Bo dzieci – zwłaszcza te najmłodsze – nie mają jeszcze słów. Mają emocje. Mają potrzeby.
Bo dzieci – zwłaszcza te najmłodsze – nie mają jeszcze słów. Mają emocje. Mają potrzeby. Fot. Pexels.com

Są chwile w rodzicielstwie, które potrafią wyprowadzić nas z równowagi. Gdy kilkulatek złości się, tupie, krzyczy "Nie chcę cię!" albo wypala z impetem: "Odsuń się!". Jesteśmy zmęczeni, zaskoczeni, zranieni. A jednak właśnie w tych momentach otwiera się jedna z najważniejszych dróg wychowawczych – nie przez karanie, uciszanie czy moralizowanie, ale przez… podarowanie dziecku słów.

REKLAMA

Bo dzieci – zwłaszcza te najmłodsze – nie mają jeszcze słów. Mają emocje. Mają potrzeby. Mają impulsy. Jednak nie mają wystarczająco narzędzi, by to wszystko przekazać w sposób zrozumiały, spokojny, akceptowalny społecznie. To nie znaczy, że są niegrzeczne. To znaczy, że dopiero się uczą. A naszym zadaniem jako dorosłych nie jest ich za to zawstydzać – ale pomóc im te słowa odnaleźć.

Piękną metodą na wspieranie tej części mózgu dziecka odpowiedzialnej za komunikację zaprezentowały dziewczyny z platformy Big Little Feelings, które od lat dzielą się narzędziami wspierającymi rodziców.

"Pożyczanie dziecku słów"

Kiedy dziecko wybucha i mówi: "Zostaw mnie!", możemy zareagować impulsywnie – obrażając się, karcąc, odpowiadając emocją na emocję. Jednak możemy też zrobić coś, co buduje most, a nie mur: oddać dziecku jego własne emocje w wersji, której dopiero się uczy.

"Słyszę, że potrzebujesz przestrzeni. Możesz powiedzieć: Mamo, chciałbym być teraz sam. Czy mogłabyś zostawić mnie na chwilę?".

Nie chodzi o to, by dziecko powtórzyło dokładnie nasze słowa. Chodzi o to, by zrozumiało, że jego uczucia są ważne – i że istnieje sposób, by je wyrazić w sposób akceptowany przez świat, ale bez utraty siebie.

Rodzic jako tłumacz emocji

Małe dzieci nie przychodzą na świat z gotową strukturą językową. Ich język emocjonalny przypomina zbiór surowych dźwięków – pełnych intensywności, ale pozbawionych formy. Rodzic staje się w tym procesie nie tylko przewodnikiem, ale tłumaczem.

To tak, jakbyśmy pożyczyli dziecku słownik. Gdy ono krzyczy "Nie!", my możemy odpowiedzieć: "Chcesz powiedzieć, że nie podoba ci się ten pomysł?". Gdy mówi: "To głupie!", możemy spróbować: "Wygląda na to, że jesteś rozczarowany albo zły. Może moglibyśmy poszukać innego rozwiązania?".

Ten proces nie działa natychmiast. Jednak działa niezwykle głęboko. Z czasem, nasze podpowiedzi, nasze słowa, nasze sposoby wyrażania złości, frustracji czy potrzeby, stają się wewnętrznym głosem dziecka. Głosem, który podpowie mu, jak poradzić sobie w sytuacji konfliktu – w przedszkolu, na placu zabaw, w dorosłym życiu.

Dlaczego to działa?

Psychologia rozwoju jasno wskazuje: dzieci uczą się języka nie tylko przez słuchanie, ale przede wszystkim przez modelowanie. To, co słyszą od najbliższych w sytuacjach napięcia, złości, niepewności, zapisuje się w ich układzie nerwowym jako wzorzec reakcji.

Jeśli będą słyszeć, że ich emocje są tłumaczone z szacunkiem i spokojem, z czasem same zaczną używać podobnych sformułowań. To nie jest manipulacja. To nauka poprzez empatyczną obecność.

I co najważniejsze – to nie oznacza, że dziecko nigdy więcej nie wybuchnie. Ale coraz częściej usłyszysz: "Mamo, nie podoba mi się to" zamiast: "Jesteś głupia!". "Potrzebuję chwili dla siebie" zamiast: "Zostaw mnie w spokoju!".

Cierpliwość to inwestycja

Nie oczekuj, że dziecko od razu "przeskoczy" na język dorosłych. Język emocjonalny dojrzewa wolno, często w rytmie nieoczywistym. Jednak każde pożyczone słowo, każde "widzę, że…", "możesz powiedzieć…", każde spokojne nazwanie tego, co się właśnie wydarza – to element w budowie ich komunikacyjnego świata.

To budowanie zaufania: do siebie, do relacji, do słów. A dzieci, które nauczą się mówić o swoich emocjach i potrzebach, rzadziej sięgają po agresję. Bo mają alternatywę. Bo wiedzą, że można inaczej.

W świecie, który często uczy dzieci tłumienia emocji albo "grzeczności" za wszelką cenę, Ty możesz nauczyć je czegoś o wiele cenniejszego: jak być sobą, nie raniąc innych. To nie dzieje się przez kazania. To dzieje się przez wspólne słowa. Przez codzienne dialogi, nawet te krótkie, nawet te powiedziane w pośpiechu.

I choć może dziś twoje dziecko jeszcze krzyczy, wybucha, nie słucha – to każde pożyczone mu słowo zostaje. I pewnego dnia, może za miesiąc, może za rok, usłyszysz je w zupełnie nowym kontekście – spokojne, dojrzałe, uważne. Twoje słowa. W jego ustach. Jako jego własne.

To właśnie zmienia wszystko.

Czytaj także: