
Podczas gdy nasza nowa premier Ewa Kopacz wygłaszała swoje expose, rodzice łapali się za głowy. Przedstawiony przez nową liderkę rządu sukces polskiego, darmowego elementarza, to zwykła mrzonka. Nauczyciele i rodzice w tajemnicy zbierają pieniądze na dodatkowe materiały do nauczania pierwszoklasistów.
Rodzice oburzają się na wieść o kolejnych zbiórkach pieniędzy. Nauczyciele głośno krytykują ministerialne pomysły. A tajne komitety zbierają fundusze na kserówki. Tak po krótce można opisać wielki sukces rządowego elementarza.
Nielegalne zbiórki Nauczyciele komentują merytoryczną wartość elementarza bardzo niekorzystnie, nie załamują jednak rąk i sami drukują na domowych drukarkach materiały dla swoich uczniów. Absurd? Nie, polska rzeczywistość.

Oprócz elementarza miały zostać zapewnione dodatkowe środki na niezbędne materiały uzupełniające dla dzieci. Niestety pieniędzy brakuje, a nielegalne zbiórki nękają rodziców. Czasem pieniądze zbiera się na zebraniach, innym razem poza szkołą w pełnej konspiracji. Jak podaje Gazeta.pl zdarza się, że jeden rodziców kupuje materiały na swoje nazwisko, a by szkoła mogła uniknąć konsekwencji bezprawnych zbiórek.
Ministerstwo Edukacji Narodowej prawdopodobnie jest świadome narastających problemów, ponieważ opublikowało na swojej stronie listę odpowiedzi na najbardziej popularne pytania rodziców.
MINISTERSTWO EDUKACJI NARODOWEJ
Joanna Dębek, Rzecznik Prasowy MEN, w odpowiedzi na nasze zapytanie dotyczące najnowszych rewelacji na temat bezpłatnego podręcznika umywa ręce, tłumacząc, że nie są im znane oficjalne skargi na to zjawisko. Apeluje o zgłaszanie takich przypadków do MEN.
Joanna Dębek
Ile czasu minie zanim ktoś postanowi rozwiązać problem szkół, rodziców i dzieci? Tego nie wiadomo, być może sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Nie jest zbrodnią popełnić błąd, a nie próbować go naprawić.
