
Internautki apelują, by uważać na popularnych forach dla mam. W mediach społecznościowych "grasuje" mężczyzna, który prowokuje kobiety do intymnych zwierzeń na temat karmienia piersią, porodu i podstępem wyłudza od nich... zdjęcia, jak karmią swoje dzieci.
(Nie)bezpieczni w sieci
Od lat trwa dyskusja na temat upubliczniania w internecie wizerunku swoich dzieci: jedni nie widzą w tym nic złego, inni wolą chuchać na zimne i kadry ze swoimi pociechami zatrzymują dla siebie. Jednak sytuacja, którą na forach dla mam w mediach społecznościowych nagłośniły internautki, jasno pokazuje, że takie materiały nie tylko mogą, ale faktycznie trafiają w niepowołane ręce. A tego, w jakim celu zostaną użyte czy przetwarzane, możemy się tylko domyślać.
"Dziewczyny, uważajcie, gdzie wstawiacie swoje zdjęcia i o czym piszecie w komentarzach! Zbok szuka informacji na temat karmienia piersią na wielu grupach, teraz trafił tu, a wy bez żadnego zastanowienia wysyłacie mu roznegliżowane zdjęcia podczas karmienia piersią" – brzmi wpis jednej z internautek na popularnej grupie dla mam.
Mężczyzna, który udaje kobietę
Jak dowiedzieliśmy się z relacji internautek, po forach dla kobiet "grasuje" mężczyzna, który podszywa się pod świeżo upieczoną mamę. Udaje zainteresowanie problemami związanymi z karmieniem piersią i szybko nawiązuje interakcje z innymi internautkami. Pisze do nich prywatne wiadomości, podjudza do wysłania zdjęć podczas karmienia piersią. Odzywa się do nich w wiadomościach prywatnych pod pretekstem zadania "kilku pytań" odnośnie karmienia piersią czy porodu w młodym wieku. Bo, jak twierdził, podszywając się pod kobietę, sam/a urodził/a mając niespełna 17 lat.
Ponoć to nie pierwszy "fejkowy" profil tej samej osoby, która po namierzeniu przez internautki i administratorów forów, kasuje swoje konto i zakłada nowe. Znów dołącza do grup dla mam i wstawia podobne posty od nowa. I tak w kółko.
Zdjęcia to nie wszystko
Po co komuś zdjęcia matek karmiących dziecko piersią? Internautki nie przebierają w słowach i nazywają tę osobę wprost "zbokiem". Jednak fotografie to nie jedyne, czego wspomniany internauta chce.
Swoimi wpisami rozpoczyna nie tylko dyskusję o karmieniu piersią czy porodach w młodym wieku. Podpuszczał internautki do zwierzeń, czy... same próbowały swojego mleka. "Piszcie, proszę, czy próbowałyście, czy warto" – można było przeczytać w jednym z postów osoby, która zgodnie z relacją internautek podszywa się pod kobietę.
Te panie, do których niechlubny "bohater" tej historii wysyła wiadomości prywatne, dostają z pozoru niewinne pytania o "kobiece problemy". Zazwyczaj na nie odpowiadają: w końcu chcą pomóc, wyjaśnić, służyć radą, przecież do tego te fora służą. Jednak chwilę później zapala im się czerwona lampka: rozmowa szybko schodzi na intymne tory, a mężczyzna zaczyna być zbereźny. "Aż mnie korci, żeby liznąć suta" – pisał do jednej z internautek.
To nie jest problem przypadkowych osób
Ponoć ten sam mężczyzna udawał też... doradcę laktacyjnego i obiecywał, że będzie w stanie pomóc internautkom, oceniając kobiece piersi "na oko". Proste, prawda? Wystarczy wysłać zdjęcie.
Jednak w wielu przypadkach internauta nie musiał uciekać do tak wyrafinowanych, trudnych do przejrzenia intryg. Wiele internautek ochoczo udostępniało swoje zdjęcia podczas karmienia piersią i ze szczegółami dzieliły się swoimi intymnymi sprawami: dotyczącymi piersi, mleka, porodu. Pod postem, w którym prosił o podanie wieku pierwszego porodu, wybierał mamy, które młodo urodziły i... proponował kontakt.
Na szczęście w tym wszystkim jest też dobra wiadomość. A mianowicie: to nie są problemy przypadkowych osób. Jeśli nie chcecie, by zdjęcia waszych dzieci "latały" po internecie i były wykorzystywane do nieznanych wam celów, to po prostu ich tam nie publikujcie. To samo dotyczy zwierzania się z problemów intymnych pod swoim nazwiskiem w grupie 40 tys. osób.
Cześć, jestem Lilka
Wystarczy przejrzeć pierwszą lepszą grupę dla mam i widać, że publikowanie zdjęć dzieci to prawdziwa plaga mediów społecznościowych. Czym to się różni od udostępniania podobnych treści na swoim prywatnym koncie? Ano tym, że na naszym prywatnym profilu z z reguły jest znacznie mniejsza liczba odbiorców (chyba, że ktoś ma na Facebooku kilkanaście tysięcy "znajomych"), których sami sobie wybraliśmy, a do tego ustawieniami prywatności, które możemy do siebie dostosować. Wielu rodziców nie chce sobie tym jednak zaprzątać głowy i po prostu zdjęcia dzieci zatrzymują dla siebie.
Z kolei na forach internetowych nie mamy nad tym absolutnie żadnej kontroli. Mimo to co drugi post na takich grupach to zdjęcia dzieci: na spacerze, w łóżeczku, podczas zabawy, na placu, w parku, nawet w baseniku. "Cześć, jestem Lilka, mam dwa latka", "Obchodzę dziś roczek" – brzmią podpisy pod zdjęciami maluchów. Jakie są korzyści wynikające z udostępniania tego typu treści? 100, może 200 "lajków" i serduszek od internetowych "cioć" i "wujków". Kilka komplementów, że dziecko jest ładne. Ale czy to naprawdę jest warte ryzyka, że zdjęcia naszych dzieci trafią, nazywając to wprost, w ręce zboczeńców?
