
Jak ja się cieszę, że to już koniec wakacji. Wyglądam go już z utęsknieniem od tygodnia. Jeszcze tylko jeden weekend i HUURRAA wracamy do szkolnej rzeczywistości!!!
REKLAMA
I naprawdę się cieszę, nie ma tu nic z ironii. Tak, jak czekam na wakacje podając milion powodów na to, że już przyszedł na nie najwyższy czas, tak pod koniec wakacji wracam do argumentów, które teraz przechylają szalę na korzyść roku szkolnego. Dlaczego tak mnie raduje zbliżający się pierwszy września?
1. Koniec wylegiwania się
I robienia śniadań o dziwnych porach i różnych godzinach dla każdego. Nie będzie już wymówek dla gnicia w łóżku. Trzeba będzie rano wstać, ogarnąć się i od razu z energią wejść w dzień. Koniec rozmemłania i łażenia w piżamie!
2. Koniec z otwieraniem lodówki
I jęczeniem: „Mamo coś bym zjadł.” Rano śniadanie, drugie śniadanie do szkoły i święty spokój jedzeniowy, bez zaspokajania apetytu i wymyślaniu, co by mogli zjeść. Nie wiem, jak wasze dzieci, ale moje jedzą raz dziennie – cały dzień. I kiedy słyszę otwieraną lodówkę, dostaję szału. Już dziś zapakowałabym im drugie śniadanie i wysłała na długi spacer
3. Koniec z gotowaniem
Lubię gotować, ale wymyślanie, co by tu zrobić na obiad przez dwa miesiące niemal dzień w dzień może nawet najtwardszego kucharza zniechęcić. Koniec wakacji, to początek stołówki! Dla tych, których dzieci jedzą w szkole czy przedszkolu pozostaje cudowne gotowanie w weekend, choć zawsze można iść gdzieś coś zjeść. Dla tych, którzy ze stołówki nie korzystają pozostaje wywieszone na szkolnym czy przedszkolnym korytarzy menu na cały tydzień. Pstryk - zdjęcie telefonem i kreatywność w kuchni na cały tydzień macie z głowy.
4. Koniec z organizacją czasu wolnego dzieciom
Jest szkoła, przedszkole, zajęcia dodatkowe, treningi, zadania domowe. Nie musisz już głowić się, co dziś dzieciom zaproponować, żeby się nie nudzili. Przez najbliższe miesiące nie usłyszysz: Mamooo nie mam co robić! Już ty zadbasz, by to zdanie nie padło. Tak wiem, a za dziewięć miesięcy będziesz tęsknić za tym, żeby ich nigdzie nie wozić. Ale dziś – kocham wszystkie dodatkowe zajęcia i plan lekcji i naukę wierszy na pamięć!!!
5. Koniec z kłótniami o TV i komputer
Bo już nie będzie na nie zbytnio czasu. Lekcje, siatkówka, angielski. Jak jeszcze będą się chcieli w weekend spotkać z kolegami, to zdecydowanie skraca się czas przesiadywania przez TV i komputerem, a już z pewnością mniej razy usłyszycie: Mamo, mogę pograć. Czy wy też tak macie, że pod koniec wakacji brak wam już sił na stawianie oporu przy pytaniu: Mogę obejrzeć bajki/film.
6. Koniec z głośnymi wieczorami
I bieganiem do późna. Już za chwilę o 21:00 w domu zapadnie cisza, chłopcy będą u siebie w pokoju. Nikt nie będzie biegał, mówił, że jeszcze jest głodny, że chciałby obejrzeć z nami film, albo wyjść jeszcze na chwilę na dwór. Rok szkolny, to wczesne wstawanie, więc i wczesne pójście spać. Alleluja!
7. Koniec z tłumem w domu
Kocham kolegów i koleżanki moich dzieci. Im jest ich więcej, tym paradoksalnie ja mam większy spokój, bo oni świetnie się razem bawią. Ale po dwóch miesiącach prowadzenia otwartego domu każdy ma prawo do zmęczenia. Kolegów moich dzieci spotkam w weekend. Każdy zdąży się za nimi stęsknić. Pomijam, że w pewnym momencie wakacji straciłam już rachubę, kto i kiedy śpi u nas, gdzie i kiedy śpią moje dzieci. Nie było trzech takich samych dni.
8. Koniec z brakiem czasu
Dzieci w szkole czy przedszkolu? Czas na urlop :) Żartuję, ale nie ma co ukrywać, że rutyna powakacynej codzienności każe nam się lepiej zorganizować, tym samym zyskujemy więcej czasu. Rano wstajemy wcześniej, zdążymy wypić kawę, później zrobić zakupy w czasie, gdy dzieci są na treningu czy tańcach, a wieczorem, jak już pójdą spać szybciej może uda się przeczytać książkę lub obejrzeć zaległy film.
9. Koniec z chaosem
To, co lubię najbardziej. Z pierwszym września wpadamy w ustalony rytm. Jeszcze dopasowanie się do planu lekcji, a do niego innych zajęć i każdy dzień ma swój schemat. Wiemy, co nas czeka, co musimy zaplanować. Oczywiście późną wiosną będę kląć na tę rutynę. Ale dzisiaj nie mogę się już jej doczekać.
Odliczam dni do pierwszego września. A za dziesięć miesięcy będę się cieszyć, że wszystko, co teraz się kończy, wróci ponownie w wakacje :)
