<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[MamaDu.pl - Szkoła]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Szkoła w MamaDu.pl]]></description>
		<link>https://mamadu.pl/c/197,szkola</link>
				<generator>mamadu.pl</generator>
		<atom:link href="https://mamadu.pl/rss/kategoria,197,szkola" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208537,nauczyciele-znalezli-sposob-na-zakaz-prac-domowych-uczniowie-mierza-sie-z-nowa-presja</guid><link>https://mamadu.pl/208537,nauczyciele-znalezli-sposob-na-zakaz-prac-domowych-uczniowie-mierza-sie-z-nowa-presja</link><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 08:29:02 +0200</pubDate><title>Nauczyciele znaleźli sposób na zakaz prac domowych. Uczniowie mierzą się z nową presją</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/0a6f76995919d8b3a84e89f394212025,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Brak prac domowych nie oznacza, że uczniowie mają mniej nauki. W wielu szkołach pojawiły się inne sposoby sprawdzania wiedzy. Dziś to nauczyciele sami decydują, jak mobilizować uczniów do pracy: wielu z nich po prostu z lekcji na lekcję robi kartkówki.

Likwidacja obowiązkowych prac domowych w szkołach podstawowych stała się flagowym pomysłem ministry edukacji Barbary Nowackiej. 1 kwietnia minęły dwa lata od wprowadzenia rozporządzenia, a nauczyciele i rodzice wciąż liczą na to, że prace domowe w jakiejś formie wrócą do szkół. Nie wszyscy pedagodzy i opiekunowie uważają, że ich brak jest błędem, jednak zdecydowana większość widzi potrzebę zmian.
Dwa lata rozporządzenia — bilans jest niejednoznaczny
Po roku od wejścia w życie rozporządzenia Ministerstwo Edukacji Narodowej zleciło Instytutowi Badań Edukacyjnych – Państwowemu Instytutowi Badawczemu analizę wpływu zniesienia prac domowych na uczniów. Resort otrzymał wyniki 18 marca — i raport jasno wskazuje, że u wielu uczniów odnotowano spadek motywacji do nauki.
Jak wynika z relacji mamadu.pl, dwa lata bez prac domowych minęły, a MEN odpowiedział, czy wycofa się z tego pomysłu — i choć oficjalnie nie planuje powrotu do stanu sprzed kwietnia 2024 roku, to sytuacja pozostaje nierozstrzygnięta, a podziały środowiskowe narastają.
Raport IBE: mniej stresu, ale i mniej motywacji
Podobne obserwacje dotyczące motywacji zgłaszali wcześniej nauczyciele i rodzice. Efekt jest taki, że choć nie musi być jeszcze widoczny w wynikach egzaminów, to wyraźnie spadła gotowość uczniów do samodzielnego pogłębiania wiedzy. Jednocześnie nauczyciele nie mają wystarczającej przestrzeni na lekcjach, by zrealizować cały materiał w sposób dostosowany do poziomu wszystkich uczniów.
Raport IBE potwierdza to, o czym od dawna mówili pedagodzy — problemy z pracami domowymi wróciły, a IBE wydał w tej sprawie ważny komunikat: ponad dwie trzecie nauczycieli zauważa osłabienie motywacji do samodzielnej nauki i wyszukiwania informacji poza lekcjami. Co znamienne, dyrektor IBE zdecydował o ponownej analizie rekomendacji z powodu niezgodnego ze standardami sposobu ich wprowadzenia.
Kartkówki zamiast zadań domowych
Jak się okazuje, część nauczycieli znalazła sposób na obejście braku prac domowych, wprowadzając inne formy motywowania uczniów — przede wszystkim regularne kartkówki. Ministerstwo Edukacji na razie podkreśla, że nie planuje powrotu do prac domowych, a już na pewno nie w formie sprzed kwietnia 2024 roku. Resort akcentuje znaczenie autonomii nauczycieli, co może tłumaczyć rosnącą popularność cotygodniowych sprawdzianów.
To zjawisko nie jest nowe — już wcześniej rodzice alarmowali, że dzieci zamiast zadań domowych mierzą się z nasilonym reżimem sprawdzianów. Jak opisuje mamadu.pl, „moja 5-klasistka ma w tygodniu 5 kartkówek" — tak nauczyciele próbują obejść system. Z jednej strony mobilizuje to uczniów do regularnej nauki, z drugiej zwiększa poziom stresu i obciążenie nauczycieli sprawdzaniem prac.
MEN bez konkretnych odpowiedzi na temat weryfikacji wiedzy
MEN nie wskazuje szkołom konkretnych rozwiązań dotyczących weryfikowania wiedzy uczniów po zniesieniu obowiązkowych prac domowych. W praktyce oznacza to, że nauczyciele sięgają po znane narzędzia. Resort nie ocenia kartkówkowego trendu negatywnie, zaznacza jednak, że autonomia może być realizowana w inny sposób. Problem w tym, że nie przedstawiono dotąd żadnych alternatyw.
80 procent nauczycieli nadal zadawało prace
Z raportu IBE wynika, że aż 80 proc. nauczycieli mimo zniesienia obowiązku nadal zadawało prace domowe. W wielu przypadkach nie były one jednak sprawdzane ani oceniane — co jest zgodne z obowiązującymi przepisami. Jak komentowali pedagodzy już rok temu, żądając powrotu prac, 80 proc. nauczycieli i dyrektorów chciało wtedy ich przywrócenia, a 90 proc. dyrektorów wskazywało, że uczniowie są gorzej przygotowani do zajęć.
System w zawieszeniu — improwizacja zamiast spójnej polityki
Na razie system funkcjonuje w swoistym zawieszeniu — pomiędzy formalnym brakiem prac domowych a praktyką szkolną, która próbuje tę lukę wypełniać innymi metodami. Jeśli ministerstwo nie zaproponuje spójnych i jasnych rozwiązań, nauczyciele nadal będą improwizować, a uczniowie — zamiast odrabiać zadania w domu — będą mierzyć się z coraz częstszymi sprawdzianami w szkole, co w dłuższej perspektywie może jeszcze bardziej obniżyć ich motywację do nauki.
Źródło: strefaedukacji.pl, edukacja.infor.pl, portalsamorzadowy.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/0a6f76995919d8b3a84e89f394212025,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/0a6f76995919d8b3a84e89f394212025,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nauczyciele nie zadają już prac domowych, ale co lekcję robią kartkówki.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208609,majowka-krotka-ale-uczniowie-maja-dodatkowe-dni-wolne-rodzice-zostaja-z-problemem-opieki</guid><link>https://mamadu.pl/208609,majowka-krotka-ale-uczniowie-maja-dodatkowe-dni-wolne-rodzice-zostaja-z-problemem-opieki</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 15:45:25 +0200</pubDate><title>Majówka krótka, ale uczniowie mają dodatkowe dni wolne. Rodzice zostają z problemem opieki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/bd228e3cea513a79564ab9b1592aa65a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Maj w szkołach to więcej dni wolnych z powodu egzaminów. Egzamin ósmoklasisty, matura i dni dyrektorskie wywracają harmonogram zajęć do góry nogami, a młodsze dzieci wymagają przecież opieki. To czas, kiedy planowanie codziennych obowiązków staje się wyzwaniem, a rodzice muszą wykazać się kreatywnością, by pogodzić pracę z opieką nad dziećmi.

Dopiero zaczął się kwiecień, a rodzice już mówią, że nim się obejrzą, nadejdzie maj. A wraz z majem w szkołach pojawia się prawdziwa rewolucja. W podstawówkach rutynę zakłócają egzaminy ósmoklasisty, w szkołach średnich — matura i egzaminy zawodowe.
Matura i wolne w szkołach średnich — co czeka uczniów na początku maja
Początek maja, zaraz po majówce, to termin pierwszych egzaminów maturalnych w szkołach ponadpodstawowych. Pełny matura 2026 daty które trzeba znać harmonogram opublikowała już CKE — egzaminy pisemne ruszają na początku maja i trwają przez kilka intensywnych tygodni. Przez pierwsze trzy dni pozostali uczniowie mają wolne od zajęć — nauczyciele są bowiem zobowiązani do przeprowadzenia obowiązkowych matur pisemnych.
Wolne w przypadku starszej młodzieży nie stanowi problemu, bo uczniowie powyżej 15. roku życia mogą zostać sami w domu. Inaczej sytuacja wygląda w szkołach podstawowych. W szkołach średnich w kalendarzu roku szkolnego wolne zaplanowano od 1 do 6 maja, przy czym 4–6 maja to dni robocze. Niektóre placówki decydują się też przyznać tzw. dni dyrektorskie na 7 i 8 maja, dzięki czemu młodzież może cieszyć się z całego tygodnia wolnego, będącego przedłużeniem majówki.
Egzamin ósmoklasisty w 2026 roku — daty i zmiany
W maju odbywają się również egzaminy ósmoklasisty. Zmiany w egzaminie ósmoklasisty 2026 są w tym roku istotne — uczniowie dostaną więcej czasu na napisanie każdego arkusza, a według harmonogramu CKE egzaminy zaplanowano na 11, 12 i 13 maja 2026. W ciągu tych trzech dni uczniowie VIII klas przystąpią do sprawdzianów z języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego.
W tym czasie pozostali uczniowie również nie mają lekcji — nauczyciele są zajęci organizacją egzaminu, a klasy nie są dostępne do prowadzenia zajęć. W szkołach podstawowych sytuacja jest trudniejsza, ponieważ młodsze dzieci nie mogą zostać w domu bez opieki przez cały dzień.
To ostatni egzamin ósmoklasisty w maju
Warto dodać, że MEN ma nowy termin egzaminu ósmoklasisty — od roku szkolnego 2026/2027 sprawdzian zostanie przeniesiony na kwiecień. Ministerstwo tłumaczy to potrzebą odciążenia komisji egzaminacyjnych, które w maju i tak obsługują matury. Maj 2026 jest więc ostatnim, w którym oba egzaminy przypadają równocześnie. Nauczyciele jednak nie kryją obaw — dzieci stracą miesiąc nauki, bo uczniowie po zdanym egzaminie w połowie kwietnia nie będą mieli motywacji, by uczyć się przez kolejne dwa miesiące do końca roku szkolnego.
Problem z opieką w czasie egzaminów — co mogą zrobić rodzice
W związku z egzaminami część rodziców zmuszona jest wziąć urlop lub skorzystać z pracy zdalnej, jeśli jest to możliwe w ich miejscu zatrudnienia. Dla wielu rodziców jest to trudne, bo woleliby wykorzystać te dni zaraz po majówce, by cieszyć się dłuższym weekendem. Niestety egzaminy ósmoklasisty wypadają w samym środku miesiąca, co zmusza część z nich do poszukiwania dodatkowej opieki dla dzieci.
Rodzice, którzy nie mają możliwości pracy zdalnej, mogą skorzystać z przysługujących im 5 dni opieki nad dzieckiem — to bezpłatny urlop opiekuńczy, który od 2023 roku przysługuje każdemu pracownikowi i można go wykorzystać właśnie w takich nieprzewidzianych sytuacjach.
Co roku temat ten wywołuje emocje, bo nie każdy może pozwolić sobie na trzy dni wolnego w środku tygodnia tylko z powodu egzaminów. Starsze dzieci mogą zostać same w domu — przepisy dopuszczają samodzielne pozostawanie dzieci w wieku około 12 lat i starszych na kilka godzin bez opieki dorosłych.
Maj to więc czas pełen wyzwań zarówno dla uczniów, jak i dla rodziców. Dla jednych oznacza stres związany z egzaminami, dla innych — konieczność logistycznego kombinowania z opieką nad młodszymi dziećmi. Warto jednak pamiętać, że te trudności mijają szybko, a po egzaminach szkoła powraca do swojej codziennej rutyny.
Źródło: rmf24.pl, edukacja.infor.pl, cke.gov.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/bd228e3cea513a79564ab9b1592aa65a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/bd228e3cea513a79564ab9b1592aa65a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczniowie cieszą się z wolnego, ale rodzice młodszych dzieci są zirytowani.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208606,szkola-daje-znizke-za-zdjecia-twojego-dziecka-to-robienie-sobie-marketingu-na-prywatnosci-dzieci</guid><link>https://mamadu.pl/208606,szkola-daje-znizke-za-zdjecia-twojego-dziecka-to-robienie-sobie-marketingu-na-prywatnosci-dzieci</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 14:45:46 +0200</pubDate><title>Szkoła daje zniżkę za zdjęcia twojego dziecka. &quot;To robienie sobie marketingu na prywatności dzieci&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/d21ae9387078ce25a47e9e277cd7b970,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />3500 zł rocznie mniej za czesne w zamian za zgodę na publikację wizerunku dziecka – taka oferta jednej ze szkół wywołała gorącą dyskusję. Dla jednych to dobrowolna decyzja rodziców, dla innych niepokojący sygnał świadczący o tym, że prywatność dzieci zaczyna mieć swoją cenę.

Jedna z niepublicznych szkół w Polsce wprowadziła do cennika coś, co wywołało niemałe poruszenie w sieci: rodzice mogą zapłacić za czesne o 10% mniej, jeśli zgodzą się na publikację wizerunku swojego dziecka w materiałach promocyjnych placówki. W liczbach — zamiast 35 tys. zł rocznie zapłacą 31,5 tys. zł. Sprawę nagłośnił Niebezpiecznik.pl, później podchwyciły ją Wirtualne Media.
Zniżka za wizerunek dziecka — jak to działa w praktyce
Szkoła zapewnia, że działa zgodnie z prawem, że zgoda jest dobrowolna, a zniżka to jedynie wyraz wdzięczności za wsparcie społeczności. Brzmi niewinnie — ale właśnie ta „dobrowolność" jest tutaj największym problemem.
Eksperci zwracają uwagę na prostą zależność: jeśli za zgodą idzie konkretna korzyść finansowa, trudno mówić o swobodnej decyzji. Aleksandra Rodzewicz z Instytutu Badań Edukacyjnych nazywa to wprost — zachęcaniem do sprzedaży danych dziecka. Dodaje, że szkoły powinny uczyć dzieci ochrony prywatności w sieci, a nie iść w zupełnie odwrotnym kierunku.
Warto pamiętać, że ten model nie pojawia się w próżni. W Polsce stale rośnie liczba uczniów w placówkach niepublicznych — klasa średnia bez wstydu stawia na prywatną edukację, a presja marketingowa, z jaką mierzą się takie szkoły w walce o uczniów, jest znacznie większa niż w sektorze publicznym. Wizerunek zadowolonych uczniów to jeden z kluczowych elementów tej rywalizacji.
Czy zgoda motywowana finansowo jest ważna w świetle RODO?
Pojawiają się wątpliwości prawne: zgoda motywowana finansowo może w świetle RODO zostać uznana za nieważną. RODO wymaga, by zgoda była dobrowolna, a trudno mówić o dobrowolności, gdy odmowa jej udzielenia przekłada się na realne obciążenie finansowe.
Zdjęcia dzieci zalewają profile przedszkoli na Facebooku — w tej sprawie wypowiedziała się już Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak, która podkreśliła wprost: „Dziecko nie jest narzędziem promocji instytucji, a jego wizerunek — nawet za zgodą rodziców — nie powinien być wykorzystywany w sposób komercyjny bez pogłębionej refleksji nad konsekwencjami". Choć Rzeczniczka odnosiła się do innej sprawy, zasada jest ta sama: zgoda na publikację wizerunku musi być precyzyjna i świadoma, a nie wymuszona ekonomicznie.
Stanowisko MEN: reaguje, ale nie interweniuje
MEN zabrało głos, przypominając o wymogach świadomej zgody — choć resort przyznał, że nie ma uprawnień, by interweniować w konkretnych przypadkach. Podobną ostrożność resort wykazał też w niedawno nagłośnionej sprawie, kiedy MEN reagował na publikowanie zdjęć dzieci przez placówki edukacyjne — zapowiedział większą kontrolę kuratoryjną, ale nie zdecydował się na odgórny zakaz.
Jedno zdjęcie dziecka mówi więcej, niż nam się wydaje
Do tego dochodzi kwestia, o której łatwo zapomnieć w kontekście finansów: każde zdjęcie dziecka opublikowane w internecie niesie ryzyko. Może być użyte do cyberprzemocy, ujawniać lokalizację, szkołę, codzienne nawyki. Co ważne, problem nie jest wyłącznie hipotetyczny — publikujesz zdjęcie dziecka to jak wrzucić jego PESEL do sieci: twarze dzieci z Instagrama trafiały już do reklam, podróbek tożsamości, a w dobie AI mogą posłużyć do tworzenia deepfake'ów.
Szerszy kontekst prawny jest równie niepokojący. Rząd ogranicza sharenting nowymi przepisami w ramach ustawy Lex Kamilek, które mają ograniczyć swobodę publikowania wizerunku dzieci nawet przez samych rodziców. Tymczasem szkoła oferuje finansową zachętę do dokładnie odwrotnego działania — i robi to legalnie.
To zestawienie daje do myślenia: państwo przykręca śrubę rodzicom, którzy wrzucają zdjęcia dzieci na własne profile, podczas gdy prywatna instytucja edukacyjna może bez przeszkód wbudować taki mechanizm w cennik.
Źródło: wirtualnemedia.pl, niebezpiecznik.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/d21ae9387078ce25a47e9e277cd7b970,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/d21ae9387078ce25a47e9e277cd7b970,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Szkoły bardzo często zamieszczają zdjęcia z zajęć w szkole i tym samym robią sobie reklamę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208381,konferencja-na-10-lecie-szkoly-zapamietaj-ze-nauka-to-potegi-klucz-ale-ta-ciagla</guid><link>https://mamadu.pl/208381,konferencja-na-10-lecie-szkoly-zapamietaj-ze-nauka-to-potegi-klucz-ale-ta-ciagla</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 13:32:21 +0200</pubDate><title>Konferencja na 10-lecie szkoły. Zapamiętaj, że &quot;nauka to potęgi klucz, ale... ta ciągła&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/f6694fc35ce86cb6c2b769e8d8320838,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zdolność do ciągłego zdobywania nowej wiedzy to kluczowa kompetencja dla współczesnych pokoleń, a edukacja i biznes muszą ze sobą ściśle współpracować, aby można było zrobić z niej jak najlepszy użytek. To najważniejsze wnioski z konferencji "Lifelong Learning in a Changing World" w Akademeia High School.

Kiedyś chodziło się do szkoły, potem na studia, a następnie rozpoczynano pierwszą pracę, w której rozwijano wiedzę pozyskaną w murach uczelni. Choć nadal wielu podąża tę ścieżką, to jednak podejście do zdobywania wiedzy staje się bardziej elastyczne, a przynajmniej powinno. Powód? Świat pędzi jak pociąg, napędzany nowymi technologiami i odkryciami, przez co wiedza szybko się dezaktualizuje.
Co to oznacza dla rodziców? Dobrze, żeby uświadamiali swoim dzieciom, że nauka nie kończy się wraz z ostatnim szkolnym dzwonkiem, odebranym świadectwem czy dyplomem. Przede wszystkim uczyć trzeba się przez całe życie. Warto to robić, bo umiejętność ciągłego uczenia się nowych rzeczy to klucz do odnalezienia się w rzeczywistości kształtowanej przez choćby sztuczną inteligencję.
Tym właśnie refleksjom oddawali się prelegenci, eksperci i inni goście zaproszeni na konferencję edukacyjną "Lifelong Learning in a Changing World", nad którą portal mama:Du objął patronat medialny. Spotkanie zorganizowało selektywne liceum międzynarodowe Akademeia High School z okazji jubileuszu 10-lecia szkoły, która funkcjonuje na terenie Miasteczka Wilanów w Warszawie.
Program konferencji w Akademeia High School
Dwudniowa konferencja międzynarodowa "Lifelong Learning in a Changing World" zamieniła kampus niepublicznej szkoły Akademeia High School w przestrzeń, w której mogli spotkać się ze sobą przedstawiciele środowiska edukacyjnego i biznesowego. Na wydarzeniu byli obecni nauczyciele i edukatorzy, liderzy biznesu, eksperci HR, decydenci, a także badacze i rodzice.
Specjaliści od uczenia się na etapie zarówno szkolnym, jak i zawodowym, wspólnie zastanawiali się nad tym, jak przygotować młodych ludzi do świata w obliczu szybkiego postępu technologicznego i zmieniających się globalnych wymagań. Przygotowany na bazie tego tematu przewodniego program obejmował wystąpienia, dyskusje panelowe, warsztaty i spotkania w ramach networkingu.
Pierwszy dzień konferencji dotyczył tematów biznesowych m.in. retencji talentów i roli AI w przyszłości pracy. Wśród prelegentów znaleźli się Maciej Noga (współzałożyciel Grupy Pracuj), Andy Hind (specjalista od kultur uczenia się w organizacjach) i Dr Lee Howell (dyrektor Villars Institute). Brali oni udział w prowadzonym przez Julię Malinowską z Hays Poland panelu wraz z Joanną Watras (GSK Poland) i Wojciechem Sieradzanem (Our Future Foundation).
Drugi dzień skupił się na edukacji: zaangażowaniu uczniów, przywództwu w uczeniu się i innowacyjnym nauczaniu w świecie AI. Prelekcje poprowadziły: Jenny Anderson (nauka uczenia się i rodzicielstwo), Dr Kate Daubney (rozwój i dobrostan uczniów) oraz Kim Wells (coaching i uczenie się przez całe życie). W panelu moderowanym przez Dr Magdalenę Richter z Fact Based Education dołączyli do nich Dr Katarzyna Borzym-Grzesik (wicedyrektor Akademei) oraz Wojciech Sieradzan.
– W naszej szkole głęboko wierzymy w to, że w świecie, w którym zmiana stała się codziennością, trzeba i warto uczyć się przez całe życie, a teoria musi spotykać się z praktyką, aby wszyscy mieli poczucie osobistego i zawodowego spełnienia, a organizacje mogły osiągać sukcesy. Tę samą myśl postanowiliśmy przekazać rodzicom i nie tylko na tej właśnie konferencji – mówi Dr Karolina Watras, Dyrektor Akademeia High School. 
Lekcja z konferencji edukacyjnej
Jako przestrzeń dialogu i wymiany doświadczeń konferencja z udziałem wybitnych prelegentów i sesji interaktywnych wskazała kierunek, w którym powinna zmierzać współczesna edukacja i towarzyszący jej biznes. Przekaz o uczeniu się przez całe życie wybrzmiewał we wszystkich dyskusjach, czy to o wpływie technologii na edukację i biznes, czy o budowaniu kultury ciągłej nauki w rozmaitych instytucjach.
– Mamy nadzieję, że nasza konferencja dostarczyła praktycznych wskazówek i wzmocniła dialog między biznesem a edukacją, podkreślając ich wspólną odpowiedzialność za rozwój elastycznie podchodzących do nauki i gotowych na przyszłość ludzi. Chcemy utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że uczenie się przez całe życie to fundament wzrostu i postępu we współczesnym świecie – podsumowuje Dr Karolina Watras, Dyrektor Akademeia High School.
Konferencja edukacyjna "Lifelong Learning in a Changing World: Empowering Minds, Enriching Futures" odbyła się w dniach 27-28 marca 2026 roku na kampusie szkoły Akademeia High School przy ul. Ledóchowskiej 2 w Warszawie. Honorowy patronat nad nią objęła Ambasada Brytyjska w Warszawie oraz Brytyjsko-Polska Izba Handlowa.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/f6694fc35ce86cb6c2b769e8d8320838,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/f6694fc35ce86cb6c2b769e8d8320838,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zdolność do ciągłego zdobywania nowej wiedzy to kluczowa kompetencja dla współczesnych pokoleń, a edukacja i biznes muszą ze sobą ściśle współpracować. To najważniejsze wnioski z konferencji &quot;Lifelong Learning in a Changing World&quot; w Akademeia High School.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208307,skandal-w-przemyskiej-szkole-dwie-pracownice-podejrzane-o-przywlaszczenie-ponad-600-tys-zl</guid><link>https://mamadu.pl/208307,skandal-w-przemyskiej-szkole-dwie-pracownice-podejrzane-o-przywlaszczenie-ponad-600-tys-zl</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 12:30:01 +0200</pubDate><title>Skandal w przemyskiej szkole. Dwie pracownice podejrzane o przywłaszczenie ponad 600 tys. zł</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/8cb843ae4a71ca8ebb2784aebb5603b2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Prokuratura w Przemyślu prowadzi śledztwo wobec dwóch byłych pracownic Medyczno-Społecznego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego, które miały przywłaszczyć ponad 600 tys. zł. Podejrzanym kobietom grozi nawet 10 lat więzienia.

Według ustaleń Prokuratury, dwie byłe pracownice placówki – Wioletta P. oraz Jolanta O. – miały przywłaszczyć kwotę nie mniejszą niż 616 tys. zł. To jedna z największych tego rodzaju spraw w polskim szkolnictwie.
Skala afery i etap śledztwa
„Nie był to jednorazowy incydent, a proceder trwał przez pewien czas. Z tego powodu śledztwo określono jako rozwojowe" – tłumaczy prok. Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Obecnie sprawa jest w toku i prokuratura analizuje wszystkie przepływy pieniężne w placówce. Śledczy czekają na opinię biegłych z zakresu księgowości śledczej. Analiza rachunków instytucji ma przynieść przełom w sprawie.
„Po uzyskaniu opinii dotychczasowe zarzuty mogą ulec modyfikacji. Możliwe jest również rozszerzenie kręgu osób podejrzanych" – dodaje prok. Taciuch-Kurasiewicz.
Grozi im nawet 10 lat więzienia
Kwota przywłaszczonych pieniędzy kwalifikuje się jako mienie znacznej wartości (art. 294 § 1 Kodeksu karnego). Podejrzanym grozi zaostrzenie kary — nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Sprawa wpisuje się w szerszy kontekst pytań o pieniądze w polskich szkołach. O ile biała korupcja w szkole kwitnie i jest tematem regularnie powracającym w dyskusjach rodziców, o tyle przywłaszczenie przez pracowników administracji kwoty ponad 600 tys. zł to sprawa o zupełnie innej skali — kryminalna, nie etyczna.
Reakcja dyrekcji
Dyrektor szkoły, Jolanta Karpińska-Ciuba, nie udzieliła komentarza w tej sprawie. Brak odpowiedzi ze strony kierownictwa placówki nie jest w podobnych historiach rzadkością — jak pokazuje głośna sprawa opisana na mamadu.pl, w której rodzice zażądali zwrotu pieniędzy, a szkoła odesłała ich do dyrektorki bez żadnego wyjaśnienia, milczenie instytucji wobec finansowych nieprawidłowości bywa symptomatyczne.
Czym jest ta placówka?
Medyczno-Społeczne Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Przemyślu powstało w 2014 r. z połączenia dwóch szkół i od 2015 r. prowadzi także Podkarpackie Centrum Kształcenia Ustawicznego. Placówka kształci w zawodach medycznych (technik farmaceutyczny, technik masażysta, asystentka stomatologiczna), społecznych i pokrewnych. Umożliwia także kształcenie ustawiczne dorosłych — organizuje kwalifikacyjne kursy zawodowe, kursy umiejętności zawodowych oraz kursy uzupełniające kwalifikacje.
Co dalej z zarzutami?
Prokuratura nie wyklucza, że po uzyskaniu opinii biegłych liczba podejrzanych może wzrosnąć, a zarzuty ulec modyfikacji. Precedensy finansowych nieprawidłowości w szkołach pokazują, że ich wykrycie bywa czasochłonne — jak w głośnej sprawie z Czarnej Białostockiej, gdzie pomyłki w naliczaniu nadgodzin trwały cztery lata, zanim ktokolwiek je zauważył, a szkoła musiała dochodzić zwrotu ponad 100 tys. zł.
Jednocześnie sprawa przemyska rzuca światło na kwestię transparentności finansowej placówek oświatowych. Rodzice, którzy co roku słyszą o nielegalnych składkach na papier czy innych opłatach bezprawnie pobieranych od uczniów, mają prawo oczekiwać pełnej przejrzystości w zarządzaniu budżetem szkolnym — tym bardziej, że to środki publiczne.
Źródło: nowiny24.pl








]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/8cb843ae4a71ca8ebb2784aebb5603b2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/8cb843ae4a71ca8ebb2784aebb5603b2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Centrum edukacji medycznej w szoku. Jak doszło do kradzieży 616 tys. zł w przemyskiej szkole?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208585,men-zdecyduje-o-tym-jakie-ubrania-uczniowie-beda-nosic-zmiany-w-prawie-oswiatowym</guid><link>https://mamadu.pl/208585,men-zdecyduje-o-tym-jakie-ubrania-uczniowie-beda-nosic-zmiany-w-prawie-oswiatowym</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 12:17:02 +0200</pubDate><title>MEN zdecyduje o tym, jakie ubrania uczniowie będą nosić. Zmiany w prawie oświatowym</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/27343734e9628a0322ce20d1373263ef,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zmiany w prawie oświatowym nabierają tempa i mogą znacząco wpłynąć na codzienne funkcjonowanie uczniów w szkołach. Nowe przepisy porządkują kluczowe kwestie związane z ich prawami, odpowiedzialnością i relacjami ze szkołą. Jednym z najbardziej dyskutowanych elementów są regulacje dotyczące swobody w wyglądzie oraz katalog kar i obowiązków.

Ministerstwo Edukacji Narodowej od dłuższego czasu pracuje nad wprowadzeniem w szkołach szeregu zmian. Początkowo resortowi zależało na tym, aby zmienić podstawę programową oraz znowelizować ustawę Prawo oświatowe w ramach szerokiej reformy całego systemu edukacji. Teraz rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, w którym również przewidziano szereg reform.
Od reformy do rozporządzeń — i znowu ustawy
Kiedy nowelizacja nie doczekała się podpisu prezydenta Karola Nawrockiego, szefowa MEN Barbara Nowacka zdecydowała się wprowadzać zmiany za pomocą rozporządzeń ministra edukacji. Teraz resort wraca do ścieżki ustawowej. O przekazaniu projektu nowelizacji rządowi MEN poinformowało w oficjalnym komunikacie.
Premier Donald Tusk podczas środowego (8.04.2026) posiedzenia Rady Ministrów podkreślił, że nowelizacja powstawała z udziałem różnych środowisk: „Mieliśmy okazję spotykać się z reprezentacją uczniów, także ludzi aktywnych na rzecz i samorządu szkolnego, rad rodziców. Dużo tematów poruszaliśmy".
Krajowy Rzecznik Praw Uczniowskich — długo wyczekiwana instytucja
Jedną z kluczowych zmian jest powołanie Krajowego Rzecznika Praw Uczniowskich — instytucji postulowanej przez uczniów, nauczycieli i rodziców. Rzecznik ma działać przy MEN na poziomie kraju oraz przy kuratoriach w województwach.
MEN pracowało nad tą koncepcją od dawna. Jak pisaliśmy na mamadu.pl, Barbara Nowacka już w 2025 r. zapowiadała, że MEN wesprze prawa uczniów i wprowadzi do szkół rzecznika praw i obowiązków ucznia, a konflikty powinny być rozwiązywane przez dialog i mediację, nie przez kary. Teraz ten zamiar doczekał się formy ustawowej.
„Cieszę się, że udało nam się dotrzymać słowa i dzisiaj na rządzie ten projekt będziemy rozpatrywać" — powiedział Tusk.
Katalog kar i prawo uczniów do kształtowania własnego wyglądu
W nowelizacji znalazły się m.in. zapisy dotyczące katalogu praw i obowiązków uczniów objętych systemem kar. Jak wcześniej informowało mamadu.pl, MEN pracuje nad zmianami, które wprowadzą jednolity katalog kar — nauczyciele dostaną nowe narzędzie do kontroli uczniów, a uczniowie będą mieli jasną procedurę odwoławczą.
Osobny zapis dotyczy wyglądu. Gwarancja prawa do „kształtowania własnego stroju i wyglądu" ma zapobiec wprowadzaniu do szkolnych statutów zapisów naruszających wolność uczniów. Problem jest realny i trwa od lat — szkoły łamią prawa uczniów, ingerując w ich wygląd, a RPO wzywał kuratorów do działania. Tymczasem Prawo oświatowe od dawna precyzuje, że wygląd to nie ubiór, a takie zapisy w statutach są bezprawne.
Uczniowie nie będą mogli być dyskryminowani ze względu na wygląd, jednak jednocześnie powinni „ubierać się zgodnie z ogólnie przyjętymi normami społecznymi". W kwestii bezpieczeństwa — np. na zajęciach WF czy w laboratoriach — odpowiedni strój nadal będzie obowiązkowy.
Co jeszcze znajdzie się w nowelizacji?
Projekt ustawy zakłada m.in.:
katalog praw i obowiązków uczniów — ujednolicony dla wszystkich placówek,
powołanie rady szkoły z udziałem uczniów, rodziców i nauczycieli (obowiązek od 1 września 2028 r.),
przepisy dotyczące dostępu pełnoletnich uczniów do ocen oraz usprawiedliwiania nieobecności.

Warto też przypomnieć, że problem łamania praw uczniów nie ogranicza się do wyglądu. Jak wskazywał prawnik cytowany przez mamadu.pl, nauczyciele notorycznie łamią prawo, zabierając uczniom przerwę po lekcjach czy stosując odpowiedzialność zbiorową — praktyki te nie mają żadnego umocowania prawnego.
Próg frekwencyjny odpadł
W nowelizacji nie znalazł się natomiast zapis o progu frekwencyjnym, o którym wcześniej informowało MEN. Pomysł wzbudził wiele skrajnych emocji i nie uzyskał poparcia środowisk szkolnych, dlatego ostatecznie z niego zrezygnowano.
Jeśli projekt zostanie uchwalony przez parlament i podpisany przez prezydenta, większość zmian ma wejść w życie od 1 września 2027 roku.
Źródło: samorzad.pap.pl, gov.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/27343734e9628a0322ce20d1373263ef,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/27343734e9628a0322ce20d1373263ef,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ustawa Prawo oświatowe zawiera zapisy o prawach ucznia i wolności w sprawie wyglądu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208579,edukacja-zdrowotna-bedzie-obowiazkowa-od-wrzesnia-wiadomo-co-z-edukacja-seksualna</guid><link>https://mamadu.pl/208579,edukacja-zdrowotna-bedzie-obowiazkowa-od-wrzesnia-wiadomo-co-z-edukacja-seksualna</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 10:20:42 +0200</pubDate><title>Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od września. Wiadomo, co z edukacją seksualną</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/92603c9f473cc2794b561d28a6511d55,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Edukacja zdrowotna od 1 września stanie się obowiązkowa dla uczniów. Ministra Barbara Nowacka potwierdziła decyzję, ale jednocześnie wskazała jeden ważny wyjątek.

Jeszcze do niedawna wszystko wskazywało na to, że edukacja zdrowotna pozostanie w szkołach jako przedmiot dla chętnych. Stało się inaczej. Właśnie zapadła decyzja, która zmienia sytuację w polskich szkołach.
Edukacja zdrowotna obowiązkowa od 1 września 2026 r.
Od 1 września edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa. Ministra edukacji Barbara Nowacka potwierdziła to wprost w rozmowie w TVN24, rozwiewając wszelkie wątpliwości wokół tego przedmiotu. Nie oznacza to jednak, że wszystkie elementy tych zajęć będą obowiązkowe dla każdego ucznia.
Przypomnijmy kontekst: w roku szkolnym 2025/2026 nowy przedmiot zastąpił wychowanie do życia w rodzinie, ale miał charakter nieobowiązkowy. Efekt był jednoznaczny — nikt nie chciał edukacji zdrowotnej, a uczniowie masowo z niej rezygnowali. Na zajęcia uczęszczało zaledwie około 30 proc. uprawnionych dzieci.
Przedmiot obowiązkowy, ale nie w całości
Jak wyjaśniła ministra, edukacja zdrowotna zostanie podzielona na dwie części. Pierwsza — obejmująca podstawowe zagadnienia — będzie obowiązkowa dla wszystkich.
Chodzi m.in. o tematy związane ze zdrowiem fizycznym, psychicznym, odżywianiem, ruchem czy higieną. To właśnie te obszary mają stanowić fundament nowego przedmiotu i — jak podkreśla resort — odpowiadają na realne potrzeby młodych ludzi. MEN od początku przekonywał, że tego rodzaju wiedza to „szczepionka wiedzy", która ma chronić dzieci przed zagrożeniami XXI wieku — od cyberbezpieczeństwa przez zdrowie psychiczne aż po zdrowe odżywianie.
Druga część, która wzbudzała najwięcej emocji, nie będzie już obowiązkowa.
Wyjątek dotyczy jednego obszaru
Chodzi o komponent związany ze zdrowiem seksualnym. To właśnie ten fragment zajęć — stanowiący niewielką część całego przedmiotu, w praktyce jedną lub dwie godziny w ciągu roku — będzie zależał od decyzji rodziców lub pełnoletnich uczniów.
To kompromis, który ma pogodzić różne oczekiwania. Z jednej strony ministerstwo podkreśla, że wiedza o zdrowiu seksualnym jest ważna i powinna pochodzić ze sprawdzonych źródeł. Z drugiej, zostawia w tej kwestii przestrzeń na indywidualną decyzję. Edukacja zdrowotna wchodzi na pełnej — tak opisuje natemat.pl decyzję Nowackiej, podkreślając, że to właśnie ten podział na część obowiązkową i dobrowolną stanowił najbardziej przewidywalny ze scenariuszy. W przypadku uczniów pełnoletnich decyzję o uczestnictwie w zajęciach dotyczących zdrowia seksualnego będą mogli podjąć sami.
Jak będzie wyglądać nauka?
Edukacja zdrowotna będzie realizowana w wymiarze jednej godziny tygodniowo: w szkołach podstawowych od klasy IV do VIII (w klasie VIII tylko w jednym semestrze) oraz w szkołach ponadpodstawowych przez dwa lata.
Warto przypomnieć, że jeszcze kilka tygodni temu rodzice zmieniali zdanie o edukacji zdrowotnej — badanie SW Research dla „Wprost" z końca lutego 2026 r. wskazało, że ponad 58 proc. Polaków popiera jej obowiązkowy charakter, a kolejne 13,6 proc. warunkuje zgodę od ograniczenia treści dotyczących seksualności.
Szkoły w obliczu nowego wyzwania organizacyjnego
Choć kierunek został już jasno określony, dla szkół to moment intensywnych przygotowań. Dyrektorzy muszą uwzględnić nowe zasady w arkuszach organizacyjnych, zaplanować godziny, przydzielić nauczycieli i dostosować strukturę zajęć.
Trudności organizacyjne są realnym problemem — jak pisaliśmy już wcześniej, nowy przedmiot może wywołać chaos w szkołach, bo lekcje przypadające w środku zajęć i konieczność wydzielenia grup uczniów to wyzwanie logistyczne zarówno dla sekretariatów, jak i nauczycieli. Teraz, gdy przedmiot staje się obowiązkowy, organizacja powinna być prostsza — ale czasu zostało już bardzo mało.
Źródło: TVN24, onet.pl, gazeta.pl 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/92603c9f473cc2794b561d28a6511d55,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/92603c9f473cc2794b561d28a6511d55,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Barbara Nowacka ogłosiła, że edukacja zdrowotna w nowym roku szkolnym będzie przedmiotem obowiązkowym</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208377,polonistka-pojechala-z-synem-do-ortodonty-jej-wniosek-wywrocil-myslenie-o-szkole</guid><link>https://mamadu.pl/208377,polonistka-pojechala-z-synem-do-ortodonty-jej-wniosek-wywrocil-myslenie-o-szkole</link><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 06:30:02 +0200</pubDate><title>Polonistka pojechała z synem do ortodonty. Jej wniosek wywrócił myślenie o szkole</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/c2befaa607a44593195f7850645735d3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie każda decyzja rodzica polega na działaniu – czasem najtrudniejsze jest właśnie powstrzymanie się. Jedna sytuacja z gabinetu specjalisty pokazała, jak wiele zmienia oddanie przestrzeni komuś, kto ma wiedzę i doświadczenie. Historia polonistki szybko przeradza się w ważną refleksję o relacji między rodzicami a nauczycielami.

Bycie rodzicem to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność za życie dziecka, ale także za to, jak je wychowamy i przygotujemy do dorosłości. To codzienność pełna sytuacji, w których musimy pokazać mu, jak się zachować, jak reagować na trudności, przeszkody czy porażki. Oznacza to również konieczność nauczenia się odpuszczania — dawania dziecku przestrzeni, a czasem także oddania części tej odpowiedzialności innym dorosłym.
Wizyta u ortodonty, która stała się lekcją rodzicielstwa
Choć brzmi to dość abstrakcyjnie, wiele wyjaśnia historia opisana przez nauczycielkę języka polskiego. Agnieszka Cegłowska Lepszy, polonistka pracująca w szkole podstawowej i prowadząca media społecznościowe pod nazwą „Polski Rulez", opowiedziała o wizycie z synem u ortodonty.
Na pierwszy rzut oka to zwykła historia z życia matki — o podejmowaniu decyzji dotyczących zdrowia dziecka. Szybko jednak okazuje się, że niesie ona znacznie głębsze przesłanie.
„Pani higienistka zaprosiła syna na fotel. Podeszłam razem z nim. Nachyliłam się i zaczęłam mówić spokojnym tonem: — Wiesz, teraz pani zrobi ci odcisk zębów z plastelinki... — Ależ proszę sobie usiąść, ja mu wszystko wytłumaczę! — przerwała z uśmiechem higienistka" — opisuje nauczycielka.
W dalszej części wpisu opowiedziała, jak specjalistka zajęła się jej dzieckiem z ogromnym spokojem i wyczuciem, tłumacząc każdy etap wizyty. Jako matka była wdzięczna za profesjonalizm połączony z empatią. To doświadczenie stało się dla niej punktem wyjścia do refleksji nad własną pracą zawodową.
Szkoła jako przestrzeń, w której dziecko spotyka innych dorosłych
Zrozumiała, że w podobnej sytuacji znajdują się nauczyciele — to im rodzice powierzają swoje dzieci, oczekując, że zdobędą wiedzę, rozwiną umiejętności i zostaną dobrze przygotowane do dalszej edukacji.
„Dokładnie to samo dzieje się w edukacji. Rodzice znają dzieci najlepiej, ale szkoła to przestrzeń, w której spotykają innych dorosłych z kompetencjami i doświadczeniem. Potrzebne jest zaufanie, które pozwala zrobić krok w tył. Kiedy rodzic nie oddaje przestrzeni, nauczyciel zaczyna się tłumaczyć, zarządzać oczekiwaniami dorosłego. Dziecko zostaje między nimi. Wtedy nawet najprostsze rzeczy stają się trudne" — przyznaje polonistka.
Krok w tył, który zmienia wszystko
Podkreśla również, że wielu rodziców nie potrafi — a czasem nie chce — odpuścić i zaufać specjalistom. Zamiast pozwolić nauczycielowi wykonywać swoją pracę, ingerują, podważają autorytet, bywają roszczeniowi i okazują brak szacunku. Tymczasem czasem wystarczy zrobić dokładnie to, co ona w gabinecie ortodontycznym — usiąść i pozwolić działać.
„Tam, w gabinecie, zrobiłam jedną rzecz. Usiadłam. Niewiele, a jednocześnie dokładnie tyle, ile trzeba. Czasem wystarczy krok w tył, żeby ktoś inny zrobił krok do przodu" — napisała na koniec Cegłowska Lepszy.
Napięcia między rodzicami a nauczycielami — codzienność polskiej szkoły
Warto zauważyć, że nauczyciele mają coraz trudniej z rodzicami uczniów — napięcia na tej linii to dziś coś na porządku dziennym. Pedagodzy mierzą się nie tylko z wyzwaniami dydaktycznymi, ale również z koniecznością ciągłego uzasadniania swoich decyzji i metod pracy, które roszczeniowi rodzice często podważają, biorąc w obronę swoje dzieci.
Zamiast skupić się na współpracy z rodzicami i wspieraniu w edukacji, nauczyciele bywają zmuszeni do odpowiadania na zarzuty, tłumaczenia się z ocen czy sposobu prowadzenia lekcji. Rodzice walczą o oceny, a nauczyciele przyznają wprost, że nie wiedzą, gdzie kończy się nauczanie, a zaczyna odpowiadanie na roszczenia dorosłych. To odbiera energię i czas, który powinien być poświęcony dzieciom.
Jak zachowanie rodziców przekłada się na ucznia
Z perspektywy nauczyciela szczególnie trudne jest to, że brak zaufania ze strony rodziców często podważa jego autorytet w oczach ucznia. Tak nauczyciele mówią o uczniach — pedagodzy podkreślają wprost, że to roszczeniowi rodzice potęgują zjawisko upadku autorytetu nauczyciela, bo każda podważana ocena czy skrytykowana metoda pracy dociera do dziecka i zmienia jego stosunek do pedagoga.
Dziecko, widząc krytykę dorosłego wobec nauczyciela, traci poczucie bezpieczeństwa i jasnych zasad. Lista tego, co najbardziej utrudnia codzienną pracę, jest długa — nauczyciele nienawidzą tych 11 rodzicielskich zachowań, a niemal każde z nich sprowadza się do jednego: braku zaufania i ingerowania tam, gdzie pedagog powinien mieć przestrzeń do działania.
Tymczasem najlepsze efekty wychowawcze i edukacyjne pojawiają się wtedy, gdy rodzic i nauczyciel grają do jednej bramki — ufają sobie i wspierają się nawzajem, zamiast konkurować o wpływ na dziecko.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/c2befaa607a44593195f7850645735d3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/c2befaa607a44593195f7850645735d3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rodzice czasami nie wiedzą, że powinni odpuścić i zrobić krok w tył.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208555,twoja-szkola-moze-zniknac-z-mapy-niz-demograficzny-uderzy-w-kilka-regionow-najmocniej</guid><link>https://mamadu.pl/208555,twoja-szkola-moze-zniknac-z-mapy-niz-demograficzny-uderzy-w-kilka-regionow-najmocniej</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 16:44:49 +0200</pubDate><title>Twoja szkoła może zniknąć z mapy. Niż demograficzny uderzy w kilka regionów najmocniej</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/5f39dc30d280e9ebf22ad3210a789b09,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polskie szkoły wchodzą w czas głębokiego niżu demograficznego. Liczba uczniów w najbliższych latach znacząco spadnie, a to oznacza poważne zmiany dla całego systemu edukacji.

Jeszcze do niedawna problem przepełnionych klas był jednym z największych w polskim szkolnictwie. Dziś problem ten odszedł w zapomnienie, a polski system edukacji wchodzi w zupełnie nowy etap. Niestety nie jest to jednak dobra wiadomość. Zamiast nadmiaru uczniów coraz częściej mówi się o ich braku.
Dane pokazują jasno, że niż demograficzny nie jest chwilowym tąpnięciem, a długofalowym trendem, który przybiera na sile i w najbliższych latach będzie coraz mocniej odczuwalny w szkołach podstawowych.
Ponad pół miliona dzieci mniej w szkołach podstawowych
Z prognoz wynika, że między 2026 a 2034 rokiem liczba dzieci w wieku 7–14 lat spadnie z ponad 3,15 mln do około 2,58 mln. To oznacza ubytek ponad 570 tysięcy uczniów, czyli spadek o ponad 18 proc. Oznacza to też setki tysięcy pustych miejsc w szkolnych ławkach.
Dla systemu oznacza to konieczność dostosowania się do zupełnie nowych realiów – mniejszej liczby oddziałów, słabszego naboru i coraz trudniejszego planowania funkcjonowania placówek. Zjawisko to nie ominęło nawet przedszkoli — niż demograficzny najlepiej widać w przedszkolach, gdzie zamykane są kolejne oddziały, choć jeszcze kilka lat temu rodzice toczyli boje o każde wolne miejsce.
Skala spadku, która będzie się pogłębiać przez dekady
To, co dziś widać w danych, to dopiero początek. Prognozy wskazują, że do 2029 roku liczba dzieci w tej grupie wiekowej spadnie o około 5 proc., a do 2034 roku nawet o blisko 20 proc. W dalszej perspektywie (do 2060 roku) spadki mogą sięgnąć około 30 proc., a w pesymistycznych scenariuszach nawet więcej.
To oznacza, że system edukacji będzie musiał zmieniać się nie przez rok czy dwa, ale przez całe dekady.
Regionalne różnice: gdzie kryzys uderzy najmocniej
Choć trend jest ogólnopolski, jego skutki będą różne w zależności od regionu.
Największe spadki liczbowe prognozowane są w województwie śląskim, gdzie liczba dzieci w wieku szkolnym zmniejszy się o prawie 80 tysięcy. Duże ubytki czekają także Mazowsze, Wielkopolskę czy województwa wschodnie.
Jeszcze wyraźniej widać problem, gdy spojrzymy na dane procentowe. W niektórych regionach (takich jak świętokrzyskie czy warmińsko-mazurskie) liczba dzieci może spaść nawet o ponad jedną czwartą.
To właśnie tam konsekwencje będą najbardziej odczuwalne. Mniejsza liczba uczniów oznacza bowiem nie tylko puste klasy, ale też realne pytania o sens utrzymywania niektórych placówek.
Małe szkoły na pierwszej linii demograficznego frontu
Najbardziej zagrożone są małe szkoły, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Już dziś w Polsce działa blisko 2 tysiące szkół podstawowych, w których uczy się maksymalnie 100 uczniów. W warunkach niżu demograficznego takie placówki stają się coraz trudniejsze do utrzymania.
Każdy kolejny rocznik mniej to dla samorządów konkretne wyzwania finansowe. A to często prowadzi do decyzji, które bezpośrednio dotykają uczniów i ich rodziny. Wiąże się to z likwidacją szkół, łączeniem klas i tym samym wydłużaniem dojazdów. Los małych szkół przesądzony — prezydent podpisał już ustawę, która ma dać samorządom nowe narzędzia, by ratować najmniejsze placówki przed zamknięciem.
Finansowe i społeczne skutki kurczącego się naboru
Zmniejszająca się liczba uczniów to nie tylko liczby w raportach. To realne zmiany w codziennym funkcjonowaniu szkół.
Mniej dzieci oznacza mniej subwencji, a więc mniej środków na utrzymanie placówek. To także większa presja na reorganizację – łączenie klas, zmiany obwodów szkolnych, szukanie nowych funkcji dla budynków. Jednocześnie oznacza to rosnącą presję kadrową — o tym, jak kryzys kadrowy w szkołach ile zarabiają nauczyciele przekłada się na codzienne funkcjonowanie systemu, szczegółowo pisał INNPoland.
W niektórych miejscach szkoła jest nie tylko instytucją edukacyjną, ale też centrum życia lokalnej społeczności. Jej zamknięcie oznacza więc coś więcej niż tylko zmianę miejsca nauki.
Odpowiedź systemu: szkoły zbiorcze i elastyczna organizacja
Resort edukacji zapowiada rozwiązania, które mają złagodzić skutki niżu demograficznego. Mowa m.in. o większej elastyczności w organizacji szkół, możliwości łączenia klas czy utrzymania najmłodszych uczniów bliżej domu. To jednak działania, które mają raczej dostosować system do zmian niż je zatrzymać. Jak wprost ostrzega MEN, szkoły szykują się na falę zwolnień nauczycieli — i to dopiero początek.
Najtrudniejsze lata dopiero przed nami
Szacuje się, że w ciągu najbliższej dekady liczba dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych może zmniejszyć się łącznie nawet o ponad milion.
To oznacza, że szkoły podstawowe będą musiały przejść przez bardzo trudny okres. Zmniejszająca się liczba uczniów będzie wymuszać kolejne zmiany organizacyjne, finansowe i społeczne.
Co to oznacza dla rodziców i dzieci?
Dla wielu rodzin może to oznaczać większe odległości do szkoły, zmiany środowiska, a czasem konieczność dostosowania się do nowych realiów edukacyjnych.
Z drugiej strony pojawia się też pytanie o jakość nauczania. Dane GUS już teraz pokazują, że publiczne szkoły jak prywatne — to efekt niskiej dzietności w Polsce, która sprawia, że średnia liczba uczniów w klasie spadła do 17–18, co umożliwia bardziej indywidualne podejście do ucznia. Mniejsze klasy mogą być szansą, ale tylko wtedy, gdy system będzie w stanie to dobrze wykorzystać.
Niż demograficzny przebudowuje polską edukację
Niż demograficzny nie jest już prognozą. To realny proces, który właśnie się dzieje na naszych oczach. Polskie szkoły wchodzą w etap, w którym będą musiały nauczyć się funkcjonować w zupełnie innych warunkach. Czy system szkolny da sobie z tym radę?
Źródło: new.stat.gov.pl, strefaedukacji.pl 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/5f39dc30d280e9ebf22ad3210a789b09,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/5f39dc30d280e9ebf22ad3210a789b09,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Z prognozy GUS wynika, że w Polsce do 2034 r. liczba dzieci w wieku 7-14 lat spadnie o około 19,5 proc.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208528,nowa-ocena-w-szkole-od-1-wrzesnia-rodzice-i-nauczyciele-maja-powazne-obawy</guid><link>https://mamadu.pl/208528,nowa-ocena-w-szkole-od-1-wrzesnia-rodzice-i-nauczyciele-maja-powazne-obawy</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 13:21:48 +0200</pubDate><title>Nowa ocena w szkole od 1 września. Rodzice i nauczyciele mają poważne obawy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/a2e8f350d2a905b5a88cc42a6aff8dab,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 1 września w szkołach ma pojawić się nowa ocena, która już teraz budzi duże emocje. MEN przekonuje, że to narzędzie wsparcia, ale nauczyciele i rodzice mają wątpliwości dotyczące prywatności i dodatkowych obowiązków.

Czym jest nowa ocena funkcjonalna ucznia (OFU)? To pomysł Ministerstwa Edukacji Narodowej, który ma wejść w życie 1 września 2026 r. wraz z nowym rokiem szkolnym. Początkowo planowano jej wprowadzenie 1 kwietnia, jednak termin ten był kilkakrotnie przesuwany. Najnowszy, potwierdzony w rozporządzeniu termin to właśnie wrzesień 2026 r.
Ocena funkcjonalna ucznia — na czym polega nowe narzędzie?
Ocena ma polegać na przygotowaniu szerokiej charakterystyki funkcjonowania ucznia w szkole. Nie chodzi tylko o wyniki w nauce, ale także o zachowanie, relacje z rówieśnikami oraz codzienne trudności. Jak wyjaśnia MEN, wprowadzając przełomową metodę, nowa ocena w szkołach, narzędzie ma koncentrować się na kompleksowym opisie funkcjonowania ucznia — nie tylko na wynikach edukacyjnych.
Jak wygląda OFU w praktyce?
Nauczyciel będzie obserwował ucznia i analizował jego funkcjonowanie w różnych sytuacjach szkolnych. Chodzi o wychwycenie problemów, które mogą utrudniać naukę. Przykładowo, jeśli dziecko źle reaguje na hałas, szkoła może spróbować zapewnić mu bardziej komfortowe warunki pracy. Według MEN celem jest realna pomoc, a nie sama diagnoza.
Warto pamiętać, że idea ta nie jest zupełnie nową koncepcją — diagnoza funkcjonalna dziecka z zaburzeniami jest prowadzona w poradniach psychologiczno-pedagogicznych od lat. OFU ma przenieść podobne narzędzie bezpośrednio do szkoły.
Czy ocena funkcjonalna jest obowiązkowa?
Resort edukacji podkreśla, że nowa ocena nie będzie obowiązkowa dla wszystkich uczniów — ma mieć charakter dobrowolny i wspierający, a nie narzucający dodatkowe wymagania. Wyjątkiem jest sytuacja poprzedzająca wydanie orzeczenia przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną: tam ocena funkcjonowania ma stać się obowiązkowym elementem procedury.
Mimo to część nauczycieli obawia się, że w praktyce stanie się kolejnym obowiązkiem administracyjnym. Pojawiają się też pytania, czy szkoły będą miały czas i zasoby, by rzetelnie prowadzić takie obserwacje. Problem ten dobrze opisuje szerzej dyskutowany kryzys w szkołach — przeciążeni nauczyciele i niedobory kadrowe sprawiają, że każde nowe narzędzie rodzi uzasadnione obawy o wykonalność.
Kontrowersje: prywatność, biurokracja, etykietowanie
Największe emocje budzi kwestia gromadzenia informacji o uczniach. Krytycy wskazują na ryzyko naruszenia prywatności dzieci i ich rodzin. Wątpliwości dotyczą tego, jak szczegółowe będą zbierane dane oraz kto będzie miał do nich dostęp.
O tym wprost mówi sprawa opisana przez mamadu.pl: MEN wprowadza ocenę funkcjonalną, a Ordo Iuris alarmuje o „ingerencji w rodzinę". Prezes tej organizacji stwierdził, że nowa szkoła ma „inwigilować rodzinę, a nie ją wspierać". Resort edukacji stanowczo odpiera te zarzuty, wskazując, że kwestionariusze obejmują wyłącznie obserwacje szkolne — nie analizę życia domowego.
To jeden z głównych powodów, dla których pomysł wywołał tak duże dyskusje. Warto przy tym odnotować, że po interpelacji poselskiej MEN wycofał się z obowiązkowego charakteru reformy od 1 kwietnia. Jak pisał serwis mamadu.pl, MEN wycofuje obowiązkową ocenę funkcjonalną ucznia w odpowiedzi na pismo posłanki PiS — wiceminister Izabela Ziętka ograniczyła się do jednego zdania: „Ocena funkcjonalna ucznia nie będzie obowiązkowa od 1 kwietnia 2026 roku".
Cel MEN — wcześniejsze wykrywanie problemów i odciążenie poradni
MEN przekonuje, że celem wprowadzenia OFU jest szybsze wykrywanie trudności edukacyjnych i społecznych. Dzięki temu uczniowie mieliby szybciej otrzymywać potrzebne wsparcie. Ocena ma być przygotowywana jeszcze przed wydaniem orzeczenia przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną, co ma przyspieszyć proces pomocy i skrócić kolejki do tych placówek.
Czy OFU zacznie działać w praktyce?
Wiele osób zastanawia się, czy nowa ocena funkcjonalna rzeczywiście zacznie działać w praktyce. Pojawiają się porównania do innych inicjatyw edukacyjnych, które nie spełniły oczekiwań. Najważniejsze będzie to, czy nauczyciele i rodzice zaufają temu rozwiązaniu oraz czy szkoły otrzymają odpowiednie wsparcie organizacyjne. Pewne jest jedno — wraz z wejściem OFU w życie we wrześniu 2026 r. polska szkoła stanie przed kolejnym testem sprawności reformatorskiej.
Źródło: portalsamorzadowy.pl, gov.pl, prawo.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/a2e8f350d2a905b5a88cc42a6aff8dab,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/a2e8f350d2a905b5a88cc42a6aff8dab,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowa cena w szkole od 1 września pod lupą. Eksperci pytają o prywatność dzieci.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208525,co-jedenasty-nauczyciel-jest-emerytem-men-chwali-sie-danymi-ktore-powinny-przerazac</guid><link>https://mamadu.pl/208525,co-jedenasty-nauczyciel-jest-emerytem-men-chwali-sie-danymi-ktore-powinny-przerazac</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 12:56:58 +0200</pubDate><title>Co jedenasty nauczyciel jest emerytem. MEN chwali się danymi, które powinny przerażać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/3b0c7a8084305bc18a80831e85da21a2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Katarzyna Lubnauer poinformowała o wzroście liczby nauczycieli i spadku wakatów w szkołach. Dane rzeczywiście pokazują poprawę, ale kryje się za nimi niepokojący trend. Przybywa głównie nauczycieli po 60. roku życia, a młodzi nadal nie chcą pracować w zawodzie.

