
Anastazja Bernad, twórczyni, matka, a od niedawna Conscious Parenting Coach. Mądrze manifestuje miłość do dzieci, akceptację zastanej rzeczywistości i radość z tego, że możemy doświadczać rodzicielstwa.
Akceptacja, wielkie słowo
W jednym z ostatnio opublikowanych nagrań mówi o ważnym zjawisku:
"Robimy sobie to bardzo powszechnie. Wyobrażamy sobie nasze życie, nasze szczęście gdzieś tam. Mamy wizję… I chcemy, by to się spełniło, ale życie jest życiem i cały czas nam podrzuca coś".
I dalej mówi o tym czymś, w kontekście dzieci. Rozumiecie? Mamy wizję spokojnego wyjścia do knajpy, ale dziecko nie umie wysiedzieć spokojnie 5 minut (przykład osobisty Anastazji).
I dzieje się coś takiego, że zaczynamy traktować dzieci, jako przeszkody na drodze do naszego szczęścia.
A to zupełnie nie tak…
Czuję każdą komórką słowa Anastazji. Mam tak samo, choć w tle zawsze głośniejszy jest głos: "To dziecko jest spełnieniem wszystkich twoich marzeń. Odpuść, wyluzuj". I tak się z reguły dzieje, a z biegiem czasu ten głos ewoluuje w bardziej świadome stanowisko i mówi: "Hejże, nie wolno ci jej obwiniać za to, że jest dzieckiem".
Akceptacja. Jedno słowo a niesie ze sobą taki ładunek! Łatwo je wypowiedzieć, łatwo je napisać. Dużo bardziej skomplikowane jest wprowadzenie go w życie. Akceptacja na wielu poziomach, głębokie odpuszczenie. "Ok, przyjmuję to jak jest i jestem z tym w porządku. Znajdę sposób, by zabrać z tych momentów coś dobrego dla siebie".
I właśnie o tym mówi Anastazja, o tym, że możemy ten moment sobie stworzyć na nowo, kiedy już się dzieje, ale nie możemy zaplanować każdej chwili naszego życia. To po prostu niemożliwe, a tym bardziej skomplikowane im więcej osób jest w ten proces zaangażowanych.
I powtarzam sobie codziennie, jak mantrę, by moje ciało zapamiętało: jedyną osobą, na którą mam wpływ, jestem ja sama.
Nie mogę zmusić mojej córki do zachowania takiego, które wpisze się w moją wizję. Nie mogę zmusić do tego mojego męża. Nie mogę i nawet nie powinnam próbować, bo to szaleństwo i nie czuję, by to miało coś wspólnego z mądrością.
To opresja. A tego nie lubi nikt, na nią nie ma mojej wewnętrznej zgody.
Nie zmuszę więc mojej córki, by polubiła wychodzenie do restauracji. Może kiedyś, za dekadę, dwie, będziemy mogły usiąść spokojnie i posiedzieć kilka godzin, tak jak lubię, śmiać się z tego, jakim była wiercipiętkiem. To jednak jeszcze nie jest ten czas. I to jest ok.
Wdech, wydech. Jedyne co możesz dla siebie zrobić to znaleźć w tym co się dzieje, okruchy czegoś dobrego dla siebie.
Wieńcząc słowami Anastazji: "Rzeczywistość jest taka, jaka jest, a dziecko także, a jakże".
