<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[MamaDu.pl - Newsy]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Newsy w MamaDu.pl]]></description>
		<link>https://mamadu.pl/c/141,newsy</link>
				<generator>mamadu.pl</generator>
		<atom:link href="https://mamadu.pl/rss/kategoria,141,newsy" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209620,wyrok-dla-oprawcow-kamilka-z-czestochowy-ojczym-i-matka-spedza-za-kratkami-dziesiatki-lat</guid><link>https://mamadu.pl/209620,wyrok-dla-oprawcow-kamilka-z-czestochowy-ojczym-i-matka-spedza-za-kratkami-dziesiatki-lat</link><pubDate>Wed, 06 May 2026 13:45:01 +0200</pubDate><title>Wyrok dla oprawców Kamilka z Częstochowy. Ojczym i matka spędzą za kratkami dziesiątki lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/8b2fc09a09ab5707d713167e7ba12e97,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sąd Okręgowy w Częstochowie wydał wyrok w głośnej sprawie śmierci 8-letniego Kamila, skazując jego matkę i ojczyma na wieloletnie kary więzienia. Proces ujawnił wieloletnie, brutalne znęcanie się nad dzieckiem i jego rodzeństwem, które przez lata pozostawało niezauważone mimo nadzoru aż 17 instytucji. Sprawa, która wstrząsnęła Polską, kończy się dziś wyrokami, ale nadal rodzi pytania o systemową bezradność wobec przemocy domowej.

Zapadł wyrok dla oprawców Kamilka z Częstochowy. 25 lat dla ojczyma, 16 dla matki
Śmierć 8-letniego Kamila z Częstochowy była szokującym wydarzeniem, które poruszyło cały kraj. Po tej tragedii władze podjęły działania zmierzające do poprawy przepisów dotyczących reagowania w przypadku podejrzeń przemocy domowej wobec najmłodszych.
Trzy lata po śmierci 8-latka zapadł wyrok
Sprawa wywołała ogromne emocje, szczególnie że prokuratura w krótkim czasie po śmierci chłopca ustaliła, iż dziecko wraz z rodzeństwem od dłuższego czasu było ofiarami przemocy. Zdarzenie miało miejsce w 2023 roku – za dwa dni, 8 maja, przypada 3. rocznica śmierci chłopca. Przypomnijmy, że nie żyje 8-letni Kamilek z Częstochowy – informację o jego śmierci przekazało wówczas Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka, a chłopiec walczył o życie 35 dni.
Dziś (6.05.2026) w mediach pojawiła się informacja, że zakończyła się sprawa przeciwko oprawcom Kamila – Dawidowi B. (29 l.) oraz Magdalenie B. (38 l.) – matce i ojczymowi. Ojczym został skazany na 25 lat więzienia, natomiast matka chłopca otrzymała wyrok 16 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo wyroki usłyszeli ciotka Kamila: Aneta J. (48 l.) oraz wuj – Wojciech J. (64 l.).
Decyzja sądu zapadła w Sądzie Okręgowym w Częstochowie, gdzie zgromadziły się tłumy dziennikarzy. Obecna była również rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak oraz przyrodnia siostra Kamila, Magdalena Mazurek (oskarżyciel posiłkowy). To nie pierwszy raz, gdy sprawą zajmował się ten sąd – wcześniej sąd zdecydował ws. praw rodzicielskich matki i ojczyma Kamila z Częstochowy, pozbawiając parę władzy rodzicielskiej nad pozostałymi dziećmi.
Co znamienne, na sali rozpraw nie było głównych oskarżonych – ojczym odmówił doprowadzenia z aresztu w Tarnowskich Górach, a matka pozostała w Zakładzie Karnym w Lublińcu. Wyroki osobiście usłyszało natomiast wujostwo chłopca.
Dziecko było maltretowane 4 lata przed śmiercią
Jak podaje prokuratura, ojczym Kamila, Dawid B., który otrzymał wyrok 25 lat więzienia, w ostatnich dniach przed śmiercią chłopca znęcał się nad nim, a następnie nie udzielił mu pomocy wspólnie z pozostałymi oskarżonymi. Dziecko było bite, kopane, poparzone gorącą wodą z bojlera i rzucone o piec węglowy.
Poparzenia obejmowały 25 procent ciała 8-latka. Chłopiec przez 5 dni leżał w domu z połamanymi kończynami i rozległymi poparzeniami, a jednocześnie rozwijała się u niego niewydolność oddechowa. Prokuratura wykazała, że ojczym znęcał się przez ostatnie 4 lata życia chłopca nad nim i jego rodzeństwem, a matka dzieci Magdalena B. nie reagowała, a także dopuszczała się znęcania i gróźb.
Dodatkowo ojczym ma zapłacić 40 tys. zł zadośćuczynienia dla Fabiana – młodszego brata Kamila, który również był pokrzywdzony – oraz po 7 tys. zł na kolejne pokrzywdzone dzieci. Magdalena B. ma zasądzone 20 tys. zł na rzecz Fabiana. Trzeba pamiętać, że śmierć 8-letniego Kamilka poruszyła Polskę i stała się symbolem niewydolności systemu ochrony dzieci, który zawiódł na wielu poziomach.
Zaniedbania instytucji i ustawa Kamilka
Warto wspomnieć, że na razie nie zostały prawidłowo rozliczone ze swojej pracy organy, które sprawowały kuratelę nad rodziną – było to aż 17 instytucji. Jak podaje fakt.pl: "Magdalena B. skutecznie lawirowała i opowiadała, że w jej domu nie ma żadnej przemocy. Kłamała, bo obawiała się, że straci świadczenia na dzieci, z których się utrzymywała".
Po tragedii w 2023 roku rozpoczęły się intensywne prace nad nowymi przepisami – projekt ustawy, który może chronić dzieci przed losem Kamilka, wprowadził m.in. standardy ochrony małoletnich we wszystkich placówkach pracujących z dziećmi oraz obowiązek analizy poważnych przypadków krzywdzenia. Mimo to eksperci podkreślają, że ignorujemy dzieci, choć same mówią, że chcą być słyszane – to jeden z głównych przekazów ostatniej kampanii Rzeczniczki Praw Dziecka, która apeluje o realne wsłuchiwanie się w głos najmłodszych.
Proces dotyczący maltretowanego chłopca trwał prawie rok – od 30 czerwca 2025 roku. Sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami, a prowadziła ją Prokuratura Regionalna w Gdańsku.
Źródło: natemat.pl, fakt.pl, tvn24.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/8b2fc09a09ab5707d713167e7ba12e97,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/8b2fc09a09ab5707d713167e7ba12e97,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Oprawca Kamilka z Częstochowy dostał wyrok 25 lat więzienia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209479,zetki-chca-zarabiac-nawet-20-tys-zl-miesiecznie-nowa-generacja-dobrze-zna-swoja-wartosc</guid><link>https://mamadu.pl/209479,zetki-chca-zarabiac-nawet-20-tys-zl-miesiecznie-nowa-generacja-dobrze-zna-swoja-wartosc</link><pubDate>Wed, 06 May 2026 10:18:21 +0200</pubDate><title>Zetki chcą zarabiać nawet 20 tys. zł miesięcznie. Nowa generacja dobrze zna swoją wartość</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/a5736845fc438297953d0a6f73d1c97e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Młodzi Polacy już na starcie kariery mają jasno określone oczekiwania finansowe i nie boją się mówić o konkretnych kwotach. Z najnowszego badania wynika, że studenci celują w zarobki rzędu kilkunastu tysięcy złotych, a część z nich widzi swoją przyszłość nawet na poziomie 20 tys. zł miesięcznie. Problem w tym, że ich ambicje coraz wyraźniej rozmijają się z realiami rynku pracy.

Młodzi chcą zarabiać kilkanaście tysięcy minimum
Pokolenie Zet to młodzi ludzie, którzy właśnie wchodzą w dorosłość. Część z nich wciąż uczy się w szkołach średnich i na studiach, ale wielu zdążyło już wejść na rynek pracy. O tych drugich starsi koledzy często nie mają najlepszego zdania: mówią o roszczeniowości, leniwych 20-latkach, którzy ponad wszystko stawiają swój komfort i spokój.
Nie do końca jest to prawda, choć wiele zależy od perspektywy. Pytanie, czy naprawdę młodzież jest roszczeniowa i leniwa, pojawia się regularnie w mediach, choć psychologowie od dawna podkreślają, że Zetki są raczej zagubione i potrzebują wsparcia, a nie krytyki. Tymczasem SW Research przeprowadziło badanie "Student w pracy" na zlecenie Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu, w którym pokazano, jak na rynek pracy patrzy młode pokolenie oraz jakie ma oczekiwania i plany związane z karierą zawodową.
Ile dziś zarabia polski student
Z badania wynika, że dzisiejsi studenci w prawie 50 proc. pracują na stałe lub dorywczo. Aż 18,5 proc. z nich zarabia miesięcznie 4-5 tys. zł netto (a do 26. roku życia są zwolnieni z podatku dochodowego przy limicie zarobków do 85 528 zł rocznie). 1/3 obecnych studentów zarabia ok. 5-6 tys. zł na rękę, a 13,5 proc. respondentów dostaje miesięcznie mniej niż 2 tys. zł.
Średnia zarobków nie jest najgorsza, bo w 2026 roku wynosi 4,1 tys. zł, choć w zeszłym roku było to 3,6 tys. zł. To wzrost o 500 zł rok do roku.
Trzeba powiedzieć wprost, że to całkiem przyzwoita pensja jak na młodą osobę, która często nie ma jeszcze zobowiązań finansowych związanych z rodziną i dziećmi. Młodzi podkreślają jednak, że nie jest to wynagrodzenie, które chcieliby otrzymywać w pracy pełnoetatowej po ukończeniu studiów.
Według danych z badania Zetki chciałyby zarabiać ok. 9,9 tys. zł netto miesięcznie, po ponad roku dostać podwyżkę do 12 tys., a po 3 latach – ok. 14 tys. zł netto. Część wskazuje też, że po 10 latach pracy zamierza zarabiać 16 tys. zł. To oczekiwania zbliżone do tych, jakie potwierdza inne źródło – jak wskazuje portal INNPoland w analizie raportu, studenci mają apetyt na więcej i nie godzą się już na bezpłatne staże, na których pracodawcy długie lata budowali swój model rekrutacji.
Za kompetencjami ma iść wynagrodzenie
Wyniki badania skomentował twórca i szef Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu Marian Owerko: "Dzisiejsi studenci bardzo racjonalnie odczytują realia rynku pracy. Wiedzą, ile zarabiają obecnie, ale jednocześnie mają jasno określone oczekiwania wobec swojej przyszłości zawodowej. Dla pracodawców to ważny sygnał: młodzi ludzie nie szukają wyłącznie pierwszego zajęcia, lecz miejsc, w których wynagrodzenie będzie rosło razem z ich kompetencjami i odpowiedzialnością".
Co ciekawe, już teraz 14 proc. badanych studentów wskazuje, że satysfakcjonujące dla nich jest docelowo wynagrodzenie w okolicach 20 tys. zł.
To pokazuje, że ta generacja dobrze zna swoją wartość i ma świadomość, że wraz z rozwojem kompetencji i umiejętności powinno rosnąć także wynagrodzenie. Wbrew powszechnej krytyce zetki wcale nie są roszczeniowe, a milenialsi coraz częściej przyznają, że młodsi koledzy z biura pokazują im, na co nie pozwalać sobie w pracy. Niestety w Polsce oczekiwania młodych ludzi rosną szybciej niż pensje pracowników – wystarczy spojrzeć na poziom płacy minimalnej czy średniego wynagrodzenia w kraju.
Warto też pamiętać, że osoby do 26. roku życia nie płacą podatku dochodowego, więc ich pensja netto i brutto jest taka sama. Dodatkowo wśród młodych dominuje umowa zlecenie, jako wygodniejsza forma zatrudnienia dla pracodawców, którzy w przypadku studentów mogą ponosić niższe koszty.
Stabilność i spokój zamiast wyścigu szczurów
Wyniki badania pokazują wyraźnie, że młode pokolenie nie tylko chce pracować, ale też ma konkretne i ambitne plany finansowe. Co ciekawe, gen Z obrywa za brak ambicji w pracy – Zetki wolą spokój i stabilność od awansów oraz nadgodzin, co dla starszych pokoleń bywa niezrozumiałe. To podejście widać też w innych trendach – wielu młodych pracowników świadomie wybrało lazy girl job, czyli pracę, która daje przyzwoitą pensję, ale nie pochłania całego życia.
Zderzenie tych oczekiwań z realiami rynku pracy może jednak okazać się wyzwaniem – zarówno dla samych Zetek, jak i dla pracodawców. To właśnie od tego, czy uda się znaleźć między nimi kompromis, będzie zależał kształt rynku pracy w najbliższych latach.
Źródło: rmf24.pl, businessinsider.com.pl, programkariera.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/a5736845fc438297953d0a6f73d1c97e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/a5736845fc438297953d0a6f73d1c97e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Młodzi dziś chcieliby zarabiać jak najszybciej nawet do 20 tys. złotych co miesiąc.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209578,czarnek-chce-podwyzszenia-800-plus-wiecej-pieniedzy-na-kazde-kolejne-dziecko</guid><link>https://mamadu.pl/209578,czarnek-chce-podwyzszenia-800-plus-wiecej-pieniedzy-na-kazde-kolejne-dziecko</link><pubDate>Tue, 05 May 2026 18:30:02 +0200</pubDate><title>Czarnek chce podwyższenia 800 plus. Więcej pieniędzy na każde kolejne dziecko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/f7355059446365c3fd19c07a5cee2299,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przemysław Czarnek proponuje zmianę w programie 800 plus, zakładającą stopniowe zwiększanie świadczenia na każde kolejne dziecko. Według posła takie rozwiązanie mogłoby zachęcić Polaków do powiększania rodzin i poprawić sytuację demograficzną w kraju. Eksperci podkreślają jednak, że same transfery finansowe nie przekładają się wprost na wyższą dzietność.

Czarnek chce dać więcej rodzicom na kolejne dzieci
Odkąd Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło, że ich kandydatem na premiera w wyborach parlamentarnych w 2027 roku będzie Przemysław Czarnek, poseł zaczął wypowiadać się w mediach dużo na temat swoich politycznych planów.
Czarnek z kolejnymi pomysłami: religia, in vitro i "moda na dzieci"
Niedawno mówił o tym, że po wygraniu wyborów PiS przywróci do szkół drugą godzinę szkolnej katechezy – co wpisuje się w 5 pomysłów Czarnka, które pogrążyły edukację z jego kadencji w MEN. Ostatnio też mówił o likwidacji finansowania in vitro czy o "innowacyjnych" sposobach na ratowanie niskiego poziomu dzietności w Polsce. 
We wcześniejszym wywiadzie dla Onetu zapowiedział wprost, że jako premier Czarnek chce zlikwidować finansowanie in vitro i postawić w zamian na "kompleksowy program prorodzinny". Kandydat na premiera PiS podkreślał, że trzeba wprowadzić modę na dzieci i zakładanie rodzin, a ostatnio również namawiał do rozmnażania, nawet jeśli nie ma się stałego miejsca zamieszkania i bezpieczeństwa finansowego.
"Każdy powinien dostawać 800 zł na pierwsze dziecko" – plan reformy świadczenia
Teraz Przemysław Czarnek postanowił również zabrać głos w sprawie dalszych losów programu Rodzina 800 plus. Poseł przyznał, że pieniądze z tego programu nadal mają szansę zwiększyć w Polsce dzietność, ale należałoby nieco zmienić system przyznawania świadczenia.
"Każdy powinien dostawać 800 zł na pierwsze dziecko, ale kwota powinna wzrastać na każde kolejne" – przyznał w rozmowie z Wirtualną Polską. Podkreślił, że taka metoda mogłaby poprawić wskaźnik dzietności, ale nie jest to element programu wyborczego, tylko jego prywatne zdanie.
Pomysły reformy świadczenia krążą zresztą od dawna – także była wiceminister chce zmian w 800 plus. Jadwiga Emilewicz postulowała wprowadzenie kryterium dochodowego dla pierwszego dziecka.
Na razie PiS nie ma oficjalnego programu wyborczego i nie wiadomo, czy będą chcieli oficjalnie wprowadzać jakieś zmiany w świadczeniu, które weszło w życie również za ich rządów. Dziś już po 10 latach od jego wprowadzenia widzimy, że na poziom dzietności 500 zł na dziecko (a po waloryzacji 800 zł) wcale nie przyniosło zamierzonych skutków w kwestii demografii.
Pieniądze nic nie zmieniają w dzietności
Pojawia się jednak pytanie, czy zwiększenie świadczenia 800+ na drugie i kolejne dzieci wpłynie na decyzje prokreacyjne Polaków, jeśli dotąd ten sposób się nie sprawdził. Wielu ekspertów podchodzi do tego sceptycznie. Prof. Julian Auleytner, współautor programu Rodzina 500+ – który wymyślił 500 plus, teraz chce 1000 plus – w rozmowie z money.pl podkreślał, że decyzja o posiadaniu dzieci nie sprowadza się wyłącznie do kwestii finansowych.
Jak zaznaczył, przekonanie, że można zachęcić ludzi do rodzicielstwa pieniędzmi, jest nie tylko uproszczeniem, ale także może być odbierane jako lekceważące wobec kobiet. Dodatkowo określił takie działania jako populistyczne.
Krytyczne głosy wobec całego programu 800 plus pojawiają się także wśród ekonomistów. Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl, wskazywał, że program Rodzina 500+ przyczynił się do zmiany podejścia do świadczeń społecznych. Jego zdaniem utrwaliło się przekonanie, że pieniądze od państwa "po prostu się należą", choć w rzeczywistości pochodzą one z podatków, czyli środków wcześniej pobranych od obywateli.
Tymczasem statystyki są bezlitosne i w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci z roku na rok – wskaźnik dzietności spadł już poniżej 1,2, a żadne dotychczasowe świadczenie nie odwróciło tego trendu.
Źródło: money.pl, bankier.pl, wp.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/f7355059446365c3fd19c07a5cee2299,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/f7355059446365c3fd19c07a5cee2299,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kandydat PiS na premiera uważa, że 800 plus powinno się zwiększać przy każdym kolejnym dziecku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209530,przelecialy-nad-maska-auta-wstrzasajace-nagranie-z-dwiema-nastolatkami-na-hulajnodze</guid><link>https://mamadu.pl/209530,przelecialy-nad-maska-auta-wstrzasajace-nagranie-z-dwiema-nastolatkami-na-hulajnodze</link><pubDate>Tue, 05 May 2026 10:22:06 +0200</pubDate><title>&quot;Przeleciały&quot; nad maską auta. Wstrząsające nagranie z dwiema nastolatkami na hulajnodze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/9c5b500dcd625693f3ffa112cef5dfc7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tego nagranie nie da się oglądać bez emocji. W Łukowie dwie nastolatki jadące jedną hulajnogą elektryczną z impetem wjechały wprost w samochód. Siła uderzenia była tak duża, że dziewczyny dosłownie przeleciały nad maską auta. Tym razem skończyło się na strachu, ale policja nie ma wątpliwości, że mogło dojść do tragedii. Funkcjonariusze publikują także nagranie z miejsca zdarzenia ku przestrodze.

1 maja przed godziną 20 w Łukowie (woj. lubelskie) doszło do groźnie wyglądającego wypadku z udziałem dwóch nastolatek na hulajnodze elektrycznej. 14- i 15-latka jechały razem na jednym pojeździe, a chwilę później wpadły wprost w nadjeżdżającego opla. Nagranie z monitoringu obiegło sieć — i jest mrożące krew w żyłach.
Wypadek na ul. 11 Listopada w Łukowie
Do zdarzenia doszło w piątek, 1 maja, krótko przed godziną 20 na ulicy 11 Listopada w Łukowie. To 25-letni kierowca opla, mieszkaniec gminy Krzywda, zgłosił się na komendę i poinformował o kolizji z udziałem dwóch nastolatek poruszających się hulajnogą elektryczną.
Funkcjonariusze szybko ustalili, że 14- i 15-latka jechały razem na jednej hulajnodze, co już samo w sobie jest złamaniem przepisów. Poruszały się raz chodnikiem, raz ulicą, a w pewnym momencie młodsza z nich, kierująca pojazdem, z dużą prędkością wjechała na przejazd dla rowerów — wprost w nadjeżdżający samochód. To kolejna sytuacja, która pokazuje, jak ważne jest przypominanie, na rowerze przez pasy jakie prawa mają dzieci na drodze i kiedy wolno im przekraczać jezdnię w taki sposób.
"14-latka wjechała na przejazd bardzo szybko, w sposób, który mógł uniemożliwić kierowcy zauważenie hulajnogi" – przekazała nadkom. Anna Kamola z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Gwałtowne zderzenie zarejestrowane przez monitoring
Siła uderzenia była tak duża, że obie dziewczyny dosłownie "przefrunęły" nad maską auta i z impetem upadły na jezdnię. Nagranie z monitoringu, które opublikowała policja, pokazuje dokładnie moment wypadku — wygląda to przerażająco.
Mimo dramatycznego wyglądu zdarzenia nastolatki nie odniosły poważnych obrażeń. 14-latka miała jedynie niegroźne zadrapania, a starsza z dziewcząt wyszła z całej sytuacji bez urazów. Żadna z nich nie wymagała hospitalizacji. To, że skończyło się tak szczęśliwie, nie zmienia faktu, że w innych okolicznościach — zwłaszcza przy uderzeniu głową w asfalt — finał mógłby być tragiczny. Nieprzypadkowo właśnie z myślą o dzieciach i nastolatkach wprowadzono obowiązkowy kask od czerwca 2026.
Reakcja matki i decyzja kierowcy
Na miejsce zdarzenia przyjechała matka jednej z dziewcząt. Podpisała oświadczenie i zadeklarowała pokrycie ewentualnych kosztów naprawy auta. Kierowca zdecydował się jednak zgłosić sprawę policji, mimo że formalnie wszystko miało się zakończyć między stronami.
Funkcjonariusze prowadzą obecnie postępowanie, przesłuchują świadków i ustalają dokładny przebieg zdarzenia. Jednocześnie zdecydowali się opublikować nagranie "ku przestrodze" — szczególnie dla rodziców i nastolatków, którzy traktują hulajnogę elektryczną jak wspólną zabawkę.
Co mówią przepisy o hulajnogach elektrycznych
Policja przypomina, że jazda hulajnogą elektryczną w dwie osoby jest zabroniona prawem i bardzo niebezpieczna. Wystarczy chwila nieuwagi albo brawury, by doszło do tragedii. To nie jedyna zasada, o której rodzice często zapominają — warto na bieżąco sprawdzać, jak wyglądają elektryczne hulajnogi dla dzieci a prawo, bo przepisy w ostatnich latach zmieniały się kilka razy.
Od 3 marca 2026 roku hulajnogi elektryczne legalne od 13 roku życia — oznacza to, że młodsze dzieci nie mogą już samodzielnie poruszać się nimi po drogach publicznych ani ścieżkach rowerowych. Nastolatki w wieku 13–18 lat muszą posiadać kartę rowerową lub odpowiednie prawo jazdy, a do 16. roku życia obowiązuje również jazda w kasku.
Coraz częściej pojawiają się też inicjatywy, które uczą młodzież, jak bezpiecznie korzystać z e-hulajnóg w praktyce — w Rzeszowie odbył się pierwszy taki egzamin w Polsce, podczas którego nastolatkowie wjechali hulajnogami na plac manewrowy obok rowerów. Eksperci podkreślają, że właśnie takich szkoleń, a nie tylko zakazów, brakuje, by realnie zmniejszyć liczbę zdarzeń podobnych do tego z Łukowa.
Źródło: TVN24


]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/9c5b500dcd625693f3ffa112cef5dfc7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/9c5b500dcd625693f3ffa112cef5dfc7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zdjęcie ilustracyjne</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209473,miasto-kieszonkowe-ma-zachecic-mlodych-do-zalozenia-tam-rodziny-3-miasta-ze-swietokrzyskiego</guid><link>https://mamadu.pl/209473,miasto-kieszonkowe-ma-zachecic-mlodych-do-zalozenia-tam-rodziny-3-miasta-ze-swietokrzyskiego</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 17:45:18 +0200</pubDate><title>&quot;Miasto kieszonkowe&quot; ma zachęcić młodych do założenia tam rodziny. 3 miasta ze świętokrzyskiego</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/4cd99d14fa9c45328798001701446a2e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W obliczu pogłębiającego się kryzysu demograficznego część samorządów przestaje czekać na decyzje z góry i zaczyna działać na własną rękę. Trzy miasta ze świętokrzyskiego stawiają na model "miasta kieszonkowego", który ma przyciągnąć młodych i zachęcić ich do zakładania rodzin. Czy lokalne inicjatywy okażą się skuteczniejsze niż ogólnopolskie strategie?

W Polsce od kilku lat mierzymy się z wyraźnym spadkiem dzietności. Demografowie alarmują o kryzysie i wskazują jego konsekwencje, które w przyszłości odczują wszystkie grupy społeczne. Trzy świętokrzyskie miasta — Ostrowiec Świętokrzyski, Starachowice i Skarżysko-Kamienna — postanowiły nie czekać na rozwiązania ogólnopolskie i wprowadzają własną strategię odbudowy demograficznej.
Samorządy biorą walkę o dzietność w swoje ręce
Nawet prezydent Karol Nawrocki powołał specjalną Radę Rodziny i Demografii, która ma szukać sposobów przeciwdziałania temu trendowi. Niektóre samorządy są jednak zdania, że odgórne rozwiązania nie zawsze przynoszą szybkie efekty, a zmiany systemowe czy legislacyjne mogą zacząć działać dopiero za kilka lub kilkanaście lat.
Tymczasem Ostrowiec Świętokrzyski, Starachowice i Skarżysko-Kamienna podjęły wspólną decyzję o wprowadzeniu zmian, które mają wpłynąć na poprawę sytuacji demograficznej w regionie świętokrzyskim. Te trzy główne ośrodki północnej części województwa, działające w ramach tzw. Trójmiasta nad Kamienną, chcą poprawić warunki życia młodych ludzi. Władze miast liczą, że dzięki temu zachęcą ich do osiedlania się i zakładania rodzin właśnie na tym terenie.
Depopulacja w liczbach. Świętokrzyskie wyrysowane jak "wąskie wrzeciono"
Problem depopulacji dotyka coraz więcej miast, a dane statystyczne jasno pokazują, że polskie społeczeństwo starzeje się w szybkim tempie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego struktura wieku w regionie świętokrzyskim przypomina "wrzeciono o wąskiej podstawie". To typowe dla społeczeństw regresywnych, czyli starzejących się, w których liczba urodzeń gwałtownie spada. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, w latach 2016-2022 Ostrowiec stracił 11 proc. mieszkańców, a pozostałe dwa miasta – po około 10 proc.
Świętokrzyskie nie jest wyjątkiem. Skalę krajowego kryzysu dobrze pokazaliśmy w tekście demograficzny absurd w Polsce, są miasta, gdzie jest więcej szkół niż urodzeń — dane Związku Miast Polskich nie zostawiają złudzeń: w wielu miejscowościach liczba placówek edukacyjnych przewyższa już liczbę nowo narodzonych dzieci, a większość ośrodków nie ma zastępowalności pokoleń. To dokładnie ten sam mechanizm, który zmusza władze świętokrzyskiego Trójmiasta do działania.
"Miasto kieszonkowe" — spokojne, bezpieczne, do życia
Samorządowcy Ostrowca Świętokrzyskiego, Starachowic i Skarżyska-Kamiennej zdecydowali się na współpracę, która ma ograniczyć negatywne trendy i wpłynąć pozytywnie na dzietność. Chodzi przede wszystkim o działania gospodarcze i społeczne, takie jak rozwijanie sieci współpracy między przedsiębiorcami.
"Zamiast czekać na mitycznych, wielkich inwestorów, zależy nam na zacieśnianiu relacji między lokalnymi przedsiębiorcami. To ich pozytywna opinia o warunkach do inwestowania w Skarżysku, Ostrowcu czy Starachowicach jest najlepszym sygnałem dla większego kapitału, że warto tu przyjechać" – powiedział Arkadiusz Bogucki, prezydent Skarżyska-Kamiennej.
I dodał:
"Pracujemy nad modelem 'miasta kieszonkowego'. Chcemy oferować czyste, bezpieczne i przyjazne miejsce do życia z rozsądnymi cenami mieszkań. Wierzymy, że jako Trójmiasto nad Kamienną jesteśmy silniejsi i potrafimy stworzyć atrakcyjną alternatywę dla życia w metropolii".
Koncepcja "miasta kieszonkowego" zakłada rozwój mniejszych ośrodków jako miejsc bezpiecznych i przyjaznych młodym ludziom – takich, w których można znaleźć pracę, spokój, rozrywkę oraz realne perspektywy dla siebie i przyszłych dzieci.
Miasta w województwie świętokrzyskim planują wprowadzić od lipca 2026 roku bezpłatną komunikację miejską, zachęcają mieszkańców do aktualizowania deklaracji śmieciowych, a także liczą na większe wpływy z podatków – przede wszystkim dzięki temu, że więcej osób będzie rozliczać tam swój PIT.
Ostrowiec Świętokrzyski planuje również działania wspierające rozwój przemysłu i rynku mieszkaniowego. Zakłada się rozbudowę terenów podmiejskich, aby umożliwić powstawanie nowych zakładów pracy. Dodatkowo do 2029 roku ma powstać ponad 200 mieszkań społecznych, w tym lokali bezczynszowych. Stawianie na mieszkalnictwo społeczne to dziś szerszy trend — opisał go portal innpoland.pl w artykule Unia pomoże budować mieszkania w Polsce, wreszcie coś, co odczują zwykli ludzie, gdzie wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski przyznaje wprost: "bez dostępnych mieszkań samorządy nie będą w stanie się rozwijać ani konkurować o mieszkańców". Świętokrzyskie idzie dokładnie tym tropem.
To młodzi wiedzą, czego potrzebują
Socjologowie oceniają te działania pozytywnie i wskazują, że podobną drogą powinno pójść więcej miast powiatowych.
"Wiele osób czuje się dziś przytłoczonych wielkomiejskością i anonimowością takich miast jak Warszawa. Alternatywą stają się miasta o 'ludzkiej skali' – przyjazne, zielone, bez korków, gdzie łatwiej buduje się więzi społeczne i poczucie tożsamości. W dobie pracy zdalnej i powszechnego dostępu do internetu można mieszkać w miejscu, które oferuje spokój i wygodę, pracując jednocześnie dla globalnych korporacji" – powiedziała Magdalena Piłat-Borcuch, ekspertka analizująca społeczno-ekonomiczne uwarunkowania rozwoju miast.
Ekspertka podkreśla jednak, że samorządowcy powinni konsultować swoje pomysły z młodymi ludźmi, ponieważ ich priorytety często różnią się od oczekiwań starszych pokoleń. Kluczowe jest bowiem zachęcenie młodych do zakładania rodzin, a nie koncentrowanie się wyłącznie na potrzebach osób, które wychowały już dzieci.
"Młode pokolenia nie chcą jedynie ciężko pracować, ale zależy im na atrakcyjnym stylu życia, dostępie do usług i wysokiej jakości czasu wolnego" – podkreśliła Piłat-Borcuch.
To, czego oczekują młodzi, najlepiej widać w realnych decyzjach finansowych, które już dziś podejmują. Pisaliśmy o tym w tekście w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, jak to zmienić — kampanie społeczne i hasła "bądźcie patriotami, róbcie dzieci" nie działają już od lat. Działa to, co konkretne: dostępne żłobki, niedrogie mieszkania, stabilna praca, perspektywa, że za pięć lat nadal będzie się stać na ratę kredytu. Trójmiasto nad Kamienną wydaje się to rozumieć lepiej niż niejeden program rządowy.
Mniejsze miasta jako ucieczka od metropolii
Tym bardziej że wielu młodych już teraz świadomie odchodzi od wielkomiejskiego modelu życia. Pokazaliśmy to w tekście starsze pokolenia żyją dłużej niż kiedykolwiek, Polska się kurczy i starzeje — krzywa demograficzna wyraźnie spowalnia, ale kosztem rosnącego udziału seniorów w społeczeństwie. Zatrzymanie młodych w mniejszych miastach to nie tylko kwestia regionalnej dumy, ale realna odpowiedź na układ, w którym za 10–15 lat Polska może mieć po prostu zbyt mało osób w wieku produkcyjnym.
Skala tego problemu widoczna jest też niżej — na poziomie najmniejszych dzieci. W tekście przedszkola zaczynają się bić o każde dziecko, Polska wymiera na naszych oczach opisaliśmy, jak placówki rozwieszają w centrach handlowych ulotki rekrutacyjne, a samorządy łączą oddziały, bo dzieci po prostu jest za mało. Każde miasto, które potrafi zatrzymać u siebie młodych w wieku rozrodczym, zaczyna mieć przewagę, której nie wyrówna już żaden program rządowy.
Na razie trudno jednoznacznie ocenić, czy lokalne inicjatywy przełożą się na realny wzrost dzietności, ale bez wątpienia pokazują one nowe podejście do problemu. Zamiast czekać na rozwiązania systemowe, samorządy próbują działać tu i teraz, dostosowując ofertę do potrzeb młodych ludzi. To właśnie takie oddolne zmiany – jeśli będą konsekwentne i dobrze przemyślane – mogą w dłuższej perspektywie okazać się kluczowe w zatrzymaniu odpływu mieszkańców i odbudowie lokalnych społeczności.
Źródło: samorzad.pap.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/4cd99d14fa9c45328798001701446a2e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/4cd99d14fa9c45328798001701446a2e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Miasta kieszonkowe&quot; mają zachęcać młodych do zamieszkania w nich i założenia rodziny.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209491,matura-2026-z-afera-arkusz-z-jezyka-polskiego-wyciekl-17-minut-po-starcie</guid><link>https://mamadu.pl/209491,matura-2026-z-afera-arkusz-z-jezyka-polskiego-wyciekl-17-minut-po-starcie</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 14:20:55 +0200</pubDate><title>Matura 2026 z aferą. Arkusz z języka polskiego wyciekł 17 minut po starcie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/722629899950e9cc375f7d6e9c31d83d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Matura 2026 z języka polskiego rozpoczęła się od egzaminu, który jeszcze zanim uczniowie zdążyli usiąść w ławkach, rzekomo trafił do sieci. Na X zaczęły krążyć zdjęcia rzekomych arkuszy, a część użytkowników twierdzi, że dostęp do nich pojawił się nawet przed oficjalnym startem egzaminu o 9:00. Sprawą zajęła się już Centralna Komisja Egzaminacyjna, zapowiadając możliwe zgłoszenia do prokuratury.

Matura 2026 zaczęła się egzaminem z języka polskiego
W sieci, a szczególnie w mediach społecznościowych, co roku pojawia się mnóstwo publikacji dotyczących materiału, który pojawi się na egzaminach maturalnych. Matura z języka polskiego jest pierwszym egzaminem, więc oczywiście to ona wzbudza najwięcej emocji – również dlatego, że każdego roku temat pracy pisemnej i lektury, po którą sięgnęła Centralna Komisja Egzaminacyjna, skłania do dyskusji.
Wyciek arkusza z polskiego do sieci jeszcze w trakcie egzaminu
W tym roku również pojawiło się wiele spekulacji dotyczących tego, co na maturze z języka polskiego będzie poruszane. W 2026 roku, kiedy dla uczniów na porządku dziennym jest posiadanie smartfona (także podczas egzaminów, co jest przecież niezgodne z regulaminem), arkusze maturalne wyciekły do sieci bardzo szybko. Już wcześniej tegoroczna kohorta abiturientów wzbudzała emocje – maturzyści wybrali, co chcą zdawać na maturze, w sposób nazwany przez krytyków "symbolem lenistwa młodego pokolenia".
Maturzyści teoretycznie powinni otworzyć arkusze po raz pierwszy w ławkach w szkole o godzinie 9:00. Na X (dawniej Twitter) pierwsze zdjęcie rzekomego arkusza pojawiło się już o 9:17, a w komentarzach pojawiają się głosy, że arkusz w sieci można było znaleźć nawet godzinę przed oficjalnym rozpoczęciem egzaminu.
Jak podaje portal rmf24.pl, CKE zamierza wyciągnąć z tego konsekwencje. "Po południu dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej zamierza zgłosić te przypadki do prokuratury" – czytamy na stronie portalu. Portal naTemat dokładnie opisał sprawę – arkusze maturalne 2026 wyciekły i wiemy, co teraz grozi tym, którzy je ujawnili. Sankcje karne dla nauczycieli i dyrektorów mogą sięgać nawet trzech lat pozbawienia wolności.
Smartfon na sali oznacza natychmiastowe unieważnienie egzaminu
Na sali egzaminacyjnej obowiązuje nie tylko zakaz wnoszenia urządzeń cyfrowych, ale korzystanie z nich stanowi złamanie regulaminu, przez co matura zostaje od razu unieważniona uczniowi, który zostanie ze smartfonem (lub innym urządzeniem) przyłapany.
Sama dyskusja o telefonach w polskich placówkach toczy się od lat – w nowych przepisach telefon w szkole dozwolony jest tylko w dwóch przypadkach, a MEN wskazał wyjątki od zakazu. Egzaminy państwowe pozostają jednak bezwzględnym terenem zerowej tolerancji – tu o żadnych wyjątkach mowy być nie może.
Udostępnianie takich zdjęć wiąże się również z konsekwencjami prawnymi, a dziś nietrudno namierzyć autora postu, który anonimowo pojawia się w mediach społecznościowych.
"Lalka" i "Przedwiośnie" na maturze 2026?
Według różnych przecieków na egzaminie pojawiły się zadania sprawdzające znajomość szkolnych lektur, takich jak "Lalka" Bolesława Prusa oraz "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego. To akurat nie zaskakuje – jeszcze przed próbną maturą egzaminatorka CKE radziła, co powtórzyć przed próbną maturą: "na pewno 'Lalkę'". Wskazówka okazała się trafna – powieść Prusa znów wróciła na egzaminie dojrzałości.
Najbardziej prawdopodobny post z tegorocznym arkuszem pokazuje na fotografii zadanie maturalne z języka polskiego dotyczące prac pisemnych. Dwa tematy do wyboru brzmiały:
"Wpływ pracy na człowieka i na otaczającą go rzeczywistość",
"Kiedy dla człowieka jest ważne, jak postrzegają go inni?".

Konsekwencje prawne udostępniania zdjęć arkusza
Warto pamiętać, że udostępnianie zdjęć arkusza egzaminacyjnego może nieść za sobą poważne konsekwencje prawne. Tego typu materiały są objęte tajemnicą egzaminacyjną, a ich ujawnianie może zostać potraktowane jako naruszenie przepisów dotyczących ochrony informacji.
W praktyce oznacza to, że osoba odpowiedzialna za wykonanie i rozpowszechnienie takiego zdjęcia może nie tylko ponieść konsekwencje organizacyjne związane z egzaminem, ale również zostać pociągnięta do odpowiedzialności prawnej, włącznie z postępowaniem przed odpowiednimi organami.
W dobie łatwej identyfikacji użytkowników w sieci anonimowość w mediach społecznościowych jest obecnie tylko pozorna. To dodatkowo zwiększa ryzyko wykrycia sprawcy i realnych sankcji.
Tegoroczna afera z wyciekiem to nie jedyna bolączka egzaminu dojrzałości. Wcześniej alarmowano już, że nie ma komu sprawdzić matur 2026 – nauczyciele wprost: za dużo pracy, za mało pieniędzy. Polski system egzaminacyjny mierzy się więc z dwoma problemami naraz – kryzysem zaufania do procedur oraz kryzysem kadrowym wśród egzaminatorów.

                    
                        
                    
                
                    
                        
                    
                
                    
                        
                    
                
Źródło: rmf24.pl, x.com

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/722629899950e9cc375f7d6e9c31d83d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/722629899950e9cc375f7d6e9c31d83d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Maturzyści rzekomo już chwilę po starcie egzaminu udostępnili zdjęcia arkuszy w sieci.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209464,licealistka-zmarla-4-dni-przed-matura-byla-reanimowana-w-autobusie</guid><link>https://mamadu.pl/209464,licealistka-zmarla-4-dni-przed-matura-byla-reanimowana-w-autobusie</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 10:11:21 +0200</pubDate><title>Licealistka zmarła 4 dni przed maturą. Była reanimowana w autobusie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/ca986b36bd3a8feb8cdf491efa7c0796,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />18-letnia maturzystka z Warszawy straciła przytomność w autobusie. Była reanimowana jeszcze przed przyjazdem karetki przez kierowcę. Przez kilka dni lekarze walczyli o jej życie, jednak nastolatki nie udało się uratować.

Dramatyczne zdarzenia rozegrały się w jednym z warszawskich autobusów. 18-letnia Karolina, tegoroczna maturzystka, straciła przytomność podczas jazdy. Choć natychmiast rozpoczęto reanimację, a lekarze przez kilka dni walczyli o jej życie, dziewczyny nie udało się uratować.
Zasłabła w autobusie
Do zdarzenia doszło w piątek 24 kwietnia w autobusie linii 517. Nastolatka nagle zasłabła, a jako pierwszy pomocy udzielił jej kierowca. Mężczyzna zachował zimną krew i (mimo że była to dla niego pierwsza taka sytuacja) rozpoczął reanimację jeszcze przed przyjazdem karetki. Jednocześnie instruował innych pasażerów, jak mogą pomóc.
Po przywróceniu akcji serca Karolina została przewieziona do szpitala MSWiA w Warszawie w stanie krytycznym. Lekarze przez kolejne dni walczyli o jej życie. W międzyczasie pojawił się również pilny apel o oddawanie krwi.
Pomimo starań lekarzy, dziewczyny nie udało się uratować
Niestety, we wtorek 28 kwietnia szkoła przekazała tragiczną wiadomość. 18-latka zmarła. Kilka dni później miała przystąpić do egzaminu maturalnego.
Karolina była uczennicą CLV Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie. Jeszcze tego samego dnia, w którym doszło do zdarzenia, uczestniczyła w uroczystym zakończeniu roku klas czwartych.
"Była z nami pełna planów, nadziei i marzeń związanych z nadchodzącą maturą oraz przyszłością. Trudno pogodzić się z myślą, że jej droga została przerwana tak nagle i niespodziewanie" – przekazała szkoła w pożegnaniu.
Uczniowie i nauczyciele wspominają ją jako osobę ciepłą, życzliwą i wrażliwą. Jak podkreślają, jej obecność na długo pozostanie w pamięci całej społeczności szkolnej.
Informacje dotyczące pogrzebu ma zostać zamieszczona na stronie szkoły. Placówka złożyła także wyrazy współczucia rodzinie i bliskim nastolatki.
Źródło: fakt.pl 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/ca986b36bd3a8feb8cdf491efa7c0796,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/ca986b36bd3a8feb8cdf491efa7c0796,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w jednym z warszawskich autobusów. (zdjęcie ilustracyjne)</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209449,od-2028-roku-w-szkolach-kolejna-rewolucja-wiecej-praw-uczniow-ale-tez-nowy-obowiazek-dla-rodzicow</guid><link>https://mamadu.pl/209449,od-2028-roku-w-szkolach-kolejna-rewolucja-wiecej-praw-uczniow-ale-tez-nowy-obowiazek-dla-rodzicow</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 15:52:11 +0200</pubDate><title>Od 2028 roku w szkołach kolejna rewolucja. Więcej praw uczniów, ale też nowy obowiązek dla rodziców</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/bc6a5ba466ceaf95629226bf0024b593,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 2028 roku rady szkoły mają stać się obowiązkowe w każdej placówce – zakłada projekt nowelizacji Prawa oświatowego, który trafił już do Sejmu. Nowy organ ma składać się z rodziców, nauczycieli i uczniów i współdecydować o najważniejszych sprawach szkoły. Zmiany budzą jednak kontrowersje, a część polityków ostrzega przed nadmierną biurokracją i paraliżem w małych szkołach.

Projekt nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe – zakończył niedawno konsultacje społeczne, a we wtorek, 28 kwietnia, odbyło się jego pierwsze czytanie w Sejmie. W projekcie pojawiło się wiele zmian, które mają wejść w życie już od września 2026 roku — wśród nich obowiązkowe rady szkół, jednolity katalog praw i obowiązków uczniów oraz nowe zasady dotyczące ich wyglądu.
Reforma od września 2026 roku
Wówczas zmieni się podstawa programowa, zostaną wprowadzone nowe przedmioty, a także zmodyfikowane zostaną zasady dotyczące praw i obowiązków uczniów. Wśród zapisów znalazły się m.in. kwestie dotyczące ubioru i wyglądu uczniów, ale także uporządkowany katalog ich praw i obowiązków.
To zresztą tylko jeden z elementów szerokiej reformy "Kompas Jutra". W jej ramach zacznie obowiązywać zupełnie nowa podstawa programowa — szczegóły opisaliśmy w tekście rewolucja w szkołach i przedszkolach od września 2026, MEN zatwierdziło nową podstawę programową. Część przepisów dotyczących wyglądu uczniów resort wprowadzi już wcześniej rozporządzeniami — pisaliśmy o tym w materiale MEN broni kolorowych włosów i makijażu, nadchodzi rewolucja w statutach, gdzie tłumaczymy, dlaczego dotychczasowe szkolne zakazy farbowania włosów czy malowania paznokci są uznawane za niezgodne z prawem.
W szkołach obowiązkowe rady szkoły
Jedną z nowości, która ma zostać wprowadzona do szkół, jest powołanie rady szkoły. Organy te nie muszą powstać już na początku roku szkolnego 2026/2027, jednak docelowo mają stać się obowiązkowe w każdej placówce. Ministerstwo Edukacji Narodowej zakłada, że rady zostaną utworzone najpóźniej do września 2028 roku – co ma dać dyrektorom, nauczycielom i rodzicom czas na przygotowanie się do tego procesu.
Rady szkół będą więc docelowo obowiązkowe, choć mogą zostać powołane wcześniej i funkcjonować jeszcze przed wprowadzeniem tego obowiązku.
"Rodzice, uczniowie, nauczyciele – w równej liczbie – będą razem decydować o statucie, planie finansowym, sprawach istotnych dla życia szkoły. Dajemy szkołom dwa lata na przygotowanie" – skomentowała pomysł rad szkół ministra edukacji Barbara Nowacka podczas pierwszego czytania ustawy w Sejmie.
Chodzi o to, by rada szkoły aktywnie uczestniczyła w życiu placówki i współdecydowała o najważniejszych sprawach. Obecnie prawa i obowiązki uczniów są rozproszone w różnych dokumentach, co – zdaniem autorów projektu – wprowadza chaos. Dzięki radzie szkoły, w której zasiadać będą nauczyciele, rodzice i uczniowie, ma być możliwe uporządkowanie tych kwestii oraz skuteczniejsze egzekwowanie zasad.
Opozycja: to dokładanie niepotrzebnych obowiązków
Nowacka w Sejmie podkreśliła, że rady wprowadzą "porządek, na który polskie szkoły czekały". Opozycja nie jest jednak przekonana do proponowanych zmian – nie tylko w zakresie obowiązkowych rad szkół od 2028 roku, lecz także reform planowanych na wrzesień 2026.
Po pierwszym czytaniu sprzeciw wobec projektu wyrazili posłowie PiS oraz Konfederacji. Ci ostatni zwracali szczególną uwagę właśnie na pomysł rad szkół:
"Już dziś trudno zebrać aktywną radę rodziców, a teraz dokładacie kolejny organ, który będzie opiniował, współdecydował i blokował decyzje. W małych szkołach to może się skończyć zwyczajnym paraliżem" – podkreślał Witold Tumanowicz.
To nie pierwsza fala krytyki wobec MEN. Pierwotny pakiet reform został zawetowany przez prezydenta Karola Nawrockiego pod koniec 2025 roku — szefowa resortu zapowiedziała wtedy, że i tak będzie wdrażać zmiany rozporządzeniami. Jednym z najgorętszych punktów sporu jest edukacja zdrowotna, o której pisaliśmy w tekście edukacja zdrowotna wchodzi na pełnej, było jasne, że Nowacka wybierze ten scenariusz — od 1 września przedmiot ten jest obowiązkowy, choć część dotycząca edukacji seksualnej wymaga pisemnej zgody rodziców.
Cztery filary reformy: porządkowanie, ochrona, wychowanie, angażowanie
Nowelizacja ustawy ma jednak znacznie szerszy zakres zmian. Jak zaznaczyła szefowa MEN, projekt opiera się na czterech filarach: porządkowaniu, ochronie, wychowaniu i angażowaniu. Jednym z jego kluczowych elementów jest zebranie wszystkich praw i obowiązków uczniowskich w jednym miejscu – w jednym dokumencie ma znaleźć się 17 praw, 4 wolności i 10 obowiązków.
"Zbiera prawa i obowiązki uczniowskie w jednym miejscu 17 praw, 4 wolności, 10 obowiązków. Jeden dokument, jeden adres. Koniec chaosu" – powiedziała Nowacka.
Podkreśliła przy tym, że nie są to nowe uprawnienia, lecz prawa, które uczniowie posiadają od dawna, takie jak prawo do równego traktowania, prywatności, sprawiedliwego oceniania czy wolności od przemocy i dyskryminacji. Chodzi po prostu o fakt zebrania wszystkich tych przepisów w jednym miejscu, by uniknąć wiecznego bałaganu.
Razem z radami szkół projekt wprowadza również Krajowego Rzecznika Praw Uczniowskich oraz szkolnych rzeczników w każdej placówce. Szczegóły tego rozwiązania, a także zasady związane z prawem ucznia do "kształtowania własnego stroju i wyglądu", opisaliśmy w tekście MEN zdecyduje o tym, jakie ubrania uczniowie będą nosić, zmiany w prawie oświatowym. Środowisko nauczycielskie nie jest jednak jednomyślne — pojawiają się głosy, że pedagodzy powinni dostać własnego rzecznika, na co wskazaliśmy w materiale nauczyciele mają dość próbnych matur, postawa uczniów to skandal.
Najbliższe miesiące pokażą, czy reforma rzeczywiście "uporządkuje chaos", o którym mówi Nowacka — czy też, jak ostrzega opozycja, dołoży szkołom kolejnych obowiązków, z którymi w praktyce nie będą sobie radzić.

                    
                        
                    
                Źródło: portalsamorzadowy.pl, samorzad.pap.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/bc6a5ba466ceaf95629226bf0024b593,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/bc6a5ba466ceaf95629226bf0024b593,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczniowie razem z rodzicami i nauczycielami wezmą od 2028 udział w obowiązkowych radach szkół.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209425,7-latek-w-drodze-do-szkoly-uciekl-rodzicowi-i-odjechal-rowerem-straznikom-wyznal-ze-byl-ofiara</guid><link>https://mamadu.pl/209425,7-latek-w-drodze-do-szkoly-uciekl-rodzicowi-i-odjechal-rowerem-straznikom-wyznal-ze-byl-ofiara</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 12:45:54 +0200</pubDate><title>7-latek w drodze do szkoły uciekł rodzicowi i odjechał rowerem. Strażnikom wyznał, że był ofiarą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/a0f85c6628088cdf95dc96fc5c72c0dd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Siedmiolatek uciekł w drodze do szkoły i odjechał rowerem w nieznanym kierunku. Szybka akcja służb zakończyła się szczęśliwie, ale ujawniła niepokojący powód jego decyzji – chłopiec był ofiarą prześladowań w szkole.

Siedmiolatek z Warszawy uciekł spod opieki rodzica i odjechał rowerem w nieznanym kierunku. Jak się później okazało, powodem jego zachowania nie był impuls czy dziecięcy bunt, ale coś znacznie poważniejszego – chłopiec miał doświadczać prześladowania w szkole.
Uciekł nagle, bez słowa wyjaśnienia
Do zdarzenia doszło w zeszłym tygodniu na warszawskiej Białołęce. Podczas odprowadzania do szkoły dziecko nagle wyrwało się spod opieki dorosłego i odjechało rowerem w nieznanym kierunku. Zgłoszenie o tym zdarzeniu trafiło na dyżurkę VI Oddziału Terenowego Straży Miejskiej za pośrednictwem specjalnej linii dla szkół.
Ze względu na realne zagrożenie (w pobliżu znajdują się zarówno Wisła, jak i tereny leśne) służby natychmiast rozpoczęły działania. Na miejsce skierowano patrol zmotoryzowany oraz drugi wyposażony w drona. W poszukiwania zaangażowała się również policja.
Strażnicy odnaleźli chłopca, na szczęście miał awarię roweru
Po krótkich poszukiwaniach funkcjonariusze zauważyli chłopca na osiedlu naprzeciwko szkoły. Stał obok roweru, a dalszą ucieczkę uniemożliwiła mu awaria (spadł łańcuch).
Dziecko było zapłakane, ale zaufało strażnikom i pozwoliło sobie pomóc. Chłopiec w rozmowie przyznał, że nie chce wracać do szkoły, ponieważ jest tam prześladowany przez rówieśników. To moment, w którym wielu rodziców staje przed pytaniem: gdy dziecko nie chce iść do szkoły, jak reagować, by nie zlekceważyć prawdziwego problemu kryjącego się za niechęcią do nauki.
Funkcjonariusze uznali, że chłopiec może znajdować się w kryzysie i potrzebuje wsparcia specjalistów. Informacje o zdarzeniu przekazano jego rodzinie, przedstawicielom szkoły oraz policji. Wszystkie strony zostały poinformowane o konieczności objęcia dziecka odpowiednią opieką.
Sygnały, których rodzice nie powinni bagatelizować
Ta sprawa pokazuje, jak silny wpływ na dzieci może mieć szkolna przemoc i jak ważna jest szybka reakcja dorosłych. Psycholodzy wymieniają aż 7 powodów, dla których dzieci nie chcą iść do szkoły, ostatni to red flag – wśród nich prześladowanie rówieśnicze stanowi jeden z najgroźniejszych sygnałów alarmowych.
Każdy rodzic powinien też wiedzieć, jak poznać, że dziecko jest prześladowane w szkole. Sygnały bywają subtelne – nagła zmiana zachowania, problemy z apetytem, koszmary nocne czy niewyjaśnione dolegliwości somatyczne to często pierwsze oznaki, że w szkole dzieje się coś poważnego.
Skutki długotrwałego nękania potrafią być rujnujące dla psychiki dziecka. Warto poznać, czym jest fobia szkolna i jak pomóc dziecku, zanim narastający lęk przerodzi się w głęboki kryzys emocjonalny i całkowite wycofanie.
Statystyki w tej kwestii są alarmujące – jak wynika z raportów organizacji walczących z bullyingiem, niemal połowa dzieci, które popełniają samobójstwa, to ofiary bullyingu. To dobitnie pokazuje, jak tragiczne mogą być konsekwencje ignorowania szkolnego nękania, nawet jeśli w danym momencie wydaje się ono "zwykłym dokuczaniem".
Czasem za pozornie niezrozumiałym zachowaniem kryje się wołanie o pomoc, którego nie można zignorować. Dlatego zawsze warto analizować wszystkie podejrzane zachowania dziecka.
Źródło: Onet.pl za Tu Stolica

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/a0f85c6628088cdf95dc96fc5c72c0dd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/a0f85c6628088cdf95dc96fc5c72c0dd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Siedmiolatek z Warszawy uciekł na rowerze sprzed szkoły.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209410,30-kwietnia-mija-kluczowy-termin-dla-rodzicow-jeden-blad-wstrzyma-przelewy-do-wakacji</guid><link>https://mamadu.pl/209410,30-kwietnia-mija-kluczowy-termin-dla-rodzicow-jeden-blad-wstrzyma-przelewy-do-wakacji</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 10:14:56 +0200</pubDate><title>30 kwietnia mija kluczowy termin dla rodziców. Jeden błąd wstrzyma przelewy do wakacji</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/7028beec2a4416241772cfc8fd2c1566,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rodzice pobierający 800 plus mają czas tylko do 30 kwietnia, by uniknąć przerwy w wypłatach. To ostatni dzwonek na złożenie wniosku – jeśli nie zrobią tego w terminie, mogą wpaść w tzw. majową pułapkę. Oznacza to nawet kilkutygodniowe opóźnienie przelewów i brak pieniędzy w czerwcu 2026, kiedy rusza nowy okres świadczeniowy. Wypłaty trafią na ich konta dopiero latem, choć z wyrównaniem za czerwiec.

Rodzice korzystający z programu Rodzina 800 plus mają tylko do 30 kwietnia czas na złożenie elektronicznego wniosku o przedłużenie świadczenia na nowy okres. To kluczowa data – tylko złożenie dokumentów do tego dnia gwarantuje ciągłość wypłat od czerwca 2026. Spóźnienie oznacza przerwę w przelewach i konieczność czekania na środki nawet do wakacji.
"Pułapka majowa" w 800 plus uderzy w spóźnialskich
Maj to ostatni miesiąc obecnie trwającego okresu świadczeniowego w programie Rodzina 800 plus. Rodzice, którzy już pobierają świadczenie, powinni do końca kwietnia złożyć dokumenty, aby zachować ciągłość wypłat. Brak wniosku w tym terminie oznacza, że pieniądze nie pojawią się na koncie w czerwcu.
Jeśli dokumenty zostaną złożone dopiero w maju, Zakład Ubezpieczeń Społecznych zrealizuje wypłaty z opóźnieniem. Środki trafią wtedy do rodzin dopiero w wakacje – wraz z wyrównaniem za czerwiec.
Wniosek można złożyć jeszcze do 30 czerwca, aby nie stracić świadczenia za czerwiec, jednak nie gwarantuje to płynności wypłat. Z kolei osoby, które złożą dokumenty po 30 czerwca, otrzymają pieniądze wyłącznie za kolejne miesiące – bez wyrównania. Cały scenariusz "co kiedy się stanie, jeśli złożysz wniosek później" rozpisaliśmy szczegółowo w artykule wnioski 800 plus na kolejny rok — sprawdź ważne terminy, by zachować płynność wypłat, gdzie krok po kroku tłumaczymy, jak data złożenia formularza przekłada się na konkretną datę przelewu.
Jak złożyć wniosek o 800 plus?
Wniosek o świadczenie można złożyć wyłącznie elektronicznie. Do wyboru są cztery kanały: platforma PUE ZUS, aplikacja mobilna mZUS, bankowość elektroniczna oraz portal Emp@tia. W formularzu należy wskazać dane dziecka, numer rachunku bankowego oraz aktualne informacje dotyczące opieki.
Cała procedura zajmuje zwykle kilka minut, a decyzja przychodzi w formie elektronicznej na konto w systemie ZUS. Warto upewnić się, że wszystkie dane są poprawne – błędy lub brak wymaganych informacji mogą wydłużyć czas rozpatrywania wniosku i opóźnić wypłatę świadczenia. Dokładną instrukcję krok po kroku, jak złożyć wniosek o 800, jeśli się pospieszysz nie będzie przerwy w przelewach, przygotowała redakcja innpoland.pl — całą procedurę da się przejść z poziomu telefonu w kilka minut, a w aplikacji mZUS dane z poprzedniego wniosku zaciągają się automatycznie.
Harmonogram wypłat 800 plus w maju 2026 — majówka zmienia terminy
ZUS przypomina, że w związku z dniami wolnymi w maju wypłaty będą realizowane w następujących terminach: 2, 4, 7, 9, 12, 14, 16, 18, 20 i 22 maja.
W tym roku 2 maja wypada w trakcie długiego weekendu, dlatego przelewy zostaną zrealizowane wcześniej – już 30 kwietnia. Podobne przesunięcia obejmą także inne dni wypłat przypadające na weekendy: 9 maja (sobota) – wypłata 8 maja (piątek), 16 maja (sobota) – wypłata 15 maja (piątek), 17 maja (niedziela) – wypłata 15 maja (piątek), 23-24 maja (weekend) – wypłata 22 maja (piątek).
Warunki przyznawania 800 plus i nowi uprawnieni
Świadczenie "Rodzina 800 plus" przysługuje na każde dziecko do ukończenia 18. roku życia – bez względu na dochód rodziny. Warunkiem jest jednak faktyczne sprawowanie opieki nad dzieckiem oraz zamieszkiwanie z nim na terenie Polski.
W przypadku opieki naprzemiennej świadczenie może zostać podzielone między rodziców. Wnioski mogą składać także opiekunowie prawni czy osoby sprawujące pieczę zastępczą.
Od 1 czerwca, wraz ze startem nowego okresu świadczeniowego, wchodzą zmiany, o których warto wiedzieć — szczególnie jeśli ktoś z bliskich albo znajomych ma status cudzoziemca. Jak opisaliśmy w tekście 800 plus przejdzie rewolucję od 1 czerwca, jednej grupie rodziców świadczenie przepadnie, nowe przepisy obejmą obcokrajowców spoza Unii Europejskiej i EFTA — warunkiem otrzymania świadczenia będzie legalny pobyt w Polsce, dostęp do rynku pracy oraz realizowanie przez dziecko obowiązku szkolnego w polskiej placówce edukacyjnej. Te same zasady wcześniej dotknęły obywateli Ukrainy ze statusem UKR — szerzej tłumaczymy je w materiale duża zmiana w 800 plus od 1 lutego, ta grupa rodziców może stracić świadczenie.
Planowane są również zmiany w przyszłości – od 2027 roku system ma zostać uproszczony, a świadczenie odnawiane automatycznie bez konieczności corocznego składania wniosku. Reforma odciąży rodziców z obowiązków biurokratycznych, bo ZUS będzie samodzielnie weryfikować dane w rejestrach państwowych. Więcej szczegółów na ten temat opisaliśmy w tekście ostatni taki okres świadczeniowy 800 plus, od 2027 dla rodziców rewolucja we wnioskach — oznacza to, że rok 2026 jest ostatnim, w którym pilnowanie kwietniowego terminu jest aż tak krytyczne.
Do 30 kwietnia trzeba też rozliczyć PIT
30 kwietnia to ważna data nie tylko dla świadczenia 800 plus. To również ostateczny termin na złożenie rocznego zeznania podatkowego PIT. Rodzice powinni pamiętać, że w rozliczeniu mogą skorzystać z tzw. ulgi na dzieci, która pozwala odzyskać część podatku.
Wysokość ulgi zależy od liczby dzieci – im większa rodzina, tym większe odliczenie. W wielu przypadkach oznacza to realny zwrot gotówki na konto. Trzeba też pamiętać, że jest szereg innych ulg, z których można skorzystać, jak np. ulga na internet czy dla krwiodawców. Warto więc nie odkładać rozliczenia (bo można zapłacić spore kary za brak rozliczenia podatkowego) i upewnić się, że ulgi zostały prawidłowo uwzględnione.
Źródło: infor.pl, podatki.gov.pl, zus.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/7028beec2a4416241772cfc8fd2c1566,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/7028beec2a4416241772cfc8fd2c1566,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rodzice muszą do 30 kwietnia złożyć wniosek o 800 plus.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209395,maluchy-maja-byc-odciete-od-ekranow-men-i-resort-rodziny-w-jednym-froncie</guid><link>https://mamadu.pl/209395,maluchy-maja-byc-odciete-od-ekranow-men-i-resort-rodziny-w-jednym-froncie</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 15:58:12 +0200</pubDate><title>Maluchy mają być odcięte od ekranów. MEN i resort rodziny w jednym froncie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/8b40002815a23a09568eb9f4e8f06a91,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zakaz smartfonów w szkołach i przedszkolach może być dopiero początkiem zmian. Coraz częściej pojawiają się głosy, że ograniczenia powinny objąć także żłobki, gdzie kluczowe jest kształtowanie pierwszych nawyków najmłodszych dzieci. Rząd zwraca uwagę nie tylko na same ekrany, ale też na szkodliwe działanie niebieskiego światła i wzorce zachowań, które maluchy przejmują od dorosłych.

