smutny chłopiec
"Nie pozwalają nam być smutnymi". To jedno zdanie mówi wszystko o kryzysie dziecięcej psychiki. fot. Storyblocks.com

Dane z USA pokazują gwałtowny wzrost depresji i myśli samobójczych wśród młodych ludzi. Zdaniem terapeutów, jednym z największych zagrożeń jest paradoksalnie obsesyjna pogoń rodziców za szczęściem swoich dzieci.

REKLAMA

Kryzys psychiczny, który narasta

W teorii wszystko powinno iść w dobrą stronę. Dzieci i młodzież mają dziś dostęp do lepszej diagnostyki, nowoczesnych terapii i coraz skuteczniejszych metod leczenia problemów psychicznych. Jednak statystyki pokazują coś zupełnie innego. Jest gorzej niż kiedykolwiek wcześniej.

Według danych CDC (Centers for Disease Control and Prevention) liczba amerykańskich licealistów, którzy deklarowali "utrzymujące się uczucie smutku lub beznadziei, uniemożliwiające normalne funkcjonowanie", wzrosła o 40% w latach 2009–2019. W tym samym okresie liczba nastolatków rozważających samobójstwo wzrosła o 36%.

Najnowsze dane z 2021 roku są jeszcze bardziej niepokojące. Odsetek uczniów szkół średnich, którzy myśleli o samobójstwie, wzrósł z 18,8% do 22,2%, a prób samobójczych, z 8,9% do 10,2%.

Pandemia wcale nie była początkiem problemu

Choć pandemia COVID-19 pogłębiła kryzys, to nie ona go stworzyła. Już wcześniej dzieci doświadczały narastającej presji, samotności i przeciążenia oczekiwaniami.

W 2021 roku naczelny lekarz USA, Vivek Murthy, wydał oficjalne ostrzeżenie dotyczące zdrowia psychicznego młodzieży. Jak napisał, pandemia "zaostrzyła bezprecedensowe stresy, z którymi młodzi ludzie mierzyli się już wcześniej".

Eksperci wskazują m.in. na wszechobecność mediów społecznościowych, kulturę ciągłych porównań oraz presję osiągnięć, która zaczyna się dziś już w dzieciństwie.

Największe zagrożenie? To nasza obsesja na punkcie szczęścia

Gdy HuffPost zapytał psychologów dziecięcych o największe zagrożenie dla szczęścia dzieci, odpowiedź była... zaskakująca. Wszyscy wskazali na jedno: nieustanne dążenie rodziców do tego, by dziecko było szczęśliwe.

Zakładamy, że nasze dzieci powinny być radosne i zadowolone. Tymczasem w ten sposób odbieramy im prawo do przeżywania pełnego spektrum emocji, także tych trudnych.

– Wielu dorosłych może myśleć, że dzieci są po prostu szczęśliwe i nie mają się czym martwić – mówi Ariana Hoet, psycholożka dziecięca z Ohio.

– Niestety, to nieprawda. Dzieci odczuwają silne emocje i doświadczają trudnych stresorów tak samo jak dorośli – dodaje.

Zdaniem ekspertów, problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy za wszelką cenę chronić dzieci przed dyskomfortem emocjonalnym. Jennifer Cruz, psycholożka z Columbia University podkreśla, że to droga donikąd.

– Chronienie dzieci przed stresem i trudnymi emocjami, może uniemożliwić im rozwinięcie odporności psychicznej i sprawić, że przyszłe wyzwania będą dla nich trudniejsze – tłumaczy.

Cruz przypomina też, że negatywne emocje mają swoją funkcję:

– Strach może nas chronić, złość pomaga zrozumieć, że jesteśmy krzywdzeni, a smutek łączy nas z tym, co jest dla nas ważne.

Pozwól dziecku przeżyć porażkę

Jednym z najtrudniejszych momentów dla rodzica jest patrzenie na cierpienie własnego dziecka. Naturalnym odruchem jest wtedy chęć szybkiego "naprawienia" sytuacji. Tymczasem, jak mówią terapeuci, to błąd.

– Rodzice często ingerują w szczęście dzieci, bo nie potrafią pozwolić im ponieść porażki i doświadczyć rozczarowania – mówi psychoterapeutka Jen Hartstein.

Jednym z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych narzędzi wspierania zdrowia psychicznego dzieci są codzienne rozmowy.

– Codzienne rozmowy pozwalają rodzicom budować zdrową więź i dają wgląd w to, jak dziecko myśli i co czuje – twierdzi Ariana Hoet.

To coś więcej niż bezwarunkowa miłość. To codzienne pokazywanie dziecku słowami i czynami, że naprawdę ma znaczenie.

Źródło: huffpost.com

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: