Domowe maseczki kontra te z perfumerii. Czy to się opłaca?

Truskawki są źródłem witaminy C, czyli jednego z najlepszych antyoksydantów, można więc z powodzeniem korzystać z maseczek z nich przyrządzonych.
Truskawki są źródłem witaminy C, czyli jednego z najlepszych antyoksydantów, można więc z powodzeniem korzystać z maseczek z nich przyrządzonych. Fot. Shutterstock.com
Jeśli twoim zdaniem nie ma lepszej pielęgnacji włosów jak mistura ukręcona z żółtka i soku z czarnej rzepy, a najpiękniejszą skórę masz po maseczce z rozgniecionego awokado z kroplą cytryny, z pewnością należysz do tej grupy osób, która wierzy w naturę i jej działanie. Ale czy takie sposoby rzeczywiście działają? Czy lepiej ufać nowoczesnym technologiom?


Mas(k)akra truskawkowa
Ta historia krąży od lat w mojej rodzinie. Mama mojego taty, babcia Klara, która była zamożną kobietą i wyjątkowo dbała o siebie, stosowała różne naturalne sposoby upiększające. 50 czy 60 lat temu nie było Sephory czy Rossmana i każda elegantka musiała sobie radzić na własną rękę w tej materii. Pewnego dnia, w sezonie truskawkowym, babcia nałożyła na twarz, szyję i dekolt maseczkę z rozgniecionych truskawek. To bogactwo witaminy C, czyli znanego antyoksydantu, który działa nie dość, że odmładzająco, to jeszcze rozjaśnia ewentualne przebarwienia w skórze.
Babcia Klara nie wybrała więc złego sposobu, tylko zły... moment. Ułożyła się w fotelu bujanym i z tą truskawkową miksturą na skórze - zasnęła. A ponieważ nie planowała drzemki, zostawiła otwarte drzwi, nieposprzątaną kuchnię i lekki nieład w łazience. Niestety dziadek nie wiedział o rytuale pielęgnacyjnym żony, więc niemal padł na zawał po przyjściu do domu. Zobaczył Klarę z, jak to opisywał: zmasakrowaną twarzą, nieruchomo ułożoną w fotelu i całym chaosem w domu dokoła. Był pewien, że to napad i zaczął głośno krzyczeć. To obudziło babcię i cała sytuacja z tragicznej zmieniła się w komiczną. Babcia obiecała więcej dziadka nie straszyć i wybierać mniej „krwawe” składniki pielęgnacyjne.


Pomimo, że jestem do babci bardzo podobna i uwielbiam domową pielęgnację urody, w moim przypadku nakładanie maseczki z truskawek skończyłoby się wstrząsem anafilaktycznym i wizytą na pogotowiu. Jestem uczuleniowcem, z atopową skórą i nie mogę sobie na takie eksperymenty pozwolić. Nie mniej, mam kilka własnych naturalnych metod na piękno.

Kokosy na włosy
Wiele kobiet zrezygnowało z używania odżywek i masek odkąd poznały działanie oleju kokosowego. Tego spożywczego, który w wielu krajach jest najtańszym olejem do smażenia potraw, a u nas produktem luksusowym. Otóż niezwykle zdrowy olej kokosowy można stosować do tak zwanego olejowania włosów. Czyli nakładania oleju jako odżywczej kuracji na noc (pozostawiamy go na włosach na noc, a głowę układamy na ręczniku, żeby nie pobrudzić pościeli). Czy to działa? To zależy od włosa. Te cienkie i delikatne mogą po takim zabiegu stracić objętość. Olej powinnyśmy dobrać do włosów. Ich struktury oraz potrzeb. Nie wszystko co pomaga przyjaciółce z burzą loków, będzie zbawienne dla twoich prostych i rzadkich „trzech piórek”. Włosom cienkim i delikatnym znacznie lepiej służy olej sezamowy. Arganowy zostawiamy również osobom o grubych i ciężkich włosach.
Swoją drogą, aby o poranku zmyć taki olej - niezależnie od tego czy został wytłoczony z kokosów, orzeszków arganowych czy makadamia, niestety nie ma lepszej techniki jak użycie szamponu. Takiego, który dobrze oczyści włosy i skórę głowy. Znaczy: zawierającego chemię. Naturalne saponiny nie są w stanie tak dokładnie ich oczyścić. Albo ja jeszcze na takie nie trafiłam...Testowałam wielokrotnie i za każdym razem naturalny szampon, który się nie pienił okazywał się pielęgnacyjnym fiaskiem. Ten przykład pokazuje, że najlepiej łączyć naturę z osiągnięciami technologii. Wówczas mamy dwa w jednym.


Feeling na piling
Jeśli kochacie domowe mikstury, z pewnością pokochacie te trzy pilingi. Są najlepsze, najbardziej skuteczne i można je mieszać na różne sposoby w zależności od potrzeb skóry i jej stanu. Aby zaradzić szorstkiemu, zrogowaciałemu naskórkowi, polecam zmieszać oliwę z solą morską - jeśli masz grubą, mocną skórę, która tego wymaga, kryształkami cukru - kiedy jest normalna albo kawą (zmielonymi ziarnami) - jeśli jest delikatna. Proporcje pilingu powinny wynosić 3:1 (3 porcje oliwy, 1 porcja soli, cukru lub kawy). Można do takiego pilingu dodać, jeśli nie jest się wrażliwym na olejki eteryczne, ulubiony olejek zapachowy. Natomiast gwarantuję, że jeśli wybierzesz wersję z kawą w roli ziarenek złuszczających jej olejki eteryczne będą wystarczająco pobudzające!
Piling nakładaj okrężnymi ruchami na całe ciało. Zamiast oliwy można sięgnąć po oliwkę dziecięcą. Skóra po zabiegu jest jednocześnie gładka i natłuszczona. Niezwykle miękka i jedwabista. Złuszczamy skórę raz w tygodniu. I koniecznie po takim pilingu myjemy wannę, żeby nie „wywinąć orła” ślizgając się od nadmiaru oliwy.

Naturalne znaczy lepsze?
Naturalnych maseczek na skórę twarzy może być równie dużo, co soków i koktajli. Tak naprawdę nic nas nie ogranicza w wymyślaniu składu maski. Cytryna rozjaśnia piegi i przebarwienia, awokado bogate w tłuszcze i witaminę E pieści skórę i zamienia ją w aksamitną w dotyku, drożdże obkurczają pory i zmniejszają stany zapalne w skórze, a maślanka jest remedium na poparzenia słoneczne. Z pewnością każda z nas ma swoje własne, sprawdzone historie rodem z kuchni, które sprawdzają się nieraz lepiej niż niejeden krem czy zabieg w gabinecie. ALE, jak już wspominałam, muszą być przetestowane na własnej skórze, żeby działać. Jeśli Skóra jest podrażniona i ma czerwony koloryt, nie warto atakować jej kwaśnym sokiem z cytryny.
Kolejną kwestią jest to, że podobnie jak przy produkcji kosmetyków bio, eko i naturalnych, zbiory z danego sezonu nie są równe zbiorom z sezonu poprzedniego. A awokado w Polsce nie będzie takiej jakości, jak to kupione na południu Włoch. Podobnie jak granat czy pomarańcze. Nie mówię, żeby nie wierzyć w ich działanie, ale nie czuć się rozczarowaną, że obiecana maseczka z truskawek ani nie ściągnęła porów, ani nie rozjaśniła cery, za to pojawiły się na niej dziwne wypryski. To też może się zdarzyć. Jakość kupowanych przez nas owoców, warzyw i innych produktów naturalnych jest w dzisiejszych czasach bardzo różna. I musiałabym mieć własny ogródek, ze sprawdzoną ziemią i bez nawozów czy zanieczyszczeń wody i powietrza, żeby wiedzieć, że moja marchewka, pietruszka czy bazylia są pozbawione chemii. Kupując je nawet na bazarku, i nawet z „metką” bio, takiej pewności nie mam.
Z resztą nie zawsze taka pielęgnacja się opłaca. Składniki najlepszej jakości i wyszukane owoce czy oleje są kosztowne. Czasami taniej i nieraz bezpieczniej jest kupić maseczkę w płatku czy saszetce w perfumerii, z jasno opisaną listą składników INCI niż próbować ją zrobić własnoręcznie. Nowoczesne technologie i coraz więcej badań, jakim poddaje się kosmetyki zwykle są gwarancją produktu dobrej jakości. Nie wszystko co naturalne jest dla każdej skóry dobre, a nie wszystko co chemiczne i pozyskane w laboratorium jest z gruntu złe. Ważne, żeby znać swoją skórę, jej potrzeby i wymagania.

Jeśli po oleju arganowym masz na całym ciele pokrzywkę kontaktową - być może to nie składnik dla ciebie. Za to twoja skóra może pokochać olej lniany. Made in Poland i z wyjątkowo korzystnymi proporcjami kwasów omega. Albo oliwkę dziecięcą z drogerii Rossman za 10 złotych. Grunt to nie dać się zwariować w żadną stronę. Bo to co lubi Krysia, niekoniecznie jest dobre dla skóry Marysi. I odwrotnie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć