Rodzice robią dzieciom zdjęcia na tle przemocy
"Niektórzy rodzice nie myślą, na jakim tle robią dziecku zdjęcie" fot. Pexels

"Byłam z rodziną w muzeum i widziałam, jak kobieta ustawia do pozowania swoje dzieci. Nie przejęła się, że tłem sesji są nagrania z brutalnego tłumienia strajków".

REKLAMA

Zdjęcie najważniejsze

"Co jakiś czas jest głośno o turystach, którzy robią sobie wesołe i artystyczne zdjęcia w obozach koncentracyjnych. Jedni uważają, że nie ma co wyolbrzymiać i czepiać się o kilka zdjęć, a inni mówią otwarcie, że pozowanie na tle miejsc śmierci i tortur jest niewłaściwe i głupie.

Nigdy nie widziałam takiego zachowania na własne oczy, więc starałam się nie oceniać. Pamiętam za to, że gdy sama odwiedzałam takie miejsca, to robienie sobie pamiątkowych zdjęć było ostatnim, co by mi przyszło do głowy.

A już na pewno nie ustawiłabym tam do pozowania swoich dzieci. Ostatnio przekonałam się jednak, że wyobraźnia rodziców i chęć zdobycia kolejnych pamiątek bąbelków na wakacjach, nawet tych starszych, nie zna absolutnie żadnych granic.

Przemoc jako tło do zdjęcia

W weekend byłam z rodziną w muzeum poświęconym "Solidarności". W ogromnym obiekcie było dużo wystaw, eksponatów, oryginalnych zdjęć i nagrań. Przyznam, że momentami miałam łzy w oczach, a jednym z takich elementów, który najbardziej mnie poruszył, było oryginalne nagranie brutalnego tłumienia strajków. Wydawało mi się, że każdy, kto ma choć trochę empatii, nie przejdzie obok takich materiałów z uśmiechem na twarzy.

Ekran był umieszczony w wozie milicyjnym, takim dostosowanym do przewożenia zatrzymanych. Do środka można było wejść i obejrzeć wspomniane nagranie. Już na wejściu do wozu był duży napis, że nagranie jest drastyczne i brutalne.

I nie trudno się domyślić, że dokładnie takie było. Strajkujący byli rozganiani, w tłum wjeżdżały wozy, armatki wodne przewracały strajkujących. Aż mnie zmroziło, kiedy na to patrzyłam.

Chwilę później, po nas, do wozu weszła rodzina z dwójką nastolatków. I mama, na tle tych ofiar, rannych i być może też zabitych, postanowiła zrobić swoim dzieciom sesję zdjęciową.

Fotki na tle ofiar

Dzieciaki, jak to dzieciaki, zaczęły się uśmiechać, pokazywać jakieś śmieszne gesty. Zadowolona mama zrobiła swoim dzieciom kilka zdjęć. W tym samym czasie za ich plecami właśnie ktoś był katowany.

Nie mówię, że każdy ma chodzić po takich miejscach smutny i z powagą. W ogóle staram się nie oceniać tego, co robią inni ludzie i zawsze wychodzę z założenia, że niech każdy robi, co uważa za słuszne. Jednak ta sytuacja mnie wręcz dotknęła.

Zwłaszcza że chwilę później zwróciłam uwagę na starszą parę, mieli ok. 70 lat. Snuli się po wystawie, a na ich twarzach było widać głęboki smutek. Może sami przeżyli coś podobnego i przed laty byli tymi strajkującymi?

Zastanówmy się, co robimy

Myślę, że ludzie robią takie rzeczy z niewiedzy, braku świadomości, pewnie też braku skupienia. Wątpię, żeby mama tych dzieci była zła do szpiku kości i koniecznie chciała mieć w swoim albumie zdjęcie dzieci na tle masakry.

Ale robienie takich zdjęć nie jest kwestią tego, czy można czy nie można, wypada czy nie wypada. To kwestia empatii i wrażliwości: przecież na tych nagraniach byli prawdziwi ludzie, którym działa się krzywda.

Jednak nasze pokolenie już się przyzwyczaiło do tego, że telefon nam się wtopił w rękę. Robimy setki zdjęć gdzie popadnie, a potem nawet ich nie przeglądamy. Kompletnie nie rozumiem tej mody na robienie sobie miliarda zdjęć w każdym możliwym miejscu. Zamiast się skupić na tym, co widzimy, skupiamy się na tym, żeby to uwiecznić. Bez krzty refleksji".