
Frustracja, rozczarowanie, złość, niepokój, ale też uczucie ulgi – takie skrajne reakcje towarzyszą młodzieży, która dowiedziała się wczoraj o zamknięciu szkół i przejście na system zdalny. "Nie wiem, jak to będzie. Boję się nie tylko tego, że mniej się nauczę, ale równie mocno obawiam się izolacji od rówieśników” – mówi nam licealistka jednego z warszawskich liceów.
REKLAMA
W związku z rosnącym wzrostem zakażeń koronawirusem od jutra (17 października) wchodzą w życie nowe obostrzenia dla szkół. W strefie czerwonej (obejmuje już ponad 150 powiatów) szkoły wyższe i ponadpodstawowe mają pracować wyłącznie zdalnie.
Może cię zainteresować także: Rozpaczliwy apel uczniów do MEN: "przez decyzję rządu stracimy życie?". Ten film wywołuje dreszcze!
Zaległości i brak motywacji
Reakcje młodzieży są skrajne, niestety wszystkie obnażają nieudolny system edukacji. Licealiści nie kryją swojej złości i rozczarowania, bo edukacja online nie sprawdziła się już kilka miesięcy temu, w trakcie wiosennego lockdownu.– Już wtedy nie każde łączenie na platformie kończyło się powodzeniem, kartkówki i sprawdziany to była farsa, duża część materiału nie została przerobiona. Prawda jest też taka, że gdy uczysz się w domu przed ekranem komputera brakuje ci motywacji – przyznaje Maja, uczennica jednego ze stołecznych liceów.
– Chodzenie do szkoły sprawia, że twój dzień jest uporządkowany. Łatwiej się zdyscyplinować, zorganizować, "wziąć w garść”. Siedzenie w domu i uczenie się online sprawiają, że wypadasz z tego szkolnego rytmu – wtóruje jej koleżanka.
Najbardziej o swoje postępy w nauce martwią się maturzyści. Czy zdołają zdalnie, nawet przy zaangażowaniu nauczycieli, przygotować się online do matury?
– Nie boję się, że nie zdam, bo oczywiście wiele zależy od tego, ile wysiłku włożę w naukę. Ale we wrześniu nadrabialiśmy zaległości z kwietnia, maja i czerwca, więc tak naprawdę jesteśmy z materiałem "do tyłu”. Obawiam się też, że znów trudniej będzie skonsultować się z nauczycielem. Tak naprawdę nic nie wiadomo, jak to wszystko będzie wyglądać w praktyce – opowiada nam Zuzanna, tegoroczna maturzystka.
Poczułem ulgę
Młodzież zdaje sobie sprawę z tego, że sytuacja jest poważna, a rosnąca liczba zakażeń zaczyna przerażać. Przyznają jednak, że czują się "napiętnowani”, bo traktuje się ich jak roznosicieli wirusa, choć do tej pory szkoły nie były dużymi ogniskami zakażeń.– Czujemy, że znaleźliśmy się między przysłowiowym młotem a kowadłem. Z jednej strony zamknięcie szkół być może zmniejszy ryzyko rozpowszechniania się pandemii. Do tego te wszystkie informacje, które słyszymy w mediach powodują, że sam zacząłem bać się o swoje zdrowie, dlatego czuję ulgę, że już nie będę w szkole, w której jest 700 uczniów. Z drugiej strony pandemia i podejmowane w związku z nim decyzje uderzają w nas ze zdwojoną siłą – mówi Michał, uczeń drugiej klasy technikum.
Izolacja i osamotnienie
Młodzież podkreśla, że nie chodzi tylko o naukę, ale też podobnie jak to miało miejsce wiosną, nikt nie liczy się z ich stanem psychicznym i emocjonalnym.– Ktoś, kto nie uczył się online, siedząc 8 godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu przed komputerem, nie zdaje sobie sprawy, jakie może być to przytłaczające – mówi 17-letnia Michalina.
– Nie wiem, jak to będzie. Boję się nie tylko tego, że mniej się nauczę, ale równie mocno obawiam się izolacji od rówieśników. Siedzenie w domu sprawia, że czujesz się w jakimś sensie "zawieszony” w swoim życiu, a po pewnym czasie daje ci się we znaki poczucie osamotnienia. Do tego ta niepewność, kiedy to wszystko się skończy i stanie się możliwy powrót do normalności – dodaje 18-letnia Jagoda.
Są też uczniowie, którzy cieszą się z decyzji rządu. Oni nie tylko obawiają się o to, że mogą zachorować, ale jak podkreślają, chodzenie do szkoły ich stresuje, a nauka zdalna jest dla nich bardziej przyjazną formą codziennej nauki.
Może cię zainteresować także: Tych nastolatków powinien wysłuchać rząd! Zabrali głos w sprawie matur, podkreślają ważny problem
