecka.
– Rodzic nie ma prawnego obowiązku chodzenia na zebrania szkolne, ale ma obowiązek interesowania się edukacją dziecka i współpracy ze szkołą. Zebrania są jednym z narzędzi realizacji tego obowiązku, lecz nie jedynym, a ich brak nie rodzi automatycznie odpowiedzialności prawnej. Kluczowe znaczenie ma rzeczywiste zaangażowanie rodzica oraz dobro dziecka, a nie sama frekwencja na spotkaniach szkolnych – tłumaczy prawniczka.
W praktyce wiele szkół coraz częściej przenosi komunikację do dzienników elektronicznych, co sprawia, że zebrania tracą na znaczeniu. Ale nadal bywają momenty, w których rozmowa na żywo daje więcej niż oficjalna wiadomość.
Może problem nie leży w rodzicach, tylko w formule?
Coraz częściej słychać też głosy, że rodzice nie chodzą na zebrania, bo one nie odpowiadają na ich potrzeby. Rodzice oczekują konkretów, dialogu i szacunku do swojego czasu. Tymczasem na niektórych spotkaniach odczytywane są statuty szkoły, przedstawia się założenia programowe czy omawia to, co dzieci przerabiają na lekcjach. A przecież spokojnie można przekazać to w inny sposób, np. pisemny.
