"Inspiracje, aby pisać można znaleźć dosłownie wszędzie". Wywiad z uwielbianą przez dzieci autorką

Brytyjska autorka Sylvia Bishop całe dzieciństwo spędziła na czytaniu książek. 19 i 20 lipca spotka się z małymi czytelnikami w Gdyni i Spocie w ramach Międzypokoleniowego Festiwalu Literatury Dziecięcej - Ojce i dziatki.
Brytyjska autorka Sylvia Bishop całe dzieciństwo spędziła na czytaniu książek. 19 i 20 lipca spotka się z małymi czytelnikami w Gdyni i Spocie w ramach Międzypokoleniowego Festiwalu Literatury Dziecięcej - Ojce i dziatki. Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej – Ojce i dziatki
Brytyjska autorka Sylvia Bishop całe dzieciństwo spędziła na czytaniu książek. Dziś jako dorosła kobieta historie, które powstają w jej głowie, przelewa na papier i tworzy niezwykłe książki o przyjaźni, odwadze i życzliwości. 19 i 20 lipca spotka się z małymi czytelnikami w Gdyni i Spocie w ramach Międzypokoleniowego Festiwalu Literatury Dziecięcej - Ojce i dziatki.


Jesteś bardzo młodą autorką, a już zdążyłaś napisać 4 książki i każda okazała się ogromnym sukcesem. Skąd czerpiesz inspiracje do pisania swoich niesamowitych historii?

Dziękuję bardzo! Wydaje mi się, że inspiracje do pisania można tak naprawdę znaleźć wszędzie – wszystko, co jest zabawne, magiczne lub ciekawe może zainspirować jakąś historię. Na przykład, moja pierwsza książka „Słoń Eriki” została zainspirowana SMS-em od mojego przyjaciela. Obiecał, że zrobi mi herbatę za każdą przysługę, którą mu wyświadczę.

Pewnego dnia wyświadczyłam mu naprawdę ogromną przysługę i obiecał przysłać słonia obwieszonego herbatą! Mieszkałam wtedy na maleńkiej ulicy, gdzie potrzebne było specjalne pozwolenie, aby zaparkować, więc sama myśl o słoniu pod moim domem wywołała śmiech – i to właśnie ten żart stał się początkiem książki.

Wydaje mi się, że trudność polega przede wszystkim na tym, aby przekonać samego siebie, że te małe rzeczy, które sprawiają, że Ty się uśmiechasz, są wystarczające dla innych. Potem trzeba rozwinąć ten wątek i na tym etapie staję się dużo bardziej marudna. To jest dużo bardziej techniczny i nudny proces – to prawdziwa praca, którą trzeba wykonać przy biurku, z dużą ilością wykresów i małym bólem głowy.


Na uniwersytecie studiowałaś nauki polityczne i społeczne. Koniec końców nie jest to droga, którą zdecydowałaś się podążać, ale czy myślisz, że ten etap w Twoim życiu zainspirował Cię i twoją twórczość?

Cóż, napisałam "Słonia Eriki", aby uniknąć pisania pracy dyplomowej, więc można powiedzieć, że nie byłabym autorką książek, gdybym nie musiała przejść przez te tortury!

Nie ma wątpliwości, że ten czas miał na mnie ogromny wpływ. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, kim byłabym bez tych studiów. Spędziłam na uniwersytecie 5 lat i to całkowicie ukształtowało sposób, w jaki patrzę na świat. Zatem, jeśli studia ukształtowały mnie, musiały mieć również wpływ na moją twórczość. Jednak jak do tej pory nie opublikowałam nic, co miałoby związek z polityką lub problemami społecznymi.

Zdecydowanie chciałabym kiedyś to zrobić, ale wydaje mi się, że taka książka wymaga ode mnie, jako autorki jeszcze wiele nauki. To bardzo trudne, aby mówić o problemach wielkiego kalibru zgodnie z prawdą i z uwzględnieniem detali, a jednocześnie sprawić, że historia będzie osobista i zabawna. Ale pewnego dnia….
Wspierasz ruch Extinction Rebellion. Jak ważne są dla Ciebie zagadnienia związane z ochroną środowiska?

To są bardzo, bardzo, bardzo ważne tematy. Zarabiam na życie, pisząc historie dla dzieci. Opowiadają one o odwadze, życzliwości, i czasem przepaść między tym wyobrażeniem, a tym, co rzeczywiście my dorośli robimy z naszą przyszłością napawa mnie smutkiem. Muszę zaangażować się w to, co się dzieje, jeśli mam pisać wiarygodne historie.

Cieszę się, że ruch Extinction Rebellion istnieje. Jedną z rzeczy, których teraz potrzebujemy, jest bardzo głośny i dobitny głos przyciągający uwagę do tego, w jakim stanie jest nasze środowisko naturalne i w jakim kryzysie znalazło się na przestrzeni ostatnich kilku lat. Musimy szybko podjąć kroki, aby się zmienić – jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak szybko musimy to zrobić.

Czy w takim razie będziesz próbowała uwzględnić niektóre z tych problemów w swoich przyszłych książkach? Może cała książka dedykowana zagadnieniom związanym z ochroną środowiska?

Bardzo bym chciała, ale na razie nie mam pomysłu, jak to zrobić. Wszystkie pomysły są mile widziane. ☺ Nie jestem jednak przekonana, czy dzieci faktycznie potrzebują apokaliptycznej opowieści o kryzysie, w którym jesteśmy. One to czują, a uczucie rozpaczy potrafi być paraliżujące. To, czego teraz nam potrzeba to nadzieja i pozytywna wizja tego, co będzie. Musimy się uczyć "zielonego podejścia" – przyswajać wiedzę o balansie w ekologii i o tym jak, wrażliwi jesteśmy w procesie zmian środowiska naturalnego.

Jaki to ma wpływ na książki dla dzieci? Wciąż próbuję to zrozumieć. Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem jest pisanie książek, w których kluczowe dla środowiska elementy takie jak drzewa, rzeki, oceany będą ekscytujące i ciekawe dla dzieci. Pokazanie im, jak można pomagać lub niszczyć środowisko poprzez nasze działania.

Kluczem jest promowanie odpowiedniego zarządzania środowiskiem naturalnym – książki, które pokazują, jak piękne może być życie w zgodzie z zasadą zrównoważonego rozwoju – książki, które pokazują, że szczęście leży w posiadaniu mniejszej ilości rzeczy, podróżowaniu wolniej i w bardziej dzikich terenach (Wielka Brytania szczególnie potrzebuje ponownego zalesiania). Książki powinny dawać nadzieję. Nie muszą bezpośrednio mówić o kryzysie środowiska naturalnego, aby uczyć tych wartości i kształtować idee.

ZAPISY NA WARSZTATY Z SYLVIĄ BISHOP:

Gdynia
19 lipca 2019 godz:. 17:30 - 19:00
Muzeum Miasta Gdyni , Duża sala, Zawiszy Czarnego 1

Sopot
20 lipca 2019 godz.: 12:00 - 13:00
Sopoteka, Sopot Centrum, poziom +2, Tadeusza Kościuszki 14

Kiedyś powiedziałaś, że utożsamiasz się ze słoniem z książki "Słoń Eriki". Opowiesz o tym?

Haha, zgadza się. Napisałam tę historię po pewnym lecie, które spędziłam w Memphis w Tennessee w USA. Zbierałam tam materiały do swojej pracy dyplomowej. Było mi bardzo ciężko i trudno było mi się tam odnaleźć. Na początku nawet nie potrafiłam zrobić sobie porządnej herbaty, ponieważ było strasznie gorąco, a podróż autobusem do najbliższego sklepu zajmowała tyle, że mleko zdążyło się zwarzyć. W końcu gospodyni, u której się zatrzymywałam, zlitowała się nade mną, obwiozła samochodem, abym mogła załatwić swoje sprawy, i pomogła mi się zaaklimatyzować.

W książce to słoń jest nowym zdezorientowanym przybyszem, a Erika tą praktyczną. Chciałabym kiedyś być jak Erika, ale kiedy pisałam tę książkę, byłam zdecydowanie Słoniem.

A co byś zrobiła, gdybyś to ty miała swojego słonia?

Prawda jest taka, że zwierzę, które chciałabym mieć, to nosorożec. To zawsze był mój ulubieniec, ale w prawie każdej książce lub filmie o nosorożcach, który oglądałam jako dziecko, pojawiały się też słonie, więc chcąc nie chcąc wiele dowiedziałam się o nich. Także, gdybym miała słona, starałabym się go zamienić na nosorożca. Gdyby nie było takiej możliwości, pewnie jeździłabym na jego grzbiecie i kąpała w rzece. To wygląda jak super zabawa.
"Morze Opowieści" opowiada o tym, jak wielkie znaczenie ma opowiadanie historii i jak silne mogą być wspomnienia przywoływane przez pamiątki. Czy podobnie jak dziadek Ani z "Morza Opowieści" kolekcjonujesz pamiątki dla przyszłych pokoleń?

Tak! Zdecydowanie. Uwielbiam kolekcjonować pamiątki i to nawet nie dla przyszłych pokoleń. Moja pamięć jest tak słaba, że potrzebuję ich sama dla siebie. Mam wielki wiklinowy kosz pełen pamiątek i starych dzienników z różnych etapów mojego życia. Wspomnienia można też znaleźć w moich książkach. Pewne emocje i uczucia, które wtedy mi towarzyszyły, siłą rzeczy znajdują swoje odzwierciedlenie w różnych wątkach, nawet jeśli ta książka jest o czymś zupełnie innym.

Prawdopodobnie najdziwniejszą pamiątką w mojej kolekcji jest kosmyk moich włosów. Teraz mam brązowe włosy, ale jako 10-latka miałam długie rude włosy i bardzo chciałam je zachować. Fryzjer poradził nam, aby włożyć je do szafki na kilka godzin, aby się zachowały w odpowiednim stanie. Moja siostra je tam znalazła i była przerażona!

A czy myślisz, że spotkamy Anię i jej dziadka jeszcze kiedyś w Twoich książkach?

To by było cudowne, choć nie myślałam o tym. Może następnym razem usłyszymy którąś z historii kotki Baszteby? Jestem pewna, że i ona ma w zanadrzu historię lub dwie…

W "Tajemnicy nocnego pociągu" wraz z Max udajemy się w szaloną podróż przez Europę. Ty również podróżujesz głównie pociągami. Czy ta historia narodziła się podczas jednej z takich podróży?

Tak naprawdę to było zupełnie odwrotnie. Odbyłam tę podróż, dopiero kiedy napisałam książkę, i to był moment, kiedy zakochałam się w podróżach pociągami. W sieci jest genialna strona "Seat61", która pomaga w planowaniu tras na dalekich dystansach. Dzięki takim podróżom masz szansę zobaczyć wszystkie miejsca, które mijasz. To dla mnie dużo bardziej ekscytujące niż wsiadanie do samolotu i wysiadanie w zupełnie obcym miejscu. Dzięki temu ma się poczucie, że się naprawdę podróżuje i zwiedza świat. Już niedługo odwiedzę Polskę, aby wziąć udział w festiwalu "Ojce i dziatki" w Gdyni i Sopocie i przyjadę dokładnie w taki sposób — pociągiem przez Berlin. Nie mogę się doczekać!
Mieszkasz w Londynie, miejscu znanym ze swoich tajnych zakamarków. Czy polecisz szczególne miejsca, które młodzi czytelnicy powinni odwiedzić?

Wydaje mi się, że tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie pójdziesz w Londynie. Magia tego miasta polega na tym, jak nieskończone są możliwości jego eksploracji i tak naprawdę nigdy nie przestajesz go odkrywać. Na pewno miejsca jak British Museum są warte odwiedzenia, ale ja uwielbiam Horniman Museum. Można tam znaleźć wypchanego Morsa, ale co ciekawe osoba, która to robiła, chyba nigdy nie widziała morsa na żywo i nie wiedziała, że morsy mają zmarszczki. Wypchali go na gładko, przez co jest ogromny!

A czy inspirowałaś się jakimś konkretnym miejscem, pisząc, "Panna Jones i Książkowe Emporium"?

Niestety nie, księgarnia w książce pojawiła się dosyć późno. Miałam problem, aby wyobrazić sobie, jak mogłaby wyglądać i mój współlokator poradził mi, abym zabawiła się wyobraźnią i stworzyła coś zupełnie odrealnionego i zwariowanego. Efektem było Książkowe Emporium. To były setki pomieszczeń o strukturze diabelskiego młyna, które dopasowują się do dwunastu drzwi. Wszystkie pokoje są udekorowane, aby pasować do tematyki książek np. Pokój opowieści oceanicznych wygląda jak akwarium. Myślę, że najwspanialszą księgarnią, jaką kiedykolwiek widziałam, jest Leakey’s w Inverness (Szkocja), choć to bardzo daleko od Londynu.

Dlaczego piszesz książki dla dzieci, nie dla dorosłych?

Piszę książki dla dzieci w wieku, w którym sama czytałam ich najwięcej, więc to przychodzi mi najłatwiej. Uwielbiam tę myśl, że moi czytelnicy będą przeżywali te historie nie tylko podczas czytania, ale także podczas zabaw czy marzeń. Będąc dorosłym, ciężko jest odtworzyć to uczucie.

Czy masz ulubiony cytat z książki dla dzieci?

Och tak, bardzo wiele. Wiele z nich pochodzi z Kubusia Puchatka. W naszej rodzinie, kiedy coś się nie układa, często cytujemy Kłapoucha i jego słowa z rozdziału o wyprawie "to nie jest żadna przyprawa, tylko wielki bałagan" (org: " this isn't an Expo--whatever it is--at all, it's simply a Confused Noise"). To powiedzenie często się przydaje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Który to miesiąc ciąży? Przelicznik tygodni ciąży na miesiące
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE