
Mężczyźni są dobrymi ojcami, nie są. Kobiety oddają im część obowiązków, nie oddają. To wina kobiety, jeśli mężczyzna się nie sprawdza czy jego? Kto powinien więcej zarabiać na dom? Od tych dyskusji można zwariować, szczególnie, że wspólnych wniosków, oczywiście, brak.
Potem czytam tekst Dawida Bartosika, który oburzył się, że kobiety, w tym też dziennikarki, felietonistki, nie tylko nie zauważają, że wokół jest mnóstwo fajnych ojców, ale wręcz obnoszą się ze swoimi dylematami macierzyńsko-zawodowymi, nie uwzględniając w tym partnerów. Uff. Po pierwsze: Kobieta i praca W wiele tekstach, traktujących o dylematach macierzyńskich kobiet, rzeczywiście nie ma wątku mężczyzny. Ale nie dlatego, że ci mężczyźni są nieważni! Co ma wspólnego ojciec z tym, że matka ma wyrzuty sumienia, bo pracuje za dużo, że nie potrafi powiedzieć „nie" szefowej, że tęskni za dzieckiem? Czy ojciec może kochać dziecko za matkę? Oczywiście, jeśli kobieta ma partnera, z którym dzieli opiekę nad dzieckiem – jest jej dużo łatwiej niż mamie samotnej. Ale to tyle.
To, że tworzymy rodzinną wspólnotę nie znaczy, że każde z nas osobna też nie buduje swoich relacji z dziećmi. W gabinetach psychologów, na terapiach małżeńskich nieraz padają takie słowa, jak: „Nie sprawdzam się jako matka, bo moja córka w nocy krzyczy tylko: tato".
Kiedyś pisałam tekst o późnym macierzyństwie. Jedna z bohaterek wspominała: „Była 20.00, wróciłam do domu po całym dniu pracy.
Po drugie: obowiązki domowe Tak, tak. Według wszystkich dostępnych badań to wciąż kobiety głównie sprzątają, zmywają, piorą. Jeśli któryś mężczyzna nie wierzy, proszę bardzo. W internetową wyszukiwarkę wpisuję: „mężczyźni, a obowiązki domowe". Wyniki: domem zajmuje się 85 procent i 44 procent mężczyzn. (raport „Time Budget Survey 2013 przygotowany przez GfK Polonia).
Owszem, 74 procent panów uważa, że mężczyźni powinni się angażować w prace domowe bardziej. Jednak jedno to uważać, drugie realizować. 95 proc. kobiet deklaruje, że oczekuje większej pomocy ze strony partnera. (źródło: SteaMaster).
Po trzecie: kim jest dobry ojciec? To może skupmy się na tym, kim jest dobry ojciec. Status społeczny? Wykształcenie? Cechy charakteru? – Jeśli przyjrzymy się mężczyznom mającym lepsze wykształcenie i funkcjonujących w dużych metropoliach, młodym – to wśród nich znajdziemy mnóstwo ojców angażujących się, którym zależy na dzieciach, poświęcającym im czas – mówi prof. Tomasz Szlendak, socjolog i antropolog. Ale już mężczyźni gorzej wykształceni, z małych miejscowości wciąż uważają (w większości), że zajmowanie się dziećmi to sprawa kobiety.
Hmm, czy to nie za prosta klasyfikacja? Ile znamy wykształconych, pracujących ojców, którzy dziećmi się nie zajmują?
O jakim partnerze marzą kobiety? Na poziomie deklaracji, oczywiście, o facecie opiekuńczym, czułym i troskliwym. W rzeczywistości wiele kobiet szczerze wyznaje, że ciągnie ich do tzw.„ złych chłopców". Dla takich szaleją, w takich się zakochują. Imponują im również mężczyźni silny, ambitni, którym zależy na karierze. I powiedzmy sobie szczerze, jeśli później mają z tymi mężczyznami też dzieci, często mają przerąbane. Przynajmniej jeśli chodzi o czysto fizyczną pomoc w opiece.
Prof. Tomasz Szlandak
I od razu odeprę też argumenty niektórych, że to na pewno dlatego, że mężczyzna ów dużo czasu spędza w biurze i nie ma czasu. A niekoniecznie. Sporo takich mężczyzn po prostu nie potrafi skupić się na codzienności. To dla nich nudne, męczące, irytujące (nawet jeśli świadomie deklarują, że kochają czas z dzieckiem).
Prof. Katarzyna Popiołek mówi też o tym, że gorzej w roli ojca radzą sobie mężczyźni, którzy przez pierwszy rok nie uczestniczyli w codzienności dziecka. – Wbrew pozorom bardzo ważne jest kąpanie, przewijanie, przytulanie – bo tak właśnie buduje się więź.
Profesor Szlendak uważa, że za „niedopuszczenie" ojca, winę czasem ponoszą kobiety. Ten typ kobiet nazywa „bramkarkami" . Ile takich wśród nas? Ja, szczerze mówiąc, nie znam. Ale może inne kobiety znają, opowiedzą. Ostrzegą te młodsze matki, które jakieś błędy popełniają nieświadomie.
Stereotypy I ostatnie. Niech rękę podniesie kobieta (mężczyzna), która (który) nigdy – widząc faceta zajmującego się dzieckiem (albo domem) nie pomyślał (a): „Trochę to niemęskie. Albo: ten facet nie ma widać żadnych innych propozycji skoro jest niańką. Coś kiepsko u niego z testosteronem”.
Niektórzy również nieprzychylnie wciąż patrzą, gdy kobieta – np. na urodzinach – zajmuje się rozmową z koleżankami, a jej partner przewija w tym czasie dziecko. Bo co to za matka? Tu koleżaneczki, a on tyra? Albo na plaży. One dwie plotkują, ojcowie pływają z synami .
No i temat rzeka. Wizyty u lekarza. Szczepienia, szpital czy inne sytuacje, gdzie często bywają oboje rodzice. Dlaczego pielęgniarki, lekarki nie tłumaczą niczego ojcu tylko patrzą na matkę i ją instruują: „Musi podawać PANI antybiotyk dwa razy dziennie, do tego te kropeleczki proszę niech PANI kupi”. To samo w szkole: „Proszę przekazać ŻONIE, że trzeba kupić zeszyty" (ołówki, kubki, cokolwiek).
A jakie są Wasze doświadczenia? Co chcielibyście zmienić? Co Wam przeszkadza? Jesteście zadowoleni z podziału obowiązków w waszym domu? Coś was wkurza? Piszcie na kontakt@mamadu.pl, czekamy.
P.S.: Drogi Dawidzie, uwierz, wciąż jesteś w mniejszości. P.S. 2: I żeby nie było: tekstu nie napisała samotna matka. Albo kobieta utyrana, bez wspierającego mężczyzny. Mąż autorki pracuje, jego wkład w budżet domowy jest ciut wyższy niż jej. On również gotuje, sprząta, pierze, zawozi dziecko do szkoły, odbiera, gdy ona nie może. Według profesora Szlendaka jest to mężczyzna z klasy średniej. Dobrze wykształcony, inteligentny — nie jednak na tyle, by zostać prezesem banku. O niezłym poziomie testosteronu– nie na tyle jednak, by robić oszałamiającą karierę. Ojciec idealny, jednym słowem.
