Zamiast radości – myśli samobójcze i brak miłości, którym towarzyszą wyrzuty sumienia: „Jestem złą matką"

Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1QFpXSr]Hartwig HKD[/url] / [url= https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY[/url]/Co piąta kobieta cierpi na depresję poporodową
Fot. Flickr/Hartwig HKD / CC BY/Co piąta kobieta cierpi na depresję poporodową
Pomyślała, że jak przyciśnie do główki córeczki poduszkę, to ona już się nie obudzi i jej koszmar się skończy… obudziła męża krzycząc, że natychmiast potrzebuje pomocy.

Ania ma dwie dorosłe córki


Kiedyś o depresji poporodowej się nie mówiło. Dzisiaj myślę, że to, co mnie spotkało po pierwszym porodzie, było właśnie depresją. Pierwszą ciążę straciłam. Druga była wyczekana, upragniona, donoszona bez problemów. Mąż na rękach mnie nosił. Kiedy wróciłam z córką do domu, przez pierwsze tygodnie wszystko było dobrze.

Pamiętam, jak przez mgłę pewne sytuacje. Miałam nadmiar pokarmu, który ręcznie odciągałam z piersi prosto na kaflowy piec, albo do szklanki. Odciągałam i wypijałam. Kiedy mąż mnie karmił, wszystko wypluwałam za łóżko. Na linkach rozwieszałam brudne pieluchy, bez prania. To był czas pieluch tetrowych. Nie chciało mi się żyć. Cały czas bałam się, że moja mała córka umrze, że nie potrafię się nią odpowiednio zaopiekować. Pewnego dnia, gdy płakała, zamiast wyciągnąć ją z łóżeczka, weszłam do niego i zarwałam całe. W końcu dostałam leki. Jednak długo pracowałam nad zbudowaniem więzi z córką. Wyrzuty sumienia, że taką malutką źle się opiekowałam towarzyszą mi do dzisiaj, a minęło 20 lat. Nie mamy dobrego kontaktu.
Depresja poporodowa do dziś jest tematem tabu, przyczyną wstydu wielu kobiet. Baby blues, o którym mówi się głośno, jest właściwie zjawiskiem powszechnie znanym i nigdy nie został uznany za coś złego, ot naturalna burza hormonów, która powoduje huśtawkę nastroju. Bardzo często kobiety, które czują się źle w roli matki, w pierwszych tygodniach życia dziecka tłumaczą swój nastrój właśnie baby bluesem. Łatwiej przyznać się do niego niż do depresji.
Agnieszka Tartir
psycholog, terapeuta

Różnica między baby blues a depresją poporodową jest znacząca. Baby blues pojawia się zaraz po porodzie, jednak na huśtawkę nastrojów, oprócz nadmiernej płaczliwości, smutku i bezradności, składa się w tym przypadku także radość z posiadania dziecka, miłość do niego i szczęście. Najczęściej baby blues mija w kilka tygodni od narodzin dziecka. Natomiast depresja poporodowa może pojawić się do około trzech miesięcy po porodzie. Jej podstawowe objawy, to uczucie apatii, ciągłego zmęczenia, smutek i płaczliwość. Nie ma tu miejsca na radość. Ponadto charakterystyczna dla depresji jest bezsenność, kobiecie przez cały czas obawia się o zdrowie swojego dziecka. To z jednej strony, a z drugiej mogą pojawiać się myśli, w których krzywdzi swoje dziecko.


Karolina, mama Mai


Ciąża była wpadką, taką planowaną, na zasadzie - co będzie to będzie. Kiedy zobaczyłam dwie kreski robiłam dobrą minę do złej gry. W głowie tysiąc myśli – co z pracą, kredytem, jak damy sobie radę. Później było już tylko gorzej. Poranne mdłości, zgaga, cukrzyca ciążowa. Kilka razy musiałam leżeć w szpitalu, pójść na zwolnienie, a tymczasem koło nosa uciekał mi świetny projekt w pracy, który wymyśliłam razem ze swoim działem.

