Chłopiec na roratach w kościele z lampionem.
Roraty w kościele zwykle odbywają się rano. fot. Tomasz Kawka/East News

Grudzień to czas, kiedy większość z nas odlicza dni do Bożego Narodzenia. Niektórzy robią to z kalendarzami adwentowymi, inni po prostu każdego dnia wczuwają się w magiczny klimat, planując zakup prezentów lub słuchając gwiazdkowych piosenek. W Kościele grudzień to czas adwentu i nabożeństw, czyli rorat.

REKLAMA

Grudzień w Kościele

Osoby wierzące, które w grudniu przeżywają adwent, biorą udział w rekolekcjach i chodzą do kościoła na roraty. Szczególnie zachęca się do tego dzieci, które przygotowują się do Pierwszej Komunii Świętej, czyli zazwyczaj uczniów klas I-III. Zdarza się, że katecheci w szkołach stawiają dzieciom warunki, by te chodziły na nabożeństwa (np. mają obowiązek zbierać naklejki/pieczątki). O nieco innej, oburzającej niektórych sytuacji związanej z roratami napisała w portalu Threads użytkowniczka o nicku pannalola.

"Życie na wsi: 'Pani Karolinko, ale te warsztaty to jutro my musimy skończyć ok. 17:45, bo dzieci idą na roraty i nie chcemy tu mieć wojny z Proboszczem'" – czytamy w krótkim poście użytkowniczki. Kobieta w jednej z późniejszych odpowiedzi zaznacza, że traktuje to raczej jako zabawną ciekawostkę i nie zamierza atakować wiejskiej społeczności czy księdza.

Dzisiejsza wieś nie ma zbyt wiele wspólnego z miejscem sprzed 50 lat, w którym poziom edukacji był znikomy, bo wszyscy skupiali się na rolnictwie i dbaniu o gospodarstwa. Mimo to zdarza się, że w mentalności i zwyczajach (szczególnie starszych) mieszkańców nadal są obecne pewne mechanizmy. Chodzi tu m.in. o szacunek dla Kościoła oraz wiarę w to, że księża są autorytetami.

Wszędzie na wsi jest tak samo?

W komentarzach pod postem wiele osób przyznało, że dziś coraz częściej odchodzi się od takiego stanowiska. Młodzi ludzie, którzy już nie są tak związani z Kościołem i wiarą, coraz rzadziej chodzą do kościoła na msze i często też są zdania, że księża nie są wyroczniami. Niektórzy jednak wciąż są wierzący, ufają księżom i uważają, że nie można wchodzić z nimi w konflikty. O podobnych sytuacjach jak ta opisana powyżej napisało również sporo innych internautów. Oto kilka wybranych wypowiedzi:

  • "Mój syn zapytał katechetkę: 'jak Jezus chodził po wodzie, skoro fizyka temu zaprzecza?'. Katechetka (w przedszkolu) wezwała mnie na rozmowę i naciskała, by zaprzestać uczenia syna spraw, których nie rozumie (ma 5 lat). A mój rodzony ojciec (ma 82 lata) zaczął mi suszyć łeb, że 'mieszkasz zbyt blisko kościoła, by twoje dzieci dyskutowały na religii. Będą mieć problemy w szkole, bo nauczyciele będą mieli na nich oko. Nie powinny się wychylać, bo dostaną łatkę przemądrzałych'".
  • "Wiadomość w dzienniku: 'Czy wszystkie dzieci mogą iść do kościoła na mszę z okazji święta patrona, nawet jeśli rodzice ich nie posyłają na religię, żeby nie robić problemów?' No więc nie, nie wszystkie. Doświadczam aktualnie tego wiejskiego stylu życia".
  • "Współczuję wam ludzie. Jak dobrze, że ja tego nie mam. Tu gdzie mieszkam, kościoły są sprzedawane albo zamieniane w kluby/restauracje, albo stoją puste, jak ksiądz nie sprzeda".
  • Swoją drogą to dość ciekawe, że problem z roratami jest w porze późno popołudniowej. Nabożeństwo zwykle odbywa się rano, w wielu parafiach o 6:00 lub 7:00. Być może osobie, która tak bała się proboszcza, chodziło o to, by dzieci nie skończyły zbyt późno zajęć i dały radę następnego dnia wstać rano, aby pójść do kościoła.

    Czytaj także: