„Droga rodzino, nadejdzie dzień, kiedy rzucę Was w diabły" wyznanie przemęczonej Matki Polki

bowie15 / 123RF
Tak, wiem. Sama doprowadziłam do tego, że robię wszystko. Ale kiedy proszę „pomóżcie" każde z Was ma milion rzeczy do zrobienia. Więc może kiedy Wy mnie poprosicie o coś kolejny raz, ja napiszę: „Pa pa, zniknęłam".

O, dzień dobry kochany dniu, wstałam dziś o piątej. Wywieszałam pranie z wczoraj, ogarniałam kuchnię (kochany Najstarszy synu, rozumiem, że masz wyjeb…ne na świat, ale czy po twoich nocnych fazach jedzeniowych, mógłbyś chociaż zamykać szafki?! Ach, wiem, nie mógłbyś. Dziękuję. To ja, Twoja matka). Pojechałam na zakupy. To jest nieprawdopodobne ile trójka dzieci i dorosły facet potrafią zjeść. Mogłabym w zasadzie nie wychodzić z kuchni, i z marketu też. Co ugotuję i kupię – i tak za mało.

O czym ja mówiłam? A że witaj dniu. Wstajecie sobie rano na śniadanie. Tak, robicie w świeżo wysprzątanej kuchni raban. Czy ja sprzątałam? O chyba nie sprzątałam. Od dziś mówcie mi Syzyf. Potem szykuje Was do szkoły i przedszkola, odwożę Was jak prawdziwa służąca. Żebym chociaż usłyszała: „Kochana mamo, dziękuję". Ale gdzież. Słyszę: „Dlaczego się spóźniamy?", „Zapomniałaś o stroju?! A dobra, nie zapomniałaś". Od Najstarszego znudzone: „Mama, co się czepiaaaaasz". Ukochany mężczyzna, mąż w sensie. Tak, kiedyś przynosił mi kwiaty, mówił nawet kocham, teraz kocha pisać SMS-y: "ogarniesz dzieciaki? kupisz to i tamto? Zadzwonisz do hydraulika?" Ależ oczywiście, że zadzwonię, kochany. Zrobię jeszcze milion rzeczy, w końcu przecież nie pracuję. Albo inaczej: mam mniej ważną pracę od Twojej.

Frunę do popołudnia. Szef też lubi jak jestem niezastąpiona. No więc ogarniam, ogarniam. Mailiki, raporciki i rozmówki w kuchni. O 17. 00 wybiegam z pracy i płynnie przechodzę do drugiego kieratu.( O, napisałam kieratu, chodziło mi tylko o to, że przechodzę do boskiego, drugiego świata)
– Mamooooo, co dzisiaj na obiad?!
– Makaron?????? Nieeee, chcę kotlet.
– Nieeee, chcę kurczaka.
– Nienawidzę kurczaka, dlaczego nie zrobiłaś sałatki?
– Nie będę jeść tego szpinaku.
– O, tylko tyle na obiad?!


Jestem bardzo uśmiechniętą i spokojną matką i żoną. Odpowiadam na te pytania cierpliwie. Nerwy to zło, o jakie straszne zło. Kobieta to strażniczka domowego ogniska. Ona ma nerwy – udziela się całej reszcie. Nie można się złościć.

Więc podaję, rozdaję. Oczywiście, mówię: „Pozmywaj", „Posprzątaj zabawki", „Odłóż rzeczy na miejsce". Chwilę działa, za chwilę już tornado. Mama posprząta. Wiadomo.
Ciągniemy w tym rodzinnym cieple do wieczora. Ogarniam Waszą przestrzeń, swoją. Wymyślam gry i zabawy. Odpowiadam na miliony pytań. Wkładam: naczynia do zmywarki, ze zmywarki. Myję podłogę. I przysięgam, myślę, że kiedyś po prostu wyjdę z domu i nie wrócę.
Tak czuję! Doczołguję się do nocy. Och, jeszcze pozmywam, och, jeszcze powieszę pranie, posprawdzam czy jesteście przykryci, ukoję. Opowiem bajki, przytulę. Oto ja, perfekcyjna matka, żona i kochanka. A pamiętacie, był taki film. Polski: Kiedy matka po prostu wyjechała na kilka tygodni. Zostawiła kartkę: „Ściskam, poradzicie sobie przez chwilę". I australijski: kiedy matka i żona zostawiła po prostu nagranie. „Już nigdy nie wrócę".

