
Portale społecznościowe rządzą naszym życiem w coraz większym stopniu. Możemy zachować się dwojako: udawać, że jest inaczej lub korzystać z ich dobrodziejstw. Co, jednak jeśli zachowania innych na portalach doprowadzają nas do szału? I co jeśli tym "innym" jest najbliższa nam osoba?
REKLAMA
Wirtualne natręctwo
To samo pytanie zadał sobie bloger z Australii. Jeszcze szybciej na nie odpowiedział i w długim poście, który zbiera tysiące reakcji, doszukał się w natarczywych zachowaniach społecznościowych drugiego dna. Rzecz o oznaczaniu znajomych. W tym przypadku bardzo konkretnych, bo oznaczaniu blogera przez jego współmałżonkę.
To samo pytanie zadał sobie bloger z Australii. Jeszcze szybciej na nie odpowiedział i w długim poście, który zbiera tysiące reakcji, doszukał się w natarczywych zachowaniach społecznościowych drugiego dna. Rzecz o oznaczaniu znajomych. W tym przypadku bardzo konkretnych, bo oznaczaniu blogera przez jego współmałżonkę.
Każdego dnia oznacza mnie na Facebooku. Każdego dnia. Kilka razy w ciągu dnia. Zupełnie, jakby kręciła się w sieci w poszukiwaniu losowego gówna, na którym może mnie oznaczyć. Mem, zdjęcie, wydarzenie, post.
Dawniej bardzo mnie to irytowało. Naprawdę nie rozumiałem, dlaczego przynajmniej połowa z nich była w ogóle istotna. Później pojąłem, dlaczego ona oznacza mnie w tych cholernych postach. Ponieważ to ją bawi, jest celne, wnikliwe i fajne dla nas dwojga. Czasami chce mi coś przez nie powiedzieć, bo sama nie potrafi zrobić tego lepiej. Staram się to doceniać, nie wymaga to ode mnie wielkiego wysiłku.
Szczerze mówiąc, to nawet pomaga mi w określeniu tego, gdzie teraz jest, czego szuka w sieci. Czasami stanowi nawet podstawę naszych rozmów, kiedy wracam do domu. Kiedy wracam, a ona mówi – Widziałeś, w czym cię dziś oznaczyłam? – bez względu na to, jak głupie to jest, stanowi część naszej komunikacji w związku.
Kobiety oznaczają mężczyzn w większości moich postów. Znaczna część ich odpowiedzi, to coś w stylu – Nie będę tego czytał – ewentualnie – To jest za długie – piszą faceci. To wszystko. Rozmowa nie rozwija się. Bez względu na to, jaką wiadomość ona próbowała do niego wysłać, zostaje odrzucona przez arogancję i niezdolność poświęcenia kilku pieprzonych sekund, aby przeczytać coś, co prawdopodobnie było dla niej ważne.
Przeczytaj ten post, po prostu to zrób. Jeżeli ona cię w nim oznaczyła, chciałaby, żebyś na to spojrzał. Gdybyście byli obok siebie, a ona powiedziałaby – Ej, spójrz na to! – czy też byś to zignorował? Daj jej znak, że ją kochasz, że nie masz gdzieś tego, co ona myśli i co ją kręci. Przeczytaj ten pieprzony post.
Wirtualne związki
Argument opierania komunikacji w związku na społecznościowych postach nie jest przekonujący. Argument o szacunku i okazywaniu uwagi nawet w najbardziej banalnych i przyziemnych czynnościach już tak. I cóż z tego, że tym razem tą czynnością okazało się czytanie postów, w których oznaczają facetów ich żony. Jakie czasy, taka definicja dżentelmena…
Argument opierania komunikacji w związku na społecznościowych postach nie jest przekonujący. Argument o szacunku i okazywaniu uwagi nawet w najbardziej banalnych i przyziemnych czynnościach już tak. I cóż z tego, że tym razem tą czynnością okazało się czytanie postów, w których oznaczają facetów ich żony. Jakie czasy, taka definicja dżentelmena…
Źródło: ScaryMommy