MEN ogłasza poprawę sytuacji. Według danych przedstawionych przez wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer, sytuacja kadrowa w szkołach zaczyna się poprawiać. 
„Informuję, że w SIO odnotowano wzrost zatrudnienia nauczyciel i jednoczesne zmniejszenie liczby wakatów wykazywanych zgodnie z przepisami na stronach kuratoriów oświaty" – napisała wiceministra Lubnauer w odpowiedzi na interpelację posła Marcina Józefaciuka w sprawie reformy edukacji „Kompas Jutra" i warunków pracy nauczycieli.
Wzrost zatrudnienia nauczycieli — co mówią liczby?
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak dobra wiadomość dla uczniów i rodziców. Dane Systemu Informacji Oświatowej pokazują, że liczba nauczycieli faktycznie wzrosła. Robert Górniak, autor profilu „Dealerzy Wiedzy" i dyrektor jednej ze szkół w woj. śląskim, wylicza:
„W roku szkolnym 2025/26 zarejestrowanych jest 732 857 nauczycieli, czyli o niemal 7 tys. więcej w porównaniu z rokiem 2024/25, gdy było ich 725 984".
Niestety, skala tego wzrostu budzi wątpliwości: „To chyba ten wzrost, który odnotowała ministra, ale czy jest się czym chwalić, jeśli jest to wzrost o zaledwie 0,96 procent?".
Wzrost tylko wśród najstarszych nauczycieli
Największe zaskoczenie kryje się w strukturze wiekowej nauczycieli.
„Ten wzrost o 7 tysięcy dotyczy nauczycieli po sześćdziesiątce. Było ich rok temu 58 523, a jest 65 663".
To oznacza, że polska szkoła szuka ratunku coraz głębiej w grupie najstarszych pracowników — system edukacji coraz bardziej opiera się właśnie na nich.
„Tak więc udział osób 61+ w rynku pracy nauczycieli skoczył z 8 do niemal 9 procent. Co jedenasty belfer jest w wieku emerytalnym!" – podsumowuje Górniak.
Dlaczego brakuje młodych nauczycieli? Skutki strajku i pandemii
Problem nie jest nowy. Nauczyciele odchodzą ze szkół od lat — odpływ zaczął się już po strajku w 2019 roku. W czasie pandemii sytuacja jeszcze się pogorszyła — wielu nauczycieli zdecydowało się opuścić zawód.
Jacek Pruciak, dyrektor II Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej w Katowicach, tłumaczy: „Nie chcieli ryzykować zdrowia, a przestawienie się na nauczanie online było dla nich trudniejsze niż dla młodszych koleżanek i kolegów".
Niskie zarobki i rosnące przeciążenie
Mimo podwyżek i prób poprawy wizerunku zawodu, młodzi ludzie nie wybierają pracy w szkole. Wielu obserwatorów wskazuje, że nauczyciele wściekli o podwyżki tracą z oczu inny, równie poważny problem — coraz większe przeciążenie pracą, które całkowicie umyka statystykom MEN.
Pytanie o to, ile zarabiają nauczyciele — i dlaczego pensje startowe odstraszają młodych od zawodu — pozostaje jednym z kluczowych w debacie o kryzysie kadrowym.
Luka pokoleniowa się pogłębia — system na krawędzi
To oznacza, że luka pokoleniowa się pogłębia, a system opiera się na osobach, które wkrótce mogą odejść na emeryturę. Warto przy tym pamiętać, że zmiany w siatce godzin wprowadzone przez MEN oznaczają, że nauczyciele w nowym roku szkolnym stracą pracę w określonych specjalnościach — co paradoksalnie współistnieje z poważnymi brakami kadrowymi w innych.
Choć statystyki pokazują wzrost zatrudnienia, eksperci mają poważne wątpliwości, czy można mówić o sukcesie. Zamiast realnej poprawy sytuacji mamy raczej odsunięcie problemu w czasie — dzięki pracy najstarszych nauczycieli.
Źródło: katowice.wyborcza.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/3b0c7a8084305bc18a80831e85da21a2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/3b0c7a8084305bc18a80831e85da21a2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nauczycieli przybyło… ale tylko tych na emeryturze. Szkoły ratują seniorzy zamiast młodych.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208516,men-dolewa-oliwy-do-ognia-spor-o-nadgodziny-moze-wybuchnac-tuz-przed-reforma</guid><link>https://mamadu.pl/208516,men-dolewa-oliwy-do-ognia-spor-o-nadgodziny-moze-wybuchnac-tuz-przed-reforma</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 11:24:27 +0200</pubDate><title>MEN dolewa oliwy do ognia. Spór o nadgodziny może wybuchnąć tuż przed reformą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/78a19dc94b2fd455f58b7ce78fecdf27,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sławomir Broniarz, prezes ZNP ostrzega, że sytuacja nauczycieli w Polsce staje się coraz bardziej napięta. Choć nie chce wstrzymywać reformy Kompas Jutra, jasno wskazuje na poważne błędy w działaniach ministerstwa. Największe emocje budzi jednak sposób rozliczania nadgodzin, który – jego zdaniem – może doprowadzić do otwartego konfliktu.

Reforma ma ruszyć, ale wątpliwości nie znikają
Zdaniem Sławomira Broniarza nie ma sensu zatrzymywać reformy Kompas Jutra na ostatniej prostej.
"Reforma Kompas Jutra ma swoje mankamenty, ale to nie powód, żeby ją wstrzymywać".
Jednocześnie podkreśla, że zmiany nie są idealne i wymagają dopracowania, zwłaszcza w obszarze podstaw programowych i komunikacji z nauczycielami.
Jednym z największych problemów jest brak jasnych informacji dla nauczycieli.
"Dzisiaj potrzebna jest kampania informacyjna, która wyjaśni, jak dany przedmiot będzie w tym Kompasie Jutra uwidoczniony. Co stanie się z godzinami w mojej klasie pierwszej, czwartej czy w klasie siódmej lub w ósmej".
Brak konkretów powoduje niepewność, a czasu jest coraz mniej.
"Nauczyciele chcieliby to wiedzieć, bo już mamy kwiecień, za chwilę będzie maj i szaleństwo egzaminacyjno-maturalne w szkołach, a potem czerwiec i wakacje".
Edukacja zdrowotna i nadgodziny
Problemy komunikacyjne dotyczą nie tylko reformy, ale też innych decyzji MEN. Przykładem jest edukacja zdrowotna.
"Dyrektorzy szkół, którzy pracują nad arkuszami organizacyjnymi, zastanawiają się, czy to będą zajęcia obowiązkowe, czy też nie".
To – zdaniem Broniarza – pokazuje, że proces decyzyjny w ministerstwie działa bardzo słabo.
Największe emocje budzi jednak propozycja dotycząca rozliczania godzin nadliczbowych.
"Ministerstwo, poza chaosem informacyjnym, który wywołało, nie zawarło w tej propozycji sposobu rozwiązania problemu".
ZNP jasno wskazuje, że proponowane rozwiązania są niezgodne z prawem pracy.
"Naszym zdaniem taka propozycja jest niezgodna z definicją godziny nadliczbowej, która jest określona w art. 151 Kodeksu Pracy".
Dodatkowo pojawia się problem uznaniowości decyzji dyrektorów:
"Dyrektor nie ma prawa do dokonywania arbitralnej oceny, czy nauczyciel zrealizował pracę w ramach 40 godzin tygodniowego wymiaru czasu pracy, czy też nie".
"To jest jakaś aberracja!"
Najmocniejsze słowa padły przy pomyśle rozliczania nadgodzin czasem wolnym zamiast wynagrodzenia.
"Jeżeli nauczyciel wyobrazi sobie, że jego dodatkowa praca będzie rozliczana przez pół roku, gdzie w grę wchodzą przerwy świąteczne, urlop i tak dalej, to wie, że pieniędzy za nadgodziny nigdy nie dostanie".
Broniarz nie krył emocji:
"To jest jakaś aberracja! Nie ma na to naszej zgody!".
ZNP ostrzega, że takie rozwiązania mogą doprowadzić do poważnego konfliktu w szkołach.
Źródło: portalsamorzadowy.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/78a19dc94b2fd455f58b7ce78fecdf27,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/78a19dc94b2fd455f58b7ce78fecdf27,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nadgodziny bez pieniędzy? ZNP alarmuje: nauczyciele mogą zostać z niczym.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208510,4-lektury-ktore-pasuja-do-kazdego-tematu-rozprawki-egzaminatorka-zdradzila-swoj-ranking-na-egzamin</guid><link>https://mamadu.pl/208510,4-lektury-ktore-pasuja-do-kazdego-tematu-rozprawki-egzaminatorka-zdradzila-swoj-ranking-na-egzamin</link><pubDate>Wed, 08 Apr 2026 09:53:21 +0200</pubDate><title>4 lektury, które pasują do każdego tematu rozprawki. Egzaminatorka zdradziła swój ranking</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/d0824743f59718dacf2961d8ef6518c0,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Do egzaminu ósmoklasisty zostało coraz mniej czasu. Uczniowie zastanawiają się, co powtórzyć w pierwszej kolejności. Egzaminatorka wskazuje 4 lektury, które – jej zdaniem – warto znać szczególnie dobrze.

Do egzaminu ósmoklasisty zostało coraz mniej czasu, a uczniowie i rodzice coraz częściej zadają sobie jedno pytanie: co powtórzyć w pierwszej kolejności? Jedna z egzaminatorek zapytana o to, które lektury są najważniejsze, odpowiedziała wprost, że najlepiej znać wszystkie. Ale gdyby sama dziś była w ósmej klasie, skupiłaby się szczególnie na czterech tytułach. To właśnie one najczęściej pozwalają „wybronić się" na egzaminie, niezależnie od tego, jaki temat nam się trafi.
Cztery lektury, które dają największą szansę na sukces
Jeśli zastanawiasz się, od czego zacząć powtórki, warto najpierw sprawdzić, egzamin ósmoklasisty z języka polskiego co warto powtórzyć a co można pominąć — bo nie wszystkie zagadnienia są równie istotne. Poniżej cztery lektury, które według egzaminatorki dają największą elastyczność w odpowiadaniu na różne tematy wypracowania.
„Dziady cz. II"
To jedna z tych lektur, które regularnie pojawiają się w kontekście egzaminów. Utwór Adama Mickiewicza opowiada o obrzędzie dziadów, podczas którego żywi spotykają się z duchami zmarłych. Jeśli chcesz sprawdzić, jak dobrze znasz ten dramat przed egzaminem, możesz rozwiązać test z lektury Dziady cz. II przygotowany przez redakcję mamadu.pl.
Najważniejsze motywy:
wina i kara
sprawiedliwość
życie po śmierci
moralność

To tekst, który daje bardzo dużo możliwości interpretacyjnych. Łatwo odwołać się do niego w rozprawce — niezależnie od tego, czy temat dotyczy dobra i zła, odpowiedzialności czy konsekwencji wyborów.
„Balladyna"
Dramat Juliusza Słowackiego to historia o władzy, ambicji i konsekwencjach własnych decyzji. Tytułowa bohaterka, dążąc do celu, posuwa się do zbrodni.
Najważniejsze motywy:
władza i jej cena
zbrodnia i kara
sumienie
moralność

To lektura bardzo „wdzięczna" na egzaminie, bo daje konkretne przykłady i wyraziste postacie, które łatwo wykorzystać w argumentacji. Warto przy okazji poznać zdania, które podnoszą ocenę z rozprawki — gotowe formuły, które egzaminatorka rekomenduje jako sposób na dojrzalszy poziom języka w pracy.
„Kamienie na szaniec"
To opowieść o młodych ludziach, którzy w czasie II wojny światowej podejmują walkę o wolność. Historia Alka, Rudego i Zośki pokazuje, czym jest przyjaźń, odwaga i odpowiedzialność.
Najważniejsze motywy:
patriotyzm
poświęcenie
przyjaźń
dojrzewanie

To lektura, do której uczniowie często sięgają na egzaminie, bo daje bardzo konkretne przykłady postaw i wartości.
„Opowieść wigilijna"
Historia Ebenezera Scrooge'a to jedna z najbardziej znanych opowieści o przemianie człowieka. Bohater, początkowo egoistyczny i obojętny, przechodzi wewnętrzną zmianę pod wpływem wizyt duchów.
Najważniejsze motywy:
przemiana
dobro i zło
empatia
pomoc innym

To lektura, która świetnie sprawdza się w tematach dotyczących zmiany, refleksji i drugiej szansy. Klasyczny przykład bohatera dynamicznego.
Dlaczego właśnie te lektury? Co łączy te cztery tytuły
Według egzaminatorki te cztery tytuły mają jedną wspólną cechę — są uniwersalne. Zawierają wiele motywów, które można dopasować do różnych tematów rozprawek. Dzięki temu, niezależnie od tego, jaki temat pojawi się na egzaminie, uczeń ma większą szansę znaleźć odpowiedni przykład i dobrze go rozwinąć.
To nie oznacza, że inne lektury są mniej ważne. Ale jeśli czasu jest mało, warto zacząć właśnie od tych wyżej wymienionych. Warto też mieć z tyłu głowy, że zmiany w egzaminie ósmoklasisty 2026 — m.in. wydłużony czas pisania — mogą wpłynąć na to, jak uczniowie planują powtórki i zarządzają czasem podczas samego testu.
Egzamin ósmoklasisty to też duże emocjonalne wyzwanie — jego wyniki decydują o rekrutacji do szkół średnich, co samo w sobie generuje presję. Jeśli stres ósmoklasisty i wybór szkoły staje się dla dziecka dużym obciążeniem, warto zadbać o wsparcie emocjonalne równolegle do przygotowań merytorycznych.
Źródło: instagram.com/kursye8 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/d0824743f59718dacf2961d8ef6518c0,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/d0824743f59718dacf2961d8ef6518c0,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Znajomość lektur to podstawa, by dobrze zaliczyć egzamin ósmych klas.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208507,uczniowie-traktowani-jak-zolnierze-picie-i-wyjscie-do-toalety-zakazane-na-lekcjach</guid><link>https://mamadu.pl/208507,uczniowie-traktowani-jak-zolnierze-picie-i-wyjscie-do-toalety-zakazane-na-lekcjach</link><pubDate>Tue, 07 Apr 2026 15:32:48 +0200</pubDate><title>Uczniowie traktowani jak żołnierze. &quot;Picie i wyjście do toalety zakazane na lekcjach&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/08f24b70bb216f5ee6d1ecb5cb2e8708,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nauczyciele stają przed trudnym wyborem między dyscypliną a zaufaniem do uczniów. Otwartość pedagogów bywa wykorzystywana, a granice między swobodą a nadużyciem bywają bardzo cienkie. W efekcie proste prawa do picia czy wyjścia do toalety stają się źródłem konfliktów i napięć w klasie.

Uczniowie wykorzystują otwartość nauczycieli?
Kiedy chodziłam do szkoły, zdarzali się nauczyciele, którzy nie pozwalali uczniom wychodzić do toalety podczas lekcji. Pamiętam, że jedna polonistka w gimnazjum oburzała się nawet wtedy, gdy tylko 1–2 osoby w ciągu 45 minut zgłaszały potrzebę wyjścia. Zawsze wspominałam to jako przykład traktowania uczniów jak robotów – nie można było pić, jeść ani iść do łazienki w trakcie zajęć.
Ostatnio jednak spotkałam znajomą ze studiów, która jest nauczycielką w szkole podstawowej, i trochę zrozumiałam perspektywę nauczycieli. Opowiedziała mi o klasie, w której uczniowie nagminnie wykorzystywali fakt, że pozwalała na lekcjach pić i korzystać z toalety bez pytania o zgodę. Skończyło się tak, że uczniowie nadużywali jej otwartości, wychodząc z lekcji na 30 minut i spędzając czas w toalecie np. na scrollowaniu mediów społecznościowych.
Przyznała, że myślała, iż uda jej się wypracować z uczniami partnerską relację, ale okazało się, że dzisiejsi uczniowie bywają bezczelni, roszczeniowi i nadużywają dobrych chęci pedagogów, którym zależy na stworzeniu komfortowych warunków pracy na lekcjach.
Pewnie jej przykre doświadczenia to tylko ułamek sytuacji i nie ma co generalizować wobec wszystkich uczniów. Ale nie zmienia to faktu, że jest to trudna kwestia – jedni nauczyciele potrafią ją rozwiązać, a inni muszą wprowadzać listę zakazów, bo inaczej, ich zdaniem, nie da się prowadzić lekcji.
Dasz im palec, chcą całą rękę
Ostatnio przeczytałam na Threads post o podobnym problemie. Użytkowniczka o nicku @debora._.niewiadomska napisała:
„Myślałam sobie ostatnio o absurdalnych sytuacjach w szkole i przypomniało mi się, jakie odkrywcze było dla mnie, gdy w liceum pozwalano nam pić w trakcie lekcji. Jakby to było coś niesamowitego. W gimnazjum, czy podstawówce nawet stawiano za to uwagę do dziennika. Teraz wydaje mi się to absurdalne. Przecież jak chce ci się pić, to łatwiej ci się rozproszyć podczas lekcji. Nie mówię już o korzystaniu z toalety. Absurd, że o podstawowe potrzeby trzeba walczyć".
Ta kobieta ma sporo racji – dla pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków normalne było, że trzeba było iść do toalety na przerwie między lekcjami, bo później pedagodzy nie zawsze chcieli wypuszczać z klasy. Z dzisiejszej perspektywy jest to szokujące, bo oznaczało zabranianie zaspokajania podstawowych potrzeb fizjologicznych. Z drugiej strony, w komentarzach jedna nauczycielka napisała:
„[...] I pielgrzymki siku. Od razu po dzwonku na lekcję. To mnie denerwuje, ale puszczam. Mój rekord ostatnio to 15 osób na jednej lekcji z wycieczką do toalety. Musiałam nadać uczniom numerki (!) jak w kolejce do urzędu, bo mamy taką zasadę, że wypuszczamy pojedynczo, żeby uniknąć głupich żartów czy nieprzyjemnych sytuacji (bo były)".
Kiedy dobra wola nauczyciela staje się pułapką
Takie przykłady pokazują, że uczniowie często nadużywają tych praw, więc nauczyciel nie jest od ratowania świata i nie mając innych sposobów rozwiązania sytuacji, z braku laku zakazuje wyjść w ogóle.
Autorytet pedagoga i roszczeniowość uczniów
Problem z nadużywaniem swobód wpisuje się w szerszy kryzys autorytetu w polskiej szkole. W środowisku pedagogicznym coraz głośniej mówi się o tym, że nauczyciele boją się szkoły bez jedynek bardziej niż uczniów – rodziców, bo stawianie wymagań – czy to w kwestii ocen, czy zasad zachowania – coraz częściej kończy się konfliktem. To samo zjawisko dostrzegają wykładowcy akademiccy, którzy opisują pokolenie Z w oczach wykładowców akademickich jako przewrażliwione i wymagające, a podtrzymanie ich uwagi i respektowania zasad przez 45 minut staje się prawdziwym wyzwaniem.
Granice, zasady i wzajemny szacunek
Z jednej strony zrozumiałe jest, że nauczyciele muszą pilnować porządku i nie dać się wykorzystać, ale z drugiej – uczniowie powinni móc zaspokajać podstawowe potrzeby fizjologiczne bez strachu przed konsekwencjami. Eksperci podkreślają, że szkoła nie może obejść się bez dyscypliny – nie jako kary czy przymusu, ale jako ram, dzięki którym dzieci uczą się odpowiedzialności i szacunku. To delikatna równowaga, która wymaga od pedagogów zarówno wyczucia, jak i konsekwencji. Być może kluczem jest właśnie wzajemny szacunek i jasne zasady, dzięki którym nikt nie czuje się ograniczony ani wykorzystywany.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/08f24b70bb216f5ee6d1ecb5cb2e8708,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/08f24b70bb216f5ee6d1ecb5cb2e8708,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczniom zakazuje się korzystania z toalety na lekcjach.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208468,men-mialo-oglosic-decyzje-do-konca-marca-szkoly-czekaja-a-chaos-organizacyjny-rosnie</guid><link>https://mamadu.pl/208468,men-mialo-oglosic-decyzje-do-konca-marca-szkoly-czekaja-a-chaos-organizacyjny-rosnie</link><pubDate>Tue, 07 Apr 2026 11:50:22 +0200</pubDate><title>MEN miało ogłosić decyzję do końca marca. Szkoły czekają, a chaos organizacyjny rośnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/df2b9e1bd87c9fa0a33d000f64be7997,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Decyzja dotycząca obowiązkowości edukacji zdrowotnej w szkołach wciąż nie została ogłoszona, choć termin już minął. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada, że stanowisko pojawi się dopiero w tym tygodniu. Tymczasem dyrektorzy szkół i nauczyciele muszą już planować kolejny rok, nie wiedząc, jakie będą zasady.

MEN zwleka z decyzją w sprawie edukacji zdrowotnej
Choć decyzja w sprawie edukacji zdrowotnej miała zostać ogłoszona do końca marca, Ministerstwo Edukacji Narodowej wciąż nie przedstawiło oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Resort kierowany przez Barbarę Nowacką poprosił o cierpliwość i zapowiedział, że komunikat pojawi się dopiero w nowym tygodniu.
Chaos organizacyjny w szkołach
To duży problem dla szkół, które właśnie teraz przygotowują arkusze organizacyjne na rok 2026/2027. Bez jasnych wytycznych trudno zaplanować liczbę godzin.
Niepewność wokół edukacji zdrowotnej przekłada się też na konkretne decyzje kadrowe. Dyrektorzy nie wiedzą, czy będą musieli zatrudnić dodatkowych nauczycieli do prowadzenia zajęć.
Brak decyzji oznacza chaos organizacyjny i ryzyko błędnych decyzji.
Tylko 30% uczniów uczestniczy w zajęciach
Dane MEN pokazują, że edukacja zdrowotna w obecnej, nieobowiązkowej formie nie cieszy się dużą popularnością. W roku szkolnym 2025/2026 zapisało się na nią tylko około 30% uczniów.
Wielu uczniów zdecydowało się złożyć rezygnację — jak pokazujemy w tekście o tym, że uczniowie bojkotują edukację zdrowotną wbrew rodzicom, problem tkwi nie tylko w braku obowiązku, ale też w podejściu samych szkół do przedmiotu. To pokazuje, że bez obowiązku przedmiot może nadal mieć marginalne znaczenie.
Kontrowersje polityczne wokół przedmiotu
Niska frekwencja to w dużej mierze efekt politycznej burzy wokół przedmiotu. Środowiska prawicowe i kościelne aktywnie zachęcały rodziców do wypisywania dzieci z zajęć — szczegółowo opisywał to między innymi natemat.pl w materiale o tym, że edukacja zdrowotna znalazła się na celowniku prawicy dosłownie od pierwszego dnia jej istnienia w szkołach.
Nowacka i Lubnauer: przedmiot powinien być obowiązkowy
Mimo braku decyzji, przedstawiciele resortu jasno wskazują swoje stanowisko. Barbara Nowacka wielokrotnie podkreślała, że jest zwolenniczką obowiązkowej edukacji zdrowotnej. Już wcześniej informowaliśmy, że edukacja zdrowotna może stać się obowiązkowa jeszcze w tym roku — wiceminister Paulina Piechna-Więckiewicz zapowiadała taki scenariusz jesienią ubiegłego roku.
Podobnego zdania jest wiceministra Katarzyna Lubnauer, która mówiła:
„Nie mam wątpliwości, że każde polskie dziecko powinno mieć szansę nauczenia się tych rzeczy, które budują odporność na całe życie. Takich jak kwestie profilaktyki, zdrowia psychicznego, diety. To są takie rzeczy, które powinniśmy wiedzieć, ponieważ nas zabezpieczają do późnej starości".
Głos lekarzy: wiedza, która chroni
Za obowiązkowością opowiadają się również środowiska medyczne. Ginekolożka, dla której edukacja zdrowotna to podstawowa wiedza potrzebna dzieciom, wskazuje na skrajne przypadki wynikające z braku takiej edukacji — nastoletnie ciąże to dopiero początek listy konsekwencji.
Co dalej z edukacją zdrowotną?
Na ten moment wszystko wskazuje na to, że decyzja zapadnie w najbliższych dniach. Dla szkół to ostatni moment, by przygotować się na ewentualne zmiany.
Jeśli przedmiot stanie się obowiązkowy, czeka nas reorganizacja planów lekcji i zwiększone zapotrzebowanie na nauczycieli. Argumenty za tym krokiem są mocne — piszemy o tym szerzej w tekście, w którym wyjaśniamy, dlaczego nie wypiszemy dziecka z edukacji zdrowotnej i jakie warunki musi spełnić szkoła. Jeśli pozostanie dobrowolna – zainteresowanie może pozostać niskie.
Waszym zdaniem edukacja zdrowotna powinna czy nie powinna być obowiązkowa?
Źródło: Strefa Edukacji/RMF24

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/df2b9e1bd87c9fa0a33d000f64be7997,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/df2b9e1bd87c9fa0a33d000f64be7997,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zdrowie dzieci na drugim planie? MEN zwleka z decyzją, która zmieni szkolną rzeczywistość.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208471,matury-juz-za-miesiac-a-cke-szykuje-kolejne-zmiany-uwaga-na-przedmiot-rozszerzony</guid><link>https://mamadu.pl/208471,matury-juz-za-miesiac-a-cke-szykuje-kolejne-zmiany-uwaga-na-przedmiot-rozszerzony</link><pubDate>Tue, 07 Apr 2026 10:42:47 +0200</pubDate><title>Matury już za miesiąc, a CKE szykuje kolejne zmiany. Uwaga na przedmiot rozszerzony</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/61533317a22cfab73c276e7b8c88cd1d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przez ostatnie lata matury zmieniały się niemal bez przerwy, co budziło niepewność wśród uczniów i ich rodziców. Tegoroczne egzaminy zapowiadają się jednak znacznie spokojniej, choć nie obyło się bez drobnych korekt. Równolegle trwa dyskusja o większych reformach, które mogą w przyszłości wpłynąć na sposób organizacji egzaminów w całym kraju.

