"Dzień dobry, szukam chłopaka!" Jak robi to trzydziestoparolatka

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/charlietphoto/3492130103/]Charles Thompson[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Charles Thompson / CC BY
Mają ponad trzydzieści lat i z różnych powodów są samotne. Nie szukają męża tylko kogoś, z kim mogłyby miło spędzić czas. Kawa, wino, wyjazd. Czasem seks. Gdzie szukają?

Ewa, 35 lat, architekt. Sama od dwóch lat. Mama 7-letniej Igi

maj 2014 – moment w którym rozumiem, że nie mogę żyć tylko pracą
Waga: 70 kg, stan ducha: bywało lepiej, cel: być dobrą matką, mężczyzn: 0, myśli o seksie: 0

Codziennie ten sam rytuał: w ciągu dnia praca, wieczorem zabawa z Igą, potem noc nad laptopem. I nad czekoladkami. I nad górą kanapek. Efekt? Kilka wygranych przetargów, silna więź z dzieckiem i 10 kilogramów więcej. Po raz pierwszy od roku chcę gdzieś wyjść. Mam okazję, dziecko u ojca, znajoma ma urodziny. Tłum ludzi. Oczywiście, głównie par. Dzieje się ze mną coś okropnego – nie chcę myśleć, że im się układa. Wolę przekonywać się: „Na pewno się zdradzają" Albo: „Zbudowali szczęście na cudzym nieszczęściu. To się nie może udać”. Złoszczę się na siebie za to. Ale może często takie myśli mają porzucone przez „ukochanego' męża kobiety?

Zauważam kilku atrakcyjnych mężczyzn. Uśmiecham się. Jeden – już mi się wydaje – odwzajemnia ten uśmiech. Ale jednak tylko wydaje mi się. Zgroza, bo okazuje się, że patrzył na dwudziestolatkę, która stanęła tuż za mną. „Jestem przezroczysta?!" myślę z przerażeniem. W drodze powrotnej przypominam sobie wszystkie chwile, kiedy z kimś byłam. Czy to już za mną? Następnego dnia postanawiam: koniec żałoby po byłym. Owszem, mam poukładane, stabilne życie. Niezła praca w czasach kryzysu, fajna córka, kilka bliskich przyjaciółek. Napięty plan dnia – zawożę i przywożę dziecko na basen, tańce, gimnastykę, angielski. Nie szukam męża. Nie chcę wprowadzać w życie Igi kolejnego mężczyzny. Ale czy to znaczy, że nie mam prawa do randki? Chcę pójść z kimś na kolację, chcę rozmów z mężczyzną, flirtu. W obecnym stanie to niezbyt możliwe. Postanawiam: przechodzę na dietę, idę do fryzjera, kosmetyczki, maluję paznokcie, codziennie biegam (dobrze, co drugi dzień).
lipiec 2014 – szukam wśród mężczyzn, których znam
Waga: 65 kg, mężczyzn: wciąż zero konkretów. randek: 2, myśli o seksie: sporo, wina: więcej niż wcześniej.

Zaczynam testować swoją atrakcyjność. Uśmiecham się do mężczyzn w sklepie (też się uśmiechają, ale jakiś czas temu większość z nich poprosiłaby mnie o telefon), jestem nawet urocza dla pana na stacji benzynowej – uważam, że to jednak mój upadek. Żeby cieszyć się, że dwudziestolatek na stacji zerka na mnie sympatycznie. Uważniej przyglądam się mężczyznom z którymi współpracuje. Przystojni. Przedział wiekowy 30-50 lat. Niestety, większość w związku. A ja, owszem, nie szukam nikogo na siłę, ale na pewno nie chcę być tą trzecią.


„Chyba oszalałaś! Nie ma wolnych i fajnych mężczyzn. Ale w wielu związkach jest kryzys! To takie relacje trupy, ludzie nie sypiają, są ze sobą ze względu na dzieci" moja przyjaciółka próbuje przemówić mi do rozsądku. Patrzę oniemiała. Sama przeżywałam zdradę – nie będę fundować tego innej kobiecie. Potrzebuję porad. Rozglądam się wokół koleżanek. Połowa to mężatki, nie dadzą mi wsparcia, nie mają pojęcia o mojej sytuacji. Dwa lata temu spotykałam się z nimi i z moim eks na rodzinnych obiadach. Było wesoło, normalnie. Potem uzyskałam status „porzuconej". Może bały się zadzwonić? Jeśli już padało, to straszliwe pytanie od którego robiło mi się słabo. „Dajesz radę?".

Druga połowa to przyjaciółki po przejściach. „W dzisiejszych czasach najlepiej znaleźć kogoś przez internet” radzą. Tę opcję od razu odrzucam. Czułabym się upokorzona gdybym miała szukać faceta w świecie wirtualnym. Po kilku tygodniach analiz i przeglądu jacy mężczyźni są obok mnie, dochodzę do wniosku, że nie mam najlepiej. Pracuję dużo w domu – a do romansu (chyba) potrzeba wspólnych kaw w firmowej kuchni, zerkania na siebie na zebraniu, napięcia, które narasta. To zaleta korporacji, wybrałam wolność, więc tę opcje też muszę wykreślić. Mężczyzn podoba mi się trzech. Dwóch to moi klienci. Jednemu projektowałam biuro. Drugiemu nowe mieszkanie – stąd wiem, ze jest sam. Trzeci jest tatą kolegi Igi z klasy. Samotny.

Zaczynam od niego, bo to wydaje mi się najłatwiejsze. Wiem o której odbiera syna ze szkoły: trzy razy w tygodniu o 17.00. Zaczynam pojawiać się regularnie o tej porze. Obcisła sukienka, zrobione włosy, szpilki. Czuję wstyd. Ja, kobieta wykształcona, z pasjami, niezależna stosuje chwyty nastolatek. Ale działa. Widzę zainteresowanie. M. do tej pory widział mnie w dżinsach, w butach na płaskim obcasie, bez makijażu. Tego samego wieczoru pisze do mnie na facebooku: „Spotkamy dzieci?". Ja (chyba zbyt wprost): „Spodobałam ci się?" Po sekundzie odpowiedź: „Bardzo lubię kobiety z krótkimi włosami”. Przez kilka tygodni wciąż rozmawiamy. Przed szkołą – co najmniej pół godziny. On też ma wolny zawód, nie musi więc biec natychmiast do biura. W weekend wpada do mnie z synem: zostaje pięć godzin. Mam poczucie, że wszystko jest na dobrej drodze: gadamy o pracy, polityce, polecamy sobie książki. Nie inicjuję intymnego kontaktu, bo myślę, że to po prostu kwestia czasu. Jednak w końcu, przyznaję po dwóch kieliszkach wina, pisze do niego: „Może coś więcej niż kawa. Pragnę…". Widzę, że przeczytał wiadomość. Ale nie odpisuje. Chcę umrzeć ze wstydu.

Unikam go, Igę przywożę i odbieram wcześniej najpierw sprawdzając czy jego samochód nie stoi przed bramą. Po tygodniu on zagaduje jak gdyby nigdy nic: „Co słychać?" „Coś się stało?" drążę, choć obiecałam sobie, że w życiu nie wrócę do tego tematu. „Nic się nie stało" odpisuje po prostu. „Flirtowałeś ze mną?" brnę dalej. „Nie bardziej niż z innymi” w sekundę dostaje odpowiedź.
Jeśli miałabym napisać poradnik dla kobiet po trzydziestce to padłoby tam takie zdanie – nie interesujcie się tymi, których potem musicie spotykać. Na przykład na szkolnych zebraniach czy imprezach. „Potrzebna jest taktyka!" wyrokuje przyjaciółka. I wylicza moje błędy z M. – za szybko się otworzyłam, nie ucięłam choć na chwilę kontaktu, a potem jeszcze wprost dopytywałam czy coś w ogóle czuł. I to jeszcze po alkoholu. Porażka na każdej linii. Próbuje z klientami. Jest A. Inicjuję służbowe spotkanie. Kawa, śmiechy, żarty. Mam poczucie, że naprawdę mu się podobam. „Odezwij się" mówię na koniec spotkania. „Jasne" obiecuje. I, oczywiście, nie dzwoni. Na W. nie mam już tyle energii, choć po kawie pisze do niego sms–a. Kiedyś na pewno mu się podobałam (to kiedyś było wtedy, kiedy miałam Eks), na spotkaniu też jest uroczo. Dzień później zagaduję: „Jak mija dzień?" „Właśnie idę do kina ze swoją narzeczoną. A jak ty?". A ja już nie odpowiadam. Szkoda, że wcześniej jakoś milczał na temat narzeczonej. Przecudownie.

grudzień 2014 – poddaję się i loguje na dwóch portalach randkowych
Waga: 60 kg, mężczyzn: wciąż zero konkretów. Randek: kilka, myśli o seksie: sporo.

Od koleżanek słyszę historie o portalach randkowych. Są tam naprawdę fajni mężczyźni. Już nie sympatia, ale e-darling i jakieś badoo. Jedna poznała tam reżysera spektakli dziecięcych, inna przystojnego szefa działu IT w dużej firmie, jeszcze inna swojego aktualnego męża. „No daj spokój, bez internetu nie ma życia"– słyszę. Dobrze. Poddaję się. Któregoś wieczoru loguję się na e-darling. Żeby móc odpowiadać na wiadomości, muszę wykupić pakiet. Płacę i chwilę później mam dostęp. Przy rubryce data urodzenia chwilę się zastanawiam. Przyjaciółka: „Wpiszesz 35 i wpadasz w czarną dziurę, a pisać do ciebie będą zgrzybiałe staruszki. 34 – będzie w miarę. To prawie tak jakbyś nie oszukiwała" mówi. Ona też zamieszcza moje zdjęcia. Mają być seksowne, ale nie wyzywające. Najlepiej w fajnych miejscach – co pokaże, że jestem kobietą z wyobraźnią. Mam napisać jedno zdanie określające moje wymagania. Uczciwie też informuję, że mam dziecko.
Okej, przyjemna adrenalina. Na moją skrzynkę mailową przychodzą powiadomienia: „Spodobałaś się…" „Ktoś puścił do ciebie oczko", „Dostałaś prezent"– oczywiście, mam poczucie, że to co robię jest szalone, ale nie bardzo widzę wyjście. W ciągu 24 godzin mój profil odwiedza kilkadziesiąt osób. Dostaje 60 wiadomości. Część kasuje od razu, bo to propozycje seksualne (głównie od żonatych facetów, jak uświadomiła mnie przyjaciółka). Inne w stylu: „Napiłbym się kawy", „Jak mija dzień?" odrzucam. Nie lubię mężczyzn bez wyobraźni. Z dwoma zaczynam pisać. Przez kilka tygodni nieźle się bawię. Rezygnuję z pracy w nocy. Usypiam Igę, potem robię herbatę i prowadzę korespondencję z mężczyzną o pseudonimie „Wojnar". Ma 44 lata, jest po rozwodzie. Przynajmniej tak pisze. Wysyła mi na maila zdjęcia. Cierpliwie odpowiada na moje pytania dlaczego rozstał się z żoną, dużo pisze o swojej 16-letniej córce. Dla mnie to plus. Wymieniamy się sSMS-ami. Codziennie rano przysyła uśmiech, interesuje się moją pracą. Po dwóch tygodniach proponuje spotkanie. Umawiamy się na czwartek. Załatwiam opiekę dla Igi, choć mam zasadę, że w tygodniu jej nie zostawiam. Ma przyjechać po mnie o 19.00. Pięć po dzwoni telefon. To on. „Przepraszam, spóźnienie. Przeciąga się praca. Zadzwonię" słyszę bełkotliwy ton. „Aha" odpowiadam. Jestem pewna, że mój adorator jest kompletnie pijany. Ściągam sukienkę.Przebieram się w szlafrok. I mam rację, bo po 22.00 przychodzi kolejny SMS: „Jednak nie dziś, przepraszam. Jutro?”. Nie odpisuję. Wojnar jest już skreślony. Zresztą portale randkowe też. To tylko marnowanie czasu – stwierdzam i wylogowuję się.

Kończy się tym, że wychodzę w weekend na imprezę. W taksówce rozmawiam z kierowcą. Jest bardzo przystojny. „Czy uważa pan, że ja już nie mogę się podobać? Co ze mną jest nie tak"– wypalam nagle. Już mi wszystko jedno. Chcę znać prawdę. Odwraca się do mnie. Nie ma jeszcze trzydziestu lat. „Wręcz przeciwnie. Jest pani piękna". Wychodząc daje mu wizytówkę.
Tego samego wieczoru pisze do mnie: „Pani Ewo, proszę mi wierzyć, jestem urzeczony". Kilka dni później piszę do niego: „Ma Pan ochotę na spotkanie”. Umawiamy się w kawiarni. Wcześniej wypijam duszkiem pół butelki wina– chce dodać sobie animuszu. Lądujemy w jego mieszkaniu. Pierwszy raz w życiu uprawiam seks z nieznajomym. Jest bardzo namiętnie. Ale tylko w łóżku. Potem on psuje atmosferę wypowiedziami o które wcale mi nie chodziło: „Nie jestem gotowy na nowy związek", „Najbardziej kocham swoją kotkę", „Cenię swoją niezależność". Przysięgam – mam wrażenie, że trafiłam do świata obłąkanych.

czerwiec 2015
Waga: 58, mężczyzn: 1, myśli pozytywnych: mnóstwo, negatywnych: znacznie mniej.

Na fejsbuku zaczepia mnie dawny znajomy. Studiowaliśmy razem na roku. „Ładne masz zdjęcia. Co u Ciebie?” zagaduje. „U mnie ok" odpisuję. „A u Ciebie?". Oglądam jego profil. Ma też fajne zdjęcia, ciekawe komentarze. „Właśnie rozwodzę się z żoną. Zakochała się w innym". Rozmawiamy pół nocy, następnego dnia wieczorem znów pisze. I kolejnego też. Taktyki? Nie stosuję. W ogóle mam dość tych cyrków z mężczyznami. Przypominam sobie o swojej pracy i celach w życiu. Najwyżej do końca życia będę sama. I co z tego? Ale Adam pisze codziennie. Też jest architektem. Doradzamy sobie. „I co?! Był już seks?" pytają mnie przyjaciółki. Patrzę oniemiała. „Mam 35 lat, nie wypytujcie mnie jak nastolatki" ucinam. Ale nie, nie było jeszcze seksu, choć pewnie jest jakieś napięcie między nami. Puszczam to. „Będzie jak będzie" – myślę.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE