
"Wiele piszecie o związkach, które rozpadają się przez zdradę. Jej lub jego. Albo przez dziecko, bo bycie rodzicem zmienia dotychczasowe podejście do życia. Dlaczego nie napiszecie o tym, jak wiara potrafi zepsuć coś fajnego? Jak przez 'słowo boże' można mieć klapki na oczach? Jak miłość przegrywa walkę z kościołem?".
REKLAMA
Była jeszcze na studiach, kiedy poznała jego. Wysoki, przystojny, miał dobrą pracę i świetne poczucie humoru. Niedawno rozstał się z narzeczoną. Mówił, że odeszła do innego. Ona była singielką z kolejnym, nieudanym, przelotnym związkiem na koncie.
Urzekł ją swoim stylem. Był elegancki i szarmancki, prawdziwy gentleman. Słuchał jej uważnie i sprawiał drobne niespodzianki. Pamiętał jaki zespół muzyczny lubi i które kwiaty są jej ulubionymi. Zabierał na romantyczne randki w nietypowe miejsca. Nie miał problemu z tym, by zjeść kolację 200 kilometrów od domu. Ważne, by była zachwycona. Potrafił zaskoczyć. Wszystkim. Nie tylko tym, że podchodził z parasolem pod drzwi auta gdy padał deszcz. Zakochała się po uszy. Jak nastolatka.
O wspólnym mieszkaniu póki co nie było mowy. Ona miała na głowie studia doktoranckie, zaczęła nową pracę. On sporo wyjeżdżał w delegacje. Ale mieszkali w jednym mieście, więc widywali się w tygodniu, spędzali razem weekendy. Docierali się. Mieli wspólne plany, marzenia i wizję przyszłości. Chcieli ślubu, dzieci, dużego domu na przedmieściach.
Zgadzali się prawie w stu procentach
Pojawiło się tylko i aż to jedno. Kościół. Choć oboje pochodzą z katolickich rodzin. Oboje są ochrzczeni, i bierzmowani. Oboje jednak do spraw wiary podeszli odmiennie.
Pojawiło się tylko i aż to jedno. Kościół. Choć oboje pochodzą z katolickich rodzin. Oboje są ochrzczeni, i bierzmowani. Oboje jednak do spraw wiary podeszli odmiennie.
Ona sama o sobie mówi, że jest „wierząca, lecz nie praktykująca”. W kościele bywa regularnie, dwa razy w roku. Na pasterce i podczas Wielkanocy. Dla niej wiara to niekoniecznie odklepywanie kościelnych formułek w każdą niedzielę.
On uważał inaczej. Msza jest zaliczona, jeśli uczestniczy się w niej od – do. „Mówił, że spóźnienie jest ok, ale tylko do pewnego momentu. Jeśli nie odmówił razem z księdzem jakiejś tam modlitwy, to msza była nieważna i musiał iść na kolejną. Irytował się, że tego nie rozumiem. Że nie przejmuję się tym tak bardzo. I że głośno o tym mówię”.
Ale nauczyła się sprawnie funkcjonować w tym układzie. Obiecała mu, że będą chodzili na niedzielne msze i to załatwiło sprawę. Na jakiś czas. Ponieważ odwiedzali różne kościoły zajmowała się analizowaniem wnętrz, obrazów, dekoracji. Lubiła sztukę, więc dostrzegała plusy niedzielnych wypadów.
„Gdybym zebrała wszystkie pojedyncze anegdoty to powstałby niezły zbiór. Katolik oceniłby go jako dzieło antychrysta. Ateista jako niezłą komedię. Podać ci przykłady?? Proszę bardzo. Wtorek rano dzwoni On. Z Paryża. Hej jak minął lot? – hej, nieźle. Mam spotkanie dopiero za godzinę, więc właśnie idę do kościoła. Słyszę, że dopiero wstałaś, więc nie pytam czy byłaś. Ale wybierasz się prawda? Ratuje mnie to, że jestem zaspana i dlatego mam prawo nie kojarzyć okazji. Dowiaduję się więc, że jest jakieś ważne święto. O którym, rzecz jasna, słyszę pierwszy raz w życiu.
Może zainteresować cię także: "Wiesz co było najtrudniejsze? To, że musiałam uśmiechać się popijając drinka. Był okropny". Testerka wierności to ja!
Takich sytuacji było wiele. Najgorsze były nie tylko te między nami. W relacji partnerskiej wiedziałam jak się zachować. Miałam jednak problem w tych momentach, które nie dotyczyły tylko mnie. Specjalne modlitwy przed posiłkiem rodzinnym. Błogosławieństwo przy wejściu albo wyjściu z jego domu rodzinnego. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że religia katolicka wprowadziła tyle obrządków.
O spowiedź sprzeczaliśmy się regularnie. Na to nie chciałam przystać. Nie docierało do niego, że nie żałuję tego co robię. Że nie mogę obcemu facetowi w sutannie opowiadać o tym, że uprawiam seks i grzeszę, skoro nawet przez sekundę nie jest mi z tym źle. I nie zamierzam przestać.”
Seks był karą
Współżyli mniej lub bardziej regularnie, ale zawsze po stosunku było, jak sama ocenia, dziwnie. Przyjęła jednak, że każdy przeżywa zbliżenie inaczej. Ona lubiła zapalić albo posłuchać jakiejś dobrej muzy. On przeżywał wszystko w ciszy i skupieniu. Nigdy o seksie nie rozmawiali. Nigdy nie eksperymentowali. W pewnym momencie zrobiło się nudno.
Współżyli mniej lub bardziej regularnie, ale zawsze po stosunku było, jak sama ocenia, dziwnie. Przyjęła jednak, że każdy przeżywa zbliżenie inaczej. Ona lubiła zapalić albo posłuchać jakiejś dobrej muzy. On przeżywał wszystko w ciszy i skupieniu. Nigdy o seksie nie rozmawiali. Nigdy nie eksperymentowali. W pewnym momencie zrobiło się nudno.
Ale nadszedł czas wakacji. Wybrali się do Hiszpanii. Podszkolić język, wygrać się w słońcu, trochę pojeść. Liczyła na więcej romantycznych doznań. Albo nawet tych najbardziej banalnych jak wino i seks na plaży.
„Pokłóciliśmy się. Hiszpańskie kościoły traktowałam tak, jak te w Polsce. U nas nie znałam formułek, a co dopiero za granicą. W trakcie mszy zeszłam obejrzeć lochy w jednej z katedr a później, najzwyczajniej w świecie usiadłam na zewnątrz z książką. Pogoda była wspaniała, pachniało pysznym jedzeniem. Było po prostu cudownie.
Ale on obraził się na amen. Najpierw nie chciał w ogóle rozmawiać. Później wyjaśnił mi półsłówkami, że nie taka była umowa. Resztę urlopu spędziliśmy właściwie oddzielnie, bo żadne z nas nie chciało przebywać ze sobą w takiej atmosferze. Liczyłam na seks na zgodę, ale się przeliczyłam. Ostatniego dnia zapytałam co i jak. I dowiedziałam się…
Usłyszałam, że seks to zło. Że jest zarezerwowany dla małżeństw i nie powinniśmy byli w ogóle zaczynać tematu. Że on ma żal do siebie, że dał się ponieść emocjom i mi uległ. Ale że nigdy nie czuł się z tym dobrze. Miał wyrzuty sumienia i wstręt do siebie po każdym razie. Nawet fakt, że robiliśmy to tylko w sypialni, pod kołdrą i przy zgaszonym świetle nie pomagał. I do tego pigułki. A ja nie chciałam się z tego spowiadać.
Dla niego wspólnie, po ślubie mięliśmy szansę doświadczyć czegoś więcej niż biologicznej przyjemności. I to nie jest tak, że kościół nas ogranicza. Tłumaczył, że seks katolicki jest lepszy, pełniejszy. Że nie jesteśmy tylko ‘łowcami orgazmów’, ale zbliżamy się do siebie duchowo. Tak jak wtedy nigdy nie moglibyśmy w pełni poczuć tego, co czują małżonkowie. I przyjemność była ograniczona. Więc równie dobrze mogliśmy z niej zrezygnować.
Przez cały ten czas ustępowałam. Godziłam się z tym, że słowa księdza są niepodważalne. Że interpretacja biblii narzucona przez kościół jest święta. Że w tych sprawach nie mogę mieć własnego zdania. Ale to co usłyszałam mnie przerosło.
Wróciliśmy do kraju jeszcze razem. Na lotnisku widzieliśmy się ostatni raz.”
