
Najpierw zadbamy o wszystkich, a dopiero potem – jeśli zostanie nam czas, siła i kawałek dnia – pomyślimy o sobie. Dzieci mają zjeść śniadanie, wyspać się, ubrać odpowiednio do pogody i mieć zrobione wszystkie badania, podczas gdy my możemy spokojnie funkcjonować na kawie, kilku godzinach snu i wizycie u lekarza przekładanej od miesięcy. Jesień, a szczególnie październik przypominający o profilaktyce raka piersi, to dobry moment, żeby odwrócić kolejność i przypomnieć sobie, że zdrowa, wypoczęta mama też jest ważna.
Potrzeby matki na szarym końcu
Jesienią wyjątkowo dobrze widać, jak dużo energii wkładamy w dbanie o innych, a jak łatwo zapominamy o sobie: ta pora roku to częste spadki energii i infekcje, co może być też zaniedbaniami swojej regeneracji. Dziecku przygotujemy pożywne śniadanie, przypomnimy o czapce, umówimy dentystę i dopilnujemy wcześniejszego pójścia spać, a same zjemy kanapkę nad klawiaturą i będziemy funkcjonować na kawie.
Niby wiemy, że zdrowie, odpoczynek i regeneracja są ważne, ale kiedy chodzi o nas same, nagle zawsze znajduje się coś pilniejszego – to odsuwanie swoich potrzeb na koniec kolejki to domena większości matek.
Jesień jest dobrym momentem, żeby sobie o tym przypomnieć. Październik kojarzy się z profilaktyką nowotworów kobiecych (październik to przecież miesiąc świadomości i profilaktyki raka piersi), ale dbanie o siebie nie kończy się przecież na jednym badaniu raz w roku.
To także sen, jedzenie, ruch, odpoczynek i codzienna rutyna, w której uwzględnimy to, że nasz organizm też wymaga opieki. Pomyślałam więc, że jeśli wymienię, ile z tych rzeczy, których tak pilnujemy u dzieci, same naprawdę nie robimy, może każdą z nas zmotywuje to do samoopieki.
1. Pilnujemy, żeby dziecko zjadło pożywne śniadanie, a same jemy byle co
Wychowałam się w domu, z którego do szkoły i przedszkola nie wychodziło się bez zjedzenia śniadania. Mój tata powtarzał, że dziecko nie może przecież wyjść do szkoły z pustym żołądkiem, bo jego mózg nie będzie prawidłowo pracował. Kanapka, owsianka, jajka, choćby jogurt, cokolwiek, byle nie zaczynać dnia na czczo. I sama również stosuję tę zasadę do moich dzieci.
Tyle że chwilę później sama wychodzę z domu bez jedzenia albo przypominam sobie o nim dopiero wtedy, kiedy zaczyna nam burczeć w brzuchu już w pracy. Kawa wypita na stojąco, pół kromki chleba po dzieciach, drożdżówka kupiona po drodze. To nie brzmi jak pożywne śniadanie.
Jesień to dobry moment, żeby przestać traktować śniadanie jak luksus. Nie musi być idealne, fit ani instagramowe. Po prostu powinno być czymś więcej niż kawą wypitą przed pierwszym mailem.
2. Dzieciom każemy wcześniej iść spać. Same siedzimy do nocy
O określonej godzinie zaczynamy wieczorną rutynę dzieci. Piżama, mycie zębów, książka, gasimy światło. Pilnujemy, żeby dziecko się wysypiało, bo przecież sen jest potrzebny do rozwoju, koncentracji i dobrego funkcjonowania.
A potem dzieci zasypiają, a my zaczynamy drugą zmianę. Pranie, sprzątanie kuchni, szybkie ogarnięcie domu, scrollowanie smartfona, serial, praca... I nagle jest 23:30, a rano trzeba wstać na 8:00 do szkoły.
Sen nie jest nagrodą za wykonanie wszystkich obowiązków. Jest jedną z podstawowych potrzeb organizmu. Jesienią, kiedy zaczyna się sezon infekcyjny i wszyscy dookoła kaszlą, szczególnie trudno ignorować znaczenie regeneracji. Może więc czasem zamiast jeszcze jednego odcinka albo składania prania wybrać łóżko?
3. Dzieciom przypominamy o czapce i kurtce
"Weź kurtkę", "Masz coś na szyję?", "Nie wychodź z mokrą głową". Jesienią potrafimy przygotować dziecko do wyjścia jak na ekspedycję na Antarktydę.
Sama potrafię wyjść z domu w cienkiej bluzie, bo przecież tylko odprowadzę dziecko kawałek do szkoły albo wskoczę do auta. To tylko pięć minut, a potem stoję na chodniku i marznę, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego właściwie nie wzięłam kurtki.
To może trochę przerysowany przykład, ale dobrze pokazuje pewien mechanizm. O dziecięce potrzeby dbamy automatycznie. Swoje traktujemy jak coś, co można lekceważyć. Tymczasem ciepłe ubranie, porządne buty czy chwila na złapanie oddechu nie są fanaberią. Są zwykłą troską o siebie.
4. Dzieciom robimy badania, a swoje przekładamy
Tu kończą się żarty. Październik od lat jest miesiącem, w którym szczególnie dużo mówi się o profilaktyce raka piersi (i innych kobiecych nowotworów). Różowe wstążki pojawiają się wszędzie i przypominają nam, że badań nie powinnyśmy odkładać.
A jednak z wizytami lekarskimi często robimy dokładnie to, czego nie pozwoliłybyśmy zrobić dziecku. "Umówię się w przyszłym tygodniu", "Teraz nie mam kiedy", "W przyszłym miesiącu będę miała większy budżet". I tak mijają miesiące.
Dziecko potrafimy zapisać do pediatry z wyprzedzeniem, pilnujemy stomatologa i bilansu. Własne badania traktujemy jak ostatni punkt na niekończącej się liście. Warto go czasem przesunąć wyżej. Nie dlatego, że w październiku trzeba zrobić wszystko naraz, ale dlatego, że własnego zdrowia naprawdę nie powinnyśmy odkładać na "kiedyś". Profilaktyka to dbanie o to, by nasze dzieci długie lata mogły się cieszyć zdrową mamą.
5. Dzieciom organizujemy ruch. Same siedzimy cały dzień
We wrześniu dzieciaki zaczynają zajęcia dodatkowe. Zaczyna się piłka, basen, taniec, gimnastyka, ale też rodzinne spacery dla dotlenienia. Patrzymy, czy dziecko ma wystarczająco dużo ruchu i czy nie spędza całego popołudnia na kanapie albo przed ekranem.
A my? Potrafimy spędzić osiem godzin przy biurku, a potem kolejne dwie przy stole albo na kanapie. I jeszcze powiedzieć sobie, że dzisiaj nie było czasu na spacer.
Nie chodzi o to, żeby każda mama nagle zaczęła biegać o szóstej rano. Czasem wystarczy wyjść na 20 minut, przejść się do sklepu, zrobić kilka ćwiczeń albo po prostu przestać traktować ruch jako kolejne zadanie do odhaczenia.
Zobacz także
6. Dzieciom pozwalamy odpoczywać. Sobie wciąż dokładamy obowiązków
Kiedy dziecko mówi, że jest zmęczone, potrafimy to zauważyć. Nie każde popołudnie musi być wypełnione zajęciami. Czasem odpuszczamy spotkanie, wcześniej kładziemy je spać, pozwalamy poleżeć z książką.
Sama po całym dniu często mam zupełnie inne podejście do własnego zmęczenia. Jakby odpoczynek należał się wszystkim poza mną – szykuję posiłek na kolejny dzień, sprzątam, odkurzam, piorę.
A przecież regeneracja nie jest lenistwem. Nie trzeba najpierw doprowadzić mieszkania do perfekcji, opróżnić skrzynki mailowej i zrobić obiadu na dwa dni, żeby mieć prawo usiąść. Na odpoczynek nie trzeba zasłużyć. Czasem naprawdę można po prostu usiąść i nic nie robić.
7. Dzieciom mówimy, żeby o siebie dbały. Same udajemy, że damy radę ze wszystkim
To chyba najbardziej kobieca pułapka. Dziecku powiemy, żeby powiedziało, kiedy coś je boli. Uczymy je prosić o pomoc, mówić "nie", kiedy czegoś nie chce. Będziemy powtarzać, że nie musi być najlepsze i że jego potrzeby też są ważne.
A potem same próbujemy być najlepsze we wszystkim. Chcemy być dobrą mamą, pracownicą, partnerką, córką, koleżanką i panią domu. I jeszcze najlepiej nie narzekać.
Tymczasem dbanie o siebie nie musi oznaczać wielkiej rewolucji. Nie trzeba od razu kupować karnetu na jogę, umawiać weekendu w SPA ani robić sobie całego dnia wolnego. Czasem zaczyna się od telefonu do lekarza, pełnego śniadania, wcześniejszego pójścia spać albo powiedzenia: "Nie zrobię tego dzisiaj". Jesień jest dobrym momentem, żeby sobie o tym przypomnieć.