W marcu 2026 Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło, że zamierza od września, czyli nowego roku szkolnego 2026/2027, wprowadzić do szkół zakaz telefonów. Za projektem ustawy stoi ministra edukacji Barbara Nowacka, która zdecydowała się w końcu na odważny krok.
Rozporządzenie o zakazie urządzeń cyfrowych na lekcjach i przerwach ma dotyczyć szkół podstawowych, ale również przedszkoli. Chodzi o to, by dzieci nie były od najmłodszych lat przyzwyczajone w edukacji do korzystania z technologii, zwłaszcza że badania pokazują, iż analogowe rozwiązania są dużo lepsze dla rozwoju i kondycji mózgu.
MEN szykuje rewolucję od września 2026 roku
Sprawa nabrała tempa wiosną tego roku. Jak informowaliśmy, MEN przyspiesza ustawę o zakazie smartfonów w szkołach i chce, by jednolite zasady zaczęły obowiązywać w całym kraju jeszcze w 2026 roku. Przepisy mają zdjąć z dyrektorów i nauczycieli ciężar samodzielnego regulowania tej kwestii w statutach – do tej pory każda placówka radziła sobie z tym po swojemu, co prowadziło do dużych dysproporcji między szkołami. Cały plan, czyli zakaz telefonów w szkołach podstawowych, obejmie nie tylko lekcje, ale również przerwy – uczeń ma być odcięty od urządzenia przez cały pobyt na terenie placówki.
Teraz, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, który trwał między 22 a 24 kwietnia, w rozmowach ekspertów pojawił się także temat kontaktu najmłodszych z ekranami. Głos w sprawie zabrała Aleksandra Gajewska, wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej.
Wiceministra Gajewska: zakaz powinien objąć również żłobki
Przedstawiała swoje stanowisko w kontekście kryzysu demograficznego, polityki rządu w zakresie przeciwdziałania alarmująco niskiemu poziomowi dzietności, a także tego, jak powinna przebiegać edukacja kolejnych pokoleń. Odniosła się do zakazu smartfonów i urządzeń cyfrowych w szkołach i przedszkolach, podkreślając, że przepis ten powinien objąć również młodsze dzieci – nie tylko przedszkola, ale nawet żłobki.
"To, co robi pani ministra Nowacka, my jesteśmy w porozumieniu i wprowadzamy to również w innych instytucjach, które mają budować nawyki dzieci, jeżeli chodzi o korzystanie z ekranów i smartfonów, również na poziomie polityk żłobkowych" – mówiła Gajewska podczas wystąpienia.
Niebieskie światło i ślad, jaki ekrany zostawiają w mózgu
U tak małych dzieci nie chodzi tylko o kontakt z ekranami, których teoretycznie w żłobkach przecież nie powinno być. Dzieci do lat 3, które uczęszczają do takich placówek opiekuńczych, są – według wytycznych WHO – zbyt małe, by mieć kontakt z urządzeniami cyfrowymi, ponieważ mogłoby to bardzo negatywnie wpłynąć na rozwój ich mózgów. Najnowsze analizy nie pozostawiają złudzeń – smartfon szkodzi szybciej niż myślisz, a kluczowe są właśnie pierwsze dwa lata życia, kiedy mózg rozwija się najintensywniej.
Nie chodzi jednak wyłącznie o brak używania takich sprzętów podczas zajęć z maluchami. Istotna jest także postawa opiekunów, którzy mogliby korzystać z telefonu np. w czasie drzemek czy odpoczynku dzieci. "Będziemy eliminować to światło niebieskie, które dla dziecka w wieku do lat 3 jest szkodliwe. I to sobie wprost powiedzmy" – powiedziała Gajewska. Światło niebieskie bowiem bardzo mocno oddziałuje na rozwój mózgu, ale też np. na jakość snu. Co więcej, badania obrazowe potwierdzają, że ekrany niszczą istotę białą w mózgu dziecka – wpływ widoczny jest już u dzieci w wieku przedszkolnym, które miały zbyt wczesny i zbyt intensywny kontakt z technologią.
Dopiero 23 kwietnia zakończyły się konsultacje społeczne nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, w której zawarty jest zakaz smartfonów dla szkół podstawowych. W ich trakcie Związek Powiatów Polskich zgłosił postulat, by rozporządzenie zostało rozszerzone również na przedszkola i oddziały przedszkolne.
Opiekun z telefonem w ręku to lekcja, której dzieci nie zapominają
Teraz Gajewska wskazała, że powinno ono objąć także żłobki, więc być może MEN uwzględni ten pomysł w projekcie. Taki krok dla niektórych może wydawać się nadmierną ochroną, ale dzieci przecież uczą się najwięcej poprzez obserwację dorosłych. Kiedy oglądają swoich opiekunów w żłobku z telefonem w dłoni, zaczynają uznawać, że to nic złego być stale przyklejonym do smartfona.
To utrwala złe nawyki od najmłodszych lat i stoi w sprzeczności z zasadami higieny cyfrowej. Skoro apelujemy do rodziców, by nie pokazywali dzieciom złych wzorców – w końcu często to sami dajecie dzieciom komórkę, a problem zaczyna się w domu, nie w szkole – od nauczycieli przedszkolnych i opiekunów żłobkowych również powinniśmy tego wymagać.
Źródło: samorzad.pap.pl


]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/8b40002815a23a09568eb9f4e8f06a91,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/8b40002815a23a09568eb9f4e8f06a91,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zakaz smartfonów w żłobku ma bardziej być skierowany do pracowników placówki.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209320,platny-dzien-wolnego-dla-pracownikow-lekarze-chca-naklonic-do-badan</guid><link>https://mamadu.pl/209320,platny-dzien-wolnego-dla-pracownikow-lekarze-chca-naklonic-do-badan</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 13:38:47 +0200</pubDate><title>Płatny dzień wolnego dla pracowników. Lekarze chcą nakłonić do badań</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/fdeb0f4de18f5e4c84967ee2441cffcb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polscy pracownicy często rezygnują z badań profilaktycznych, bo nie chcą tracić na nie urlopu. Rozwiązaniem ma być dodatkowy płatny dzień wolny, ale tylko pod warunkiem wykonania badań i ich potwierdzenia. Pomysł już działa w części instytucji i trafił do Ministerstwa Zdrowia jako propozycja zmian dla wszystkich pracowników.

Polskie prawo pracy nakłada na każdego pracownika etatowego obowiązek wykonywania regularnych badań medycyny pracy, ale szczegółowe testy w kierunku nowotworów czy chorób przewlekłych pacjenci muszą organizować już sami. 
Coraz częściej pojawia się pomysł, by każdemu zatrudnionemu przysługiwał dodatkowy płatny dzień wolny przeznaczony właśnie na profilaktykę. Niektóre firmy już go wprowadziły, ale wielu Polaków wciąż żałuje "marnowania" urlopu wypoczynkowego na wizyty u lekarza.
Obowiązkowe badania medycyny pracy a profilaktyka nowotworowa
W polskim prawie pracy istnieje zapis o obowiązkowych, regularnych badaniach profilaktycznych dla każdego pracownika. Chodzi tu o sprawdzenie podstawowych wyników krwi (morfologia, oznaczenie poziomu cukru, a także często wybrane parametry biochemiczne – zależnie od wykonywanej pracy).
Niestety, badania medycyny pracy dotyczą wyłącznie pracowników etatowych. Nie są to również badania typowo profilaktyczne w kierunku nowotworów czy chorób przewlekłych. O takie pacjenci muszą zadbać we własnym zakresie – prywatnie albo w ramach NFZ, po konsultacji z lekarzem internistą. Tymczasem profilaktyka raka piersi czy regularna cytologia mogą realnie ratować życie i powinny stać się rutyną każdej dorosłej osoby.
Wybór między płatną wizytą a kolejką w publicznej przychodni to dziś codzienność. Raport opisujący dylemat, jakim jest leczenie prywatne czy NFZ, pokazuje, że Polacy coraz częściej rozstrzygają go na korzyść prywatnych placówek – nawet kosztem domowego budżetu.
Pracownicy boją się "marnować" urlop na lekarza
Pracownicy zbyt rzadko decydują się na wykonywanie badań profilaktycznych. Wielu z nich przyznaje, że nawet jeśli mają możliwość skorzystania z nich w ramach NFZ, nie zawsze są w stanie to zrobić z powodu zobowiązań zawodowych.
Większość przychodni i gabinetów lekarskich wykonujących badania pracuje od poniedziałku do piątku, co oznacza, że pracownicy musieliby brać urlop, aby je wykonać. Nie każdy ma taką możliwość, a wielu przyznaje też, że szkoda im wykorzystywać dni wolne na wizyty lekarskie. Warto przy tym wiedzieć, że zgodnie z Kodeksem pracy urlop wypoczynkowy w roku może być dłuższy niż 26 dni – dotyczy to m.in. pracowników z niepełnosprawnością, honorowych krwiodawców czy nauczycieli – ale i ten zwiększony wymiar nie zawsze wystarcza, by pogodzić odpoczynek z troską o zdrowie.
"Dzień na U" – pomysł, który może zmienić zasady gry
Pojawił się jednak pomysł, jak można byłoby to rozwiązać, aby Polacy częściej decydowali się na regularne kontrolowanie swojego zdrowia. Niektóre prywatne zakłady pracy zdecydowały się na wprowadzenie jednego dodatkowego dnia płatnego urlopu, jeśli pracownik przeznaczy go na wykonanie badań profilaktycznych.
Taki zwyczaj funkcjonuje m.in. w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta w Warszawie oraz w Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi. Podobna inicjatywa pojawiła się także w 2019 roku dzięki Fundacji Rak'n'Roll – akcja "Dzień na U" działa do dziś w wielu zakładach pracy.
O dniu wolnym na badania w rozmowie z RMF FM opowiedziała dyrektor Instytutu Medycyny Pracy, prof. Jolanta Walusiak-Skorupa. "Pracownik może wziąć pełny wolny dzień albo kilka godzin. Nasze kadry oczekują, że pracownik przyniesie potwierdzenie, że to badanie się odbyło, choćby nagłówek badania" – mówiła Walusiak-Skorupa.
I dodała: "Pacjenci ciągle nie mają czasu na badania profilaktyczne, w związku z tym stwierdziliśmy, że idealnie będzie, jeśli damy im możliwość i czas. Jeśli ktoś powie mi, że nie ma czasu na badania, mogę odpowiedzieć mu, że jednak ten czas ma".
Czy dzień wolny przekona Polaków do profilaktyki?
Grupa organizacji pacjentów i lekarzy uznała, że taki zwyczaj może pomóc pacjentom częściej decydować się na kontrolowanie swojego zdrowia. Motywacja mogłaby być większa dzięki dodatkowemu dniu wolnemu – pracownicy nie musieliby wykorzystywać na wizyty lekarskie urlopu przeznaczonego na odpoczynek.
Do Ministerstwa Zdrowia skierowano zapytanie, czy taki przepis mógłby zostać wprowadzony odgórnie we wszystkich miejscach pracy – zarówno prywatnych, jak i publicznych. Chodzi o 8 godzin pracy etatowej (1 dzień pracy), który pacjent mógłby przeznaczyć na wizytę u specjalisty czy badania. 
Na razie lekarze zachęcają pracodawców, by wdrażali takie rozwiązania oddolnie w swoich firmach. Często odpowiedni zapis pojawia się w wewnętrznych regulaminach pracy.
W rozmowie z rmf24.pl pracownik jednej z warszawskich firm powiedział: "Myślę, że część osób w ogóle nie korzysta z badań profilaktycznych. Chyba nawet dodatkowy urlop ich do tego nie zachęci. Część moich znajomych po prostu chyba boi się wyniku". Również akcja "Włącz zielone światło dla cytologii" pokazuje, że wiele kobiet od lat odkłada wizytę u ginekologa, mimo że to badanie jest bezbolesne, szybkie i potrafi wykryć zmiany na bardzo wczesnym etapie.
"Na badania potrzebny jest czas, a nigdy nie mamy go wystarczająco dużo. Rozwiązanie w postaci jednego dodatkowego, pełnopłatnego urlopu na profilaktykę to propozycja, która w konkretny sposób niweluje jedną z najczęściej wskazywanych przyczyn odkładania badań 'na później'" – podkreśla Karolina Demus, Country President Sandoz Polska.
Świadomość zdrowotna – brakujący element układanki
Wprowadzenie dnia wolnego na badania profilaktyczne może być krokiem w dobrą stronę, ale nie rozwiąże wszystkich problemów. Oprócz dostępności i czasu potrzebna jest także zmiana podejścia – większa świadomość zdrowotna i przełamanie lęku przed diagnozą. Bez tego nawet najlepsze rozwiązania systemowe mogą nie przynieść oczekiwanych efektów. Dlatego coraz głośniej mówi się o tym, że już od następnego roku szkolnego w polskich szkołach pojawi się podręcznik do edukacji zdrowotnej, który ma od najmłodszych lat budować nawyk regularnego dbania o własne ciało.
Źródło: rmf24.pl, materiały prasowe urlopnabadania.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/fdeb0f4de18f5e4c84967ee2441cffcb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/fdeb0f4de18f5e4c84967ee2441cffcb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Badania profilaktyczne będzie można zrobić podczas dodatkowego dnia płatnego urlopu?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209329,karta-duzej-rodziny-z-nowymi-korzysciami-od-1-czerwca-2026-kilka-tysiecy-zlotych-dla-rodzin</guid><link>https://mamadu.pl/209329,karta-duzej-rodziny-z-nowymi-korzysciami-od-1-czerwca-2026-kilka-tysiecy-zlotych-dla-rodzin</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 16:30:02 +0200</pubDate><title>Karta Dużej Rodziny z nowymi korzyściami od 1 czerwca 2026. Kilka tysięcy złotych dla rodzin</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/6d2bc53bf9cc8334cf7f0dfc71141ba8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 1 czerwca 2026 roku posiadacze Karty Dużej Rodziny zyskają nie tylko wyższe zasiłki dla bezrobotnych, ale też prawo do ich pobierania przez cały rok. W praktyce oznacza to nawet kilka tysięcy złotych więcej wsparcia rocznie dla części rodzin. To jednak nie wszystko – karta nadal daje szeroki dostęp do zniżek, które realnie obniżają codzienne wydatki.

Z Kartą Dużej Rodziny większe korzyści dla bezrobotnych
Karta Dużej Rodziny to dokument, który przysługuje rodzicom co najmniej trojga dzieci. Ich pociechy mogą z niej korzystać do ukończenia 18. roku życia lub do 25. roku życia, jeśli kontynuują naukę, np. na studiach wyższych.
Rodzicom karta przysługuje do końca życia i uprawnia do korzystania z różnych zniżek – np. na bilety transportu zbiorowego, zakupy w dyskontach, leki w aptece czy nawet tańsze paliwo.
Wyższy zasiłek dla bezrobotnych z Kartą Dużej Rodziny od 1 czerwca 2026
Po wyrobieniu karty rodzice trojga i więcej dzieci mogą korzystać z niej już do końca życia. Od 1 czerwca 2026 roku zmieniają się jednak warunki jej wykorzystywania. Wszystko dlatego, że od tego terminu wzrastają zasiłki dla bezrobotnych.
Rodzice, którzy są zarejestrowani w urzędzie pracy jako osoby bezrobotne i mają Kartę Dużej Rodziny, skorzystają podwójnie: nie tylko zyskają wyższy zasiłek, ale będą mogli pobierać go przez pełny rok, bez konieczności składania kolejnego wniosku po upływie pół roku. To zatem nowy przywilej dla rodzin wielodzietnych — zwiększył się zasiłek dla bezrobotnych i wydłużył się okres jego pobierania.
Od 1 czerwca osoby zarejestrowane jako bezrobotne dostaną wyższy zasiłek – to efekt corocznej waloryzacji wynikającej z inflacji. Świadczenie jest wypłacane najpierw przez pierwsze 90 dni w wyższej kwocie, a następnie w kolejnych miesiącach w obniżonej. Ma to zachęcać osoby bezrobotne do aktywnego poszukiwania pracy.
Bezrobotni ze stażem pracy od 5 do 20 lat otrzymają 1 783,90 zł brutto miesięcznie przez pierwsze trzy miesiące. Później kwota obniży się do 1 400,90 zł brutto.
Osoby ze stażem pracy dłuższym niż 20 lat dostaną najpierw 2 140,68 zł brutto przez pierwsze 90 dni, a następnie 1 681,06 zł brutto. Dotychczas zasiłek dla bezrobotnych przysługiwał przez 180 dni, czyli pół roku. Od czerwca posiadacze Karty Dużej Rodziny pozostający bez pracy będą mogli liczyć na wypłatę świadczenia przez cały rok, czyli 365 dni.
Oznacza to dla nich znaczący wzrost świadczeń. Dzięki KDR zasiłek w ciągu roku będzie wyższy od 6 600 zł do 7 900 zł netto – w zależności od liczby lat stażu pracy.
Dzięki Karcie Dużej Rodziny osoby bezrobotne nie tylko otrzymają wyższe świadczenia i będą mogły pobierać je dłużej niż ci, którzy karty nie mają. Dodatkową korzyścią jest także pierwszeństwo w dostępie do form wsparcia oferowanych przez urzędy pracy. Chodzi m.in. o wcześniejszą możliwość skorzystania ze staży zawodowych, bonów szkoleniowych, porad zawodowych czy refundacji kosztów opieki nad dziećmi podczas szkoleń.
Waloryzacja innych świadczeń rodzinnych w 2026 roku
Wzrost zasiłku dla bezrobotnych to nie jedyna zmiana, która dotyka polskie rodziny. Również świadczenie za wychowanie dzieci przeszło rewaloryzację, można dostać prawie 2 tys. dodatkowo – chodzi o program Mama 4+, w ramach którego od marca 2026 r. matki czworga dzieci mogą liczyć na wsparcie w wysokości minimalnej emerytury.
Z drugiej strony nie wszystkie świadczenia są aktualizowane co roku. Najgłośniejszym przykładem jest sytuacja, w której 800 plus traci na wartości, rodzice domagają się waloryzacji do 1100 zł już od marca – to jeden z postulatów rodzicielskich środowisk wskazujących na rosnące koszty życia.
Komu przysługuje Karta Dużej Rodziny i jakie zniżki oferuje
Karta Dużej Rodziny przysługuje nie tylko rodzicom wychowującym co najmniej troje dzieci, ale także rodzinom zastępczym oraz prowadzącym rodzinne domy dziecka. Co ważne, mogą ją otrzymać również rodzice, którzy mieli na utrzymaniu co najmniej troje dzieci – nawet jeśli dziś są już dorosłe i nie mieszkają z nimi.
Karta przyznawana jest bez względu na dochód, co oznacza, że mogą z niej korzystać zarówno rodziny o niższych, jak i wyższych zarobkach.
W ramach Karty Dużej Rodziny można liczyć na szeroki katalog zniżek w całej Polsce. Obejmują one m.in. tańsze przejazdy kolejowe, niższe opłaty za wyrobienie paszportu, zniżki na wstęp do parków narodowych, muzeów czy instytucji kultury. Pełen katalog rabatów to znacznie więcej, niż wynika z popularnych zestawień – jak pokazuje INNPoland.pl, zniżki na karcie Dużej Rodziny, o których nie wiedziałeś — jest długa lista i obejmuje aż blisko 40 tys. punktów honorujących KDR w całym kraju.
Partnerzy programu oferują także rabaty na paliwo, zakupy spożywcze i przemysłowe, odzież, sprzęt RTV i AGD, a także usługi – np. fryzjerskie, gastronomiczne czy turystyczne. Dzięki temu karta realnie obniża codzienne wydatki rodzin wielodzietnych. Warto też pamiętać, że w okresie kryzysu energetycznego program zapewniał dodatkową ochronę domowych budżetów – temat Karta Dużej Rodziny a zniżki na prąd, jak mieć tani prąd i wyższe limity był wówczas jednym z najczęściej wyszukiwanych przez rodziny 3+ w sieci.
Jak złożyć wniosek o Kartę Dużej Rodziny
Uzyskasz ją w urzędzie gminy lub miasta, ale wniosek można też złożyć online poprzez np. portal Emp@tia. We wniosku należy wpisać numery PESEL wszystkich członków rodziny, rodzice muszą złożyć oświadczenie o pełni władzy rodzicielskiej, a dzieci powyżej 18. roku życia muszą mieć zaświadczenie o kontynuowaniu nauki.
Źródło: gazetaprawna.pl, sip.lex.pl, infor.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/6d2bc53bf9cc8334cf7f0dfc71141ba8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/6d2bc53bf9cc8334cf7f0dfc71141ba8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Bezrobotni rodzice z KDR będą mogli pobierać zasiłek aż przez rok.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209218,dwuletnia-dziewczynka-uciekla-od-pijanej-matki-kobieta-dostala-zakaz-zblizania-sie-do-dziecka</guid><link>https://mamadu.pl/209218,dwuletnia-dziewczynka-uciekla-od-pijanej-matki-kobieta-dostala-zakaz-zblizania-sie-do-dziecka</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 10:03:42 +0200</pubDate><title>Dwuletnia dziewczynka uciekła od pijanej matki. Kobieta dostała zakaz zbliżania się do dziecka</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/ae0163c97e548d118de82a1bb51b8828,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W Łomży dwuletnia dziewczynka uciekła z mieszkania, w którym trwała libacja alkoholowa. Zapukała do drzwi sąsiadów. Interweniowała policja, a wobec matki podjęto natychmiastowe działania.

Wstrząsające sceny w Łomży. Dwuletnia dziewczynka, drżąca i zapłakana, uciekła z mieszkania, w którym trwała libacja alkoholowa, i zapukała do drzwi sąsiadów. Gdy do mieszkania przyszła młoda kobieta podająca się za matkę i siłą zabrała córkę, dziecko krzyczało: "To nie moja mama!". Sprawą zajęła się policja, a 21-letniej matce z 1,7 promila alkoholu we krwi grozi do 5 lat więzienia.
Dwulatka uciekła z mieszkania, w którym trwała libacja w Łomży
Zgłoszenie wpłynęło do policji w środę przed południem. Kobieta, która wezwała służby, poinformowała, że do jej mieszkania przyszło wystraszone i zapłakane dziecko z sąsiedniego lokalu. Dziewczynka nie chciała wracać do miejsca, z którego uciekła.
Po chwili do drzwi zapukała młoda kobieta, która twierdziła, że jest matką dziecka. Według relacji świadków zabrała dziewczynkę siłą, mimo że ta protestowała, krzycząc "To nie moja mama!". To, co dla dorosłych jest zwykłym weekendowym piwem czy kieliszkiem wina, dla małego dziecka bywa początkiem realnego dramatu – psycholożka Ewa Woydyłło w cytowanej już wielokrotnie przez naszą redakcję rozmowie tłumaczyła, jak czują się rodzice na rauszu i ich dzieci, dla których nawet 0,5 promila u opiekuna oznacza utratę kontroli i bezpieczeństwa.
Łomżyńska sprawa nie jest niestety odosobniona. Kilka miesięcy temu media obiegły przerażające sceny w Chorzowie – zgubione dziecko i pijana matka leżąca na trawniku podczas plenerowej imprezy sylwestrowej. Tamtym chłopcem, jak teraz dwulatką w Łomży, musieli zająć się policjanci.
Libacja w mieszkaniu i interwencja policji
Na miejsce przyjechali policjanci. Początkowo nikt nie chciał otworzyć drzwi, dopiero po kilkunastu minutach funkcjonariusze zostali wpuszczeni do środka.
W mieszkaniu zastali kilka dorosłych osób, a także dwuletnie dziecko. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu. W lokalu panował bałagan, a wszędzie leżały butelki po alkoholu.
Badanie wykazało, że 21-letnia matka miała ponad 1,7 promila alkoholu w organizmie. Kobieta nie potrafiła powiedzieć, kiedy jej córka ostatni raz jadła. Wspominała jedynie, że było to poprzedniego dnia.
Nasza redakcja wielokrotnie pisała o tym, jaki alkohol a dzieci, czy rzeczywiście nigdy nie powinno się pić, gdy one są w pobliżu ma związek z bezpieczeństwem najmłodszych. Statystyki Komendy Głównej Policji są nieubłagane – co roku tysiące postępowań dotyczy narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, a niemal w każdym z nich pojawia się alkohol. Łomżyński przypadek wpisuje się w ten ponury schemat.
Dziecko trafiło do szpitala, szukało poczucia bezpieczeństwa
Na miejsce wezwano pogotowie. Ratownicy zdecydowali o przewiezieniu dziewczynki do szpitala. Podczas interwencji dziecko cały czas szukało poczucia bezpieczeństwa. Nie odstępowało policjantki i przytulało się do niej. Po badaniach dziewczynkę odebrał ojciec.
To, co przeżyła dwulatka, może mieć dla niej długofalowe konsekwencje – zwłaszcza jeśli matka piła także w czasie ciąży. O tym, jak wygląda zespół FAS – przyczyny i objawy, jak wygląda dziecko z FAS, pisaliśmy szerzej, zwracając uwagę, że nie ma żadnej "bezpiecznej dawki" alkoholu dla rozwijającego się organizmu.
Niebieska Karta i konsekwencje prawne dla 21-letniej matki
Wobec 21-letniej kobiety wszczęto procedurę tzw. "Niebieskiej Karty". Policjanci wydali również zakaz zbliżania się i kontaktowania z dzieckiem.
Sprawa trafi do sądu. Za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia matce może grozić kara do 5 lat pozbawienia wolności. Debata o tym, jak surowo karać kobiety, które krzywdzą swoje dzieci pijąc alkohol, wraca w Polsce od lat – wystarczy przypomnieć dyskusję, czy ma być więzienie za picie w ciąży, mama dzieci z FAS przeciwko pomysłowi RPD postawiła wówczas konkretne argumenty, które wciąż brzmią aktualnie. W Łomży prawo wreszcie ma narzędzia, by działać natychmiast – pytanie, czy okażą się skuteczne na dłuższą metę.
Źródło: tvn24.pl


]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/ae0163c97e548d118de82a1bb51b8828,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/ae0163c97e548d118de82a1bb51b8828,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dwulatka uciekła do sąsiadki, bo jej mama była pijana.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209254,na-co-pojda-pieniadze-ze-zbiorki-latwoganga-fundacja-cancer-fighters-zdradza-kolejnosc</guid><link>https://mamadu.pl/209254,na-co-pojda-pieniadze-ze-zbiorki-latwoganga-fundacja-cancer-fighters-zdradza-kolejnosc</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 12:15:52 +0200</pubDate><title>Na co pójdą pieniądze ze zbiórki Łatwoganga? Fundacja Cancer Fighters zdradza kolejność</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/46583d5eb9497ad999944da20eee69cd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ponad 251 mln zł – tyle udało się zebrać podczas charytatywnego streamu Łatwoganga. Fundacja Cancer Fighters ujawniła, na co dokładnie trafią pieniądze i jak będzie wyglądać ich rozliczanie.

Dziewięciodniowy charytatywny stream Łatwoganga zakończył się wynikiem ponad 251 milionów złotych dla Fundacji Cancer Fighters — to koniec szalonej akcji Łatwoganga: udało się zebrać prawie tyle, co WOŚP podczas jednego finału. To rekordowa kwota, która – jak podkreśla sama fundacja – oznacza nie tylko ogromne możliwości, ale też równie dużą odpowiedzialność.
Trzy filary planu po historycznej zbiórce
Jeszcze w trakcie trwania zbiórki przedstawiciele fundacji opublikowali oświadczenie, w którym jasno wskazali, jak będą wyglądały kolejne kroki. Plan działania opiera się na trzech filarach – pilnej pomocy dla podopiecznych, wsparciu systemowym dla klinik oraz pełnej transparentności wydatkowania środków.
Cała akcja zaczęła się znacznie skromniej — gdy youtuber zbierał pieniądze na chore dzieci, początkowy cel wynosił zaledwie 500 tysięcy złotych. Skala mobilizacji Polaków przerosła wszelkie założenia organizatorów. Impulsem do zbiórki była z kolei piosenka, dzięki której Bedoes w duecie z dziewczynką chorą na raka, Mają Mecan, poruszył całą Polskę.
Do kogo trafią pieniądze ze zbiórki?
W pierwszej kolejności pieniądze mają trafić do osób, które już teraz potrzebują wsparcia. Chodzi o zamykanie najpilniejszych zbiórek – finansowanie leczenia, rehabilitacji, leków, transportu do szpitali czy konsultacji specjalistycznych. Fundacja podkreśla, że celem jest jak najszybsze uruchomienie realnej pomocy tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
Wcześniej sprawdzaliśmy, jakie koszty ponoszą rodzice dzieci z nowotworem — okazuje się, że publiczny system ochrony zdrowia nie pokrywa wszystkich wydatków, takich jak transport do odległych klinik, zakwaterowanie czy specjalistyczna rehabilitacja. To właśnie te luki najczęściej wypełniają fundacje takie jak Cancer Fighters.
Drugi obszar to wsparcie pacjentów w powrocie do codzienności. Środki mają być przeznaczane m.in. na protezy, specjalistyczny sprzęt oraz rozwiązania, które pomagają odzyskać sprawność i niezależność po zakończonym leczeniu. Jak zaznaczono w komunikacie, choroba nowotworowa często pozostawia skutki na lata – i to właśnie ten etap bywa najtrudniejszy.
Wśród schorzeń, z którymi mierzą się podopieczni fundacji, są zarówno ostre białaczki, jak i guzy lite — np. neuroblastoma, której objawy, leczenie i rokowania nowotworu różnią się w zależności od wieku dziecka i stadium choroby.
Fundacja prowadzi także rozmowy z ośrodkami medycznymi w całej Polsce. W grę wchodzi m.in. zakup sprzętu, doposażenie oddziałów, poprawa warunków leczenia czy wsparcie konkretnych programów medycznych. Możliwe są również większe projekty infrastrukturalne, jeśli przyniosą realny efekt dla pacjentów.
Transparentność wydatkowania środków — publiczny raport online
Kluczowym elementem całego procesu ma być transparentność. W oświadczeniu fundacja zapowiedziała uruchomienie specjalnego serwisu, który będzie pełnił rolę publicznego raportu z wydatkowania środków. Strona już działa pod adresem: https://dissnaraka.cancerfighters.pl/ i – jak podkreślono – ma być na bieżąco aktualizowana.
W komunikacie fundacji czytamy, że strona to będzie raport, w którym krok po kroku publikowane będą informacje o podejmowanych działaniach – od zamkniętych zbiórek, przez zakup sprzętu, po wsparcie konkretnych rodzin i projekty medyczne.
Decyzje o rozdysponowaniu środków
Powstanie także specjalna rada, która ma wspierać fundację w podejmowaniu najważniejszych decyzji. W jej skład wejdą przedstawiciele organizacji, osoby zaangażowane w akcję oraz niezależni eksperci z obszaru onkologii, leczenia dzieci, rehabilitacji i zarządzania projektami pomocowymi.
Już teraz wiadomo, że zaproszenie do rady przyjęli m.in. Paweł Zawadzki oraz Krzysztof Kałwak z Przylądka Nadziei – wybitni onkologiczni eksperci.
Jak podkreśla fundacja, rada nie ma być jedynie formalnością. Jej zadaniem będzie realne wsparcie w analizie potrzeb, opiniowanie projektów i dbanie o to, aby środki trafiały tam, gdzie mogą przynieść największy efekt.
"To nie koniec. To początek. Działamy dalej." – tak zakończyła fundacja swoje oświadczenie.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/46583d5eb9497ad999944da20eee69cd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/46583d5eb9497ad999944da20eee69cd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Podczas streamu Łatwoganga zebrano ponad 250 mln złotych na Fundację Cancer Fighters.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209245,ojciec-porwal-corke-z-przedszkola-w-mieszkaniu-rzucil-sie-na-policjantow-z-siekiera</guid><link>https://mamadu.pl/209245,ojciec-porwal-corke-z-przedszkola-w-mieszkaniu-rzucil-sie-na-policjantow-z-siekiera</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 10:17:48 +0200</pubDate><title>Ojciec porwał córkę z przedszkola. &quot;W mieszkaniu rzucił się na policjantów z siekierą&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/debb16c37c889507668c3a01a6384e7b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zwykły spacer przedszkolaków zamienił się w dramatyczne chwile. 44-letni ojciec siłą zabrał swoją córkę spod opieki nauczycielki i zabarykadował się z nią w mieszkaniu. Konieczna była interwencja policji.

Spokojny spacer przedszkolaków zamienił się w dramatyczną interwencję służb. 44-letni mężczyzna siłą zabrał swoją 4-letnią córkę spod opieki nauczycielek, a następnie zabarykadował się z nią w mieszkaniu. Policja musiała wejść do środka siłą.
Ojciec odebrał dziewczynkę siłą
Do zdarzenia doszło w gminie Trawniki pod Świdnikiem. W czasie spaceru grupy przedszkolnej do dzieci podszedł ojciec jednej z dziewczynek. Według ustaleń policji odepchnął opiekunkę i zabrał płaczącą 4-latkę, po czym uciekł z nią do swojego mieszkania.
Zaniepokojone nauczycielki natychmiast ruszyły za nim, jednak mężczyzna nie reagował na pukanie i wołanie. Na miejsce wezwano policję oraz matkę dziecka. Funkcjonariusze przez dłuższy czas próbowali nawiązać kontakt z 44-latkiem, ale bez skutku. Kiedy usłyszeli płacz dziecka, podjęli decyzję o wejściu do mieszkania przez okno.
Próbował zaatakować policjantów
Sytuacja szybko się zaostrzyła. Mężczyzna był agresywny – w pewnym momencie ruszył na policjantów z siekierą. Jeden z funkcjonariuszy uniknął ciosu dosłownie w ostatniej chwili, a ostrze wbiło się w framugę drzwi.
Do akcji wkroczyli także strażacy, którzy siłowo otworzyli drzwi. Ostatecznie policjanci obezwładnili i zatrzymali 44-latka. Na szczęście dziewczynce nic się nie stało. Została przekazana pod opiekę rodziny.
Jak się okazało, mężczyzna był trzeźwy. Usłyszał już zarzuty m.in. uprowadzenia dziecka, naruszenia nietykalności nauczycielki oraz czynnej napaści na funkcjonariuszy. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Według informacji służb ojciec miał ograniczoną władzę rodzicielską i mógł spotykać się z dzieckiem tylko w obecności kuratora.
Źródło: tvn24.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/debb16c37c889507668c3a01a6384e7b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/debb16c37c889507668c3a01a6384e7b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ojciec zabrał córkę i zabarykadował się z nią w mieszkaniu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209224,od-7-maja-rewolucja-w-sprawie-znieczulenia-przy-porodzie-lekarka-mowi-o-realiach-porodowek</guid><link>https://mamadu.pl/209224,od-7-maja-rewolucja-w-sprawie-znieczulenia-przy-porodzie-lekarka-mowi-o-realiach-porodowek</link><pubDate>Fri, 24 Apr 2026 14:58:55 +0200</pubDate><title>Od 7 maja rewolucja w sprawie znieczulenia przy porodzie. Lekarka mówi o realiach porodówek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/63926c77ca48eb79452022bc0f74353e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 7 maja 2026 wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące opieki okołoporodowej, które mają zwiększyć przejrzystość informacji o dostępnych metodach łagodzenia bólu w szpitalach. Placówki będą zobowiązane do publikowania na swoich stronach internetowych jasnych danych o możliwości skorzystania ze znieczulenia zewnątrzoponowego. Zmiany mają wzmocnić prawo kobiet do świadomego wyboru i ujednolicić standardy opieki w całym kraju.

Od 7 maja rewolucja w opiece okołoporodowej
Standardy opieki okołoporodowej w Polsce z roku na rok na szczęście się poprawiają. Duży udział ma w tym Fundacja Rodzić Po Ludzku, która stara się wciąż edukować w sprawach praw pacjentek na salach porodowych. Niestety prawda jest taka, że nawet w dużych powiatowych szpitalach warunki oraz np. dostępność znieczulenia zewnątrzoponowego nie są takie oczywiste.
Dziś dostępność znieczulenia podczas porodu powinna teoretycznie być zapewniona, ale w praktyce wiele szpitali ogranicza ją tak bardzo, jak tylko się da. Robią to z wygody, z powodu kosztów oraz wymogu stałej obecności anestezjologa.
W najbliższym czasie istnieje jednak szansa, że te standardy w całym kraju będą choć odrobinę lepsze i pacjentki same będą decydowały, czy z takiego znieczulenia chcą skorzystać. Wiadomo, że czasami akcja porodowa jest na takim etapie, że nie można (albo nie ma sensu) podawać tego znieczulenia, ale o tym powinien zdecydować lekarz.
Od 7 maja 2026 w życie wejdą przepisy, dzięki którym kobietom nie zostanie odmówione znieczulenie zewnątrzoponowe podczas porodu. Znieczulenie ma być łatwiej dostępne: według przepisów NFZ takie znieczulenie jest bezpłatne i powinno być dostępne 7 dni w tygodniu, przez całą dobę.
Przepisy mówią też o tym, że nowoczesne standardy pozwalają na jego podanie niemal w każdym momencie, gdy występuje silny ból. Bez ograniczania rodzących tylko do czasu I aktywnej fazy porodu (4-5 cm rozwarcia).
Lekarka mówi o prawie rodzących do decyzji
O tej zmianie w prawie napisała na swoim facebookowym koncie Marzena Dębska, prof. dr hab. n. med. Specjalistka Ginekologii, Położnictwa i Perinatologii, która pracuje m.in. w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie oraz w prywatnych placówkach medycznych. 
"Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami kobieta ma prawo ŻĄDAĆ znieczulenia zewnątrzoponowego przy porodzie, jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych, już od wielu lat. Mówimy o świadczeniu GWARANTOWANYM, osobno finansowanym przez NFZ. Jak to wygląda w praktyce, wszyscy wiemy. Wchodzące obecnie NOWE STANDARDY opieki okołoporodowej mają to zmienić. Jak będzie? Poczekamy, zobaczymy. Pozornie ciężarna może już dziś ustalić, czy w danym szpitalu dostępne jest łagodzenie bólu. Różnie jednak jest realizowane to 'łagodzenie' i faktyczny do niego dostęp" – zauważa w najnowszym wpisie lekarka. 
Dodaje, że od 7 maja wg prawa szpitale mają obowiązek mieć na stronie internetowej jasny komunikat dotyczący dostępności znieczulenia w ich placówce – tak, żeby wybierając placówkę do porodu, wiedzieć, czy na pewno takie znieczulenie otrzymamy, jeśli o nie poprosimy.
Lekarka zaznacza, że to prawo nie ma na celu doprowadzenia do sytuacji, w których wszystkie pacjentki rodzące siłami natury będą korzystały ze znieczulenia. Chodzi o możliwość wyboru, której nikt nie powinien odbierać rodzącej kobiecie.
"Są kobiety, które znieczulenia NIE CHCĄ, bo wierzą, że ból, który prof. Romuald Dębski przyrównywał do nabijania na pal Azji Tuhajbejowicza , buduje więź z dzieckiem. Nikt ich zmuszać nie będzie.
Zdarza się, że akcja porodowa jest już tak zaawansowana, że na znieczulenie jest już zwyczajnie za późno. Są przeciwwskazania, które nie pozwalają znieczulenia zastosować. Zawsze więc będą dzieci, które przychodzą na świat w bólach
ALE
Jeśli placówka chwali się na swojej stronie, że stosuje znieczulenie zewnątrzoponowe przy porodzie i jednocześnie przyznaje, że skorzystało z niego na przykład 10 procent pacjentek, to coś się tu nie zgadza. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, że 90 procent rodzących miało przeciwwskazania, zaawansowaną akcję porodową czy niechęć do znieczulenia" – zauważa ginekolożka.
Chodzi o możliwość 
Kobieta podkreśla też, że ta zmiana prawna jest potrzebna, żeby dać kobietom narzędzie do dochodzenia swoich praw – do walki o to, by mogły rodzić godnie, bez niepotrzebnego bólu i w warunkach, które nie prowadzą do traumy. 
Nowe przepisy mają sprawić, by decyzja o znieczuleniu rzeczywiście należała do pacjentki, a nie była uzależniona od dostępności anestezjologa czy organizacji pracy szpitala.
Na koniec warto powiedzieć wprost: mamy XXI wiek, a kobiety wciąż w wielu miejscach są na porodówkach traktowane w sposób, który budzi sprzeciw i poczucie bezsilności. Zbyt często ich ból jest bagatelizowany, a prawo do wyboru – ograniczane praktyką, nie przepisami. 
Dlatego ta zmiana w prawie, choć nie rozwiązuje wszystkich problemów systemu, jest realnym krokiem w dobrą stronę. Daje nadzieję, że standard opieki okołoporodowej wreszcie zacznie odpowiadać nie tylko medycynie XXI wieku, ale też elementarnemu szacunkowi do kobiet rodzących.

            
                
            
            

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/63926c77ca48eb79452022bc0f74353e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/63926c77ca48eb79452022bc0f74353e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Od 7 maja ma być na porodówka lepsza dostępność ZZO.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209176,kopali-bili-i-przypalali-papierosami-szokujace-nagranie-15-latkow-uratowalo-zycie-ofierze</guid><link>https://mamadu.pl/209176,kopali-bili-i-przypalali-papierosami-szokujace-nagranie-15-latkow-uratowalo-zycie-ofierze</link><pubDate>Thu, 23 Apr 2026 14:30:15 +0200</pubDate><title>Kopali, bili i przypalali papierosami. Szokujące nagranie 15-latków uratowało życie ofierze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/36c8b542dd700814165a0769f04e8dbc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W Gdańsku ujawniono bulwersującą sprawę – dwóch 15-latków i 18-letnia dziewczyna mieli brutalnie znęcać się nad swoim rówieśnikiem w opuszczonym budynku, a całe zdarzenie nagrywać i rozpowszechniać w sieci. Do interwencji doszło po tym, jak nagranie trafiło do rodzica innej nastolatki, który zawiadomił policję, co doprowadziło do szybkiej identyfikacji i zatrzymania sprawców.

Nagrali, jak znęcali się nad rówieśnikiem. Sprawa z Trójmiasta wstrząsa opinią publiczną
Dopiero co informowaliśmy w naTemat o śmierci 14-latka, który odebrał sobie życie w wyniku przemocy rówieśniczej i prześladowania w szkole. Tymczasem w przestrzeni medialnej pojawiły się kolejne szokujące doniesienia dotyczące zachowań nastolatków z Gdańska.
Jak podaje „Super Express", w Trójmieście 12 kwietnia 2026 roku doszło do skandalicznych scen w grupie nastolatków. Dwóch 15-letnich chłopców, którym towarzyszyła 18-letnia dziewczyna, zaatakowało rówieśnika, rejestrując cały przebieg zdarzenia na smartfonach.
Pobicie 15-latka. Jak trafił na trop policji ojciec nastolatki
O sprawie zrobiło się głośno 16 kwietnia, kiedy na Komisariat Policji w Gdańsku-Oliwie pojawił się ojciec innej nastolatki ze smartfonem. Mężczyzna przekazał policjantom, że jego córka trafiła w sieci na nagrania brutalnego znęcania się nad 15-letnim chłopcem. Do mężczyzny dotarli dziennikarze Radia Eska i uzyskali od niego następujący komentarz:
„Rozmawiałem z córką. Trochę się wystraszyła, ale przekazała mi ten filmik i na drugi dzień od razu zareagowałem. Poszedłem na komisariat policji. Podstawą obywatela jest zgłosić takie czyny".
Policja ustaliła, że nagrania powstały wcześniej, 12 kwietnia, na terenie opuszczonego budynku. Na kadrach wideo widać, jak trójka agresorów kopie, uderza i pluje na 15-latka. Widać też, jak sprawcy przemocy gaszą papierosy na ubraniu ofiary.
Służby zareagowały od razu po otrzymaniu zawiadomienia. Na podstawie nagrania szybko zidentyfikowano sprawców oraz ofiarę. Policji udało się w niedługim czasie ująć 15-latka z Sopotu, jego rówieśnika z gminy Żukowo oraz 18-latkę, która towarzyszyła dwóm chłopcom. Ustalono, że oprócz nagrania trójka sprawców stosowała wobec swojej ofiary również inne akty przemocy psychicznej i fizycznej.
Postępowanie przeciwko trójce nastolatków ruszyło w oparciu o dowód, jakim było nagranie ataku na 15-letniego chłopaka. Prokuratura zdecydowała o objęciu dozorem policyjnym 18-letniej dziewczyny, której grozi nawet 5 lat więzienia. Wobec nieletnich 15-latków zasądzono nadzór kuratora, a ich losy rozstrzygnie sąd rodzinny.
Policja zastosowała również kroki prewencyjne: w placówkach, do których uczęszczają agresorzy oraz ofiara, zorganizowano prelekcje z udziałem policjantów.
Podobne schematy wracają. „Dziś wystarczy ci telefon"
Sprawę skomentował także popularny poseł Łukasz Litewka. Na swoim koncie na Facebooku napisał:
„Dramat dzisiejszej młodzieży, dramat braku wychowania i chorych pomysłów, by zyskać sławę. Ten młody chłopak jest zniszczony psychicznie. Tak dużo mówi się dziś o samobójstwach młodych ludzi, tak często ofiary decydują się, by targnąć na własne życie. Na największy dar. To jest upodlenie młodego człowieka, jego postrzegania rzeczywistości i oczekiwań o normalnym, uczciwym i bezpiecznym świecie. Kary dla nieletnich są absurdalne, a nieletni dziś, to niestety bardzo często młodzi mordercy, którzy czują się całkowicie bezkarnie. Dziś w ręce, by skrzywdzić, nie potrzebujesz noża, ostrych narzędzi czy kamienia, dziś wystarczy ci telefon – on też może zabić".
Niestety, schemat znany jest od dawna. Już kilka lat temu opisywana była sprawa, w której w Siedlcach nastolatki znęcały się nad koleżanką, a zdarzenie rejestrowane było na nagraniu — co charakterystyczne, wideo trafiło do sieci dzięki samym sprawczyniom. Kolejne podobne przypadki tylko potwierdzają, że telefon stał się w rękach agresorów nie tylko narzędziem przemocy, ale też elementem jej „spektaklu".
To również jeden z powodów, dla których Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało ustawę o zakazie telefonów w szkołach podstawowych — MEN wygasza ekrany i stawia na kontakt. Od 1 września 2026 roku uczniowie szkół podstawowych mają nie korzystać ze smartfonów na terenie szkoły — i to nie tylko na lekcjach, ale również podczas przerw. Regulacja jest odpowiedzią m.in. na ten wymiar przemocy, który coraz częściej przenosi się do świata cyfrowego.
Kto pada ofiarą przemocy rówieśniczej
Eksperci podkreślają, że ofiarą może stać się praktycznie każde dziecko. W materiale mamadu.pl o tym, kto najczęściej jest ofiarą wyśmiewania i zastraszania przez rówieśników, psychologowie wskazują, że choć pewne cechy osobowości zwiększają ryzyko, to odpowiedzialność za znęcanie zawsze leży po stronie sprawcy — nigdy ofiary.
Skala zjawiska w Polsce jest alarmująca. Z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że aż dwoje na troje dzieci w Polsce doświadczyło przemocy rówieśniczej. W ponad 80 proc. przypadków przemocy psychicznej sprawcami są koledzy i koleżanki ze szkoły.
O tym, jak wysoką cenę płacą młode ofiary, przypomina niedawna głośna sprawa. Kilka miesięcy temu opublikowano reportaż pokazujący, że Nina Sienkiewicz była nękana, rodzice nic nie wiedzieli, a zawiódł system — 14-latka odebrała sobie życie po miesiącach upokorzeń, które dokumentowała w pamiętniku. Historia ta była otwarciem kampanii „Ostatni dzwonek. Twoja reakcja może uratować życie" prowadzonej przez Wirtualną Polskę i fundację MŁODE GŁOWY.
Przypomina to także szkolną rzeczywistość pokazaną w filmie „Szkoła życia" — 4 minuty z życia ucznia, które poruszają do łez. Choć fikcyjny, spot oparty jest na doświadczeniach tysięcy dzieci, które codziennie mierzą się z podobnymi sytuacjami.
Reakcja ojca, która zmieniła bieg sprawy
Wydarzenie z Trójmiasta staje się kolejnym przykładem tego, jak łatwo przemoc przenosi się dziś do świata cyfrowego i jak szybko może zostać utrwalona oraz rozpowszechniona. Gdyby nie nagranie, które pojawiło się w sieci — i reakcja jednego ojca, który od razu zareagował — być może nie udałoby się tak szybko zatrzymać sprawców.
Słowa Łukasza Litewki wybrzmiewają tu szczególnie mocno. Telefon, który dla młodych ludzi jest codziennym narzędziem komunikacji i rozrywki, może w jednej chwili stać się też narzędziem przemocy i upokorzenia. Ale — jak pokazuje ta historia — może też być dowodem, który ratuje ofiarę i doprowadza sprawców przed sąd.
Jeśli ty lub ktoś bliski doświadcza przemocy rówieśniczej, nękania lub przeżywa trudne myśli, nie zostawaj z tym sam. Pomoc można uzyskać bezpłatnie i anonimowo:
Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111 (czynny całą dobę)
Bezpłatna pomoc telefoniczna w sprawach bezpieczeństwa dzieci: 800 100 100
Telefon Zaufania dla Dorosłych w Kryzysie: 116 123
Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie (24h): 800 70 2222
Numer alarmowy: 112


            
                
            
            Źródło: se.pl, facebook.pl, trojmiasto.eska.pl


]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/36c8b542dd700814165a0769f04e8dbc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/36c8b542dd700814165a0769f04e8dbc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rówieśnicy mieli znęcać się nad kolegą, następnie udostępnili nagranie z ataku w sieci.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209131,becikowe-stalo-sie-pieniedzmi-dla-wybrancow-coraz-mniej-rodzicow-dostaje-1000-zl-na-dziecko</guid><link>https://mamadu.pl/209131,becikowe-stalo-sie-pieniedzmi-dla-wybrancow-coraz-mniej-rodzicow-dostaje-1000-zl-na-dziecko</link><pubDate>Thu, 23 Apr 2026 10:50:34 +0200</pubDate><title>Becikowe stało się pieniędzmi dla wybrańców. Coraz mniej rodziców dostaje 1000 zł na dziecko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/70384afda11a7718ed51968c156696df,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Coraz mniej rodziców ma szansę na becikowe, mimo że świadczenie nadal wynosi 1000 zł. Powód jest prosty – próg dochodowy od kilku lat pozostaje bez zmian, choć pensje rosną. W efekcie nawet osoby zarabiające minimalną krajową często tracą prawo do wsparcia już na starcie.

Becikowe coraz trudniej dostępne. Próg dochodowy nie nadąża za płacą minimalną
Becikowe to świadczenie rodzinne, które rodzice otrzymują jednorazowo po narodzinach dziecka. Jego wysokość nie zmienia się od wielu lat – odkąd wprowadzono takie rozwiązanie, wynosi ono 1000 zł dla każdego nowo narodzonego dziecka. Świadczenie obsługują lokalne Ośrodki Pomocy Społecznej – w zależności od miejsca zamieszkania miejskie lub gminne.
Kryterium dochodowe becikowego — 1922 zł netto na osobę
Żeby dostać 1000 zł na niemowlaka, należy jednak spełniać pewne warunki, bez których MOPS lub GOPS nie przyzna pieniędzy. Wśród zasad, które trzeba spełnić, by otrzymać becikowe, jest próg dochodowy. Ten co roku nieco się zmienia – Ośrodek Pomocy Społecznej, decydując o przyznaniu pieniędzy, bierze pod uwagę dochody z roku poprzedzającego okres zasiłkowy.
Na ten rok podatkowy, czyli od początku 2026 roku, ustalono, że próg dochodowy do otrzymania becikowego wynosi 1922 zł netto miesięcznie na osobę w gospodarstwie. Jeśli w domu jest dwoje rodziców, którzy otrzymują pensję, ich zarobki są dzielone między nich oraz wszystkie dzieci, jakie już wcześniej mieli.
Co ciekawe, wysokość progu w 2026 roku nadal wynosi 1922 zł netto, czyli tyle samo co w 2025 roku. Szczegółowe zasady opisuje artykuł o tym, że becikowe to pomoc dla rodziców po narodzinach dziecka, ale nie dla wszystkich — kryterium dochodowe pozostaje kluczową barierą.
Mimo że w zeszłym roku, od 1 stycznia 2025, wzrosła płaca minimalna o 366 zł i wynosi obecnie 4666 zł brutto. Co więcej — płaca minimalna w 2026 to dobra wiadomość dla ponad 3 mln pracowników, bo od stycznia wzrośnie do 4806 zł brutto (ok. 3605 zł netto). Próg becikowego pozostaje jednak niezmienny.
Oznacza to, że jeśli próg dochodowy do becikowego nie został zmieniony, a rodzice dziecka zarabiają choćby najniższą pensję, to mało która rodzina realnie kwalifikuje się do tego świadczenia. Pensja w wysokości 4666 zł brutto przy umowie o pracę wynosi w praktyce 3510,92 zł na rękę.
Przy podziale na 3 osoby daje to ok. 1170,31 zł. Oznacza to, że w większości przypadków tylko rodzice, którzy mają już jedno dziecko i zarabiają minimalną pensję, otrzymają to świadczenie. W takiej sytuacji – kiedy płaca minimalna jest sukcesywnie zwiększana – próg dochodowy do becikowego powinien być proporcjonalnie podnoszony. Inaczej efektem jest sytuacja, w której coraz mniej rodziców ma prawo do tego świadczenia.
Jakie warunki przyznania becikowego?
Zgodnie z zasadami, jeśli rodzina przekroczy próg dochodowy choćby o złotówkę, MOPS lub GOPS nie może wypłacić becikowego. Dodatkowym kryterium jest warunek, że kobieta przed porodem, nie później niż od 10. tygodnia ciąży, pozostawała pod opieką lekarza lub położnej prowadzących ciążę. Po porodzie taki dokument może wystawić szpital, w którym kobieta rodziła, albo bezpośrednio medyk prowadzący ciążę.
Wniosek o becikowe można złożyć w ciągu 12 miesięcy od dnia narodzin dziecka. Można to zrobić osobiście w urzędzie lub oddziale pomocy społecznej, ale również za pomocą portalu Emp@tia. Do wniosku należy dołączyć niezbędną dokumentację: zaświadczenie lekarskie o prowadzeniu ciąży, dokumenty potwierdzające dochody, kserokopię dowodu tożsamości rodzica oraz oświadczenie, że drugi rodzic nie pobrał już becikowego na to samo dziecko.
Co jeśli nie załapiesz się na becikowe?
Warto pamiętać, że becikowe to nie jedyna forma pomocy finansowej dla młodych rodziców. Dobrym przeglądem są pieniądze, które otrzymasz po urodzeniu dziecka — to ci się po prostu należy, gdzie opisano świadczenia niezależne od dochodu, m.in. 800 plus i kapitał opiekuńczy.
Osoby, które nie kwalifikują się do zasiłku macierzyńskiego — studenci, bezrobotni, rodzice pracujący na umowach cywilnoprawnych bez składki chorobowej — mogą ubiegać się o kosiniakowe i 1000 złotych na dziecko. To świadczenie wypłacane przez 52 tygodnie, bez kryterium dochodowego.
Świadczenia rodzinne bez waloryzacji
Problem niezmiennego progu dotyczy nie tylko becikowego. Rodzice coraz głośniej zwracają uwagę, że 800 plus traci na wartości — domagają się waloryzacji do 1100 zł, bo przez 10 lat istnienia programu podwyżka była tylko jedna. 
Podobnie wygląda sytuacja z becikowym — mechanizm weryfikacji co 3 lata w praktyce od wielu lat nie przekłada się na żadne zmiany, mimo wysokiej inflacji i rosnących kosztów życia.
Choć becikowe nadal formalnie przysługuje rodzicom po narodzinach dziecka, w praktyce coraz trudniej je otrzymać. Niezmieniany od lat próg dochodowy sprawia, że wiele rodzin – mimo realnych potrzeb – wypada z systemu wsparcia. Jeśli zasady nie zostaną dostosowane do aktualnych warunków ekonomicznych, świadczenie to będzie stopniowo traciło swoje znaczenie i przestanie pełnić funkcję realnej pomocy dla młodych rodziców.
Źródło: businessinsider.com.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/70384afda11a7718ed51968c156696df,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/70384afda11a7718ed51968c156696df,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Młodzi rodzice dziś coraz rzadziej mają szanse na przyznanie becikowego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://mamadu.pl/209122,14-latek-odebral-sobie-zycie-na-torach-dzien-wczesniej-doszlo-do-incydentu-w-szatni</guid><link>https://mamadu.pl/209122,14-latek-odebral-sobie-zycie-na-torach-dzien-wczesniej-doszlo-do-incydentu-w-szatni</link><pubDate>Thu, 23 Apr 2026 10:13:25 +0200</pubDate><title>14-latek odebrał sobie życie na torach. Dzień wcześniej doszło do incydentu w szatni</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.mamadu.pl/4434c8b0b08018bdbfc45e5a736db666,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />14-letni Mateusz z Susza zginął po tym, jak został potrącony przez pociąg. Śledczy badają, czy chłopiec był wcześniej ofiarą nękania i hejtu w szkole i czy to przyczyniło się do jego śmierci.

Śmierć 14-letniego Mateusza z Susza. Prokuratura bada wątek przemocy rówieśniczej
Trwa śledztwo w sprawie tragicznej śmierci 14-letniego Mateusza z miejscowości Susz w województwie warmińsko-mazurskim. Chłopiec zginął 16 kwietnia po tym, jak znalazł się na torach kolejowych i został potrącony przez pociąg pendolino relacji Warszawa Zachodnia – Gdynia Główna.
Chłopiec wyszedł do szkoły, ale nigdy do niej nie dotarł. Zamiast tego pojechał rowerem na pobliskie torowisko. Zginął na chwilę przed godziną 9.
Ustalenia prokuratury
Jak informują śledczy, wszystko wskazuje na to, że nastolatek targnął się na własne życie. Postępowanie prowadzone jest m.in. w kierunku artykułu 151 Kodeksu karnego.
Prokuratura Rejonowa w Iławie bada, czy do tragedii mogły przyczynić się osoby trzecie. Śledczy sprawdzają m.in. wątek uporczywego nękania oraz przemocy rówieśniczej.
Z ustaleń wynika, że dzień przed zdarzeniem mogło dojść do incydentu w szkolnej szatni, który może mieć związek z naruszeniem nietykalności cielesnej chłopca. Ten wątek również jest analizowany.
W ramach śledztwa zabezpieczono telefony komórkowe oraz rozpoczęto przesłuchania świadków, w tym nieletnich. Materiał dowodowy ma zostać przekazany do sądu rodzinnego.
Śledczy potwierdzają także, że tuż przed śmiercią chłopiec wysłał wiadomość do swojej matki. Jej treść została zabezpieczona i jest analizowana w kontekście prowadzonego postępowania.
Prokuratura podkreśla, że sprawa jest na wczesnym etapie, a wszystkie okoliczności zdarzenia są nadal wyjaśniane.
Reporterski obraz Susza. "Tu jest dzicz"
Dziennikarka Aleksandra Tchórzewska w reportażu naTemat pokazuje, że 14-letni Mateusz nie miał już sił dłużej żyć — "Tu jest dzicz, w tym Suszu". Jej rozmówczynie — matki byłych i obecnych uczennic miejscowej szkoły podstawowej — opowiadają o mechanizmach znieczulicy, które miały trwać latami.
Amelia, absolwentka szkoły w Suszu, mówi reporterce, że nawet śmierć kolegi niczego w placówce nie zmieniła. Relacjonuje, że na korytarzach wciąż dochodzi do aktów okrucieństwa wobec zmarłego:
– Sprawcy nękania chodzą po szkole i drwią z tej tragedii. Śmieją się: "zaraz też rzucę się pod pociąg" naTemat.pl. Wyzywają Mateusza nawet po śmierci – wyznaje Amelia w rozmowie z reporterką.
Z tej samej szkoły osiem lat wcześniej — jak relacjonuje Tchórzewska — inna matka, Justyna, musiała zabrać swoją córkę, która również była ofiarą wyzwisk i plucia we włosy. Dziewczynka zostawiła matce list pożegnalny. Mieszkańcy Susza w rozmowach z reporterką opisują system wzajemnych powiązań, który ich zdaniem chroni rzekomych oprawców i paraliżuje nauczycieli.
Prawnik o odpowiedzialności nieletnich
Reporterka zapytała też o kwestię, która wzbudza najwięcej społecznych emocji — czy nieletni sprawcy nękania w ogóle mogą ponieść konsekwencje. Odpowiedzi udzielił jej mec. Oskar Skoczylas, adwokat i karnista.
Prawnik wyjaśnia, że utrwaliło się błędne przekonanie, jakoby nieletni pozostawali całkowicie bezkarni — tymczasem odpowiadają oni przed sądem rodzinnym na podstawie ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, która posługuje się szerszym niż Kodeks karny pojęciem demoralizacji.
Podkreśla on jednak, że celem takich postępowań nie jest odwet, ale wychowanie młodego człowieka, który dopuścił się czynu zabronionego naTemat.pl. System zakłada, że osoby poniżej pewnego wieku wymagają oddziaływań wychowawczych, a nie kar represyjnych.
Mec. Skoczylas dodaje, że w skrajnych przypadkach można rozważać również odpowiedzialność dorosłych — dyrekcji lub nauczycieli — np. na podstawie przepisów o narażeniu na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, choć w praktyce przypisanie odpowiedzialności karnej bywa bardzo trudne. Bardziej realna jest odpowiedzialność dyscyplinarna na podstawie Karty Nauczyciela.
Przemoc rówieśnicza — problem, który nie kończy się po dzwonku
Wątek przemocy rówieśniczej, który bada prokuratura, wpisuje się w coraz poważniejszy problem społeczny. Psychologowie alarmują, że współcześnie szkolna przemoc trwa 24 godziny na dobę — klasowe grupy w komunikatorach i media społecznościowe sprawiają, że dziecko nie znajduje wytchnienia nawet po powrocie do domu.
Badania pokazują, że dwoje na troje dzieci w Polsce doświadczyło przemocy rówieśniczej. Eksperci zwracają uwagę, że wyśmiewanie i zastraszanie przez rówieśników może przybierać różne formy — od werbalnych ataków po wykluczenie i cyberprzemoc — a każda z nich zostawia trwałe ślady w psychice dziecka.
Jak rozmawiać z dzieckiem, które może przeżywać trudności
Specjaliści podkreślają, że kluczowe znaczenie ma codzienna, uważna obecność rodzica. Terapeutka Kelsey Mora wskazuje, że rozmowa to podstawa w budowaniu relacji z dzieckiem — dzieci, które na co dzień widzą, że w domu można mówić o emocjach, łatwiej przychodzą po wsparcie w kryzysie.
Pomocne może być też proste pytanie. Warto czasem po prostu zapytać swoje dziecko, czego się boi — taka rozmowa, prowadzona w spokojnej atmosferze, pozwala wychwycić ukryte lęki, które nastolatek może ukrywać. Szczególnie że starsze dzieci i młodzież często boją się odrzucenia, oceny i porażki wśród rówieśników — a tego typu emocje zwykle nie są widoczne gołym okiem.
Jeśli potrzebujesz wsparcia
Jeśli ty lub twoje dziecko przeżywacie trudny czas, warto sięgnąć po pomoc specjalistów.
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111 (bezpłatny, anonimowy)
Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym: 800 70 2222 (całodobowy, bezpłatny)
Kryzysowy Telefon Zaufania: 116 123 (codziennie 14:00–22:00)

W nagłej sytuacji zagrożenia życia: 112 lub najbliższy oddział ratunkowy / szpital psychiatryczny.
Pamiętaj — proszenie o pomoc to oznaka siły, nie słabości.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.mamadu.pl/4434c8b0b08018bdbfc45e5a736db666,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.mamadu.pl/4434c8b0b08018bdbfc45e5a736db666,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">14-letni chłopiec nie wytrzymał presji.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
