
Hałas, wrzask, zawierucha i totalna zagłada. Nie, to nie jest zapowiedź najnowszej części filmu Marvela, a… wizja piaskownicy pod oknami.
Konkretną sprawę nieszczęsnej piaskownicy poruszyła na swoim profilu pisarka i dziennikarka Anna Dziewit Meller, a zdjęcie ogłoszenia oznaczyła wymownymi hasztagami, jak #polskiprestiżmieszkaniowy #luksus i #najmojsze. Komentarz zbędny, wszystko zostało powiedziane.
"OBCY zaglądający w okna z piaskownicy..." straszna perspektywa:))
Czegoś tu nie rozumiem. Jeśli podwórko jest "nasze", czyli w obrębie ogrodzenia danego budynku, to wtedy dzieci chyba też są "nasze", bo na placu bawią się pewnie głównie dzieci lokatorów tegoż budynku (ze względu na wspomniane ogrodzenie). Zatem argument "obcych" jest nieracjonalny. Natomiast jeśli podwórko nie podlega pod budynek, to guzik mogą zrobić (tak mi się wydaje).
I wreszcie - serio takie protesty z powodu piaskownicy? Przecież to jest miejsce zabaw najmłodszych maluchów, które mogą się co najwyżej rozryczeć, jak jedno zdzieli drugie łopatką. A ostrzeżenia takie, jakby pod oknami miała powstać co najmniej spalarnia śmieci albo autostrada.
Jest tak, że dzieci są super, ale najlepiej nasze własne i wtedy, kiedy śpią. Jest tak, że naturalnie i na świeżym powietrzu i eko, ale nie ma to, jak zaciemniony salon z dobrą klimatyzacją (byle nie za głośną) i skórzanym obiciem kanap. Wygodnictwo staje się chyba powoli naszą cechą narodową. Przestańmy budować piaskownice i jakiekolwiek tereny dla dzieciaków, wtedy z całą pewnością zapewnimy sobie charakterologiczną ciągłość pokoleniową. A wtedy określenie "obcy" nabierze całkiem nowego znaczenia.
Może cię zainteresować także: "Żadnych bachorów krzyczących pod oknem!", czyli wesołe dzieciństwo na osiedlu zamkniętym
