
W grudniu tego roku Marissa Mayer, dyrektorka generalna w Yahoo, urodzi bliźnięta. „Ponieważ jestem zdrowa i nie mam żadnych komplikacji związanych z ciążą, a także z powodu transformacji w firmie, planuję w ten sam sposób, jak trzy lata temu, gdy rodziłam syna, ograniczyć czas poza firmą” - napisała na Tumblr. Marissa Mayer zamierza po 14 dniach od narodzin, wrócić do pracy. Co na to polskie bizneswoman?
REKLAMA
Magdalena, dyrektor ds. administracyjnych w dużej firmie, mama 3-letniej Sandry
Jest nas niewiele
Jest nas niewiele
Rozumiem, że to może budzić sprzeciw matek, psychologów, babć, ciotek i większości prorodzinnego społeczeństwa. Agnieszka Graff w swojej książce pisze, że o kobietach mówi się, albo „rozlazłe kury”, gdy siedzą w domu i wychowują dzieci, albo „zimne suki”, gdy pracują i odnoszą sukcesy zawodowe. I tak źle i tak niedobrze. Kobiet na wysokich stanowiskach jest niewiele, wciąż przebijamy szklane sufity i nie możemy odkleić się od lepkich podłóg. Jak już zajmujemy jakieś decyzyjne stanowisko, to musimy za każdym razem udowadniać, że nam się ono należy, że jesteśmy na właściwym miejscu. Musimy być dwa razy lepsze od mężczyzn, którzy mają tę samą tabliczkę na drzwiach. 14 dni to bardzo mało, ale ja także skróciłam swój urlop macierzyński, żeby nie wypaść z obiegu.
Katarzyna, dyrektor w firmie telekomunikacyjnej, mama dwójki dzieci.
To wszystko kwestia organizacji
To wszystko kwestia organizacji
Na urlopie macierzyńskim byłam pół roku przy pierwszym dziecku i trzy miesiące przy drugim. Obecnie młodszy ma rok, starsza córka dziewięć. Nadal karmię piersią, ale już coraz mniej. Czasami ściągam pokarm w pracy. Według kodeksu powinnam spędzać w firmie 7 godzin, ale pracuję więcej. Wszystko jest kwestią dobrego planu i motywacji.
Rano zawożę dzieci do szkoły i żłobka, po południu odbiera je mąż albo opiekunka. Wracam około 18.00-19.00 do domu. Wieczór to czas tylko dla rodziny, dla dzieci. Opowiadamy sobie dzień, bawimy się klockami, robimy lekcje, jeśli córka nie może poradzić sobie z czymś sama. Znajduję też czas na fitness raz w tygodniu, ale tylko dlatego, że do sprzątania i prasowania przychodzi pani, raz w tygodniu. Dla mnie to komfort. To prawda, czasami zapominam dać córce pieniądze na kino, chociaż wychowawca napisał informację w dzienniczku i raz nie kupiłam jej plasteliny na plastykę, o którą prosiła mnie rano. Ale pojechałam do Tesco, które jest czynne 24h. Czy jestem przez to matką „drugiej kategorii”?
Najgorsze są te mamuśki, które nie pracują i zajmują się tylko podwożeniem dzieci. Sfrustrowane piętnują te, które pracują i osiągają sukcesy. Ja się tym nie przejmuję, ale to przez nie my, pracujące kobiety mamy wyrzuty sumienia i uważamy, że pracując robimy coś złego. Dlatego się nie rozwijamy, nie awansujemy, bo mamy przeświadczenie, że o 16.00 musimy być w domu i czekać na domowników z talerzem krupniku. Nie lubię mało ambitnych kobiet, które cały czas mówią „jeszcze nie jestem gotowa na podjęcie pracy, jeszcze posiedzę rok z dzieckiem”, a potem opowiadają, jakie to one są wspaniałe matki, a jak inni zaniedbują swoje dzieci.
Karolina, dyrektor oddziału banku, mama dwóch dorosłych synów.
A gdzie są ojcowie?
A gdzie są ojcowie?
Jestem wymagającą szefową, bo jest to odpowiedzialna praca. Brak jednej osoby na dłużej sprawia, że inni muszą przejąć jej obowiązki. Rozumiem, że dzieci chorują, rozumiem, że trzeba się nimi zająć, że zęby się psują, trzeba zrobić bilans roczny, iść na wywiadówkę. Jestem w stanie pójść na pewne ustępstwa. Jeśli matka musi wcześniej wyjść i powie mi o tym z wyprzedzeniem, to zawsze można się porozumieć. Pod warunkiem, że nie zdarza się to często. Wydaje mi się jednak, że matki zapominają o tym, że mają też mężów, czyli ojców swoich dzieci. Czy oni nie mogą pójść z dzieckiem do lekarza? Do dentysty? Dlaczego ojcowie nie martwią się tym, że po urodzeniu dziecka nie nie będą w stanie pogodzić pracy z wychowaniem? Ponosimy za to część winy. Wyręczamy partnerów we wszystkim, bo uważamy, że to nasza rola. Ale ilość rzeczy, które same na siebie nakładamy to jakiś absurd. I jeszcze mamy wyrzuty sumienia, gdy nam coś nie wychodzi.
Jeśli mówimy o pełnej rodzinie nie widzę powodu, żeby nie dzielić się wzajemnie obowiązkami. Kobieta, która ma długą przerwę, wypada z obiegu. A wszystko jest kwestią organizacji. Też przez to przechodziłam, ale potrafiłam to sobie poukładać. Poza tym, czy nie przesadzamy z tym niańczeniem swoich dzieci? Ja chodziłam z kluczem na szyi i sama wracałam do domu. Sama też odrabiałam lekcje i robiłam sobie jedzenie. Dziś nawet gimnazjalistów rodzice wożą do szkoły, która jest blisko. Wyręczają ich we wszystkim. Trochę jednak przesadzamy.
Olga, dyrektor w agencji reklamowej, mama dwóch dziewczynek.
Matki bywają nielubiane przez innych pracowników
Matki bywają nielubiane przez innych pracowników
Moje córki mają 9 i 11 lat. Rano z mężem, w zależności kto musi wcześniej być na spotkaniu, zawozimy dziewczyny do szkoły. Po południu odbiera je opiekunka, która także ogarnia dom, daje dzieciom jeść. Na szczęście dziewczyny uczą się dobrze. My wracamy około 19.00. Mamy chwilę dla siebie. Weekendy staramy się spędzać rodzinnie. Gdy wyjeżdżam w delegację, mąż ogarnia „całość”, ja tylko wcześniej organizuję co, gdzie, kiedy i kto.
Pracuję z młodym zespołem i często słyszę od nich, że matki ich denerwują (z wyjątkiem mnie oczywiście). Mówią, że uważają się za pępki świata, marudzą i użalają się and sobą. Wszystko tłumaczą „bo ja mam dzieci”, „bo moje dziecko…”, „gdy będziesz miała dzieci, to pogadamy…”. Wychodzą wcześniej, chodzą na zwolnienia, wciąż gadają tylko o zupkach, pieluchach. Same robią wokół siebie taki klimat „jestem zmęczoną matką, należy mi się”. Staram się nie doprowadzać w firmie do takich antagonizmów. Nasi pracownicy mają dużo elastyczności, można część pracy wykonać w domu, ważny jest cel i skuteczność. Wiem, że posiadanie dzieci i praca na etat są trudne. Ale jeśli pracujesz w firmie i nie przychodzisz przez większość czasu, a twoją pracę wykonują inni, to może jednak trzeba pomyśleć o innym rozwiązaniu? Jeśli pracownika nie ma, to za co chce otrzymać wynagrodzenie? Zdarzyło mi się zwolnić taką osobę.
