
Rowerzystka znalazła 1,5-rocznego Adasia błąkającego się pomiędzy ulicami na warszawskiej Białołęce. Jak relacjonuje, chłopiec uciekł ze żłobka, który znajdował się nieopodal skrzyżowania.
We wtorek 7 czerwca na warszawskiej Białołęce przypadkowa kobieta zobaczyła błąkające się przy skrzyżowaniu dziecko. Jak się okazało, 1,5-roczny chłopiec wyszedł ze żłobka, a żadna z trzech opiekunek tego nie zauważyła.
W swoim poście na sąsiedzkiej grupie kobieta napisała: "Znalazłam go na skrzyżowaniu (ok. 200 - 300 metrów od budynku żłobka".
Kobieta, która przyprowadziła dziecko do placówki, relacjonuje, że jej zdaniem nikt chłopca nie szukał. Gdy pojawiła się z dzieckiem na ręku w progu żłobka, kierowniczka miała ją zapytać "O co chodzi? Czy coś się stało?". Jej zdaniem to dowód na to, że opiekunki w ogóle nie zdawały sobie sprawy z tego, że maluch zniknął.
"Nadszarpnęliśmy zaufanie rodziców"
Żłobek "Okruszek i Maluszek" odpowiedział na zaistniałą sytuację. W swoim oświadczeniu przyznał, że jedno z dzieci opuściło placówkę bez wiedzy opiekunów. Winne ma być zamieszanie związane z tym, że rodzice odbierali w tym czasie swoje dzieci. Niezamknięte przez nich drzwi miały dać szansę na ucieczkę dziecku.
Kierownictwo placówki tłumaczy się, że opiekunowie policzyli dzieci po wejściu do szatni, ale brak chłopca został zarejestrowany przez panie dopiero 10 minut od wejścia do sali.
"Dziecku nic się stało, co nie zmienia faktu, że to niedopuszczalne, iż doszło do takiej sytuacji. Czujemy się za to w pełni odpowiedzialni. Jesteśmy zdruzgotani i świadomi, że wina leży po naszej stronie. Wiemy też, że nadszarpnęliśmy zaufanie rodziców i pragniemy zapewnić, że była to dla nas bardzo bolesna lekcja, z której wyciągniemy wnioski i nigdy więcej nie pozwolimy, by którekolwiek z naszych podopiecznych zostało kiedykolwiek narażone na niebezpieczeństwo" - czytamy w oświadczeniu.
Pod postem zaroiło się od komentarzy. Jedni rodzice piszą, że żłobek jest wspaniały i nigdy nie spotkała ich żadna przykrość, drudzy, że w tak małym żłobku szukanie dziecka nie powinno trwać pół godziny i zaniedbanie placówki jest ewidentne, a zrzucanie odpowiedzialności na rodziców, którzy nie domknęli drzwi niedopuszczalne. Grożą, że napiszą pismo do kuratorium z prośbą o kontrolę i zamknięcie placówki.