Nie tak to miało wyglądać. Miałam pracować do samego końca, zawsze żartowałam, że z biura będę jechać na porodówkę. Ciężki poród zakończył się cesarką. Myślałam: „Co z ciebie za matka, skoro sama nie umiałaś urodzić”. Patrzałam na córkę i nic nie czułam. Liczyłam, że jak wrócimy do domu, wszystko się zmieni. Hormony się unormują i już będzie dobrze.
Przecież tak właśnie miało być: „Weźmiesz ją na ręce i od razu pokochasz”, czytałam. Jak nie wtedy, to poczekaj kilka dni, instynkt macierzyński da ci cierpliwość, pozwoli poznać i zrozumieć własne dziecko.


Nic takiego jednak się nie działo. Kiedy mówiłam: „Spać mi się chce”, to naokoło mówili, że to normalne, że muszę odpocząć, więc spałam. Wyciągałam jedynie pierś, kiedy mąż kładł mi córkę do karmienia. On jednak wrócił do pracy, a ja zostałam z córką w domu. Dzwoniłam do niego po kilka razy: „Ona tak dziwnie oddycha”, panikowałam. „Nie chce jeść, daję jej pierś, a ona nie chce jeść”, krzyczałam. Kiedy wracał do domu prosiłam, żeby sprawdził, czy kolor jej skóry nie jest jednak trochę dziwny. Krzyczałam, kiedy płakała, żeby przestała. Kilka razy nią potrząsnęłam.

Przestałam sypiać. Non stop czuwałam przy małej nie biorąc jej na ręce. Bałam się, że zrobię jej krzywdę. Kiedy pewnej nocy pomyślałam, że jak przytrzymam przez chwilę poduszkę na jej głowie, to mój cały koszmar się skończy… Obudziłam męża krzycząc, że natychmiast potrzebuję pomocy, że dzieje się ze mną coś złego, że jak on mi nie pomoże, to zrobię krzywdę naszemu dziecku. Wtedy nie widziałam, jak on się starał, jak się martwił. Bał się jednak, że gdy zaproponuje mi pomoc, to uznam, że dla niego nie nadaję się na matkę. Od psychoterapeuty trafiłam od razu do psychiatry. Dostałam leki. Dzisiaj Maja ma 10 miesięcy. Kontynuuję terapię. Uśmiecham się, kiedy wyciąga do mnie rączki.
Kobietom wysoko stawiane są wymagania. Macierzyństwo przedstawiane jest w różowych kolorach. Nawet drobne trudności, matki z łatwością powinny przezwyciężać, bo przecież są stworzone do roli mamy, a instynkt macierzyński, który pojawia się wraz z dzieckiem, pozwala perfekcyjnie opiekować się noworodkiem.
Agnieszka Tartir
psycholog, psychoterapeuta

Niestety częstą przyczyną depresji poporodowej bywa mit cukierkowego macierzyństwa tworzony przez media. Czasopisma dla przyszłych mam wyrządzają kobiecie dużą krzywdę, gdyż pokazują matkom uśmiechnięte maleństwo, mamę biegającą z wózkiem tuż po porodzie i proponują liczne diety, które w dwa miesiące mają ją uczynić szczupłą i w formie. A wszystkie, które matkami jesteśmy, wiemy, że tak nie jest. Że mamy prawo do zmęczenia, zniechęcenia, do tego, żeby powiedzieć przyjaciółce: „Mam dość, po co mi to było”, która zrozumie, a nie napiętnuje. I tak jak przy baby blues rozmowa z przyjaciółką, wsparcie najbliższych młodej mamie pomaga, tak przy depresji trzeba się udać do specjalisty.

Edyta, mama Antka


Przez wiele lat nie mogłam zajść w ciążę, pierwszą poroniłam, pewnie dlatego w kolejnej przez dziewięć miesięcy bałam się o dziecko. Jednak do trzech dni przed porodem pracowałam, czułam się świetnie. Dużo podróżowałam, prowadziłam aktywne życie, takie jak lubię. Poród miałam ekstra. Cesarka ze względu na wadę wzroku.

