„Straciłam pracę przez przyjaciółkę-szefową". Witajcie w świecie korporacyjnej rywalizacji, po trupach do celu

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/eflon/5623070630/]Alex[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Alex / CC BY
„Hej, jestem Anka. Od tygodnia nie mam pracy. Pracowałam w dużej korporacji, moją szefową od ośmiu miesięcy była moja przyjaciółka. Chciałam, żeby awansowała. A potem wychodziłam z biura i biegłam do apteki kupować nervosol, płakałam w firmowej toalecie, nie spałam w nocy. Witajcie w świecie kobiet i ich rywalizacji".

Anna jest przyjaciółką mojej przyjaciółki. Przyjaciółka (moja) dzwoni w sobotnie przedpołudnie. „Błagam, pogadaj z A. napisz o tej sytuacji. Może ktoś z ich firmy się domyśli. Może coś zrobią. A nawet jeśli nic nie zrobią, to Ance będzie lepiej. Jest na skraju załamania".

Oto historia Anki. Podobna do wielu innych historii „przyjaciółek" z których jedna awansuje.

Wersja Anki

Pamiętam Alicję przed awansem. Świat był dla niej zawsze czarno–biały. Miała jasne zasady, poukładane życie. Liczyła się dla niej: lojalność i porządek. Perfekcjonistka. I bardzo skryta. Wolała umrzeć niż przyznać się, że kiedyś porzucił ją mąż. Pracowałyśmy w jednym dziale, w dużym wydawnictwie. Zbliżyłyśmy się do siebie. Narzekałyśmy na: atmosferę w pracy, szefową, korporacyjne zwyczaje. Alicja powtarzała: „muszę awansować, nienawidzę od kogoś zależeć". Też byłam ambitna, ale mniej od niej zorganizowana. Nie wiem czy była bardzo zdolna. Ale potrafiła dążyć do celu.

Jej plusy jako przyjaciółki? Ktoś mnie potem zapytał: „Co ty w niej widziałaś?". A ona potrafiła być bardzo oddana. Z drugiego końca miasta jechała, żeby pożyczyć mi pieniądze, które wypłaciła z karty kredytowej, bo mi zabrakło na ratę kredytu. Mogłam na niej polegać.

Rok temu

Szefowa obiecywała Alicji awans. „Jeśli zrobisz to… I tamto”. Testowała ją i sprawdzała. Alicja wierzyła, że kiedy zastępczyni Szefowej odejdzie i to właśnie ona dostanie stanowisko tamtej.


Anka: Pani prezes była mistrzynią manipulacji. Na moich oczach Alicja zmieniała się w zupełnie inną osobę. Dzwoniła popołudniami do mnie, wypytywała o ludzi z działu. Wtedy jeszcze traktowałam ją jak przyjaciółkę, więc zdarzyło mi się powiedzieć, że ktoś ma gorszy dzień, bo się rozwodzi, czy ma problemy z dzieckiem. O swoich problemach też jej opowiadałam.

W końcu ona dostała wymarzony awans. Nie mogłam z nią świętować, to były urodziny mojego męża: „Aha, rozumiem, nie potrafisz cieszyć się moim sukcesami" rzuciła. „Adam ma urodziny" powtórzyłam. Och, przecież żartowałam. Potem to się powtarzało. Złośliwości i komentarze: „Przecież to tylko żart".

Krytykowanie

Najpierw subtelne. Podchodziła do mnie z dokumentami, które jej oddawałam do sprawdzenia (taka była procedura) i czerwonym flamastrem podkreślała co jest źle. A źle było wszystko. „Nie zgadzam się" próbowałam się bronić. „Nieważne czy się zgadzasz. Tak uważam, jestem twoją szefową". I tak ciągle. To samo z innymi. Stała się wierną kopią pani prezes. Obrażała ludzi. „Jak można takie bzdury wymyślać?!", „Co to jest?!", „Nic dziwnego, że mamy takie słabe wyniki jeśli w ogóle tego nie ogarniacie".

Próbowałam ją uspokajać, tłumaczyć, że to nie jest metoda na ludzi. „A skąd ty to możesz wiedzieć?! Właśnie dlatego nie awansowałaś".

Do tego komentarze dotyczące mojego wyglądu i życia: „Chyba nie pójdziesz tak na służbowe spotkanie?", „Tę spódnicę to masz chyba po prababci".

Wywlekanie prywatnych tajemnic

Nagle pani prezes wzywa mnie do gabinetu. Poucza mnie, strofuje. „Rozumiem, że ma pani problemy rodzinne, ale niestety tu jest praca". Jakie problemy rodzinne? Nigdy w życiu nie opowiadałam w firmie o sprawach prywatnych. Tylko Alicji. Ale nagle okazało się, że wszyscy wiedzą (na czele z panią prezes), że kłócę się z mężem, że u niego w firmie redukcje. Pani prezes zaczepia mnie, na przykład w korytarzu: „I jak tam sytuacja męża?". A asystentka zwierza mi się: „Słyszałam, jak rozmawiały, że jesteś podminowana i niestabilna przez sprawy prywatne".

Alicja rozpowiadała o mnie wszystko. Gdy próbowałam z nią to wyjaśniać patrzyła na mnie i komentowała: „Ależ jesteś dziecinna, czy myślisz, że my nie mamy o czym rozmawiać tylko o twoich sprawach?"

Wywyższanie się

„Dlaczego tylko ja tu pracuję?", „No oczywiście, ona ma chore dziecko i musi pracować dziś zdalnie. Ciekawe, że ja jakoś dojeżdżam do biura". Wciąż „ja, ja, ja". Inni są brzydcy, głupi, nieogarnięci. „Źle, że zbliżyłaś się z M., zawsze miałaś tendencje do przyciąganie ludzkich odpadów", „Marnujesz życie, spędź je na czymś pożytecznym".

Ciągłe bieganie po firmie i mówienie: „Mam tyle na głowie, nikt tego nie rozumie, ludzie są leniwi".

Po rozmowach z nią wracałam do domu kompletnie bez energii.

Apogeum

Z dobrego, cenionego pracownika stałam się ofiarą. I tą najgorszą. Weszłam w to, może dlatego, że nie miałam dobrego okresu w życiu. Starałam się o dziecko, wciąż kłóciłam z mężem, moja mama chorowała. Do tego praca, która stała się stresująca i męcząca. Bo ciągle wszystko było źle. Szefowej to pasowało, uwielbiała konflikty między ludźmi. Mówiła, że to nakręca, sprawia, że pracownicy stają się wydajni.

Na dwa tygodnie przed Apogeum dostałam od Alicji do zrobienia ważny projekt. Na szybko. W ciągu kilku dni pracy nad zadaniem mówiłam wyraźnie: „Alicja, nie zdążę, to trzeba skonsultować z prawnikami, są problemy, porozmawiaj o tym z szefową". „To musi być na czas, dasz radę". Nie dałam, bo to było fizycznie niemożliwe.

Zostałam wezwana do gabinetu pani prezes: „Zawiodła mnie pani, dlaczego nie mówiła pani wcześniej, że są problemy. To niedorosłe. Teraz cała firma będzie miała przez panią kłopoty". Zatkało mnie. To znaczy, że Alicja nie powiedziała nic o problemach. „Ale ja mówiłam Alicji" powiedziałam. „Przestań kłamać" rzuciła moja dawna przyjaciółka.

Szefowa omijała mnie bez słowa, Alicja przestała się ze mną kontaktować. Złożyłam wypowiedzenie. „Całe szczęście, że to pani chce się z nami rozstać. I tak by do tego doszło" rzekła pani prezes.

Alicja wbiła wzrok w buty. Tyle. Od tygodnia nawet nie zadzwoniła.
Cudowna korpo. Ludzie tracą mózgi? Zapominają o empatii? Wrażliwości? Uczciwości? Jesteśmy w stanie się zagryźć? Czy tylko ja jestem tak głupia, że padłam ofiarą jakiejś beznadziejnej laski, której woda sodowa uderzyła do głowy?"

Chcę porozmawiać z Alicją, przyjaciółką Anki. Ale Anka zabrania mi do niej dzwonić. Pytam więc wspólnych znajomych. „Jak to naprawdę jest?".

Opowiadają o tym, że Alicja naprawdę nigdy nie broniła Anki, że była gotowa po trupach iść do celu, że niszczy każdego kto jej przeszkadza w osiągnięciu celu. Że jest coraz gorsza.

Więc pytam jak Anka: czy właśnie tak zmienia nas korpo-świat?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE