![Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/love-couple-sneakers-leaves-590487/]CristiYor[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/82efa8bd87ecca28d3c69222f80b6c00,1500,0,0,0.jpg)
Helen Fisher jest badaczką, którą określa się mianem „ekspertki od miłości”. Od lat specjalizuje się w badaniach nad zakochanymi. W jednym z nich, wraz ze swoimi współpracownikami umieściła 37 zakochanych osób w urządzeniu do badania mózgu - rezonansie magnetycznym.
REKLAMA
Do badania wybrano 17 szczęśliwie zakochanych osób oraz 15 świeżo porzuconych przez partnera. Dokładna analiza otrzymanych wyników przyniosła wiele ciekawych wniosków. Okazało się, że miłość pobudza ten sam rejon w mózgu, co zażywanie kokainy, a porzucenie przez partnera tylko wzmaga ten efekt!
Miłość romantyczna okazuje się posiadać wszystkie cechy uzależnienia, a nawet przewyższać je swoją intensywnością. Helen Fisher oraz neurolog Lucy Brown odkryli w mózgach porzuconych osób pobudzenie występujące w trzech częściach - tej samej, która działa u szczęśliwie zakochanych (co świadczy, że po rozstaniu kochamy nawet mocniej), części odpowiedzialnej za analizę zysków i strat oraz odpowiedzialnej za głębokie przywiązanie.
Kolejnym argumentem przemawiającym za podobieństwem zakochania do stanu uzależnienia jest posiadanie przez nią tych samych etapów: pragnienia coraz większych dawek, głodu oraz niespodziewanych nawrotów. Antropolożka uważa, że miłość romantyczna to najsilniej uzależniająca substancja na ziemi!
Najnowszym badaniem zespołu Helen Fisher jest sprawdzanie aktywności mózgu osób, które mimo długiego stażu związku (ponad 25 lat) wciąż twierdzą, że są w sobie tak samo zakochani jak na początku. Wstępne analizy wyników rezonansu zdają się potwierdzać ich zdanie. To wspaniałe, że po tylu latach mózg wciąż reaguje tym samym entuzjazmem na zdjęcia ukochanej osoby.
Kolejnym pytaniem, które postawiła przed sobą badaczka, jest sprawdzenie dlaczego zakochujemy się właśnie w tej osobie, a nie innej. Psychologowie dowiedli już, że zazwyczaj dobieramy się na zasadzie podobieństw w pochodzeniu społeczno-ekonomicznym, poziomie inteligencji, atrakcyjności i wartościach religijnych. Nie wiadomo jednak dlaczego, gdy otoczeni jesteśmy osobami spełniającymi te kryteria i tak wybieramy konkretną z nich. Możliwych przyczyn tej zależności, Helen Fisher upatruje w proporcji hormonów występujących w organizmie.
Z niecierpliwością czekamy na kolejne doniesienia z jej badań, a tymczasem o jej osiągnięciach posłuchać można na ted.com.