Do macierzyństwa długo się przygotowywałam. Przeczytałam masę książek, poradników. Swoją płaczliwość od pierwszych dni narodzin dziecka tłumaczyłam znaną z lektur huśtawką hormonalną i złym wyglądem (choć wszyscy wokół się zachwycali, że 10 dni po porodzie wyglądałam, jakbym nigdy w ciąży nie była), a także brakiem czasu na sen oraz totalną zmianą trybu życia. Nie mogłam zaakceptować, że mój dzień, dotychczas pełen energii i aktywności, sprowadził się do ciągłego karmienia i przewijania... i tak w kółko.

Czułam, że to nie zwykły baby blues, że dzieje się ze mną coś niedobrego.Pierwszą próbę szukania pomocy podjęłam już tydzień po porodzie. To właśnie wtedy mój lekarz poradził, żebym jeszcze poczekała, bo to normalne, że non stop płaczę. Dzisiaj wiem, że trzeba było już wówczas zacząć leczenie. Do formy psychicznej zaczęłam wracać trzy miesiące po porodzie, kiedy musiałam wrócić do pracy i siłą rzeczy na kilka godzin odseparować się od syna. Dobrze poczułam się jednak, gdy mały skończył siedem miesięcy, dość symbolicznie, bo po odstawieniu go od piersi.

Moi najbliżsi to tata, brat i mój partner. Byli dla mnie wielkim wsparciem, jednak tylko werbalnym. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, wszystkim dziewczynom czekającym na dziecko radzę, żeby zapewniły sobie realne wsparcie choćby na dwie godziny dziennie od pierwszego dnia w domu: babcię, nianię, profesjonalną położną czy pielęgniarkę. Innymi słowy, osobę która REALNIE zdejmie nam dziecko z głowy, odczepi od cycka, wykąpie, położy, zmieni pieluchę czy po prostu pozwoli na wyjście z domu choćby na chwilę. Szczególnie w sytuacji, kiedy tata dziecka całymi dniami musi pracować.
Nauczyłyśmy się być takimi Zosiami-Smosiami. Wszystko ja zrobię i zrobię to najlepiej. Jednak nie bez przyczyny w wielu kulturach dzieci wychowywane są w wielopokoleniowych rodzinach, przechodzą z rąk do rąk, zajmują się nimi babcie, ciocie. W takich kulturach dzieci rodzi się zdecydowanie więcej niż u nas. Inna sprawa, że znowu dopada nas presja społeczna: - No wiesz, niania, do takiego malucha, sama nie umiesz się nim zająć. No to już fanaberia, naprawdę.
Agnieszka Tartir
psycholog, psychoterapeuta

Macierzyństwo zaburza nasze postrzeganie rzeczywistości. Wybija z dobrze znanego rytmu. Jeśli jesteśmy kobietami spełniającymi się zawodowo, które życie traktują jak pełną wyzwań przygodę, to nagle zamknięcie w czterech ścianach z dzieckiem, które musi mieć swój ustalony rytm, bywa dla matki bardzo trudne. Kobieta traci kontrolę nad swoim życiem, nie jest ono już tylko od niej zależne. Musi się podporządkować. Znam przypadki, gdzie właśnie te aspekty stawały się przyczyną depresji poporodowej. Trzeba nauczyć się prosić o pomoc oraz wiedzieć, że taka prośba nie jest powodem do wstydu, czy wyrzutów sumienia.

Depresja poporodowa dotyczy co piątej kobiety, która została matką, a która często słyszy: - Nie przesadzaj, masz dziecko, to tak jest. W grobie się wyśpisz. Depresja poporodowa nie daje żadnej radości z macierzyństwa, nie pozwala zbudować więzi między matką a córką. Jest chorobą. Chorobą, którą leczy się u specjalistów.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE