![Fot. Pixabay/[url=https://pixabay.com/pl/r%C4%99ce-pier%C5%9Bcie%C5%84-finger-ring-%C5%BCycie-114626/]takazart[/url] / [url= http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url]](https://m.mamadu.pl/2de1ecc583743c928a9548196449ae9b,1500,0,0,0.jpg)
I nie, nie jest to jedna z tych historii, kiedy po latach dziecko odnajduje swoich rodziców. To historia o starzejących się rodzicach i o nas, tych mało uważnych, dzieciach które nie chcą zobaczyć, że ich rodzice się starzeją…
Daniel ma 38 lat, trójkę dzieci. Sam o sobie mówi, że stąpa twardo po ziemi. Pracuje, wychowuje dzieci, prowadzi życie, jak miliony innych osób. Weekendy wraz z rodziną spędza na działce pod Bydgoszczą (gdzie mieszka). Kiedy w niedzielę wieczorem otrzymuje telefon od swojego taty, który chce rozmawiać z mamą Daniela, jest zaskoczony, bo mamy u nich nie ma.
Udało się ustalić, że w Bydgoszczy wsiadła do autobusu linii 84. – Nagranie z monitoringu, które udało się nam zdobyć dopiero w czwartek pokazuje moją mamę zdezorientowaną. Kiedy dojeżdża do zajezdni na Fordon Mariampol rozmawia z dwoma kobietami, które siedzą w tylnej części autobusu i wysiada. Jeszcze na przystanku widać, że rozgląda się, nie wygląda zbyt pewnie – tłumaczy Daniel. Syn pani Teresy sprawdził szpitale, obdzwonił schroniska dla bezdomnych.
Daniel rozwiesił w samym Mariampolu ponad 200 plakatów. Pojawiły się informacje w prasie, lokalnej telewizji. On sam jest zdruzgotany. Nie śpi, szuka punktu zaczepienia, myśli, co jeszcze mógłby zrobić. Założył specjalne konto na Facebooku, żeby nagłośnić całą sprawę. Kiedy mówi o mamie, łamie mu się głos.
- Nie mam już siły. Czasami myślę, żeby tylko nie dostać jakieś kolejnej informacji, bo one najczęściej są trudne do zweryfikowania. Dzwoniła raz kobieta, że przy placu zabaw widzi kobietę podobną do mojej matki. Jadę więc na drugi koniec Bydgoszczy, a okazuje się, że to babcia, która przyjechała do wnuków na wakacje, od mojej mamy różnił ją kolor oczu - opowiada syn zaginionej.
Był też telefon z Inowrocławia, że na złomowisku pojawiła się kobieta, która prosiła o pieniądze na bilet do Szczecina, tam mamy rodzinę, w zamian obiecała nagotować pierogów, a moja mama pochodzi ze Wschodu i pierogi uwielbia robić. Rzuciłem wszystko i pojechałem, monitoring jednak pokazał, że to nie była ona. Ostatnio dzwoniła Pani z Torunia, że widziała moją mamę na rynku.
Pani Teresa nie wykazywała objawów żadnej choroby. Dzisiaj z perspektywy czasu Daniel inaczej patrzy na pewne wydarzenia. Kilka lat temu zmarli rodzice pani Teresy, wyniknęły drobne problemy spadkowe. – Dla nas nie było to nic wielkiego, jednak mama się tym przejmowała. Powtarzała, że przez nią mamy kłopoty. Tłumaczyłem jej, że dla nas to żaden problem, bo faktycznie nim nie był. Może on bardziej to wszystko przeżywała, niż nam się wydawało…
Człowiek żyje swoim życiem, przejmuje się jakimiś pierdołami. Nie ma często czasu zadzwonić do swoich rodziców. Aż pewnego dnia życie daje mu takiego kopa, uczy pokory i każe zatrzymać się i zobaczyć, że są rzeczy ważniejsze niż te, które kręcą się wokół niego.
