
„Po porodzie znienawidzisz swojego męża” - powiedzcie to na głos, najlepiej w miejscu publicznym. Zarobicie kilka zdziwionych spojrzeń i parę wizytówek od przechodzących nieopodal psychoanalityków. Jednak przede wszystkim uświadomicie sobie, jak absurdalnie prawdziwe jest to stwierdzenie. Zaczniecie się też zastanawiać: „Dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział?”. No więc powiedział. W książce pod tytułem: „Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci”.
Jancee Dunn, autorka wspomnianej pozycji, miała trudniej. Przed urodzeniem dziecka żyła w świecie idealistycznych wyobrażeń, w którym wrzeszczący, brudzący, niedający się wyspać „najeźdźca”, nie będzie w stanie zatrząść posadami związku z 10-letnim stażem. I rzeczywiście — nie zatrząsł. Spuścił na niego bombę atomową.
Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci
O co poszło? Teoretycznie o podział obowiązków rodzicielskich. Praktycznie — o pieluchy.
Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci
Nietrudno domyślić się, jak zadziałała na Jancee dwusylabowa odpowiedź. „Kretyn, dupek, palant” to określenia, które od tej pory miały padać z jej ust częściej niż imię ukochanego, do tej pory, męża. Brzmi znajomo?

Porady na miarę czasów Książka Dunn to poradnik na miarę naszych czasów. Porównajcie ją z książkami, które na półce zostawiała wam potajemnie mama („Dostałam od babci. Nauczysz się z nich WSZYSTKIEGO!”).
Niestety, kartkowanie pożółkłych stron w poszukiwaniu najbardziej efektywnego sposobu zapinania pieluchy to przyjemność, na którą dzisiaj rzadko kto sobie pozwala. Bo w sumie czemu miałby, skoro wystarczy kilka kliknięć i w jednym momencie mamy dostęp do całej pieluchowej wiedzy znanej YouTube’owi.
Jeśli jednak zapytać Internet, co zrobić, kiedy na widok partnera drzemiącego słodko na kanapie wśród porozwalanych po całym salonie klocków, lalek i resztek jedzenia, masz ochotę zacząć naparzać go dziecięcą paletką do ping-ponga po głowie, konstruktywne odpowiedzi będzie można policzyć na palcach dwóch rąk. Jednej, jeśli odrzucić te, w napadzie szału raczej zignorujemy („Przestań, zrobisz mu krzywdę”).
„Jak z nim wytrzymać…” to poradnik na nowe czasy — takie, w których techniczne aspekty macierzyństwa nie tyle schodzą na dalszy plan, ile przestają być jakoś niesłychanie problematyczne. Bardziej niż o prawidłowe ułożenie jadłospisu dwulatka (jest na to aplikacja), martwimy się o psychiczny dobrostan — dziecka, partnera i swój.
W tym momencie mogłoby paść sakramentalne: „Wszystko pięknie, ale…”. Słoiczki z przecierami na całym świecie podgrzewa się tak samo, więc napisanie poradnika na ten temat wymaga niewiele więcej niż jako takiego doświadczenia, ewentualnie kilku prób i błędów. Rodzinne kłótnie to mimo wszystko „występy”, na których jakość wpływa znacznie więcej osobistych czynników.
Pisząc książkę Dunn, owszem, polega głównie na własnym doświadczeniu, posiłkując się przykładami wziętymi ze swojego amerykańskiego życia. Wiedzę zdobytą na polu domowej walki konfrontuje jednak z rzeszą specjalistów. I to nie byle jakich.
Eksperci na miarę problemu Specjalista od negocjacji kryzysowych to osoba, która przez pierwszy rok życia dziecka mogłaby spokojnie mieszkać z jego rodzicami i przez większość czasu mieć nie mniej przepełnione robotą ręce, niż podczas dyżuru w policyjnej jednostce. Nic więc dziwnego, że emerytowany oficer FBI, Gary Noser, znalazł się na liście rozmówców Dunn.
Na potrzeby książki Noser opracował „plan rozbrojenia żony” - scenariusz działań, jakie powinien zastosować mąż, ścierając się z żeńską furią (nieważne: zasłużoną czy nie).
Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci
Dunn przyznaje, że w trakcie swoich wybuchów przejawiała wszystkie powyższe zachowania. Fakt, że Tom nauczył się pacyfikować swoją rozsierdzoną żonę równie skutecznie, co antyterroryści bandytów napadających na bank, to jak sama przyznaje, jeden z czynników, który uchronił ich przed rozwodem.
Kolejnym strategicznym krokiem była wizyta u psychoterapeuty, i to nie byle jakiego. Sesja u Terry’ego Reala to, jak pisze Dunn, „małżeńska operacja ostatniej szansy”. Pięciogodzinna sesja, jak zresztą większość przedsięwzięć z książki, została opisana w sposób humorystyczny, lekko ironiczny i zdystansowany, ale jednocześnie do bólu szczery.
Zaczyna się od problemów ze znalezieniem opiekunki. Jancee i Tom ostatecznie decydują się wziąć małą ze sobą:
Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci
Słuchawki podłączone do iPada z bajkami robią robotę — przez większość czasu. Córka tylko raz wparowuje nieproszona do sali, czym wprawia w osłupienie terapeutę-celebrytę. Nie trafia jednak na jeden z newralgicznych momentów, których podczas sesji jest sporo. Terapeuta trafia bowiem w kolejne dziesiątki na tarczy małżeńskich problemów pary:
Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci
Spotkanie z socjolożką z Uniwersytetu Michigan, Pamelą Smock, uświadamia z kolei autorce banalną prawdę: jeśli ktoś czegoś nie umie (mężczyzna), to trzeba go tego nauczyć (sprzątanie, prasowanie, właściwy odruch na widok przepełnionego kosza na śmieci):
Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci
Dunn przyznaje, że zna wielu mężów, którzy nie spędzili więcej niż jednego dnia sam na sam z dzieckiem. Ona sama na samotną eskapadę na plotki do koleżanki z innego miasta odważyła się po sześciu latach od urodzenia córki.
I niech pierwsza rzuci zużytą pieluchą ta, która nigdy nie pomyślała sobie: „O nie. Nigdzie nie jadę. Przecież beze mnie on będzie jak dziecko we mgle”. Czytając „Jak z nim wytrzymać...” dowiemy się, jak krzywdzące — nie tylko dla naszego partnera, ale i dla nas, i dla naszych dzieci — może być takie podejście.
Przykładów takich zachowań Dunn znalazła w zachowaniu swoim i swojego męża sporo. I co ważne, w wielu przypadkach znalazła też rozwiązania.
Artykuł powstał we współpracy z Grupą Foksal.
