
Maturzyści chcą wygody, ale to nauczyciele dostaną po głowie
"Gdy przeczytałem w waszym artykule, że uczniowie domagają się przeniesienia matury na czerwiec, złapałem się za głowę. Rozumiem, że każdy chciałby mieć więcej czasu na naukę. Rozumiem, że stres maturalny potrafi dać w kość. Ale czy ktokolwiek zastanowił się nad konsekwencjami takiej zmiany? Mam wrażenie, że nie. Bo jeśli raz otworzymy furtkę, to zaraz pojawi się kolejny 'genialny' pomysł – a może lipiec? Bo w czerwcu są już wakacyjne temperatury, słońce praży, trudno się skupić…
Ktoś tu chyba zapomniał, jak działa szkoła
Matura w maju to nie przypadek. To tradycja i logistyka dopracowana przez lata. Po pierwsze – maj to miesiąc, w którym kończą się zajęcia dla maturzystów, więc naturalnie jest to czas egzaminów. Po drugie – uczelnie, nie tylko polskie, ale też zagraniczne, dopasowały do tego swoje harmonogramy. A po trzecie – nauczyciele w czerwcu ledwo już stoją na nogach. Wystawiamy oceny, kończymy rok szkolny, organizujemy egzaminy poprawkowe, rady pedagogiczne, konferencje klasyfikacyjne… Czy ktoś pomyślał, że przeniesienie matur oznacza dla nas dodatkowy miesiąc pracy w jeszcze większym chaosie?
No ale cóż, może maturzyści zaproponują, żeby egzaminy odbywały się we wrześniu, zaraz po wakacjach? Wtedy naprawdę mieliby dużo czasu na naukę. Brzmi absurdalnie? Dla mnie tak samo jak ten pomysł z czerwcem.
Nie mam zamiaru się na to godzić
Najbardziej irytuje mnie argument, że matura w maju to za mało czasu na przygotowanie. Przepraszam bardzo, ale egzamin nie spada z nieba, materiał nie jest tajemnicą, a nauczyciele od początku klasy maturalnej powtarzają, że trzeba się uczyć na bieżąco. Jeśli ktoś odkłada wszystko na ostatnią chwilę, to czy dodatkowy miesiąc faktycznie coś zmieni?
Wiem, że to brutalna prawda, ale powiedzmy to sobie głośno – dla wielu uczniów nie chodzi o naukę, tylko o odwleczenie stresu. To nie jest próba poprawy systemu, tylko chęć odłożenia tego, co nieuniknione. A jeśli raz zaczniemy się dostosowywać do takich kaprysów, to gdzie postawimy granicę?
To ja mam za nich płacić cenę?
Nie jestem przeciwny zmianom, jeśli mają sens. Ale to? To czysta wygoda i brak odpowiedzialności. Bo jakim cudem maturzyści nagle uznali, że matura w maju jest problemem? Przez lata nikomu to nie przeszkadzało, a teraz nagle zrodził się ten 'genialny' pomysł? Widzę w tym pewien trend – dostosowywanie systemu do uczniów, zamiast uczniów do systemu. Tylko że w życiu tak to nie działa. Na studiach, w pracy, nikt nie będzie przesuwał terminów, bo komuś jest niewygodnie".
(Imiona bohaterów zostały zmienione).