
Malowanie rzęs podczas stania w korku to jeszcze nie problem, ale jeśli właśnie postanowiłaś odświeżyć manikiur w autobusie lub tramwaju, ten artykuł jest właśnie o tobie. Niektóre zabawy kosmetyczne powinny mieć miejsce w innych okolicznościach przyrody niż komunikacja miejska czy kawiarnia obok pracy. A tych kilka punktów wyjaśnia dlaczego.
REKLAMA
1. Manikiur lub pedikiur…
Jeśli właśnie złamałaś paznokieć lub przypomniało ci się, że kilka paznokci trzeba przyciąć - nie rób tego w miejscu publicznym. To niehigieniczne: zarówno dla ciebie - ponieważ dotykałaś właśnie klamki, siedzenia w autobusie, trzymałaś dłonie na stoliku w kawiarni, jak i dla innych - skaczące „księżyce” twoich obciętych paznokci są mało apetyczne zarówno w knajpce, jak i toalecie publicznej, a tym bardziej na siedzeniu w pociągu podmiejskim. Takie zabiegi lepiej przeprowadzać w domu. Nie wydaje mi się, żeby za pięć ósma była odpowiednią do tego porą - możesz się skaleczyć, nierówno obciąć, itp., nie mniej i tak to lepszy pomysł niż wyciąganie cążek czy pilnika w metrze.
Aha! Biuro, to, w którym pracujesz, choćby miało najbardziej liberalnego zarządcę, też nie jest odpowiednią przestrzenią do strzelania z paznokci.
2. Malowanie paznokci…
Skoro już jesteśmy przy manikiurze lub pedikiurze, znam elegantki, które malują płytkę paznokcia tuż przed wyjściem z domu. Błąd. I to poważny! Lakier schnie co najmniej 15 - 20 minut - choćby na opakowaniu był napis, że jest błyskawiczny i zastyga w 60 sekund. Dlatego jeśli właśnie wyciągnęłaś z lodówki niebieski lakier, który idealnie odpowiada dziś twojemu nastrojowi a za kilka minut wychodzisz z domu - odłóż go z powrotem na półkę. Prawdopodobnie rozmaże się już w momencie, w którym będziesz zakładać płaszcz czy buty. Możesz je też niepotrzebnie narazić na błękitne ozdoby, które do czarnej wełny czy brązowej skóry niekoniecznie pasują.
Nie wyciągaj też lakieru lub zmywacza w tramwaju! Mogą się wylać, a już na pewno ich zapach będzie przeszkadzać współtowarzyszom twojej podróży. Pomyśl, gdyby każdy wyjął coś o równie intensywnym zapachu w komunikacji publicznej nie dałoby się wytrzymać. Twoja praca też nie jest dobrym miejscem na zabawę w salon kosmetyczny - chyba, że wykonujesz podobny do mojego zawód, który opiera się o testowanie kosmetyków, wtedy masz wytłumaczenie. Zapach lakieru czy zmywacza może komuś przeszkadzać, a mokre paznokcie kiepsko idą w parze z pisaniem na klawiaturze…
3. Regulowanie brwi...
Znam "artystki", którym nie przeszkadza ani pośpiech, ani widownia w materii używania pęsety. Skubią więc brwi w tramwajach, pociągach, autobusach a nawet podczas prowadzenia samochodu. Pomijając fakt, że to równie niehigieniczne jak obcinanie czy piłowanie paznokci bez wydezynfekowania wcześniej dłoni, można podczas takiego zabiegu ulec wypadkowi. Wystarczy gwałtowne hamowanie i w najlepszym wypadku skaleczysz skórę na łuku brwiowym, a w najgorszym uszkodzisz gałkę oczną.
Regulacja brwi powinna mieć miejsce w domu. Ale nie polecam jej przed randką czy wyjściem do pracy, bo skóra po takim zabiegu niemal zawsze jest zaczerwieniona i może się pojawić na niej lekki obrzęk. W związku z czym wszyscy będą zadawać ci pytania: czy płakałaś dziś rano? Poza tym jeśli się spieszysz, jest duża szansa, że zrobisz to nierówno i jedna brew będzie prosta, a druga wygięta jak paragraf. Chyba, że ci to nie przeszkadza i jesteś fanką asymetrii.
4. Usta wampa…
Modne w tym sezonie ciemne, soczyste pomadki przepięknie wyglądają na ustach. Pod jednym warunkiem: że są nałożone precyzyjnie, nie przekroczyłaś nimi konturu ust, nie odcisnęły się poprzez rozwiane włosy na twoim nosie lub policzku i nie zdobią twojego uzębienia. Tego wszystkiego dałoby się uniknąć, gdybyś nie malowała się w 30 sekund. To trochę zbyt krótko, żeby być precyzyjną, chyba, że ukończyłaś kursy makijażu. Ale nawet makijażyści, którym zależy na długotrwałym efekcie pomalowanych ust, przykładają się do tego zabiegu i poświęcają mu nieco więcej czasu i uwagi.
Jeżeli malujesz się na szybko, w windzie w drodze do pracy, przy biurku lub kiedy biegniesz na autobus, lepiej użyj do tego transparentnego błyszczyka, sztyftu ochronnego lub szminki w bardziej neutralnych, satynowych odcieniach i wykończeniu. Mat wymaga uwagi, bo szminki matowe są bardziej bogate w pigmenty. Pamiętaj też że taka pomadka na spierzchniętych ustach wygląda tragicznie. Czasami warto więc z niej zrezygnować, choćby to był twój ulubiony kolor.
5. Kocie oko...
Są kobiety, które kreskę linerem malują w minutę, robią to precyzyjnie, efekt jest zjawiskowy i ja im tego ogromnie zazdroszczę! Ale ponieważ nigdy nie narysowałam w życiu linii prostej, która byłaby równa, zdaję sobie sprawę z ułomności wykonywania „kociego oka” w moim wydaniu. Szczególnie wtedy kiedy mam kilka minut na zrobienie całego makijażu. Odciśnięty czarny banan na nieruchomej części górnej powieki to znak, że zbyt szybko zrobiłaś kreskę. Może kosmetyki do malowania kresek nie wymagają tyle czasu co lakiery do paznokci, ale warto chwilę odczekać, żeby na pewno wyschły, zamiast w pędzie robić pięć innych rzeczy. Malowanie powiek linerem w tramwaju niesie może nie aż tak drastyczne jak w przypadku używania pęsety ryzyko, nie mniej można pędzelek lub końcówkę pisaka wsadzić sobie w oko. A oczy pełne łez w połączeniu z czarnym tuszem kosmetyku dają efekt misia pandy, którego wolałabyś zapewne uniknąć.
6. Stylizacja włosów...
Prawdziwa elegantka zawsze nosi w torebce lakier do włosów, choćby w mini pojemności, żeby w każdej chwili móc odświeżyć fryzurę. I bardzo dobrze, jeśli tylko masz potrzebę zawsze mieć wszystko pod kontrolą. Pod jednym warunkiem, że nie rozpylasz lakieru w kawiarni siedząc przy stoliku z przyjaciółką, albo w taksówce czy pociągu. Zgoda, że dzisiejsze kosmetyki do stylizacji włosów pięknie pachną, nie mniej lakier jest lakierem, ma za zadanie utrwalać fryzurę i niestety ma specyficzny zapach. Poza tym możesz komuś niechcący prysnąć po oczach. Takie poprawki lepiej przeprowadzać w toalecie. Oszczędź współpasażerów lub współpracowników siedzących z tobą w pokoju biurko w biurko. Twoja fryzura jest ważna, ale nie najważniejsza.
7. Rozpylanie perfum...
Jeśli twoim podręcznym akcesorium jest flakon ulubionego zapachu, uważaj kiedy po niego sięgasz. Pomijając fakt, że gusta zapachowe są rzeczą niezwykle indywidualną - co z tego, że ty kochasz perfumy niszowe o nucie drzewa cedrowego, skoro twoje koleżanki lub szefa mogą doprowadzać do mdłości lub bólu głowy? Dlatego w ciągu dnia, stosuj je oszczędnie. W sytuacjach prywatnych czy wieczorami, to już zależy od twoich bliskich czy zapach będzie czy nie będzie im przeszkadzać.
Nie narażaj innych na omdlenie zlewając się perfumami choćby w toalecie. Mniej znaczy więcej, bo nie musisz pachnieć całą Sephorą, żeby inni wiedzieli czego używasz. Dyskretny zapach i ewentualne „przypomnienie” go w ciągu dnia to lepszy pomysł niż używanie perfum przy biurku lub w samochodzie, kiedy odwozisz dzieci do szkoły - one też mają wrażliwy węch i mogą twoją aromaterapię odchorować.
