Odwiedzający wchodzili na ścieżkę prowadzącą na teren lwów, mimo wyraźnego zakazu
Odwiedzający wchodzili na ścieżkę prowadzącą na teren lwów, mimo wyraźnego zakazu fot. Facebook / Zoo Poznań

"Tak bardzo prosiliśmy, by respektować nasz regulamin... Czy musi dojść do najgorszego wypadku? Czy chodzenie do zoo ma być jak sport ekstremalny – pokażę dziecko lwu i uciekniemy sobie?" - pyta w poście na Facebooku poznańskie zoo. Już w pierwsze dni sezonu na spacery po ogrodzie, odwiedzający igrali z ogniem.

REKLAMA
Na oficjalnym profilu poznańskiego zoo opublikowano zdjęcie kilku osób dorosłych, w tym jednego mężczyzny z dzieckiem na rękach, które mimo barierek i zakazu weszły na teren lwów. "Pisaliśmy, że lwy adaptują się i błagamy o spokój dla nich. Nauczeni złym doświadczeniem, odcięliśmy ścieżkę. Ale przecież Polak potrafi" – komentuje zoo.
Pracownicy ogrodu nawiązują do sytuacji sprzed kilku lat, która zdarzyła się w ogrodzie zoologicznym w Cincinnati w stanie Ohio. Wówczas 4-latek wpadł do fosy okalającej wybieg dla goryli. Zwierzę wlokło chłopca po ziemi, jednak dziecku nic się nie stało. Ucierpiał goryl – władze zoo zdecydowały się uśmiercić zwierzaka, mimo że był to gatunek zagrożony wyginięciem.
Jednak w samym ogrodzie zoologicznym w Poznaniu dochodziło już do ryzykownych zachowań rodziców. W 2018 roku w maju na Facebooku zoo opublikowało zdjęcia, na których widać jak dorośli sadzają dzieci na barierkach nad... wybiegiem tygrysa syberyjskiego.
Pracownicy ogrodu bardzo dbają o bezpieczeństwo odwiedzających i, jak widać, nie mogą doprosić się o odwzajemnienie tej troski. "Przez bariery, mimo tablic, z dzieckiem na ręku. A potem zmusicie nas, by udzielić Wam ratunku i odstrzelić nasze dzieci, Kizię i Leosia.." - podsumowuje zoo na Facebooku.
Kizia i Leoś to małe lwy, które przebywają w zoo od kilku dni. Teren jest ogrodzony, ponieważ zwierzaki muszą się zaadoptować – zostały siłą odebrane matce w naturze i najprawdopodobniej przemycone do Polski. "Do poznańskiego zoo trafiły po interwencji policji i Fundacji Viva! Badania genetyczne pokazały, że Leoś to hybryda, posiada jedynie geny tygrysie" – czytamy na tvn24.
Tabliczka to za mało
"Mamy ochronę, monitoring i kary, wygraną sprawę w sądzie o drażnienie tygrysa, wolontariuszy i pracowników. Edukujemy, prosimy, piszemy... Co jest takiego złego w nas, Polakach, że to za mało?!” - pisze w komentarzach poznańskie zoo.
Jak się okazuje, władze ogrodu wytoczyły sprawę osobom, które w 2016 roku wtargnęły na wybieg dla tygrysów. Główny oskarżony miał dźgać kijem odpoczywające zwierzę! Wówczas świadkowie powiadomili pracowników zoo. Tygrys był spokojny, jednak w końcu odszedł od ogrodzenia. Dla mężczyzny zakończył się karą grzywny i miesiącem w więzieniu.
"Taka tabliczka to za mało na Janusza i Grażynę, co wiedzą lepiej. Dla nich powinno być jasno napisane, że wejście grozi śmiercią przez rozszarpanie. Do tego jakaś fota rozszarpanych zwłok. Może by zadziałało na wyobraźnię" - podsumował jeden z internautów.
Źródło: tvn24.pl