
„Po porodzie znienawidzisz swojego męża” - powiedzcie to na głos, najlepiej w miejscu publicznym. Zarobicie kilka zdziwionych spojrzeń i parę wizytówek od przechodzących nieopodal psychoanalityków. Jednak przede wszystkim uświadomicie sobie, jak absurdalnie prawdziwe jest to stwierdzenie. Zaczniecie się też zastanawiać: „Dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział?”. No więc powiedział. W książce pod tytułem: „Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci”.
- Aha, i przygotuj się na to, że znienawidzisz swojego męża — rzuciła mimochodem Lauren.(...) - Nie masz racji — odparłam spokojnie. Wymieniłam kilka powodów, dla których uważam moje małżeństwo za wyjątkowo trwałe: Tom i ja jesteśmy razem od prawie 10 lat. Zbliżamy się do wieku średniego, więc kłótnie są dla nas niepotrzebną stratą energii. (...) Wkrótce po pojawieniu się na świece naszej córeczki, Tom i ja odbyliśmy swoją pierwszą awanturę w roli świeżo upieczonych rodziców. Mówiąc dokładniej, awanturę zrobiłam ja.
Worek z pieluchami urósł już do rozmiarów pytona i wyglądał, jakby miał za chwilę wyskoczyć z kosza niczym zabawka na sprężynce. Dolatujący z niego odór szczelnie wypełniał nasze mieszkanko na Brooklynie. - Wyrzuć pieluchy! - zawołałam z kanapy na której akurat karmiłam Sylvie piersią. (...) - Chwilę! - odkrzyknął Tom z sypialni.
Książka Dunn to poradnik na miarę naszych czasów. Porównajcie ją z książkami, które na półce zostawiała wam potajemnie mama („Dostałam od babci. Nauczysz się z nich WSZYSTKIEGO!”).
Specjalista od negocjacji kryzysowych to osoba, która przez pierwszy rok życia dziecka mogłaby spokojnie mieszkać z jego rodzicami i przez większość czasu mieć nie mniej przepełnione robotą ręce, niż podczas dyżuru w policyjnej jednostce. Nic więc dziwnego, że emerytowany oficer FBI, Gary Noser, znalazł się na liście rozmówców Dunn.
Zawsze tłumaczę policjantom, że jeżeli trafią na gościa za barykadą i zaczną być agresywni, albo wymuszać na nim uległość, osiągną przeciwny efekt. Oczekiwanie szacunku jest uniwersalną cechą ludzką, więc negocjatorzy muszą unikać drażnienia, pouczania, krytykowania i oceniania swoich rozmówców.
Dzwonię do asystentki z pytaniem, czy możemy zabrać Sylvie ze sobą i ulokować ją w innym pokoju. — No, chyba tak — odpowiada z wahaniem w głosie. - Kiedyś klient przyjechał z psem. Ale wiele osób płacze albo krzyczy podczas sesji. Martwiłabym się, że córka to usłyszy. - Okej, wezmę jej słuchawki na uszy — odpowiadam beztrosko.
Brak wrażliwości, stawianie siebie na pierwszym miejscu, niechęć do dawania czegoś od siebie. Czy ten opis do ciebie pasuje? Tom przyznaje, że tak, a mnie znów robi się go żal.
Sposób, aby nauczyć męża codziennej rutyny i pozwolić mu docenić ogrom pracy, jaki wykonujemy, to technika, którą stosujemy najrzadziej: wyjść z domu.
Artykuł powstał we współpracy z Grupą Foksal.
