
"Prawdziwi rodzice skoczyliby za dziećmi w ogień!" Taka była reakcja internautów na wieść o tragicznym wypadku na Żywiecczyźnie. W Rajczy, 2 lipca, zginęli w pożarze domu dwaj mali chłopcy: 2-letni Patryk i 11-miesięczny Krystian. Ojciec i matka dzieci przeżyli. Udało im się opuścić dom wraz z najstarszym, 4-letnim synem. Dom spłonął na ich oczach. Dziś grozi im więzienie.
"Wypiłem tego dnia 2 - 3 piwa, pracując w ogródku. W nocy obudził mnie dym. Wyniosłem z domu Karolinę i Oskara i wróciłem po najmłodszych synów. Ale w kuchni już był taki dym, że nie dało się wejść."
Ostrzegają, iż poprzez wydawanie intuicyjnych ocen i powielanie schematów możemy dodatkowo skrzywdzić osoby będące uczestnikami tragicznych zdarzeń. Psycholog Dominika Borowska - Stasica w wywiadzie dla TVN24 tłumaczy, że moc ludzkiego instynktu przetrwania jest większa, niż nam się wydaje:
Rodzic skoczy za dzieckiem w ogień - to jest bardzo silne przekonanie. Chcielibyśmy, żeby tak było, ale życie pokazuje, ze to nie jest zasada. Nasza postawa zależy od wielu okoliczności: szoku, stresu, emocji, wcześniejszych doświadczeń, osobowości. Trudno dociec, dlaczego podjęliśmy taką a nie inną decyzję. W sytuacji granicznej postępujemy irracjonalnie, a potem na chłodno żałujemy, że nie skoczyliśmy w ten ogień. Tymczasem gdybyśmy to zrobili, moglibyśmy zginąć.
Nie sądźmy, a nie będziemy sądzeni. Niech każdy we własnym sumieniu rozważy, czy pomagać. Ale nie oceniajmy, póki wszystkiego nie wyjaśniono. To są na razie tylko przypuszczenia. I nie wiadomo, jakbyśmy się na ich miejscu wtedy zachowali. Tak czy inaczej tych ludzi dotknęła ogromna tragedia.
