Matka - wyrzuty sumienia
Nieporozumienia się zdarzają. Macierzyństwo to trudna droga. Fot. Bijou Baby/Pexels

Zdarza się, że tracimy nad sobą panowanie. Nie ma matek idealnych! Bywa, że doprowadzamy dziecko do łez, choć absolutnie na to nie zasługuje. Jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia? Jak wyciągnąć wnioski na przyszłość?

REKLAMA

"Wczoraj jak zwykle śpieszyłam się do pracy. Najpierw miałam odwieźć córkę do przedszkola. Tuż przed samochodem mała postanowiła jednak wskoczyć w głęboką kałużę i całe jej ubranie w jednej chwili zaczęło ociekać błotem. To był moment. Chwyciłam ją za rękę i z powrotem zaciągnęłam do domu, tak szybko, że ledwo za mną nadążała. Milcząc przebierałam ją w pośpiechu, bo przecież nie mogłam się spóźnić. Upchnęłam ją do samochodu, zapięłam szelki nawet nie patrząc na nią.

Dopiero, kiedy już włączyłam silnik, spojrzałam we wsteczne lusterko. Patrzyła beznamiętnie przez okno, na buzi malował się bezbrzeżny smutek. Coś mnie ścisnęło za serce, a do oczy napłynęły mi łzy. Przecież ona nie zrobiła mi specjalnie na złość. Tylko chciała się bawić... Potem, w przedszkolu przepraszałam ją za moją złość, a ona oczywiście wybaczyła mi. Szczęśliwa całowała mnie po twarzy". To wymyślona historia, ale może się zdarzyć – zdarza się – każdej z nas.

Ciągły pośpiech i przeładowanie – to nasi wrogowie

Żyjemy w ciągłym napięciu, bez przerwy gdzieś się spieszymy. Takie czasy. Ten pośpiech przeniknął nas już do szpiku kości. Zauważyłaś, że czasem się śpieszysz, choć nigdzie nie idziesz? Tak po prostu - jesteś w domu i nagle przyłapujesz się, że wykonujesz jakąś czynność szybko, bo głos z tyłu głowy mówi ci, że możesz nie zdążyć? Ale na co? 

Więc pośpiech to jedno. A druga rzecz, że naprawdę wiele na siebie bierzemy. Jesteśmy przeciążone, a to osłabia naszą odporność na przeciwności losu. Bywa, że nerwy nam puszczają szybciej, niż byśmy chciały. Czasem jeden impuls wystarczy, by stracić nad sobą panowanie. Dzieci są mistrzami w doprowadzaniu nas na ten skraj. Mleko wylane na klawiaturę. Lakier do paznokci rozpryśnięty na pół kuchni. Chrupki w odkurzonym 10 minut wcześniej dywanie. Skok w głęboką kałużę w trampkach. To potrafi podnieść ciśnienie w jedną sekundę. 

Nie lubimy tracić kontroli

Ale stop. Dzieci? Naprawdę dzieci to robią? Nie, one są wesołe, ciekawskie, bezpośrednie, spontaniczne, swobodne. Nie czują ograniczeń, nie mają oporów. Są odważne, sprawdzają, próbują, lubią wyzwania. Przecież im tego zazdrościmy! No to co nas tak wkurza, gdy nagle dzieje się coś, czego absolutnie się nie spodziewamy? Coś, co nam psuje szyki i zmusza do zmiany planów? Ano, utrata kontroli, to ona tak boli. 

"Tak bardzo żałuję córeczko, że się na ciebie zezłościłam. Wstałaś rano, jak zwykle uśmiechnięta, jak zawsze gotowa na podbój świata, a ja ci to wszystko zniszczyłam. Tak fajnie jest skakać w kałużach, sama ci to przecież mówiłam, gdy razem oglądałyśmy 'Świnkę Peppę'. Ta kałuża ci się spodobała, chciałaś się tylko trochę pobawić. Przecież to nic takiego, że się zachlapałaś. Przepraszam, że cię tak zasmuciłam" - miewasz czasem podobne wyrzuty sumienia względem swojego dziecka? Że skarciłaś je właściwie bez większego powodu? Chyba wszystkie tak mamy... 

Trudna sztuka odpuszczania

Wracając do kontroli... Chciałoby się móc panować nad swoim życiem w stu procentach. Ale niestety, tak się nie da. Nawet, jeśli zrobimy najlepszy plan, zawsze coś może pójść nie tak. To wielka sztuka umieć ze spokojem przyjmować niespodziewane zwroty akcji bez większych emocji. Możemy się jednak uczyć odpuszczać. "Nauczenie się odpuszczania tego, na co nie mamy wpływu, jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy dla siebie zrobić", podkreśla Wojciech Eichelberger w rozmowie z Newsweekiem. 

Łatwo powiedzieć "odpuść", ale jak to zrobić? Kiedy coś się wydarza, reagujemy przecież automatycznie, to jest silniejsze od nas. Niektórzy mają jednak gotowe przepisy. Może przypadnie ci do gustu ten, podawany przez najbardziej medialnego dziś mnicha buddyjskiego, Ajana Brahma:

  1.  Wyrzuć niepotrzebne rzeczy, ciążący balast. To mogą być doświadczenia, trudne przeżycia i emocje. Nie myśl ciągle o przeszłości, nie rozdrapuj ran. To już było, teraz tego nie ma. Skup się na tym, co jest. Ciesz się chwilą, bo zaraz jej nie będzie. Nie skupiaj się także zbytnio na przyszłości, bo to również zabija radość z chwili obecnej.
  2.  Poczuj się wolna. Każde miejsce, w którym nie chcesz być, to więzienie i sama je sobie stwarzasz. Związek, który cię unieszczęśliwia, praca, która nie daje ci satysfakcji. Ale możesz łatwo wyjść z tego więzienia bez porzucania męża, czy pracy! Jedyne, co musisz zrobić, to zmienić nastawienie. Zacznij cieszyć się tym, co masz.
  3.  Praktykuj życzliwość i szczodrość. Dawaj dla samego dawania, nie oczekując niczego w zamian. 
  4.  Miej "teflonowy" umysł. Niech rzeczy i myśli nie przyklejają się do niego. Pozwól chwili, aby była, ciesz się nią i puszczaj ją, robiąc miejsce dla następnej.

Proste, prawda? Teraz wystarczy tylko wcielić ten przepis w życie! A tak na serio, jest jeszcze jeden sposób, bardzo dobry. Przyglądaj się więcej swojemu dziecku. Gdyby się głębiej zastanowić, dzieci właściwie robią to, co opisane jest w tych czterech punktach. Więc chyba coś w tym jest. 

A kiedy znów zdarzy się, że niepotrzebnie skrzyczysz swoje dziecko – bo pewnie tak będzie, nikt nie jest idealny - nie rób sobie zbyt długo wyrzutów. Ale bądź świadoma tej chwili, wyciągnij wnioski. Przeproś dziecko i zapewnij je o swojej miłości. Pamiętaj, cały czas się uczysz, a macierzyństwo składa się z naprawdę trudnych lekcji

Czytaj także: