Jak się zmotywować do biegania? "Gdy człowiek kocha to, co robi, sprosta każdemu wyzwaniu"

Jak zmobilizować się do biegowego treningu po całodniowej gonitwie za dziećmi? Dlaczego warto pokusić się o start w biegu ulicznym? Jak zarazić dzieci sportową pasją? Między innymi o tym rozmawiamy z popularnym trenerem biegania Mateuszem Jasińskim.

Większość czytelników Mama:Du to rodzice małych dzieci. Ty słyniesz z propagowania biegania i właśnie o tym sporcie będziemy rozmawiać. A wiesz ile trzeba się w ciągu dnia nabiegać za takim trzylatkiem? I po tym wszystkim jeszcze iść na trening? Po co?

Nie wiem, bo nie jestem ojcem. Ale już w tym roku będę miał okazję to sprawdzić, bo ojcem zostanę. Wiem tylko, że gdy na świecie pojawia się dziecko, to życie zmienia się diametralnie. I już czuję niezwykłą ekscytację, bo dla mnie to będzie totalnie nowy rozdział życia. I podejrzewam, że znalezienie czasu dla siebie może być trudne. Jednakże jeżeli będziemy siebie zaniedbywać i będziemy ze sobą nieszczęśliwi, to nasze dziecko na pewno nie będzie szczęśliwe, więc warto zrobić wszystko, co się da, żeby mieć tę godzinę dziennie dla siebie. I dlatego chciałbym wszystkich zmotywować, tylko tyle mogę zrobić.

Jesteś trenerem, masz takich podopiecznych, którym wspaniale udaje się połączyć rodzicielstwo ze sportową pasją?

Tak, trenuję na przykład niesamowitego zawodnika Gawła Bogutę, który ma piątkę dzieci, pracuje w jednej z najlepiej rozwijających się firm technologicznych w Polsce, angażuje się w wiele rozmaitych akcji i jeszcze znajduje czas na to, żeby przygotowywać się do biegów ultra (biegi na dystansie dłuższym niż maraton - red.). Mogę się też pochwalić moim sukcesem trenerskim i sukcesem jego jako zawodnika: ostatnio Gaweł startował w biegu Advennture Run, czyli trzy razy po czterdzieści kilometrów dzień po dniu, zajmując trzecie miejsce. To jest ogromny sukces. I dowód na to, że jeśli człowiek naprawdę chce, kocha to, co robi i jest konsekwentny, to może sprostać każdemu wyzwaniu. Tak się składa, że wielu moich znajomych to rodzice małych dzieci i sam się ich pytałem o to, jak się zmienia życie, gdy zostaje się rodzicem. Przecież są biznesmenami, robią dużo rzeczy, tworzą nowe projekty, poszerzają swoje horyzonty i jeszcze chcą biegać, a jak to jest z tym dzieckiem? Czy w ogóle spędzają z nim czas, skoro tyle robią? I oni mi odpowiadają, że wszystko jest kwestią dobrej organizacji i umiejętności zachowania balansu między życiem rodzinnym a dawaniem czegoś sobie. Za to właśnie ich podziwiam, chociaż sam nie wiem jeszcze jak to się robi. Mam nadzieję, że będę na tyle bystry, że uda mi się tę wiedzę szybko od nich zebrać. A skracając moją wypowiedź do jednego zdania: jeśli chcesz, to możesz. Być może to brzmi jak frazes, ale jeśli człowiek czegoś chce, to naprawdę nawet w najtrudniejszej sytuacji jest w stanie wyjść z kłopotu. Przy okazji przyszła mi do głowy taka refleksja, może nieco drastyczna i skrajna, dla wielu osób nieadekwatna. Ale jak w ogóle możemy myśleć o tym, że wychowanie dzieci jest wyzwaniem? Przecież to jest normalne i ludzkie. Kiedyś wychowywano się w domach wielodzietnych i biednych, nie było takich możliwości jak dzisiaj, ludzie nie mieli wszystkiego podanego na tacy, a jednak dawali sobie radę ze wszystkim. Jak w ogóle możemy myśleć, że pogodzenie pracy z życiem rodzinnym i treningami jest wyzwaniem? To jest myślenie ludzi mało ambitnych.


Chciałabym cię też spytać o to, jak sportowa pasja rodziców wpływa na dzieci. Niedługo sam się o tym przekonasz, ale czy wiesz na podstawie obserwacji twoich podopiecznych i znajomych, czy przez to, że są oni sportowymi pasjonatami ich dzieci też chcą biegać?

Ja jeszcze takiej wiedzy nie mam, ale wydaje mi się, że to może mieć tylko pozytywny wpływ. Bo dlaczego nie biegać z dzieckiem? Jest taka metoda zwana slow joggingiem, która jest wolniejsza od marszu, w ten sposób naprawdę każdy może biegać. Warto wspólnie z dziećmi uprawiać slow jogging, warto je zabierać do tzw. joggerów, czyli wózków biegowych. I zarażać pasją na bycie zdrowym. W końcu mamy powiedzenie: czym skorupka za młodu nasiąknie…, niech nasiąka zdrowiem. Tak, by bieganie stało się dla naszych dzieci naturalne.

Kiedy ktoś zaczyna biegać może czuć, że to jest trudne i męczące. Ale jeśli już złapie bakcyla, to nagle okazuje się, że nawet trójka wymagających dzieciaków nie stanowi przeszkody do regularnego, ciężkiego trenowania. Co ten najprostszy ze wszystkich sportów ma w sobie magicznego, że tak przyciąga?

Powodów jest kilka. Pierwszym z nich jest obcowanie człowieka z naturą, a jesteśmy przecież do tego stworzeni. Tymczasem współczesna cywilizacja każe nam żyć coraz szybciej, wymaga od nas coraz więcej, ale też wywołuje w nas coraz więcej wewnętrznych lęków. Według mnie bieganie jest autoterapią dla każdego. Niezależnie od tego, w jak trudnej sytuacji jesteś, masz ten swój wentyl bezpieczeństwa, którym jest właśnie bieganie. To, że wyjdziesz z domu na godzinę by pobyć z samym sobą, ze swoimi myślami jest naprawdę niezwykłe. Jesteś wtedy wolnym człowiekiem. Jak chcesz, to sobie pobiegniesz, jak chcesz, to będziesz spacerować, a jak chcesz, to sobie staniesz nad rzeką i będziesz medytować patrząc się na nią. To jest właśnie coś, co tak bardzo przyciąga ludzi, którzy spróbowali biegania. Druga istotna kwestia jest taka, że jesteśmy stworzeni do tego, by się ruszać. Niegdyś Bruce Lee opowiedział taką piękną anegdotę: gdybyśmy popatrzyli na oczko wodne, w którym przez kilka lat woda nie jest wymieniana, to byłaby ona brudna i cuchnąca. A w momencie, gdy popatrzymy na rwącą rzekę, zobaczymy krystalicznie czystą wodę, która ma swoje tempo i ma w sobie życie. Tak samo jest z człowiekiem. W dzisiejszych czasach człowiek bardzo dużo siedzi np. przed komputerem. A nasz układ ruchu nie jest przyzwyczajony do tego, aby siedzieć przez większą część dnia. W efekcie ludzie mają ogromne problemy z bólami całego ciała, z czasem to wszystko prowadzi do kontuzji, niekiedy nieuleczalnych. Dzięki bieganiu z powrotem zaczynamy się ruszać, wszystkie złe rzeczy, które robimy w ciągu dnia możemy skompensować i w ogólnym bilansie wyjść na zero. A w efekcie czuć się ze sobą dobrze. Poza tym dzięki bieganiu ludzie często wychodzą ze swojego nudnego trybu życia. Przecież mnóstwo jest osób, które nie kochają swojej pracy. A jak człowiek, który przez jedną trzecią doby, a zatem i przez bardzo dużą część życia robi coś, czego nie kocha, może mieć w sobie miłość, dawać ją rodzinie, sobie? Ludzie potrzebują zmian, a dzięki bieganiu łatwiej jest się ich podjąć. Ma się zdrowsze ciało i zbudowane poczucie własnej wartości, gdy można sobie na przykład powiedzieć: „Dwa lata temu ja, gruby prosiak, postanowiłem sobie, że zacznę biegać. Dzisiaj jestem wysportowanym mężczyzną, który myśli zupełnie inaczej o życiu i dobrze się czuje w swoim ciele". I kiedyś takiej osobie wydawało się, że schudnięcie jest nierealne, a mu się udało. To może uda się też nauczyć języka obcego? Tak to właśnie działa. Mogę też powiedzieć z mojego doświadczenia, że całe życie biegałem, zawsze kochałem biegać. A w ciągu ostatnich trzech lat zatraciłem się w pracy. Biegałem rzadko, w moim przypadku to oznacza dwa – trzy razy w tygodniu. I to był dla mnie duży szok, bo zaniedbałem się, ja – trener biegania. Na szczęście bardzo szybko dostrzegam elementy życia, w których muszę coś zmienić i gdy tylko zobaczyłem, że sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli, to z powrotem do biegania wróciłem. I co się okazało? Im bardziej dbam o siebie, tym lepiej prosperuje wszystko dookoła: relacje rodzinne, towarzyskie, mój biznes radzi sobie bardzo dobrze. Wystarczyło powrócić do ruchu.

Ale zanim się złapie bakcyla, to jednak bywa ciężko. Teraz jest wiosna, mamy piękną pogodę, wiele osób zaczyna biegać. Osoba początkująca może czuć, że warto to kontynuować, ale brakuje jej motywacji. Co zrobić, by się nie poddać i nie odpuścić sobie codziennych treningów?

Wyobraźmy sobie, że bieganie jest jak kluczyki do Ferrari: każdy chciałby mieć Ferrari i nim jeździć, bo to jest symbol luksusu, wolności i niezależności. I to tak, jakby komuś powiedzieć: słuchaj, tutaj masz kluczyki do Ferrari, jest twoje. Ten ktoś przez całe życie o tym marzył, bierze te kluczyki i… chowa je do szuflady, zapomina o Ferrari i nigdy do niego nie wsiada. I według mnie właśnie dlatego warto zadbać o bieganie. To jest dla mnie klucz do lepszej rzeczywistości. I nie chodzi o to, że pewnego dnia obudzimy się na Barbadosie zamiast na Targówku, tylko o to, że zobaczymy niesamowite możliwości w naszym najbliższym otoczeniu i z czasem te możliwości tak nam się spodobają, że nie będziemy chcieli wyjeżdżać, tylko będziemy chcieli cieszyć się życiem tu i teraz.

Wiadomo, że biegacz powinien zdrowo się odżywiać. A jak jest w praktyce? Czy zauważyłeś u swoich podopiecznych i biegających znajomych, by wraz z rozwojem biegowej pasji zmieniali swoje nawyki żywieniowe na lepsze?


Tak, to jest naturalna konsekwencja biegania. Jak człowiek zaczyna biegać i wytrenuje się na tyle, że przebiegnie dziesięć kilometrów, a później maraton, później pobiegnie jakiś ultramaraton i go pokona, to zaczyna sobie myśleć: a może ja zacznę rywalizować i będę się w tym sprawdzać i tak dalej. I tak zaczynamy się w to wkręcać, a w pewnym momencie już nie da się trenować ciężej i wtedy pozostaje dieta. I dostrzegamy, że jedzenie jest naszym paliwem. A im lepszej jakości paliwo sobie dostarczamy, tym więcej możemy biec. Bo dieta jest kolejnym po rozpoczęciu trenowania biegania krokiem w rozwoju, pozwala nam wydobyć jeszcze więcej potencjału z naszego organizmu. Poza tym człowiek zawsze chce więcej i nigdy nie jest zadowolony ze stanu obecnego. I moim zdaniem to jest dobre, bo ludzie dzięki temu nieustannie się rozwijają. A kolejnym krokiem po diecie jest świadomość i możliwość okiełznania swoich myśli. Może to zabrzmi górnolotnie, ale czuję, że jestem dokądś w życiu prowadzony, a wszystko zaczęło się od biegania i ludzi, którzy pojawili się na mojej drodze. Bo ja bieganiu poświęciłem wszystko: rzuciłem studia, pracę, zrezygnowałem z bardzo wygodnego życia.

I jak z perspektywy czasu oceniasz tę decyzję? Warto było?

Zdecydowanie tak. Teraz zajmuję się nie tylko bieganiem, ale też pomagam wielkim biznesom takim jak firma New Balance, która produkuje buty do biegania i jest jedną z najstarszych marek sportowych na świecie. Trzy lata temu pan Wojciech Majkut, prezes New Balance w Polsce zaufał mi, powiedział: „Mateusz, biegaj, daję ci szansę, możesz się rozwijać przy marce New Balance. Zrób dla nas to, czego potrzebujemy, a my pomożemy ci w rozwijaniu twojej biegowej pasji". I weszliśmy w taki układ, po drodze było dużo potknięć, a ja dostałem taką naukę biznesu, jakiej ludzie czasem przez całe życie nie dostają. Dostałem też mnóstwo wyrozumiałości. A New Balance zainwestował we mnie mnóstwo pieniędzy, zaufania i życzliwości. I to mi uświadomiło, że korporacje mogą mieć rodzinny wyraz twarzy, akurat New Balance jest marką totalnie rodzinną. I chociaż jak w każdej firmie tu też trzeba liczyć pieniądze, to jednak człowiek w tej firmie zawsze wygrywa. To dzięki tej marce robię teraz to, co robię. I ja też czuję satysfakcję z tego powodu, że polski oddział został właśnie oceniony jako najlepszy oddział New Balance na świecie. Jestem dumny z tego, że przynależę do globalnej marki, która robi naprawdę dobre rzeczy i w tym, co robi widzi coś więcej niż sprzedawanie butów.

Ale kiedy ktoś zaczyna biegać, to myśli właśnie o kupnie butów. Z jednej strony bieganie jest jednym z najtańszych sportów, a z drugiej wizyta w sklepie ze sprzętem dla biegaczy może przyprawić o zawrót głowy – tyle kosztownych akcesoriów tam zobaczymy. Co na początku jest absolutnie niezbędne, a co niekoniecznie?

W pierwszej kolejności zainwestowałbym w książki. One są tanie, często można je też od kogoś pożyczyć za darmo, a dzięki nim nabieramy wiedzy o tym, jak biegać dla zdrowia i by czuć się ze sobą coraz lepiej. W dalszej kolejności zainwestowałbym nie pieniądze, a swój czas. Mam na myśli to, by spotkać się z ludźmi, którzy już biegają, robią to dobrze i mogą się podzielić swoją wiedzą. Są spotkania biegowe, zawodów w Polsce mamy cztery tysiące, przy okazji wielu z nich odbywają się targi, tam naprawdę można spotkać mnóstwo tuzów biegowego świata. W dalszej kolejności jest sprzęt i mnóstwo gadżetów. A idąc od najważniejszego w przypadku mężczyzn to są buty, a w przypadku kobiet buty i stanik do biegania.

No właśnie, buty do biegania bywają bardzo drogie. Warto ponieść ten koszt?

Zdaję sobie sprawę z tego, że to jest luksus. Buty, o jakich mówimy są tak dobrej jakości, tak wygodne, że w nich się po prostu fruwa. Ja wprawdzie uważam, że najlepiej się biega na bosaka po plaży, ale bądźmy realistami, mieszkamy w mieście. Dzięki takiemu obuwiu nawet bieganie po asfalcie może być komfortowe i przyjemne. Co więcej, biegnąc po asfalcie w bucie zaprojektowanym do takiej nawierzchni będziemy wykorzystywać siłę odbicia, po prostu biegać szybciej. Ale dobrze dobrane obuwie chroni też nasze stawy przed kontuzjami. Ten luksus może też rozleniwiać, bo wiele osób myśli, że jeśli kupi sobie buty do biegania, to nie będzie musiało się rozciągać, albo robić treningu uzupełniającego. A to ogromny błąd. Ale dobry trening i dobre buty do biegania to już gwarancja sukcesu. A symbolem jakości dla mnie jest tutaj właśnie New Balance.


A kiedy już komuś spodoba się bieganie, to pewnie prędzej czy później pomyśli o starcie w jakiś zawodach. Wiele osób chciałoby spróbować, ale z drugiej strony obawia się tłumu, czy chociażby tego, że biega za wolno. Warto się przełamać i spróbować?

Absolutnie nie ma się czym przejmować i warto startować. Przecież w większości biegów jesteśmy anonimowi. Bo jeśli startuje dziesięć tysięcy osób, to mała jest szansa, że kogoś spotkamy. Poza tym warto na własne oczy zobaczyć, że w maratonach biegają nie tylko piękni panowie, tylko na przykład byli mistrzowie świata w bieganiu prowadzą na wózku sparaliżowaną dziewczynę, która nie może chodzić i robią z nią pełny maraton. Akurat taką właśnie chwilę pięknie na zdjęciu uchwyciła kobieta, która udowodniła, że bieganie może zmienić życie, autorka bloga Ania Zmienia. Warto, by taki właśnie przekaz dotarł do osób, które w czasie biegów masowych stoją w korkach i narzekają na biegaczy. A wiem, że dociera do nich i to jest fajne. To pokazuje też, że niezależnie od tego kim się jest, ile się zarabia, jaką wyznaje się religię, można stać się częścią tego pięknego zjawiska. Kiedyś biegłem maraton w Betlejem, m.in. w Strefie Gazy, czyli w rejonie bardzo trudnym politycznie. I jeżeli co chwila mija się gościa z karabinem, to zaczyna się doceniać Polskę i to, że jesteśmy wolni. I że raz dziennie możemy wyjść na trening. Dlatego bardzo chciałbym prosić tych, którym wydaje się, że nie dają rady, żeby jednak sobie pomyśleli, że dadzą radę. Bo bieganie jest naprawdę dla każdego.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE