
Za moment usiądziemy do świątecznych stołów. To zawsze ekscytujące, choć dla każdego z nas oznacza inne doświadczenia. A czasem wystarczyłoby nieco więcej empatii, by te nie musiały być trudne.
Najbardziej znienawidzone pytanie
Ile kobiet w tym roku usłyszy przy okazji świątecznych spotkań pytanie: "Kiedy dziecko?" – tymczasem to sfera, która nie powinna stanowić przedmiotu dysput ani tym bardziej niezobowiązujących „small talków”.
Posiadanie dziecka to jedna z tych najintymniejszych cząstek każdego człowieka. Decyzje jej dotyczące i doświadczenia z nią związane mogą być różne i mogą wiązać się z traumą. Nigdy nie wiesz, czy kobieta, której pytanie zadajesz, nie mierzy się z bezpłodnością, obciążeniem pokoleniowym choroby genetycznej, poronieniami.
Nigdy nie wiesz, czy ta kobieta nie podjęła świadomej decyzji o nieposiadaniu potomstwa przez wzgląd na swoje doświadczenia, sytuację życiową, światopogląd, który jest tylko jej i do którego ma pełne, fundamentalne prawo. W poszanowaniu własnej niezależności podjąć decyzję o tym, że nie chce zostać matką. To prawdziwe zjawisko i całkiem prawdziwe powody, nie fanaberie.
Temat potomstwa nie może być wyłożony na jednym stole z kwestią doprawienia ryby i pogody. To nie małostka, nie głupotka, to wielka rzecz. Nie podnośmy jej w nieodpowiedniej chwili, nie uwłaczajmy jej.
I w końcu, nie uwłaczajmy tym kobietom, tym parom. Szanujmy siebie wzajemnie, a szacunek ten okażmy ugryzieniem się w język, akceptacją odmiennych poglądów, odpuszczeniem, zamiast złego słowa.
Nigdy nie wiesz do końca, kto jest po drugiej stronie.
Szklanka wody
Publicystka Paulina Młynarska opublikowała w swoich mediach społecznościowych post z rysunkiem Andrzeja Rysuje. Wigilijna kolacja, przy stole trzy osoby. Możemy domyślać się z treści ich dialogu, że jedną z nich jest starsza matka a drugą dorosłą córka. Między nimi ktoś jeszcze.
Matka zadaje niepokorne pytanie: "Nie chcesz mieć dzieci? A kto ci na starość szklankę wody poda?" – Córka odpowiada: "Zwyczajnie nie chcę".
Rysunek drugi: Matka prosi córkę o podanie szklanki z drugiego końca stołu. Na co ona odpowiada bez żadnych wstępów: "Nie podam".
I to jest dla mnie trochę o tym, co wyżej, ale też o tym, że posiadanie dziecka ma niewiele z „posiadaniem” wspólnego. I nie jest gwarancją tej odartej ze znaczenia „szklanki wody”.
To nasze życie i to, jak traktujemy w nim innych, jest naszą "lokatą" na starość. Jedyną, jaką mamy. Podobno dobro ma to do siebie, że wraca. Czasem nawet ze zdwojoną siłą.
Dzieci, partner, rodzina, wszyscy mogą odejść. Każdy z nas jest niezależną jednostką stanowiącą o sobie i wobec nikogo nie jesteśmy dłużnikami. Podanie szklanki wody jest decyzją, tak jak ta o nieposiadaniu dziecka lub podaniu ręki bezdomnemu na ulicy. Wszystko na końcu rozbije się o empatię i to, kim się staliśmy.