Egzaminy maturalne w szkołach ponadpodstawowych odbędą się już za niecały miesiąc. Uczniowie są na ostatniej prostej, jeśli chodzi o powtarzanie materiału. Rodzice natomiast z dużą uwagą śledzą wszelkie zmiany w egzaminie, bo w ostatnich latach matury niemal co roku przynosiły nowości. W tym roku również pojawia się jedna zmiana, choć ma ona charakter głównie techniczny i dotyczy arkuszy egzaminacyjnych.
Techniczna zmiana w arkuszach — bez rewolucji merytorycznej
MEN zaplanował dużą zmianę w maturach od 2025 roku, eliminując m.in. obowiązek składania wstępnych deklaracji maturalnych. Tegoroczna nowość idzie w innym kierunku: od tego roku maturzyści z niepełnosprawnościami i odpowiednimi orzeczeniami przystąpią do egzaminu na nieco zmienionych arkuszach. 
Dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, Robert Zakrzewski, w rozmowie z Radiem ZET zapewnił jednak, że pod względem merytorycznym nic się nie zmienia.
To dla uczniów duża ulga, zwłaszcza że w ostatnich latach system egzaminów przechodził liczne modyfikacje — od reformy struktury szkół po zmiany w samej formule matury. Po doświadczeniach pandemii, która również wywróciła wiele zasad do góry nogami, matura 2025 będzie inna niż rok temu, lecz tegoroczne egzaminy wreszcie nie różnią się znacząco od ubiegłorocznych.
Nowy próg punktowy od 2028 roku
W planach jest jednak kolejna istotna zmiana — dotycząca punktacji. Uczniowie zdający egzaminy na poziomie rozszerzonym będą musieli uzyskać minimum 30 procent z dodatkowych przedmiotów, aby zaliczyć maturę. Nowy próg ma wejść w życie najprawdopodobniej od 2028 roku. To nie jedyna zapowiadana nowość w kolejnych latach — pojawi się też nowy przedmiot na maturze 2027, czyli biznes i zarządzanie, który już teraz budzi zaskoczenie wśród nauczycieli.
Egzaminy poza szkolnymi klasami
Pojawił się także pomysł dużej zmiany organizacyjnej, który zyskuje poparcie wielu nauczycieli. Chodzi o przeniesienie egzaminów maturalnych poza budynki szkół. Zdaniem pedagogów takie rozwiązanie pozwoliłoby na normalne prowadzenie zajęć dla pozostałych uczniów. Obecnie w pierwszych dniach obowiązkowych egzaminów — z języka polskiego, matematyki i języka obcego — w szkołach ponadpodstawowych zajęcia są odwoływane.
Centralna Komisja Egzaminacyjna podchodzi jednak do tego pomysłu z rezerwą. Robert Zakrzewski tłumaczył:
„Nauczyciel przeprowadza kartkówkę po to, żeby sprawdzić, czy uczeń opanował materiał, i żeby wiedzieć, że można przejść dalej. Egzamin, oprócz funkcji rekrutacyjnej, pełni podobną rolę — pokazuje, jak działa cały system edukacji. Z tego punktu widzenia trudno oddzielić egzaminy od szkoły".
Dodał jednak:
„Jeśli chodzi o formę, możemy dyskutować, gdzie egzamin powinien być przeprowadzany fizycznie. To wymaga jednak odpowiednich środków i akceptacji społecznej".
Nie da się ukryć, że majowe egzaminy i związane z nimi odwoływanie lekcji wpływają na funkcjonowanie całej szkoły. Uczniowie innych klas często cieszą się z dodatkowych dni wolnych, nie zastanawiając się nad konsekwencjami — krótszym czasem na realizację programu i większym pośpiechem pod koniec roku szkolnego.
Jakie możliwości ma CKE?
CKE nie wyklucza, że w przyszłości organizacja matur może ulec zmianie, tak aby szkoły mogły funkcjonować bardziej płynnie. Dyrektor podsumował:
„To nie znaczy, że obecny model musi obowiązywać przez kolejne lata. Trzeba jednak brać pod uwagę możliwości organizacyjne, finansowe i kadrowe. W centrum tych wszystkich działań powinni być uczniowie".
Formuła egzaminów pod znakiem zapytania
Choć tegoroczne matury nie przynoszą rewolucji, dyskusja o ich formule i organizacji wciąż trwa. Sporne są nie tylko kwestie lokalizacji — trwa też debata o tym, czy obowiązkową maturę z matematyki w ogóle warto utrzymać, czy jest ona raczej narzędziem wykluczenia niż sprawdzania kompetencji. Jednocześnie CKE konsekwentnie przypomina, że przez zwyczaje tego pokolenia można unieważnić maturę — fotografowanie arkuszy i publikowanie ich w sieci to problem, z którym komisja zmaga się od kilku lat.
Widać wyraźnie, że system egzaminacyjny stoi dziś przed poważnym wyzwaniem. Trzeba znaleźć równowagę między organizacją egzaminów a komfortem pracy całej społeczności szkolnej. Najbliższe lata pokażą, czy zapowiadane zmiany wejdą w życie i rzeczywiście poprawią sytuację uczniów i nauczycieli, czy też staną się kolejnym elementem edukacyjnej układanki, której nikt do końca nie umie ułożyć.
Źródło: wiadomosci.radiozet.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/61533317a22cfab73c276e7b8c88cd1d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/61533317a22cfab73c276e7b8c88cd1d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Matury już za miesiąc, a CKE szykuje kolejne zmiany. Uwaga na przedmiot rozszerzony</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208462,nawet-krytycy-nie-chca-dymisji-nowackiej-jeden-powod-powtarza-sie-u-wszystkich</guid><link>https://mamadu.pl/208462,nawet-krytycy-nie-chca-dymisji-nowackiej-jeden-powod-powtarza-sie-u-wszystkich</link><pubDate>Tue, 07 Apr 2026 10:19:40 +0200</pubDate><title>Nawet krytycy nie chcą dymisji Nowackiej. Jeden powód powtarza się u wszystkich</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/d4680e82fff9f33a11006047101aeec9,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Barbara Nowacka jest jedną z najgorzej ocenianych minister, ale jej pozycja wciąż pozostaje stabilna. Środowisko oświatowe nie widzi sensu w jej odwołaniu, obawiając się jeszcze większego chaosu w szkołach. W czasie nadchodzących zmian wielu ekspertów stawia na jedno: stabilność zamiast kolejnej rewolucji.

Środowisko oświatowe żyje spekulacjami o dymisji Barbary Nowackiej. Informacje o możliwej rekonstrukcji rządu szybko rozgrzały nauczycieli, dyrektorów i związkowców — a głosy płynące ze szkół są zaskakująco zgodne: to zły moment na zmiany na stanowisku ministra edukacji.
Plotki o dymisji i szybkie dementi
Rekonstrukcja rządu Donalda Tuska to temat, który regularnie rozgrzewa komentatorów politycznych — tym razem jednak szczególnie mocno zareagowało środowisko oświatowe. W mediach pojawiły się doniesienia, że ze stanowiskiem może pożegnać się m.in. Barbara Nowacka.
Sama minister edukacji podchodziła do sprawy spokojnie:
„Premier zawsze ma prawo podejmować decyzję. (…) Każdy minister jest zależny od decyzji premiera".
Chwilę później Tusk uciął spekulacje:
„Nie wiem, skąd wzięła się ta plotka. Wiem, że niektóre media zaczęły rozpisywać się o moich ambitnych planach kolejnej rekonstrukcji rządu, ale nie mam w tej chwili takich planów".
Oświata: dlaczego zmiana ministra byłaby błędem
Związkowcy i eksperci mówią jednym głosem
Choć temat dymisji wraca, wielu przedstawicieli środowiska edukacyjnego mówi jasno, że to zły pomysł. Na rewolucję w szkołach i przedszkolach od września 2026 — czyli wejście w życie nowych podstaw programowych — zostały już wydane środki i uruchomione mechanizmy legislacyjne. Zmiana kierownictwa mogłaby to wszystko storpedować.
Sławomir Broniarz, szef ZNP, który dobrze zna realia polskiej edukacji — średnia wieku nauczyciela to już 47 lat, a braki kadrowe są coraz poważniejsze — podkreśla:
„Po co mielibyśmy robić zmiany w MEN na trzy miesiące przed startem kluczowej reformy pani minister i kto by ewentualnie się takiego zadania podjął?".
Podobnie uważa Krzysztof Wojciechowski:
„Sztandarowy projekt wprowadzany przez panią Nowacką nie może mieć innego autora i wykonawcy".
Nawet krytycy widzą ryzyko
Co ciekawe, sceptycznie do dymisji podchodzi także poseł Marcin Józefaciuk, który sam krytykuje działania ministerstwa.
„Mam gotowy projekt tego wniosku (…) tylko pytanie brzmi, czy gdyby ten wniosek okazał się skuteczny, to czy nie spadniemy z deszczu pod rynnę?".
Dodaje też ważną uwagę o samej minister:
„Minister Nowacka jest sprawnym politykiem. Ma 'gadane', potrafi wiele rzeczy uzasadnić, usprawiedliwić, potrafi też czasami odwrócić kota ogonem w sposób taki, że to się ładnie kupuje".
Brak następcy — największy argument przeciw dymisji
Kto miałby ją zastąpić? Największy problem — zdaniem ekspertów — to brak alternatywy.
„Ja w tym momencie nie widzę nikogo takiego, kto by się chociaż interesował oświatą" — mówi Józefaciuk.
Zmiana na stanowisku ministra mogłaby więc nie poprawić sytuacji, a ją pogorszyć — zwłaszcza że reformy już trwają, a środki zostały wydane. To tłumaczy, dlaczego nawet środowiska, które niekoniecznie są entuzjastami tego, co Nowacka zmienia w szkołach, ale nie wśród Polaków — bo sondaże pokazują, że niemal połowa z nich ocenia jej pracę negatywnie — wolą status quo.
Stabilność szkół ważniejsza niż personalny reset
Dyrektorzy szkół podkreślają, że teraz najważniejsza jest przewidywalność. Marzena Majerowska mówi wprost:
„Jeżeli dojdzie do zmiany na stanowisku ministra, to szkoły dotkną kolejne zmiany. Więc im mniej zmian na wysokich szczeblach, tym lepiej, bo to daje szkołom jakąś stabilność, przewidywalność działań".
Pojawiają się też pozytywne opinie. Jeden z dyrektorów powiedział:
„Osobiście bym minister Nowackiej nie odwołał, bo uważam, że jest jedną z lepszych od dawna".
Nie wszyscy są jednak tak wyrozumiali. Sławomir Wittkowicz, który od lat krytykuje MEN m.in. za podejście do wynagrodzeń — bo znamy ostateczną kwotę podwyżek dla nauczycieli i na więcej MEN się nie zgodzi — mówi wprost:
„Od dawna mówię o niej w kontekście wielkiego rozczarowania środowiska, krytykując ją za całokształt działań".
Jego zdaniem zmiana powinna nastąpić jak najszybciej.
Źródło: portalsamorzadowy.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/d4680e82fff9f33a11006047101aeec9,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/d4680e82fff9f33a11006047101aeec9,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nowacka pod ostrzałem, ale nadal u steru. Oświata wybiera stabilność zamiast rewolucji.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/208297,dzieci-w-szkole-nie-ucza-sie-angielskiego-8-lat-nauki-a-dziecko-mowi-jak-tlumacz-google</guid><link>https://mamadu.pl/208297,dzieci-w-szkole-nie-ucza-sie-angielskiego-8-lat-nauki-a-dziecko-mowi-jak-tlumacz-google</link><pubDate>Mon, 06 Apr 2026 19:25:02 +0200</pubDate><title>Dzieci w szkole nie uczą się angielskiego. 8 lat nauki, a dziecko mówi jak tłumacz Google</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/b2dee5fa74e8064b7d91671b0a078e02,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po kilku latach nauki angielskiego dziecko zna słówka i zasady, ale gdy ma coś powiedzieć, wtedy milknie. Rodzice coraz częściej zastanawiają się, czy szkoła rzeczywiście uczy języka, czy tylko przygotowuje do sprawdzianów. Jak się okazuje, problem może leżeć nie tylko w samym programie, a w tym, jak naprawdę uczymy się mówić w obcym języku.

Ośmiolatek zna kolory, potrafi powiedzieć "My name is…", ale gdy trzeba odpowiedzieć na proste pytanie, milknie. Wielu rodziców zna taką sytuację, mimo że dziecko uczy się już od przedszkola. 
Po latach nauki w szkole dzieci znają słówka i zasady gramatyczne, ale nie potrafią swobodnie mówić. Dlaczego tak się dzieje? Problem nie zawsze leży w samej szkole. Raczej w tym, jak w ogóle uczymy się języka.
Język to nie wiedza, to umiejętność
Najczęściej popełniamy jeden podstawowy błąd. Traktujemy język jak przedmiot do zaliczenia, a nie jak umiejętność do wyćwiczenia. Tymczasem mówienie to nawyk – dokładnie tak jak jazda na rowerze czy pływanie. Nie da się go opanować wyłącznie z podręcznika.
– Żeby zacząć mówić w danym języku, trzeba to po prostu ćwiczyć. Szkoła nie daje takich możliwości – mówi Karina, nauczycielka angielskiego. – Język trzeba ćwiczyć codziennie. Są różne aplikacje, darmowe strony internetowe. Potrzeba tylko chęci. W szkole podstawowej uczeń powinien opanować podstawy, żeby móc wypowiadać się na podstawowe tematy. Słownictwo niestety musi powtarzać sam, bez tego ani rusz. Gramatykę można wytłumaczyć i ćwiczyć w szkole. Ja od początku nauki staram się włączać mówienie na zajęciach, chociaż w szkole to trudne, jeśli nie ma podziału na grupy i są uczniowie z orzeczeniami, a jest ich coraz więcej – dodaje nauczycielka. 
25 osób i 45 minut, czyli jak wyglądają realia szkolne
Szkoła daje fundamenty – słownictwo, struktury, zasady. Ale to za mało, by posługiwać się sprawnie językiem. 
W klasie siedzi często ponad 20 uczniów. Każdy na innym poziomie. Każdy z innymi potrzebami i predyspozycjami. A czasu jest 45 minut. – Nie od dziś wiadomo, że aby umieć język, trzeba regularnie mówić. Cóż, ciężko, by w szkole, gdzie w klasie jest 25 osób, nauczyciel z każdym regularnie rozmawiał. Korepetycje raz w tygodniu też nie wystarczą – najlepiej rozmawiać, dużo rozmawiać. W szkole dziecko poszerzy zakres słówek, poprawność gramatyczną, reszta wymaga wyćwiczenia" – zauważa jedna z mam.
Mózg lubi powtarzalność
Jest jeszcze jedna rzecz, o której często zapominamy w kontekście nauki języka. Nasz mózg działa na zasadzie powtórzeń. Jeśli nie wracamy do języka regularnie, ścieżki neuronowe zwyczajnie zanikają. – Jestem nauczycielem języka angielskiego i mogę powiedzieć, że na pewno, aby nauczyć się płynnie posługiwać językiem obcym, potrzebna jest regularność. Same lekcje w szkole czy korepetycje raz w tygodniu nie są wystarczające. W sumie tak jest nie tylko z językiem. Mózg szybko zapomina, jeśli nie przecieramy tych ścieżek" – mówi Paula, nauczycielka angielskiego. Dodaje jeszcze, że właśnie dlatego nawet najlepsza lekcja raz czy dwa razy w tygodniu nie wystarczy. Język musi być obecny w codzienności.
Jak uczą się dzieci, które naprawdę zaczynają mówić?
Rodzice coraz częściej szukają własnych sposobów na to, by dzieci zaczęły płynnie mówić w obcym języku. I – co ciekawe – często są one bardzo proste. – Najlepszy trick na szybką naukę języków dla dzieci? Kupujemy serię książeczek dla dzieci, np. Pete the Cat. Włączamy audiobook na YouTube i dziecko czyta wzrokiem wraz z lektorem. Codziennie, na relaksie lub przed snem, jako przyjemna bajeczka. To daje niesamowite efekty" – poleca jedna z mam.
Inni idą jeszcze dalej i wprowadzają język do codziennego życia. – Moje dzieci uczą się na aplikacjach, filmach, grach i piosenkach. Inaczej by było ciężko – wyjaśnia inna mama. 
Metoda, o której mówią mamy, to właśnie tzw. immersja, czyli zanurzenie w języku. Dziecko nie uczy się języka, tylko zaczyna go używać w sposób zupełnie naturalny.
Czy korepetycje mogą rozwiązać problem?
Często tak, ale pod warunkiem, że skupiają się na mówieniu. – Ja mam dorosłego syna, ale w język inwestowałam od pierwszej klasy podstawowej. Chodził prywatnie, najpierw dwa razy w tygodniu, w starszych klasach raz, ale systematycznie do końca szkoły średniej. Teraz pracuje w języku angielskim, także efekt jest. Przede wszystkim nauczył się mówić, o co w licznych klasach jest trudno – opowiada jedna z mam.
– Jak dla mnie, lekcje z native speakerem, nie mówiącym po polsku, to jedyne słuszne rozwiązanie, jeśli ktoś chce naprawdę umieć język. Bo kiedy dziecko nie ma wyjścia i musi się dogadać, po prostu zaczyna mówić – dodaje inna.
Co naprawdę działa przy nauce języka?
Gdyby zebrać te wszystkie historie i doświadczenia w jedno, wyłania się dość spójny obraz. Język zaczyna "wchodzić" dopiero wtedy, kiedy przestaje być szkolnym obowiązkiem, a staje się częścią codzienności. Nie chodzi o więc kolejne ćwiczenia w zeszycie ani nawet o perfekcyjnie opanowaną gramatykę czy dodatkowe korepetycje, ale o kontakt z językiem. Częsty, naturalny element codzienności.
Jeśli np. dziecko chce oglądać bajkę, włączmy ją bez lektora. Zainteresowanie fabułą spowoduje, że samo wyłapie sens dialogu. 
Umiejetność mówienia zdobywa się dzięki powtarzalności, osłuchaniu i odwadze do mówienia. Szkoła może ten proces rozpocząć, ale tak naprawdę ważna jest potem samodzielna praca – w zabawie, podczas codziennych sytuacji czy nawet oglądania bajek.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/b2dee5fa74e8064b7d91671b0a078e02,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/b2dee5fa74e8064b7d91671b0a078e02,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Wielu rodziców zapisuje dzieci na dodatkowe lekcje, bo uważa że w szkole nie nauczą się języka.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/207976,czy-nauczyciele-powinni-isc-wczesniej-na-emeryture-to-nie-metryka-jest-problemem</guid><link>https://mamadu.pl/207976,czy-nauczyciele-powinni-isc-wczesniej-na-emeryture-to-nie-metryka-jest-problemem</link><pubDate>Sat, 04 Apr 2026 19:25:01 +0200</pubDate><title>Czy nauczyciele powinni iść wcześniej na emeryturę? To nie metryka jest problemem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/cdd13f27544523e9a742d55e09972f92,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedy pojawia się starsza nauczycielka w klasie u małego dziecka, powstaje pytanie czy nadąży za współczesnymi dziećmi? Czy będzie miała cierpliwość, energię, świeże podejście? Rodzice coraz częściej zadają sobie to pytanie. Ale kiedy posłuchasz innych, okazuje się, że sprawa wcale nie jest tak oczywista.

