
- Jestem samotną matką - stwierdziła niedawno Michelle Obama rozpoczynając dyskusję na temat tego, że samotnym rodzicem można być nawet wówczas, gdy żyje się w teoretycznie szczęśliwym związku. - Właściwie teraz to, o czym od dawna po cichu myślałam brzmi znacznie bardziej sensownie - wyznaje w rozmowie z naTemat młoda mężatka. - Michelle Obama otwiera kobietom oczy - ocenia psycholog, Barbara Stawarz.
Słowa Michelle Obamy uzmysłowiły mi, że jestem w stanie w pełni identyfikować się z tym, co ona powiedziała. Ja też jestem samotną matką. I to pewnie jeszcze bardziej zapracowaną niż ona. Do pomocy mam przecież tylko opiekunkę, która pomaga przy dzieciach przez kilka godzin. Poza tym, jak każda zwykła matka nie mogę liczyć na sztab doradców, służbę itd.
Czytaj więcej: Wałęsa żali się, że musi sam parzyć herbatę i kroić chleb. Psycholog: Skończyło się wyręczanie mężczyzn we wszystkim
Młoda gdańszczanka podkreśla, że sytuacja w jej rodzinie jest specyficzna, jednak na osamotnienie w codziennych obowiązkach związanych z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci narzekają także jej koleżanki, których partnerzy mają znacznie bardziej stacjonarne zawody. - Wszystkie dziewczyny, które założyły rodzinę właściwie mówią to samo. Im facet ma lepszą pracę, tym gorszym jest mężem, czy ojcem. W takim praktycznym znaczeniu. I to nie dotyczy tylko takich tradycyjnych związków, gdzie kobieta siedzi w domu, a on pracuje. Wiele moich przyjaciółek ma pracę nie gorszą od swoich facetów, ale to one urywają się, by odebrać dzieci z przedszkola, robią zakupy, one biorą urlop, gdy trzeba iść z dzieckiem do lekarza - mówi moja rozmówczyni.
- Wiele współczesnych kobiet ma prawo czuć się samotnymi matkami, nawet jeśli żyją w stałych związkach, ponieważ to zwykle na nich spoczywa cała odpowiedzialność za wypełnianie obowiązków domowych. Gdy ich mężowie tymczasem całymi godzinami, a nawet dniami przesiadują w pracy, a kiedy przychodzą do domu są bardzo zmęczeni i szybko idą spać. A rano taki mąż znowu znika z domu. Stąd mnóstwo kobiet naprawdę ma pełne prawo nazywać się samotnymi matkami - ocenia psycholog, Barbara Stawarz.
Wiele współczesnych kobiety mają prawo czuć się samotnymi matkami nawet jeśli żyją w stałych związkach, ponieważ to zwykle na nich spoczywa cała odpowiedzialność za wypełnianie obowiązków domowych. Gdy ich mężowie tymczasem całymi godzinami, a nawet dniami przesiadują w pracy, a kiedy przychodzą do domu są bardzo zmęczeni i szybko idą spać.
Ekspertka podkreśla, że samotnymi matkami mogą nazywać się bez żadnych wyrzutów sumienia nazywać także te kobiety, których partnerzy wyjechali z kraju w poszukiwaniu pracy. - One są ewidentnie matkami samotnymi, niezależnie od tego, jaki mają formalnie stan cywilny - stwierdza.
- Wiele kobiet uświadamia sobie swoją faktyczną samotność dopiero teraz, gdy mówi o tym Michelle Obama, ponieważ wcześniej nawet nie przyszło im do głowy, że mogą się na coś takiego poskarżyć. Dotąd były przekonane, że skoro mężowie ciężko pracują, to ich świętym obowiązkiem jest zastępować panów we wszystkich obowiązkach domowych i rodzinnych. Amerykańska Pierwsza Dama uświadamia im teraz, że samotną matką jest natomiast dziś nie tylko ta kobieta, która nie ma partnera. Ona otwiera oczy i rozpoczyna bardzo ważną dyskusję - tłumaczy Barbara Stawarz.
Danuta Wałęsa, Małgorzata Gowin, teraz Małgorzata Terlikowska. Dlaczego wywiady z żonami prawicowych polityków, którzy nie kryją swoich ścisłych związków z kościołem katolickim, nie są traktowane jak wywiady z innymi kobietami? Dlaczego z góry zakłada się, że skoro związały się z wyrazistymi, aktywnymi publicznie skrajnymi konserwatystami, to muszą być koniecznie zniewolone przez męża, wtłoczone w swoją rolę, nieświadome, przygniecione rodziną, nieszczęśliwe?