Fot. Screen z Youtube
Fot. Screen z Youtube

REKLAMA
Ewelina Kowalczyk: Tuwim pisał, że życie to taki okres czasu, kiedy pierwszą część zatruwają nam rodzice, a drugą dzieci. Państwo zdecydowaliście się na dziecko dość późno. Nie ma Pan poczucia, że trochę tego czasu uroczego zatruwania życia przez dziecko straciliście?
Radosław Pazura: Nie użyłbym słowa „zatruwać”, ale Tuwim pewnie miał na myśli to, że łatwo nie jest. Rodzicielstwo jest piękne, ale w naszym przypadku, aby to zrozumieć musiało minąć wiele czasu. Teraz widzę, że naszym głównym powołaniem jest odpowiednio dla kobiet matkowanie, a dla mężczyzn ojcowanie. Motorem napędowym w tym przypadku jest miłość.
Ta miłość zalewa kobiety natychmiast, automatycznie, gdy tylko zostają matkami, a jak to jest w przypadku ojców Pana zdaniem?
Często miłość mylona jest, ogólnie mówiąc, z niemiłością, ten bałagan powstał w wyniku grzechu, który wdarł się w ludzkość. Naszym zadaniem jest odbudować tę miłość, którą gdzieś tam w naszym życiu zatraciliśmy. Nam zajęło to jakiś czas, co nie oznacza, że wiemy już do końca na czym ta miłość polega. Jednak mamy całe życie, aby tę tajemnicę zgłębiać i przekazywać. Tak też rozumiem miłość rodzicielską – muszę tak okazywać mądrze pojmowaną miłość mojemu dziecku, by się nią napełniało.
Co więc było do tej pory najtrudniejsze dla Pana w ojcostwie?
Zawsze pojawiają się lęki. Same narodziny dziecka są wielką niewiadomą. Można starać się jakoś przygotować, ale potem życie samo nas zaskakuje. Zdarzają się takie problemy, których nie opisują żadne poradniki i należy mieć tego świadomość. Choć osobiście uważam, że ta nieprzewidywalność właśnie jest piękna. Dostarcza sposobności, by ćwiczyć się w swoim człowieczeństwie. Błahych sytuacji było sporo, z poważniejszych to oczywiście sprawy zdrowotne oraz trudności z budowaniem relacji.
Państwa praca chyba tego nie ułatwia, prawda?
Wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa tutaj hierarchia wartości. Są sprawy ważne i ważniejsze, pokładam dużą ufność w Panu Bogu i dostrzegam Jego opiekę. Wierzę, że wszystko ma czemuś służyć, jeśli chwilowo mam mniej pracy, to pewnie właśnie po to, by bardziej skupić się na dziecku i rodzinie. Wierzę, że zostanie mi to wynagrodzone w takiej czy innej formie. I czuję niejednokrotnie, że tak też się dzieje.
I udawało się wszystko pogodzić?
Wiadomo – jak w każdym zawodzie trzeba być ostrożnym i czujnym, bo czasem jedno, kategoryczne „nie” może przekreślić karierę. Ufam jednak, że Pan Bóg daje nam znaki jak powinniśmy postępować. Należy jedynie mieć otwarte serce i umysł. Mimo, że z powodów rodzinnych wiele razy musiałem odstawić pracę na dalszy tor, to nadal otrzymuję różne ciekawe propozycje zawodowe. Harmonia jest zachowana.
A córka jest jakoś szczególnie zainteresowana Państwa pracą, czy może świat filmowo-teatralny jest dla niej czymś zupełnie normalnym?
Staramy się nie przenosić pracy do domu, ale nie zawsze jest to możliwe. Czasem córka widzi jak ćwiczymy, uczestniczy, wszystko siąknie jak gąbka. Dla niej aktorstwo to codzienność. Wie co robimy, ale nie ekscytuje się tym, nie chwali, prędzej ze strony koleżanek i kolegów wychodzą jakieś pytania. My nie jesteśmy na świeczniku, nie szokujemy, cenimy swoją prywatność, więc nie wzbudzamy nadmiernego, chorego zainteresowania.
Czyli póki co nie jest zainteresowana żadnymi programami typu Talent Show? Teraz to takie popularne.
Nie, ale bardzo lubi śpiewać. My jej w żaden sposób nie popychamy w tym czy innym kierunku, sama odkrywa to, co lubi, my jedynie umożliwiamy jej ten rozwój. Uczęszcza do szkoły muzycznej. Gra na fortepianie. Jednak przede wszystkim chciałaby śpiewać i komponować piosenki. Jedną nawet stworzyła specjalnie dla mnie z okazji urodzin.
Chciałabym zapytać jeszcze o lęki rodzicielskie i wypadek samochodowy, w którym Pan ucierpiał. Czy otarcie się o śmierć, wywołuje większe obawy o życie córki? Jest Pan bardziej wyczulony na wszelkie niebezpieczeństwa, mając świadomość jak kruche jest ludzkie życie?
To, że życie jest ulotne to pewne. Wydaje nam się, że jesteśmy panami naszego życia, a to pułapka. Wypadek faktycznie odmienił mnie, pomógł mi się nawrócić i zrozumieć sens życia. Dało mi to szansę i sposobność, by dowiedzieć się kim naprawdę jestem. Poszukiwanie, odkrywanie siebie prawdziwego jest naprawdę fantastyczną sprawą. Wierzę, że dzięki dobrej relacji z Panem Bogiem ze wszystkiego wyjdziemy obronną ręką.
Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest wychować dziecko w wierze.
Dzisiaj istnieje ogromny kryzys wartości, kryzys rodziny. Widać to szczególnie w cywilizacji Zachodu. Wydaje mi się, ze jedyną drogą powrotu na właściwy tor jest odbudowanie relacji z Panem Bogiem jako naszym Ojcem, przywrócenie wartości chrześcijańskich od których Zachód się odwrócił. Moim zdaniem dopiero wtedy relacje międzyludzkie, a także nasze ojcostwo będą właściwe i prawdziwe. Wierzę też, że tak się stanie. Nadzieja w Opatrzności Bożej.
Dziękuję za rozmowę.