
Gratka nie tylko dla weganek, ale kobiet, dla których ważne jest to, jaką porcję chemii przyjmują dziennie nie tylko na talerzu, ale i na skórze. Naturalny, amerykański makijaż Emani nie obciąża cery jak ten zwykły. Czy jednak ma podobne właściwości kosmetyczne? Sprawdzam na własnej skórze.
REKLAMA
Ostatnio piałam z zachwytu nad makijażem naturalnym, z minerałów autorstwa Polki - Annabelle Minerals. Używam go codziennie i zbieram same komplementy za wygląd cery. Koleżanki mnie pytają, na jakim zabiegu ostatnio byłam (tak się składa, że na żadnym), że mam taką gładką skórę. Rzeczywiście makijaż ma pewien „skutek uboczny” - działanie lecznicze. Zmiany trądzikowe i zaskórniki są znacznie mniejsze niż dotychczas. Dlatego z ogromną ciekawością odwiedziłam wczorajsze spotkanie z amerykańską konkurencją naszej rodzimej marki, czyli Emani.
Podobna geneza
Historia powstania tej firmy kosmetycznej przypomina tę made in Poland. Właścicielka i założycielka, Michelle Doan miała problemy z cerą trądzikową. Zaczęła czytać etykiety kosmetyków i zauważyła, że pomimo stosowania zabiegów, jak mikrodermabrazje, pilingi, itp., i zdrowej diety jej skóra ciągle nie wygląda najlepiej. I pomimo, że przykrywała ją makijażem, po jego zmyciu cera wołała o pomstę do nieba. Ropne stany zapalne, świecenie i rozszerzone pory były dla Michelle najlepszą motywacją, żeby coś zmienić w codziennych zabiegach urodowych. I tak powstała idea wegańskich kosmetyków Emani. Dziś stosuje je już kolejny rok i ma zdrową skórę. Kosmetyki jej autorstwa nie zawierają talku, parabenów, składników pochodzenia zwierzęcego oraz glutenu. Powstałe głównie ze składników roślinnych i minerałów nie obciążają skóry, jak tradycyjny makijaż.
Historia powstania tej firmy kosmetycznej przypomina tę made in Poland. Właścicielka i założycielka, Michelle Doan miała problemy z cerą trądzikową. Zaczęła czytać etykiety kosmetyków i zauważyła, że pomimo stosowania zabiegów, jak mikrodermabrazje, pilingi, itp., i zdrowej diety jej skóra ciągle nie wygląda najlepiej. I pomimo, że przykrywała ją makijażem, po jego zmyciu cera wołała o pomstę do nieba. Ropne stany zapalne, świecenie i rozszerzone pory były dla Michelle najlepszą motywacją, żeby coś zmienić w codziennych zabiegach urodowych. I tak powstała idea wegańskich kosmetyków Emani. Dziś stosuje je już kolejny rok i ma zdrową skórę. Kosmetyki jej autorstwa nie zawierają talku, parabenów, składników pochodzenia zwierzęcego oraz glutenu. Powstałe głównie ze składników roślinnych i minerałów nie obciążają skóry, jak tradycyjny makijaż.
Podobno przeciętna kobieta używa 12 produktów kosmetycznych dziennie, czyli na naszych twarzach „ląduje” aż 126 różnych związków chemicznych w ciągu doby. Kiedy pomnożymy to przez 24 godziny i 365 dni w roku od ilości konserwantów i innych ulepszaczy może nam się zakręcić w głowie. Nic więc dziwnego, że wiele z nas cierpi z powodu trądzika kosmetycznego lub alergii kontaktowych. Makijażem zakrywamy niedoskonałości, które częściowo powstają jako skutek uboczny używania kosmetyków… do makijażu. Mamy więc błędne koło i nakręcamy koniunkturę marek kosmetycznych, które przez ostatni rok w kategorii sprzedaży „urosły” aż o 15 proc. To podobno efekt coraz większej ilości selfie w mediach społecznościowych. A każda kobieta chce na selfie wyglądać perfekcyjnie, do czego się oczywiście przyczyniają kosmetyki do makijażu.
Emani powstała właśnie dla cer wrażliwych, trądzikowych, podatnych na podrażnienia lub skłonnych do alergii kontaktowych. Makijażyści i kosmetyczki polecają jej stosowanie nawet po zabiegach dermatologicznych, gdyż nie obciąża skóry i nie zatyka porów. To nie jest marka tylko dla weganek. Sama Michelle, która przez dwa lata była na diecie stricte wegańskiej, dziś je mięso, ponieważ miała złe wyniki badań i lekarze radzili jej wrócić do starych nawyków. Natomiast Emani jest marką dla kobiet, które dbają o to, co znajduje się na ich talerzach, cenią zdrowe, świeże jedzenie, nie lubią fastfoodu i unikają produktów przetworzonych.
Testowane na sobie
Emani nie zawierają żadnych składników pochodzenia zwierzęcego i nie są testowane na zwierzętach. Dziś przetestowałam kilka produktów na własnej skórze, żeby porównać ich działanie z tradycyjnymi produktami do makijażu. Płynny podkład nawilżający Emani spodoba się wszystkim kobietom, które nie dadzą się przekonać do używania pudrów mineralnych. Rozprowadza się idealnie, cera go dosłownie wypija. Ja testuję ten w kolorze Oyster Beige, który jak ulał pasuje do mojej cery i stapia się z nią. Zawiera kwas hialuronowy, olej z krokosza barwiarskiego, ekstrakt z winorośli i ogórka. Nie załamuje się w skórze i nie podkreśla rozszerzonych porów ani zmarszczek. Minusy? Nie jest to produkt kryjący. Daje bardziej naturalny efekt, co jest według mnie megapozytywne. Pokochają go więc dziewczyny, które nie lubią czuć ciężaru podkładu na skórze i cenią sobie naturalny wygląd.
Emani nie zawierają żadnych składników pochodzenia zwierzęcego i nie są testowane na zwierzętach. Dziś przetestowałam kilka produktów na własnej skórze, żeby porównać ich działanie z tradycyjnymi produktami do makijażu. Płynny podkład nawilżający Emani spodoba się wszystkim kobietom, które nie dadzą się przekonać do używania pudrów mineralnych. Rozprowadza się idealnie, cera go dosłownie wypija. Ja testuję ten w kolorze Oyster Beige, który jak ulał pasuje do mojej cery i stapia się z nią. Zawiera kwas hialuronowy, olej z krokosza barwiarskiego, ekstrakt z winorośli i ogórka. Nie załamuje się w skórze i nie podkreśla rozszerzonych porów ani zmarszczek. Minusy? Nie jest to produkt kryjący. Daje bardziej naturalny efekt, co jest według mnie megapozytywne. Pokochają go więc dziewczyny, które nie lubią czuć ciężaru podkładu na skórze i cenią sobie naturalny wygląd.
Następnie sięgam po korektor HDCorrective Concealer w odcieniu Medium - ten w przeciwieństwie do podkładu jest gęsty, mocno kryjący, więc genialnie ukrywa niedoskonałości, popękane naczynka czy widoczne przebarwienia. Makijażyści marki radzą go nakładać pędzelkiem (z syntetycznego włosia), natomiast ja jestem tradycjonalistką i wolę używać do tego opuszkę palca. Nie mniej, radzę uważać z ilością. Pomimo, że to kosmetyk wegański jest naprawdę gęsty i może dać efekt maski, kiedy nałożymy go zbyt dużo.
Kolejny gest makijażowy: pomadka. Ta szczerze mówiąc mnie najbardziej ciekawi, bo zwykle produkty organiczne lub naturalne mają niezbyt udane konsystencje szminek. Nie wspominając o ich kolorystyce i trwałości. Sięgam po nawilżającą Hydrating Lip Color w odcieniu intensywnej czerwieni Promiscuous. Nakłada się gładko, pomimo, że mam od kilku dni spierzchnięte usta. Na konferencji słyszałam, że rocznie kobieta zjada ok. 2 kg pomadki, więc sprawdzam co zjadam używając tę marki Emani. Olejek rycynowy, oliwę z oliwek i naturalne roślinne woski - całkiem apetycznie. Kolor jest mocny i nie ściera się przez dwie godziny, pomimo, że popijam wodę i jem drugie śniadanie.
Zmywam wodą micelarną pomadkę i sięgam po błyszczyk w kolorze o romantycznej nazwie Rain Maker. To ciepły, antyczny róż, który każda dziewczyna powinna mieć w swojej kosmetyczce do makijażu dziennego. Jest gęsty, ale nie lepki. Zmiękcza usta i o dziwo - kolor daje kryjący efekt. Może nie taki jak szminka, ale dość wyraźny.
Na razie przyznaję Emani piątkę za ten test. Będę ich używać na przemian z kosmetykami mineralnymi Annabelle Minerals. Koncepcja wegańskiego makijażu i unikania stosowania zbyt dużej ilości składników przetworzonych jest mi bliska, więc prawdopodobnie się z Emani zaprzyjaźnimy. Minusem mogą być jedynie luksusowe ceny. To kosmetyki z górnej półki, ponieważ w przeciwieństwie do tanich komponentów, zawierają tylko te organiczne lub naturalne. I mają bardziej skomplikowane formulacje niż pudrowe kosmetyki mineralne. Natomiast po pierwszym teście wydają się dość wydajne, więc jeśli mam wybierać jakość makijażu i jakość skóry przez długi czas, cena staje się tematem drugorzędnym.
