Wikipedia:Killing of Renee Good

Renee Nicole Macklin Good musiała być przerażona, gdy agenci ICE ruszyli w jej stronę. Byli wściekli, krzyczeli, mieli broń. Ona, zamknięta w aucie z fotelikiem dziecięcym i przytulankami, nie miała szans. Niedawno odwiozła dziecko do szkoły. Może myślała właśnie o nim, gdy dodała gazu? Może wpadła w panikę? To tylko domysły. Pewnym jest natomiast, że nie zrobiła nic, by zasłużyć na strzał w głowę. Śmiertelny.

REKLAMA

Byliście kiedykolwiek zatrzymani przez amerykańską policję? Podejrzewam, że nie. Ja zresztą też nie byłam. Ale mam znajomą, która tego doświadczyła. I było to doprawdy traumatyczne przeżycie.

Zdarzyło się to jakoś na początku lat dwutysięcznych. Była wtedy w USA dopiero od kilku miesięcy, słabo znała język. Tak się złożyło, że jechała samochodem odrobinę za szybko. Nagle rozległa się syrena policyjna i jakiś głośny komunikat z megafonu, którego nie zrozumiała. Zrobiła wtedy coś, co, jak dowiedziałyśmy się później, mogła przypłacić nawet życiem wysiadła z auta.

Natychmiast wyrósł przed nią policjant, rzucił na maskę, zaczął coś wykrzykiwać, a drugi wymachiwać bronią. W ten sposób moja znajoma dowiedziała się, że gdy w Stanach Zjednoczonych zatrzymuje cię drogówka, to siedź spokojnie i czekaj. Cóż, i tak miała szczęście - dostała mandat, dostała upomnienie, ale nie dostała kulki. A mogła, i to nawet prosto w twarz – tak jak Renee Nicole Macklin Good z Minnesoty.

Macklin Good miała 37 lat, troje dzieci, żonę i psa. Była ukochaną żoną, oddaną przyjaciółką, dobrą sąsiadką. Lubiła pisać – najczęściej do szuflady, ale zdarzało się też, że dzieliła się swoją twórczością. Miała talent – w 2020 roku zdobyła wyróżnienie Akademii Poetów Amerykańskich. Do Minneapolis w stanie Minnesota przyjechała z partnerką i dziećmi niedawno. Myślała, że odnalazła tu swoje miejsce. Myliła się.

Nie do końca wiadomo, czym kobieta podpadła agentom ICE, czyli amerykańskiemu Urzędowi ds. imigracji i egzekwowania ceł. Na podstawie nagrań, opublikowanych w sieci (a jest ich bardzo dużo) nie da się ustalić, co zrobiła nie tak. Bo wydaje się, że absolutnie nic. Na pewno była jednak zestresowana, gdy agenci rzucili się do niej z pretensjami. Wkrótce potem jeden z nich oddał w stronę kobiety kilka strzałów z bardzo bliskiej odległości. Co najmniej jeden był śmiertelny.

Donald Trump stwierdził, że kobieta próbowała przejechać jednego z funkcjonariuszy i że został on przewieziony do szpitala w stanie ciężkim. Tyle że na jednym z filmików widzimy tegoż agenta, jak dziarskim krokiem odchodzi od auta, w którym znajduje się postrzelona. Jak na moje oko, nie wydaje się być "w stanie krytycznym". "Wstydź się, wstydź się tego, co zrobiłeś! Hańba!" krzyczą w jego kierunku świadkowie masakry.

Na nagraniu widać coś jeszcze – człowieka, próbującego dostać się do postrzelonej, by ją ratować. Tłumaczy, że jest lekarzem. Ale agenci blokują mu dotarcie do rannej. Renee umiera wkrótce potem.

Jest jeszcze jedno wideo, chyba najbardziej wstrząsające. Widać na nim roztrzęsioną żonę poszkodowanej. Kobieta płacze, krzyczy, wyje. Mówi, jakby do siebie, że właśnie zastrzelono jej żonę. Po czym dodaje, że w szkole jest ich sześcioletnie dziecko. Wiadomo, że ofiara służb ICE miała jeszcze dwoje dzieci. Że amatorsko pisała poezję i grywała na gitarze. Że kochała kino. Oraz że nie zrobiła nic, co zasługiwałoby na strzał prosto w twarz.

Działań funkcjonariuszy ICE broni nie tylko Donald Trump, ale też pani sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, Kristi Noem. To właśnie ona stwierdziła, że bestialsko zamordowana 37-latka z Minnesoty dopuściła się "aktu terroryzmu domowego". Nie pytajcie, proszę, co to znaczy, bo nie wiem. Wiem natomiast, że Noem sama jest matką trojga dzieci – dokładnie tak jak Macklin Good. I że pozwala na strzelanie do matek. W biały dzień, na spokojnym osiedlu, w zasadzie bez powodu. A to mnie, już naprawdę nie na żarty, przeraża. Dokąd zmierza nasz świat?