Cała dyskusja zaczęła się od wpisu jednej z mam na forum dla rodziców. Podzieliła się ona swoją wątpliwością dotyczącą wieku nauczycielki dziecka.
Pod postem szybko pojawiły się dziesiątki komentarzy. I choć część rodziców podzielała te obawy, inni patrzyli na sprawę zupełnie inaczej.
"Była miła, ale dzieci miały ogromne braki"
"Mieliśmy podobną sytuację w klasach 1-2. Pani była ciepła i wyrozumiała, ale też już bardzo zmęczona. W trzeciej klasie dzieci dostały młodą nauczycielkę i dopiero wtedy wyszło, że cała klasa ma ogromne braki. Nawet dyktanda były problemem. Wcześniej wydawało się, że wszystko jest w porządku." – pisała jedna z mam. 
Starzejąca się kadra i brak młodych chętnych do pracy w zawodzie 
W dyskusji pod postem pojawił się też szerszy problem systemowy: "Prawda jest taka, że brakuje nauczycieli. W wielu szkołach etaty są łatane emerytami, bo po prostu nie ma kto pracować. Oczywiście zdarzają się osoby, które trzymają się pracy z przyzwyczajenia, ale często to konieczność, a nie wybór."
"Rodzice nie chcieli do mnie zapisać dzieci" 
Głos w dyskusji zabrała również nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem:
To nie wiek decyduje
Wielu rodziców podkreślało jednogłośnie, że to nie wiek sam w sobie decyduje o tym, jaki będzie nauczyciel. Jedna z mam mówiła, że jej córka ma nauczycielkę, która za dwa lata idzie na emeryturę a młodsze osoby nie nadążają za jej tempem. Organizuje wyjścia, konkursy, zielone szkoły. Jak dodaje, jest wiele młodszych nauczycieli, dla których samo wyjście z klasą do kina to problem.
Każdy uczy inaczej i nie wszystkim to pasuje
W dyskusji nie zabrakło też głosów chwalących bardziej "tradycyjne" metody nauczania:
"My mamy nauczycielkę z dużym doświadczeniem. Dużo lektur, sprawdziany, zero nowoczesnych metod. Nie wszystko mi się podoba, ale wierzę, że dzięki temu moje dziecko sobie poradzi. Staram się nie wchodzić w kompetencje nauczyciela i mu zaufać."
Problem leży głębiej niż w metryce
Z dyskusji szybko wyłonił się jeszcze jeden ważny wątek, że to nie starsi nauczyciele nie dają rady, ale cały system nie funkcjonuje tak, jak potrzeba. Wszystko się zmienia, także dzieci. "Dzisiejsze dzieci są inne niż kiedyś. Mają problem ze skupieniem, są przebodźcowane. A nauczyciel często nie ma narzędzi, by sobie z tym poradzić. Do tego dochodzi brak wsparcia ze strony rodziców, którzy nierzadko stają po stronie dziecka, bez względu na to, czy to jego wina, czy nie. Problem nie leży tylko w nauczycielach, ale w całym współczesnym systemie."
Ekspert: "To nie wiek jest kluczowy"
O komentarz do tej gorącej dyskusji poprosiłam Piotra Jastrzębskiego, eksperta ds. prawa oświatowego. Jak to w rzeczywistości wygląda – czy nauczycielom powinna przysługiwać wcześniejsza emerytura i czy faktycznie młodsze dzieci wymagają młodszych nauczycieli?
– W debacie o pracy nauczycieli często pojawia się przekonanie, że osoby w wieku przedemerytalnym nie powinny pracować z najmłodszymi dziećmi. Argument wydaje się prosty – dzieci potrzebują energii, więc powinni uczyć je młodsi nauczyciele. W praktyce jednak rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i nie da się jej sprowadzić do metryki.
Ekspert podkreśla, że kluczowa jest postawa, a nie wiek. – Można spotkać trzydziestolatków, którzy są już wypaleni zawodowo i pracują mechanicznie. Można też spotkać nauczycieli po sześćdziesiątce, którzy wciąż są ciekawi świata i dzieci. Edukacja opiera się przede wszystkim na relacji, cierpliwości i uważności.
Jastrzębski zwraca też uwagę na ogromną wartość doświadczenia. – Z czasem nauczyciel uczy się czytać emocje dzieci, rozumie dynamikę grupy, potrafi reagować spokojniej. To kompetencje, których nie da się zdobyć szybko.
Ale – jak sam dodaje nasze ekspert – są oczywiście różne przypadki. – Problem pojawia się wtedy, gdy nauczyciel zaczyna "doczekiwać do emerytury". Jeśli ktoś wykonuje ten zawód bez zaangażowania, to niezależnie od wieku przestaje być dobrym nauczycielem.
To nie emerytura jest rozwiązaniem
Jak podkreśla Jastrzębski, w tym problemie nie chodzi o to, czy starsi nauczyciele powinni wcześniej odchodzić z zawodu. Kluczowe jest stworzenie takiego środowiska pracy, w którym nauczyciele (niezależnie od wieku) chcą się rozwijać i mają poczucie sensu swojej pracy. – Szkoła potrzebuje i jednych, i drugich. Młodsi nauczyciele wnoszą świeżość i nowe narzędzia. Starsi doświadczenie i stabilność. Dzieci potrzebują obu tych perspektyw – wyjaśnia nasz ekspert. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/cdd13f27544523e9a742d55e09972f92,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/cdd13f27544523e9a742d55e09972f92,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Każdy nauczyciel ma swój sposób nauczania i metody wychowawcze i nie zawsze zależy to od wieku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/203468,rodzice-i-nauczyciele-wypowiedzieli-wojne-telefonom-opracowali-umowe-ekranowa</guid><link>https://mamadu.pl/203468,rodzice-i-nauczyciele-wypowiedzieli-wojne-telefonom-opracowali-umowe-ekranowa</link><pubDate>Sat, 04 Apr 2026 10:12:02 +0200</pubDate><title>Rodzice i nauczyciele wypowiedzieli wojnę telefonom. Opracowali &quot;umowę ekranową&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/25189b8048269e93405e28268d6ac4f5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W jednej z krakowskich szkół powstała inicjatywa, która może stać się wzorem dla innych placówek w Polsce. Rodzice i nauczyciele wspólnie opracowali tzw. umowę ekranową – dokument określający zasady korzystania z ekranów, by chronić dzieci przed nadmiarem technologii i presją bycia online. Jak mówi jeden z pomysłodawców, Michał Płaza, to sposób, by "żadne dziecko nie czuło się inne tylko dlatego, że nie ma smartfona".

Krakowska szkoła wolna od smartfonów
W krakowskiej szkole, o której mowa, obowiązuje całkowity zakaz korzystania z telefonów na terenie placówki. Dzieci mogą mieć je przy sobie, ale muszą być wyłączone i schowane w plecakach.
„Szkoła to miejsce, gdzie powinniśmy się uczyć, koncentrować i budować prawdziwe relacje z ludźmi. To przestrzeń, gdzie telefonów po prostu nie powinno być" – tłumaczy Michał Płaza, rodzic, społecznik i członek dzielnicowej Komisji Edukacji.
Według niego zakaz połączony z edukacją rodziców może przynieść wiele dobrego. „Lepiej po prostu ograniczyć ich używanie, podobnie jak zabrania się dzieciom picia alkoholu czy palenia papierosów" – dodaje.
Dlaczego nawet wyłączony telefon rozprasza?
Badania, na które powołuje się Płaza, pokazują, że smartfon szkodzi szybciej, niż myślisz — i dzieje się to nawet wtedy, gdy urządzenie jest wyłączone i leży w zasięgu wzroku. Najnowsze badania naukowców z Singapuru i Kanady potwierdzają, że nadmierny kontakt z ekranami powoduje trwałe zmiany w mózgu, widoczne jeszcze w wieku nastoletnim.
„Kiedy pracujemy, często zerkamy na telefon, nawet jeśli nic się na nim nie dzieje. Dzieci mają jeszcze trudniej, bo ich mózg nie jest w pełni rozwinięty i trudniej im się skoncentrować" – wyjaśnia Płaza.
Dlatego w jego szkole ustalono, że telefon ma pozostać w plecaku przez cały dzień. Jeśli uczeń wyciąga urządzenie, szkoła reaguje zgodnie z ustalonymi wcześniej zasadami — np. informuje rodziców.
Partnerstwo z rodzicami zamiast odgórnego nakazu
To, co wyróżnia tę inicjatywę, to partnerstwo między szkołą a rodzicami. Zamiast narzucać ograniczenia, dyrekcja zaproponowała wspólne wypracowanie zasad.
„Takie regulacje nie mogą być narzucane odgórnie przez dyrektora, tylko konsultowane z Radą Rodziców" – podkreśla Płaza.
To podejście stawia krakowską inicjatywę w wyraźnym kontraście wobec debaty toczącej się na poziomie ogólnopolskim. MEN przyspiesza prace nad ustawą o zakazie smartfonów w szkołach — przepisy mają wejść w życie od 1 września 2026 roku i objąć wszystkie szkoły podstawowe w Polsce. Tymczasem krakowski model pokazuje, że podobne rezultaty można osiągnąć już dziś, budując je od dołu razem z rodzicami.
Rodzice zgodzili się, że tworzenie wspólnoty zasad daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa i przynależności. „Chcemy, żeby dziesięcioletnie dziecko, które nie ma konta na Facebooku, nie czuło się jedyne w klasie, które 'nie może', gdy inni mogą" – tłumaczy Płaza.
Czym jest „umowa ekranowa"?
Tzw. umowa ekranowa to dobrowolne porozumienie rodziców w obrębie jednej klasy. Dokument określa podstawowe zasady higieny cyfrowej, takie jak czas spędzany przed ekranem, brak kont w mediach społecznościowych przed 13. rokiem życia czy zakaz zakładania klasowych grup na WhatsAppie.
Ten ostatni punkt jest szczególnie istotny. Jak pokazują relacje rodziców i psychologów, grupy klasowe na komunikatorach stają się areną hejtu, gdzie szkolna przemoc rówieśnicza nie kończy się po ostatnim dzwonku, lecz towarzyszy dziecku przez całą dobę.
„WhatsApp sam w sobie nie jest zły, ale dzieci nie są jeszcze gotowe, by odpowiedzialnie z niego korzystać. Takie grupy często stają się miejscem wysyłania memów, ośmieszania i nieustannego sprawdzania, czy ktoś czegoś nie napisał" – mówi Płaza.
Porozumienie jest aktualizowane co roku, a podpisuje je coraz więcej rodziców. „Pierwszą wersję umowy podpisała ponad połowa klasy, a rok później jeszcze więcej rodziców" – dodaje.
„Wszyscy mają smartfona" — mit obalony przy kawie po wywiadówce
Jednym z najcenniejszych efektów tej inicjatywy okazały się rozmowy między rodzicami. „Po wywiadówkach często zostajemy i rozmawiamy. Okazuje się, że nasze dzieci mówią: 'wszyscy mają smartfona', a tak naprawdę ma go tylko połowa klasy" – opowiada Płaza.
To odkrycie nie jest odosobnione. Rodzice, którzy decydują się nie dawać dzieciom smartfonów lub blokować dostęp do mediów społecznościowych, często czują się osamotnieni — bo ich dziecko przekonuje ich, że rodzice dzieci z klasy łamią prawo, a ono jedno nie ma dostępu do grupy klasowej. Wspólna umowa ekranowa rozwiązuje ten problem: kiedy zasada obowiązuje całą klasę, presja rówieśnicza przestaje działać na niekorzyść rodziców, którzy chcą stawiać granice.
Higiena cyfrowa zaczyna się w przedszkolu
Autorzy „umowy ekranowej" przekonują, że o higienie cyfrowej trzeba mówić już w przedszkolu. „Jeśli dzieci grają w jakieś gry, warto im tłumaczyć: 'OK, możesz zagrać, ale nie za długo, bo to nie jest zdrowe'" – mówi Płaza.
To, jego zdaniem, fundament świadomego korzystania z technologii. Dzięki temu, gdy dziecko słyszy: „Nie możesz grać po 23, bo twój mózg się rozwija", rozumie sens tej granicy, a nie tylko zakaz. I właśnie takie podejście — oparte na rozmowie i edukacji, a nie samym zakazie — wyróżnia krakowski model na tle ogólnopolskiej debaty, w której, jak wynika z sondaży przytaczanych przez innpoland.pl, zakaz smartfonów w szkołach popiera już ponad połowa rodziców dzieci, lecz droga do skutecznego jego wdrożenia wciąż pozostaje otwarta.
Źródło: strefaedukacji.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/25189b8048269e93405e28268d6ac4f5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/25189b8048269e93405e28268d6ac4f5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Krakowscy rodzice zjednoczyli się przeciwko presji online. Wymyślili &quot;umowę ekranową&quot;.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
