
Brzydka, gruba, zbyt okrągła, nie nadająca się na wybiegi - takie komentarze mogła o sobie kilka dni temu przeczytać na instagramie młodziutka, ale bardzo popularna modelka Gigi Hadid. Krytyka najwyraźniej ją dotknęła, ale genialnie odbiła piłeczkę jej autorom.
REKLAMA
Patrząc na zdjęcia seksownej dwudziestolatki zastanawiam się, jak bardzo trzeba być sfrustrowanym i zazdrosnym, żeby krytykować ją akurat za to jak wygląda. Dla mnie to ideał kobiecości. Wysoka, smukła, umięśniona, wysportowana, ale z biustem, biodrami i kobiecymi udami. Zbyt pulchna? W którym miejscu? Brzydka? Z której strony? Piękna dziewczyna zdobywa popularność niemal na równi z Kendall Jenner, z którą skądinąd się przyjaźni i występuje w kampaniach reklamowych. Choć ich uroda jest zupełnie inna, obie przełamują nieco dotychczasowy kanon modelki, która na przestrzeni ostatnich lat miała być nijaka i plastyczna. Ani brzydka, ani piękna, za to taka, żeby za każdym razem wyglądać inaczej.
Natomiast Gigi Hadid urodą przypomina bardziej Brigitte Bardot. Opalona, apetyczna blondynka, obok której nikt nie przejdzie obojętnie. Jej seksapil jest hipnotyzujący i nawet jako kobieta patrzę na nią z podziwem. Podoba mi się jak wygląda w bikini i w wieczorowych kreacjach - sama chciałabym tak wyglądać! Wyróżnia się na tle poprzerabianych przez chirurgów plastyków rówieśniczek z branży. Jej ciało i twarz są naturalne. Piękne, nowoczesne. Tym bardziej dziwią więc komentarze internetowych hejterów (zastanawiam się czy ich autorami są zawistne kobiety, które mogą tylko pomarzyć o takim ciele i twarzy czy złośliwi mężczyźni, którzy nigdy z tak piękną kobietą się nie spotkali, ale stawiam na tę pierwszą grupę).
Osoby, które dłużej pracują w szołbiznesie wiedzą, że z hejterami się nie wygra. Zawsze znajdzie się coś, do czego mogą się przyczepić (każdy autor pracujący w portalu internetowym wie o tym doskonale, a co dopiero osoba publiczna!). Za grube uda, zbyt chude kolana, za duży biust czy za mały biust, a może sztuczny biust - nie ma takiej cechy urody, której nie dałoby się skrytykować. Przejmowanie się tym, oczywiście jest beznadziejne i prowadzi donikąd, bo hejterzy czują się w sieci zupełnie bezkarnie i anonimowo. Zakładają fałszywe konta na mediach społecznościowych i używają sobie na innych ludziach. Być może ich zachowanie kwalifikuje się pod jakieś zaburzenie psychiczne, bo znęcanie się nad drugim człowiekiem bez żadnego powodu i nawet bez znajomości tej osoby jest zdrowej osobie moim zdaniem - dalekie. Natomiast Gigi im odpowiedziała takim listem załączonym na swoim profilu na instagramie:
W skrócie: modelka, którą skrytykowano pod jej zdjęciem z pokazu Versace w Mediolanie (kilka dni temu) odparła ataki w superinteligentny sposób. Przyznaje, że owszem, ma biust, biodra i uda, ale mieści się w rozmiary, jakie szyją najlepsi projektanci. I gdyby projektanci nie chcieli jej angażować do pokazów, to są dziesiątki innych modelek, które mogliby zamiast niej wybrać. Nie sposób nie przyznać jej racji! Nie obowiązuje jej specjalne traktowanie, ani nie jest modelką plus size. Mówi, że cieszy się, że zmieniają się kanony piękna według kryteriów obowiązujących na wybiegach i dzięki nim takie dziewczyny jak ona - Gigi Hadid mogą uczestniczyć w pokazach i występować w sesjach zdjęciowych.
To piękno AD 2015 i popieram pannę Hadid, ja również cieszę się, choć po wybiegach nie chodzę, że zmienia się postrzeganie tego, co jest ładne i pożądane. Już dość mam patrzenia na szkielety, które wyglądają, jakby się miały połamać. Na wieszaki bez ciała, zbudowane z samych kości. Anorektyczne i nieapetyczne. Ani nie podobają się innym kobietom, ani tym bardziej - mężczyznom. Gigi kończy swój list zdaniem, że cieszy się, że ma takie seksowne ciało a nie inne. Można jej go pozazdrościć, ale czy z powodu tej zazdrości trzeba ją krytykować i nienawidzić?
Chore czasy i chorzy, ubodzy we własne przeżycia i doświadczenia ludzie są zapewne autorami takich komentarzy. Można im jedynie współczuć, a Gigi pogratulować, że nie dość, że jest piękna, to ma jeszcze coś do powiedzenia.