Drogi mężu,
Bo po prostu nie słuchasz, gdy proszę Cię o pomoc. Mówisz: „zaraz", a „zaraz" nie nadchodzi. Więc jestem trochę zmęczona. Krzyczę: „zmęczonaaaaaa jestem". Mówisz: „za chwilę, kotku". No to ja też zniknę. Ale tylko na chwilę, dobra? Musisz tylko ogarnąć zakupy, trójkę dzieci, hydraulika. I tak dalej.

Drogi najstarszy synu,
Chciałabym, żebyś zobaczył jak to jest nie mieć matki na zawołanie. No, niestety, ja nie mogę Ci powiedzieć: „spierda…..aj" , choć Ty mówisz mi to całym sobą. Swoim bałaganem w pokoju, otwartymi szafkami, minami i nieustannym fochem. Wcale nie tak łatwo jest być dobrą matką, choć myślisz na pewno, że to taka prostota. To spróbuj za dwadzieścia lat być miłym dla kogoś, kto w ogóle tego nie docenia i totalnie non stop się na Ciebie wkurza.

Droga średnia córko,
Jestem zmęczona tym, jak przewracasz oczami i mówisz: „Dasz mi telefon?" „Nie, nie dam". Znów przewracasz oczami. Porównujesz mnie z matką A. i B. I C. Miła moja, czy ja Ci mówię, że nie jesteś idealną córką? Czy ja śmiem Ci powiedzieć, że jesteś ciut za okrągła, a córka mojej przyjaciółki zna lepiej angielski, zdobyła mistrzostwo w pływaniu? Ależ nie, ja jestem matka wspierająca. Ty za to nieustanny foch i porównywanie. Więc też mam ochotę zniknąć czasem, żebyś zrozumiała, że dobra matka to wcale nie taka codzienność.

No i moja najmłodsza córko,
Ze wszystkimi: „Mamo, daj", „Mamooo, a ona", „Pobaw się". Masz cztery lata i totalnie mnie zdominowałaś. Kroję fasoleczkę i kurczaczka jak sobie życzysz, wychowuję Cię w klimacie „rodzicielstwa bliskości". Mam dość. Kiedyś Cię uduszę. Tak czuję….

Więc naprawdę dla nas wszystkich będzie lepiej, że zniknę. Napiszę:
– rozwieście pranie
– ułóżcie rzeczy w szafkach
– zmyjcie podłogę
– zadzwońcie do hydraulika
– zaszczepcie psa
– ułóżcie papiery
– zapłaćcie za gaz, prąd, i czynsz
– zjedzcie obiad
– zadzwońcie do babci, cioci na imieniny/ urodziny
– idźcie na basen (kostiumy są w trzeciej szafce od dołu), klapki w szarej komodzie.
– bądźcie dla siebie mili
– posprzątajcie po posiłku
– zmieńcie pościel
– rozmawiajcie ze sobą
– grajcie we wspólne gry.
I tak dalej, i tak dalej...

Może docenicie to, że jestem, a nie będziecie traktować mnie jak panią: „przynieś, wynieś, podaj, pozamiataj". Bo serio, nie jest łatwo ogarnąć rodzinną przestrzeń.
Zadzwońcie jak to wszystko ogarniecie, bo wymiękam.
Wasza Perfekcyjna żona i matka.

P.S. Tak, wciąż Was kocham. Ale potrzebuje odetchnąć. ODETCHNĄĆ.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE